Rozdział 50
Druga strona medalu - cz.2.
To, jak szybko potrafi zmieniać się pogoda w górach, nie powinno jej dziwić po tylu wyprawach w różne górskie pasma na Ziemi… a jednak krótki czas, w którym piękny, słoneczny dzień zamienił się w burzę z piorunami, zaskoczył ją.
Wraz z gęstymi, ciemnymi chmurami pojawił się także ostry deszcz ze śniegiem, zmuszając dwójkę wędrowców do pokonania ostatnich kilkunastu metrów biegiem. Dla towarzyszących im psów była to oczywiście frajda, lecz dla nich przykra niespodzianka.
Wbiegając do jaskini, Harrigan była już praktycznie cała przemoczona. A najgorsze, że wiatr na zewnątrz wzmagał się z każdą chwilą, nieuchronnie zapowiadając długotrwałe załamanie pogody.
Spojrzała w dal, na wysokie górskie szczyty otaczające dolinę i skąpane w gęstych chmurach.
- No to chyba utkniemy tutaj na dłużej - mruknęła, krzywiąc się.
- Obawiam się, że tak - przyznał równie niezadowolony Dowódca i rozejrzał się wokół. - Proponuję rozpalić ognisko. Mnie nic nie będzie, ale ty możesz się rozchorować, jeśli nie wysuszysz ubrań i nie ogrzejesz się.
- Ja nie wyjdę teraz na zewnątrz, żeby nazbierać drewna - parsknęła ironicznie, wskazując kciukiem na zewnątrz i jednocześnie odwracając się do Wraith.
- Nie musisz. Jest go tutaj wystarczająco - oznajmił, zaczynając już zbierać porozrzucane po sporej jaskini grubsze i cieńsze gałęzie.
- Ooo - mruknęła cicho i znów spojrzała na zewnątrz. - Przydało by się czymś zasłonić to wejście - dodała, zaczynając rozglądać się za wystarczająco dużym głazem.
Niestety znalazła tylko kilka pomniejszych… chociaż, pomyślała nagle, jeśli ułoży je jeden na drugim, powinno się udać, stwierdziła i skupiła się na największym z nich.
Wielki kamień drgnął, by po chwili powoli unieść się nieco do góry.
Wildfire zatrzymał się, przyglądając jak Harrigan przesuwa głazy siła woli, ustawiając je jeden na drugim przy wyjściu z jaskini. W końcu utworzyły wysoką ścianę, pozostawiając jedynie niewielką przestrzeń, przez którą spokojnie można było wyjść na zewnątrz.
Wyjący do tej pory wiatr, teraz ucichł znacznie, przestając wdzierać się do środka.
- Gotowe - rzuciła, zadowolona z siebie, wykonując dłońmi gest, jakby otrzepywała je z kurzy po ciężkiej, własnoręcznej pracy.
A potem odwróciła się do Wraith z tryumfalnym uśmiechem… by zaraz potem spoważnieć i otworzyć szerzej oczy z zaskoczenia.
- Maja? - spytała z lekkim niedowierzaniem.
Dowódca w pierwszej chwili zmarszczył nieco czoło na widok nagłej zmiany wyrazu twarzy kobiety, by nagle zdać sobie sprawę z czyjejś obecności za sobą w tej samej chwili, kiedy Kate wypowiadała imię.
Odwrócił się szybko, gotowy do ewentualnej obrony, jednak było już za późno.
Tuż przed nim stało humanoidalne, ponad dwumetrowe zwierzę o krótkiej, kremowej sierści i miodowych oczach, ukazując swoje wielkie kły, wyraźnie rozgniewane.
Jeden cios łapą zwierzęcia i Wraith wylądował na bocznej ścianie jaskini, po czym osunął się bezwładnie na ziemię.
- Maja! Przestań! - krzyknęła stanowczo kobieta.
Samica goryla spojrzała na nią, unosząc nieco górną wargę i obnażając długie kły. A potem wykonała jeden gwałtowny sus w jej stronę. Lecz kiedy Harrigan nie ustąpiła, samica zawahała się i zaczęła kręcić w miejscu nerwowo, pohukując.
- Już dobrze - dodała łagodnym tonem, próbując ja uspokoić. - Nic ci nie zrobi - dodała i zerknęła na Wraith.
Wciąż leżał nieruchomo na ziemi.
Najwyraźniej cios był na tyle silny, że Dowódca uderzył głową o skałę i stracił przytomność, stwierdziła i skoncentrowała się ponownie tylko na umyśle zwierzęcia.
Wyczuwała, że wielki goryl wciąż jest bardzo wzburzony.
Niepotrzebnie próbowała ostrzec samice przed Wildfire, ale wtedy była na niego wściekła… i bała się, że mim wszystko może jej zrobić krzywdę, jeśli przypadkiem natknie się na niego.
Gorylica czasami lubiła chodzić w pobliże jego laboratorium, więc takie spotkanie mogłoby zakończyć się dla niej źle.
- Uspokój się - powiedziała spokojnym, miłym głosem, uśmiechając się, a jednocześnie wysyłając jej telepatycznie przyjemne emocje. Podniosła powoli dłoń, aby pogłaskać ją ostrożnie po ramieniu. - Już wszystko w porządku. Nic ci nie grozi.
Zwierzę spojrzało na nią i po chwili usiadło na ziemi.
- Widzisz… Tak lepiej - dodała, a gorylica położyła swoja wielką łapę na jej głowie. Kate uśmiechnęła się szeroko, nieco rozbawiona. - A teraz zobaczę co z nim - oznajmiła, wskazując na Wraith, po czym ruszyła powoli w jego stronę, wciąż kątem oka obserwując goryla. Samica wydała z siebie krótki, jakby nieco zaniepokojony dźwięk. - W porządku. Nic się nie stanie… Ale muszę zobaczyć co z nim.
Zwierzę zerknęło na nieprzytomnego Wraith.
Kate nie była pewna czy samica rozumie cokolwiek z tego, co się do niej mówi, chociaż wydawała się być znacznie inteligentniejsza od swoich ziemskich pobratymców, jednak słowa pozwalały się jej skupić na emocjach, które w tym samym czasie przekazywała zwierzęciu.
W końcu przyspieszyła kroku i podeszła do Dowódcy.
- Vi?! - rzuciła, klękając przy nim. - Wildfire?! - powtórzyła głośniej
Wraith otworzył gwałtownie oczy, nieco zdezorientowany w pierwszej chwili, a potem usiadł nagle, przypominając sobie co się stało. Na widok wielkiego stworzenia warknął ostrzegawczo.
- Nie, czekaj - powstrzymała go przed sięgnięciem po pistolet. - Ona ci nic nie zrobi.
Spojrzał oschle na Harrigan.
- Powiedz to moim połamanym żebrom - syknął.
- Uleczę cię, ale uspokój się… Proszę - powiedziała spokojnie z tak niepodobnym do niej potulnym wyrazem twarzy. - Ona nic ci nie zrobi. Po prostu wystraszyła się.
Dowódca spojrzał najpierw nieprzyjemnie na goryla, a potem wyraz jego twarzy złagodniał.
- W porządku - mruknął i oparł się o ścianę.
Jęknął, kiedy jego głowa dotknęła skały i sięgnął do tyłu dłonią, by sprawdzić co sprawiło mu ból.
- O cholera - rzuciła Kate, widząc zakrwawioną dłoń, po czym przesunęła się, aby obejrzeć ranę. Odgarnęła ostrożnie ubrudzone, długie włosy - Jest prawie zagojona, ale wciąż krwawisz.
- Widocznie była głęboka. A ja dawno nie…
- Jadłeś? - dokończyła spokojnie, znów spoglądając na niego.
Uśmiechnął się lekko.
- Ludzie raczej unikają tego określenia w przypadku Wraith.
- Ja nie mam z tym problemu - odparła i przyłożyła jedną dłoń do jego piersi, a nad drugą zaczęła kumulować energię z otoczenia.
A kiedy ta sama energia zaczęła przepływać przez jej ciało, zamknęła oczy, skupiając się na tej czynności.
Wraith przyglądał się jej uważnie, kiedy życiodajne, wzmacniające siły zaczęły przeniknąć do jego organizmu. Znów poczuł to przyjemne ciepło i ukojenie, a nawet wręcz satysfakcję. Niemal zupełnie jak podczas żerowania na ludziach, pomyślał, tyle że te odczucia były znacznie spokojniejsze.
- Dlaczego nazwałaś mnie VI? - spytał nagle, rozpraszając ją na moment.
Zerknęła na niego.
- To skrót od twojego imienia, który wymyśliłam - powiedziała. - Chociaż początkowo brzmiał Wi-Fi… No wiesz: Wild Fire - próbowała zażartować, ale najwyraźniej on nie podzielał jej poczucia humoru.
Ale on skrzywił się tylko nieco i wydał z siebie cichy pomruk dezaprobaty dla jej zachowania, po czym ponownie dotknął dłonią głowy.
Rana była już zagojona, a on nie czuł bólu.
- Już w porządku? - spytała.
- Chyba tak.
- Mogę dokończyć… No wiesz, nakarmić cię - zaproponowała.
Spojrzał na nią.
- Mówiłaś, że to ci szkodzi.
- Jeśli robię to zbyt często, albo zbyt długo. Ale jedna dłuższa sesja raz na jakiś czas nie ma na mnie jakiegoś specjalnego wpływu - wyjaśniła.
Dowódca zdawała się zastanawiać przez moment, po czym przytaknął lekkim skinieniem głowy.
Harrigan uśmiechnęła się nieco i ponownie położyła dłoń na jego piersi, zamykając oczy, by skupić się na przepływie energii. Mieli dużo czasu, więc mogła to robić powoli i spokojnie, co sprawiało, że jej własny organizm jeszcze mniej odczuje skutki tego zabiegu.
Wraith rozluźnił się i opierając głowę o skałę, także przymknął oczy z zadowoleniem. Ten proces był dla niego na prawdę bardzo przyjemny…
Głośne warknięcie jednego z psów i pisk drugiego, wytraciły nagle Kate ze stanu skupienia.
Spojrzała za siebie.
Jak zwykle Shin próbował zaczepiać Tashę, a ona nie miała na to najmniejszej ochoty, więc potraktowała go ostro.
- Co jest?! - warknęła groźnie kobieta po polsku. - Spokój tam!… Natychmiast!
Dowódca otworzył gwałtownie oczy wraz z jej pierwszymi słowami, kiedy do jego ciała wpłynęła gwałtownie spora dawka energii. A przy następnych jej słowach niemal wstrzymał oddech.
- Kate?... To parzy - jęknął, czując ból przeszywający całe jego ciało.
Spojrzała na niego szybko, marszcząc brwi, wciąż lekko poirytowana zachowaniem psów.
- Parzysz mnie - powtórzył, z trudem łapiąc powietrze i kładąc swoją dłoń na jej.
Harrigan otworzyła nieco szerzej oczy i odsunęła szybko rękę, zdając sobie sprawę, że teraz to w niej kumulowała energię bez przepuszczania jej przez własne ciało.
- Przepraszam… przepraszam - rzuciła zakłopotana. - Nie chciałam… Nic ci nie jest? - spytała z niewinnym wyrazem twarzy, uśmiechając się przepraszająco.
- Nie - jęknął. - Ale przez chwilę poczułem się, jakbym to ja obrywał za nich - dodał z lekkim rozbawieniem, gestem głowy wskazując na zwierzęta.
- Jeszcze raz przepraszam… Ale kiedy się denerwuję, nie zawsze panuje nad tym - wytłumaczyła się.
- W porządku… Rozumiem - odparł, uspokajając bijące szybko serce.
- Mam dokończyć? - powiedziała ostrożnie. - Obiecuję być bardziej delikatna - zażartowała nieco.
Ku jej pewnemu zaskoczeniu, Wraith uśmiechnął się kącikiem ust, a potem ponownie skinął potakująco głową. Odpowiedziała tym samym gestem i jeszcze raz przysunęła dłoń, a na drugiej znów uformowała niewielką kule energii.
Znów zamknęła oczy.
- A więc to działa także jako… przekaźnik emocji? - zauważył po chwili.
Tym razem Harrigan nie otworzyła oczu, kontynuując.
- Sądzę, że tak… Rzadko używam tych umiejętności - wyjaśniła. - A jeśli już, to staram się na nich skupić, aby nikomu nie wyrządzić krzywdy, więc jestem wtedy spokojna… Chociaż teraz po prostu odczułeś bezpośrednie działanie energii, bo skupiłam ją w obu dłoniach.
- W takim razie w tej formie jest to raczej broń - stwierdził.
- Tak… Używałam tego w ten sposób, kiedy biegałam sobie po różnych planetach - zażartowała.
Nie widziała tego, ale Dowódca przechylił nieco głowę.
- Zawsze żartujesz, kiedy wspominasz o tym okresie… Ale to zapewne była dla ciebie ciężka lekcja przetrwania.
Kate otworzyła oczy i wzruszyła lekko ramionami, przerywając sesję.
- Wiesz, trywializowanie problemu, to jedna z metod radzenia sobie z nim, lub ze stresem - odparła. - A to akurat wychodzi mi najlepiej - przyznała, zaciskając nieco usta w lekkim uśmiechu.
- Twój sarkazm - zauważył.
- Właśnie - odparła i ponownie zamknęła oczy, skupiając się.
Przyglądał się jej uważnie przez chwilę.
Była bardzo spokojna, kiedy skupiała się na tej czynności, a jej twarz zdawała się nawet promienieć. Być może to efekt przepływającej przez jej ciało energii, stwierdził. A może jedynie mu się wydawało. W każdym razie teraz, kiedy była tak blisko niego, miał jedną z nielicznych okazji, aby przyjrzeć się jej uważnie.
Była piękną ludzką samicą. Jedną z najpiękniejszych, jakie widział w całym swoim długim życiu.
Piękna i mądrą, pod wieloma względami… I miała w sobie siłę oraz dumę Królowej Wraith, stwierdził. Niezwykle rzadko spotykana kombinacja… szczególnie jak na człowieka.
- Testowałem cię - odezwał się niespodziewanie Wildfire, przerywając w końcu długotrwałą ciszę.
Kate spojrzała na niego zaskoczona, a jednocześnie z wyrazem zapytania na twarzy.
- Kiedy wczoraj kazałem ci pozostać na hive i naprawiać kryształy - wyjaśnił. - Pytałaś później dlaczego zmieniłem zdanie. Ale to nie była zmiana zdania. To był test. Chciałem wiedzieć jak zareagujesz.
- …Wciąż nie rozumiem - odparła z wahaniem.
- Chciałem wiedzieć jak się zachowasz. Czy… użyjesz swoich zdolności lub znajomości ze Stardustem, żeby wymusić na mnie to co chciałaś… Chciałem wiedzieć jak daleko się posuniesz.
- Ale po co? - zdziwiła się.
Teraz on wzruszył lekko ramionami.
- Z ciekawości - odparł spokojnie.
- Z ciekawości? - powtórzyła i prychnęła lekko.
- Poza tym lubię wiedzieć z kim mam współpracować - dodał, a ona spojrzała na niego, znowu zaskoczona jego słowami.
- Współpracować? Myślałam, że to raczej rodzaj… zapłaty z mojej strony za to, że darowałeś życie mnie i mieszkańcom Vallen - odparła z nutą ironii.
- Współpraca brzmi lepiej - odciął.
Uśmiechnęła się szerzej, rozbawiona jego słowami.
To był piękny uśmiech pięknej samicy, pomyślał… a potem spojrzał w kierunku wejścia do jaskini, tak jak i ona. Wiatr na zewnątrz jeszcze bardziej się wzmógł, a niebo już prawie zupełnie pociemniało.
- Coś czuje, że utkniemy tutaj na dłużej - stwierdziła niechętnie.
Siedząca do tej pory spokojnie na swoim miejscy i obserwująca ich uważnie samica goryla, spojrzała najpierw za kobietą, a potem na Wraith i fuknęła cicho.
Na ten dźwięk Wildfire zesztywniał nieco.
- Nie wiem czy to dobry pomysł - mruknął, spoglądając niepewnie na włochate stworzenie. - Twój nowy zwierzak raczej za mną nie przepada - zauważy.
Harrigan wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Yyyyy… To może być moja wina - odparła niechętnie, zerkając na goryla. - Ostatnio byłam na ciebie zła i mogłam napomknąć coś o… paskudnej, zielonej kreaturze pałętającej się po okolicy - przyznała się. - To chyba dlatego cię zaatakowała - dodała, znów szerokim, niewinnym usmiechem.
Wraith zerknął na stworzenie.
- Paskudna, zielona kreatura, powiadasz? - powtórzył spokojnie, a potem znów spojrzał kobietę. - No cóż, przynajmniej jesteś szczera - dodał.
- Wybacz…
- Nie musisz przepraszać - stwierdził. - To może wydać ci się dziwne, ale cenie sobie tą cechę u ludzi. Czciciele przeważnie od dziecka uczeni są okazywać nam… uwielbienie. Ale jest to raczej rodzaj wyuczonego zachowania, niż prawdziwego szacunku. Dlatego też nieraz zdarza się, że to co mówią, a to co myślą o nas, znacznie się różni.
- Pracownik wykonuje polecenia szefa, ale nie zawsze go szanuje - powiedziała.
- Tak… Dlatego właśnie mimo wszystko doceniam twoją szczerość. Nie udajesz, chociaż zmusiłem cię, byś zmodernizowała mój statek… A jak sama wczoraj zauważyłaś, mając dostęp do wszystkich systemów hive, w każdej chwili mogłabyś je sabotować… I zapewne wielu na twoim miejscu skorzystałoby z tej okazji. Ale ty postępujesz uczciwie. A to pozwala mi znacznie lepiej określić, czy w przyszłości powiesz mi prawdę, czy tylko to, co chcę usłyszeć - odparł.
- Niestety szczerość czy uczciwość nie zawsze popłacają. Nieraz mam przez to kłopoty… Ludzie rzadko to doceniają, szczególnie szczerość… A tym bardziej, kiedy ta szczerość to krytyka.
- Nikt nie lubi krytyki… To akurat cecha obu naszych gatunków - przyznał. - Lepiej rozpalmy w końcu to ognisko. Robi się tutaj zimno - dodał i zaczął podnosić się powoli, aby przypadkiem nie zaniepokoić goryla gwałtownym ruchem.
Kobieta spoglądała za nim przez chwile.
To było dziwne popołudnie, stwierdziła. Chyba nigdy wcześniej nie rozmawiała z Dowódcą Nebuli tak otwarcie… I chyba nigdy wcześniej on nie nawrzeszczał na nią przez tak długi czas, dodała z lekkim rozbawieniem. Ale to pozwoliło jej zobaczyć go w nieco innym świetle. Z innej strony. Strony, którą zazwyczaj starannie ukrywał pod maską twardego przywódcy.
I ku swojemu własnemu zaskoczeniu stwierdziła, że to odkrycie spodobało się jej.
Miała tylko nadzieję, że teraz on także był z nią szczery...
Podniosła się, aby mu pomóc i nagle zatrzymała się w półkroku, marszcząc nieco czoło z wyrazem twarzy, jakby zastanawiała się nad czymś.
Wildfire spojrzał na nią ukradkiem i przerwał zbieranie drewna, kiedy nad obiema dłońmi kobiety zaczęły się materializować bladoniebieskie kule energii. A po chwili ta sama energia zaczęła oplatać całe jej ciało, tworząc wokół Harrigan cieniutką, świetlistą poświatę.
- …Co robisz? - zapytał w końcu, niepewnie.
- Energia w tej formie wytwarza ciepło… więc chyba mogę się w ten sposób wysuszyć - odpowiedziała, nie otwierając oczu, skupiona na swojej czynności.
- Ale raczej nie ogrzeje jaskini - zauważył, nieco złośliwie, szukając dogodnego miejsca do rozpalenia ogniska.
Długi, wysoki na około metr skalny mur biegnący przez cześć jaskini, dawał zapewne dobre schronienie przed wciąż wdzierającym się do środka zimnym wiatrem. Pozwoliłby także spokojnie płonąc ognisku, stwierdził Wraith i to właśnie za nim zaczął układać zebrane drewno.
Kiedy skończył, rozejrzał się wokół w poszukiwaniu czegoś, co nadawałoby się na rozpałkę: zasuszonego mchu czy suchej trawy, gdy nagle ktoś stanął obok niego. Pojedyncze, elektryczne wyładowanie uderzyło w środek ogniska niczym piorun, szybko zapalając drobniejsze gałęzie.
Dowódca spojrzał w górę, by zobaczyć lekko uśmiechniętą twarz Harrigan.
- Przydaje się, kiedy nie masz ze sobą zapalniczki - rzuciła wesoło i usadowiła się pod murkiem, aby zacząć szukać czegoś w swoim plecaku.
Dwa psy podeszły do nich, również rozkładając się na ziemi.
Tylko jasnowłosy goryl wciąż spoglądał na nich z drugiego końca jaskini, nadal wyraźnie niezadowolony z obecności Wraith.
Kiedy jednak kobieta zaszeleściła jednym ze swoich batoników, które pozostawiła jej grupa z Atlantydy, potężne stworzenie wyraźnie zainteresowało się tym odgłosem. Nie od razu zdecydowało się jednak podejść bliżej, najpierw przyglądając się uważnie z daleka temu, co dzieje się po przeciwległej stronie. Ale zachęcające słowa Kate szybko sprawiły, że gorylica podeszła do niej, mijając Dowódcę szerokim łukiem, by usiąść obok psów.
Najwyraźniej nie był to jej pierwszy baton, uznał Wildfire, gdyż bez problemu rozpakowała swój podarek i z apetytem zabrała się za jego konsumpcję.
Harrigan uśmiechnęła się, nieco rozbawiona i ugryzła kęs swojego batonu, który prawdopodobnie będzie dzisiaj jej jedynym posiłkiem, skoro najwyraźniej utkną tutaj na całą noc, pomyślała.
