Rozdział 51
Pytania o…
- Tak, wiem. Nienawidzisz Wraith - niemal burknął Dowódca.
Kate nie odpowiedziała od razu i na chwile zapadła grobowa cisza.
Wildfire spojrzał na nią, nieco zaskoczony. Spodziewał się natychmiastowej reakcji, kontrataku. A tym czasem ona patrzyła na niego spokojnie i z powagą.
- Przepraszam, ale kiedy powiedziałam, że nienawidzę Wraith? - spytała w końcu.
- …To chyba oczywiste, skoro nie jesteś Czcicielem - zająknął się nieco.
- Bo żywicie się ludźmi? - parsknęła. - Proszę cię. Dla mnie to jeszcze nie powód, aby was nienawidzić. Szczególnie, że mam na to nieco inne spojrzenie, chociażby z powodu filmu - przewróciła oczyma. - A uwierz mi, że w porównaniu z tym, co na Ziemi ludzie są w stanie zrobić innym ludziom, wasz sposób traktowania jest wręcz humanitarny… Poza tym z biologicznego punktu widzenia robicie to samo, co my ze zwierzętami, więc nie widzę tutaj żadnej różnicy… Co innego fakt, że mnie zaszantażowałeś i zmusiłeś do współpracy… No ale cóż, co najwyżej mogę powiedzieć, że byłam wściekła… Bardzo wściekła… Ale nie nazwałabym tego jeszcze nienawiścią… Zresztą, gdyby tak było, to wątpię abyśmy teraz tutaj sobie siedzieli i spokojnie rozmawiali - zauważyła z lekko ironicznym uśmiechem.
Wraith nie odpowiedział, przyglądając się jej uważnie… z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby starał się stwierdzić, czy mówi prawdę… czy tylko z niego drwi.
- Co?
- Nic… Po prostu… takie słowa brzmią dla mnie dziwnie z ust człowieka, który nie jest Czcicielem - odparł.
- Jak powiedziałam, zapominasz, że z powodu filmu mam nieco inną perspektywę niż ludzie w tej galaktyce.
- Możliwe… Ale mimo wszystko… i tak masz powód do nienawiści… Chociażby z powodu tego, że zostałaś Biegaczem - przypomniał.
- O! I tu się mogę z tobą zgodzić- przyznała, unosząc palec. - Jest przynajmniej jeden Wraith, o którym mogę powiedzieć, że go nienawidzę… A przynajmniej, że pałam doń wielką chęcią zemsty… I gdybym dorwała sukinsyna, to z przyjemnością wepchałabym mu jego własne jaja do jego gardła, a potem kazała połknąć.
Dowódca spojrzał na nią z lekkim wahaniem, unosząc nieco brew.
- …Brutalnie.
Harrigan parsknęła, rozbawiona.
- To i tak byłoby delikatne traktowanie - zażartowała.
- Wole zatem nie pytać jak wyglądałoby surowsze - odparł ironicznie.
Spojrzała na nieco zaskoczona i jednocześnie rozbawiona.
- Czyżbyś właśnie zażartował? - parsknęła.
- Nie… To było zwykłe stwierdzenie - rzekł niemal obojętnie.
Kobieta znów spojrzała na niego, tym razem lekko zrezygnowana.
- Czy ty zawsze jesteś taki poważny? - spytała. - Naprawdę nie masz ani krzty poczucia humoru?
Spojrzał na nią ostro.
- A czy ty zawsze reagujesz na wszystko ironią?
Na ułamek sekundy Harrigan zająknęła się.
- …Ja pierwsza zadałam pytanie.
- A ja jestem twoim zwierzchnikiem - odparował spokojnie. - …Ale odpowiem na twoje pytanie, jeśli ty najpierw odpowiesz na moje.
Zmarszczyła nieco brwi.
- Co to? Zabawa w 10 pytań? - parsknęła lekko.
- 10 pytań? - powtórzył.
- Rodzaj gry, w której zadajesz drugiej osobie dziesięć dowolnych pytań. Jakichkolwiek. Na dowolny temat. Ale w zamian musisz zrewanżować się tym samym. Zazwyczaj odbywa się to naprzemiennie.
- A skąd pewność, dla obu stron, że odpowiedzi są prawdziwe?
- To jest częścią tej gry: jeśli zgadzasz się odpowiedzieć na pytania, powinny być szczere… Tak samo ty musisz potem zaufać tej drugiej osobie, że mówi prawdę.
- W przypadku ludzi rzeczywiście odbywa się to na zasadzie zaufania… Ale w przypadku Wraith kłamstwo można stosunkowo łatwo wykryć.
- Chyba, że ktoś jest wyjątkowo dobrym kłamcą - zauważyła żartobliwie.
Wildfire uśmiechnął się niemal niezauważalnie kącikiem ust.
- Tak, to prawda… Lub jego zdolności mentalne są silniejsze i potrafi oszukać rozmówcę - przyznał i nagle spojrzał na nią z dziwnym przekąsem. - A więc? Odpowiesz na moje pierwsze pytanie?
Kate prychnęła pod nosem.
- Nie powiedziałam, że chcę w to grać. To było pytanie retoryczne.
- Boisz się moich pytań? - ciągnął temat.
Kobieta znów parsknęła lekko.
- Po pierwsze: nie próbuj mnie podejść. Nie dam się w to wciągnąć… A po drugie: niby czego się mam bać? Zapewne będziesz pytał co jeszcze mogę naprawić na hive - zadrwiła.
- Pierwsze pytanie nie dotyczy tego… A poza tym, skoro i tak wiesz o co zapytam, nie masz zatem czego się obawiać i możesz odpowiedzieć na moje pytania.
Zmrużyła nieco oczy i zmieniła pozycję, krzyżując nogi.
- Powiedzmy, że się zgodzę… Ale jaką mam pewność, że ty także dotrzymasz słowa i odpowiesz na moje pytanie? - spytała podejrzliwie.
- Sama powiedziałaś, że zasady są proste: pytanie za pytanie.
Harrigan pokręciła głową, rozbawiona.
- Dobry jesteś… Próbujesz wzbudzić moja ciekawość, żeby dostać to czego chcesz.
- Dziesięć tysięcy lat praktyki - odparł z nuta ironii.
Spojrzała na niego nieco zaskoczona.
- Dowódco Zgredek. A jednak właśnie zażartowałeś… - niemal parsknęła.
Wraith warknął cicho na dźwięk nazwy, której znowu użyła pod jego adresem, ale zaraz potem starał się to zignorować. Szybko zauważył, że im bardziej drążnia go jej słowa, tym ludzka samica ma z tego powodu więcej satysfakcji.
Kate natomiast zupełnie zignorowała jego warknięcie.
- …Chyba zapisze to sobie w kalendarzu jako święto narodowe - ciągnęła dalej swoją drwinę.
- Jak widzisz, jednak miewam poczucie humoru - rzekł.
- No… Musze przyznać, że po raz pierwszy jestem pozytywnie zaskoczona.
Spojrzał na nią uważnie, przyglądając się jej przez chwilę.
- To jak będzie? - zapytał. - Pytanie za pytanie?
- Kusiciel - odparła ironicznie, jakby zastanawiając się i w końcu westchnęła ciężko. - OK, niech stracę… Zgoda. Pytanie za pytanie… Ale szczerze - zaznaczyła, wskazując na niego palcem.
- Masz zdolności telepatyczne, więc możesz to łatwo sprawdzić.
- Ja tam wole nie zagłębiać się w twój umysł - mruknęła ironicznie, krzywiąc nieco usta.
- To nie wymaga zagłębiania się w czyjś umysł…
- Tak, wiem - odparła od niechcenia. - Już się w to bawiłam - przyznała.
- Dobrze… W takim razie teraz odpowiedz na pierwsze moje pytanie - nalegał, chociaż wyjątkowo spokojnym jak na niego tonem.
Kate znów uśmiechnęła się nieco ironicznie.
- Bycie ironiczną to mój sposób na radzenie sobie z otaczającym światem… rodzaj samoobrony: atakuje zanim zostanę zaatakowana - odparła po chwili. - Poza tym nie przepadam za ludźmi i zazwyczaj szybko mnie wkurzają, więc nie patyczkuję się z nimi. Mówię to co myślę i często jest to właśnie w formie ironii… a nawet sarkazmu… Powtarzam wtedy wszystkim, że mam ironiczno-sarkastyczne poczucie humoru i jestem osobnikiem a-społecznym - dodała żartobliwie, z nieco szerszym uśmiechem.
- Nie lubisz swojego własnego gatunku? - spytał, lekko zaskoczony.
- To już drugie pytanie - zauważyła kąśliwie.
Dowódca zmrużył nieco oczy. Wyraz jego twarzy wskazywał iż nie był zadowolony z tego faktu.
- W porządku… To drugie pytanie - zgodził się.
- Nie. Nie przepadam za ludźmi. Są chciwi, egoistyczni, obłudni i niszczą wszystko wokół siebie - odparła z powaga, która nieco zaskoczyła Wraith. - I to nie tylko innych ludzi, ale także całą planetę, dewastując środowisko naturalne. Zabijając bezmyślnie zwierzęta dla zabawy albo z powodu jakichś głupich przesądów... Poza tym, jak już powiedziałam, w porównaniu z tym co na Ziemi jeden człowiek jest w stanie zrobić drugiemu, i to często z byle głupstwa lub zazdrości, wasz sposób traktowania ludzi jest bardzo humanitarny… Nawet nie wiesz jakie wymyślne tortury ludzie wymyślali przez tysiąclecia, aby zmusić kogoś do mówienia. A wielu było takich, którzy robili to dla chorej przyjemności… Rozumiem dlaczego Alteranie zwrócili uwagę na ludzi: maja naprawdę wielki potencjał… Ale ich chciwość, arogancja i bezmyślność są znacznie większe… Jeden z naszych wybitnych fizyków powiedział nawet, że: "Dwie rzeczy nie maja granic: wszechświat i ludzka głupota… Chociaż co do wszechświata to bym się sprzeczał"… Dlatego właśnie wolę towarzystwo moich psów niż ludzi - dodała, już znacznie weselej, z uśmiechem. - One przynajmniej nie są fałszywe.
Wraith przyglądał się jej uważnie przez krótka chwile, jakby analizował słowa, które właśnie usłyszał.
- Ostre słowa - przyznał w końcu. - Chyba nigdy nie spotkałem człowieka, który tak ostro wypowiadałby się o swoich pobratymcach… Było kilku, których inni potraktowali źle. Ale oni… nienawidzili konkretne osoby, lub konkretną społeczność. Ty natomiast wypowiadasz się o całym gatunku… Naprawdę nie ma ani jednej osoby, którą lubisz?
- To już trzecie pytanie.
- Druga część drugiego pytania - odparł.
Ale kobieta pokręciła przecząco głową.
- Nie ma czegoś takiego w tej grze.
- Teraz jest - upierał się przy swoim.
- Próbujesz złamać zasady mojej gry? - niemal parsknęła.
Wildfire uśmiechnął się kąśliwie kącikiem ust, a jego reakcja nieco zaskoczyła Harrigan.
- Ostatnio pewna ludzka samica powiedziała mi, że zasady są po to, aby je łamać. Więc… - wytknął jej.
- Nie łap mnie za słówka, dobra - udała lekko oburzona.
- W takim razie… aby było sprawiedliwie… ty także możesz zadać mi jedno, dwuczęściowe pytanie.
Kate pokręciła nieco głową, przewracając oczyma i westchnęła ciężko.
- No dobra… niech ci będzie… Ale tylko ten jeden raz - zaznaczyła.
- Zgoda - przytaknął z zadowoleniem. - A więc? Jaka jest odpowiedź?
Kobieta znów westchnęła ostentacyjnie.
- To nie jest tak, że pogardzam całym rodzajem ludzkim. Jest sporo ludzi, którzy mają racjonalne podejście do świata… Są także tacy, których lubię… ale zazwyczaj dlatego, że mają oni poglądy podobne do moich, więc zazwyczaj potrafimy się dogadać - wyjaśniła spokojnie i nagle spojrzała na niego z nieco szyderczym uśmieszkiem na ustach. - Teraz twoja kolej na odpowiedzi. Miało być pytanie za pytanie, a ty zadałeś już dwa… A nawet trzy - zauważyła.
- Tak… To prawda - powiedział spokojnie. - Ale odpowiedź na twoje pytanie jest oczywista: Dowódca hive nie może… błaznować… Wasi przywódcy nie zachowują powagi?
- Oczywiście, że zachowują się z powagą… Ale tu nie chodzi o błaznowanie tylko o zwykłe poczucie humoru. O jakiś mały żart lub chociażby okazanie rozbawienia czyimś żartem… Twój wuj i dziadek mają poczucie humoru, a przecież też są wysokiej rangi oficerami.
- Ale od Dowódcy wymaga się czegoś znacznie więcej. Ma być przykładem dla wszystkich i trzymać wszystkich w ryzach, aby nie zapanował chaos. A inni wciąż go uważnie obserwują.
- Rozumiem to. Zupełnie jak u nas w wojsku… Ale nawet tam dowódcy czasami żartują. I nie mówię o rzucaniu kawałów podczas służby na prawo i lewo, ale chociażby o jakikolwiek przejaw humoru poza służbą… Chociażby teraz - dodała. - Nie ma tu nikogo z twoich podwładnych, a mimo to wciąż grasz swoją rolę i notorycznie unikasz okazania chociażby trochę, że coś może cię rozbawić… Nie każę ci się śmiać do rozpuku, ale chociażby mały uśmiech rozbawienia albo mały żart… - dodała i uniosła nieco prawą dłoń, niczym do przysięgi. - Obiecuję, że nikomu o tym nie powiem - zażartowała.
- Po dziesięciu tysiącach lat… odgrywania swojej roli, jak to ujęłaś, także zachowywałabyś się tak samo.
- No nie wiem… ja chyba nie potrafiłabym być poważna - niemal mruknęła.
- Zauważyłem - odciął.
Harrigan ponownie spojrzała na niego nieco szelmowsko.
- Kolejna złośliwa riposta? Czyżbyś się Waszmość rozkręcał? - dodała po polsku.
- Waszmość? - powtórzył.
- To takie stare określenie na PAN - wyjaśniła. - Już bardzo dawno wyszło z użytku… Ale ja czasami lubię używać starych określeń.
- Rozumiem… I nie. Nie… rozkręcam się. Ja także bywam czasami ironiczny… Szczególnie, że w twoim przypadku dobra riposta skutkuje lepiej niż próba… zastraszenia.
- Ponieważ cenię sobie dobrą ironię lub sarkazm - rzuciła z szerokim uśmiechem zadowolenia. - Nawet jak dają nieźle w dupę… To znaczy, że są ostre - wyjaśniła od razu.
- Tak. Zrozumiałem to określenie… Drugie twoje pytanie?
- Hmm, pomyślmy - zaczęła się zastanawiać i nagle uśmiechnęła się beztrosko. - Czy dostanę mundurek?
- Jaki mundur? - zdziwił się, mrużąc nieco oczy.
- No jakiś taki ładny… Wraith-owski… W końcu jestem członkiem ekipy - uśmiechnęła się szeroko.
Wildfire warknął lekko pod nosem.
- Nie jesteś… członkiem ekipy, tylko Czcicielem - odparł stanowczym tonem.
Kate parsknęła ostentacyjnie.
- Czcicielem, z tego co wiem, zostaje się z własnej woli… a ja się na to nie pisałam. Zaszantażowałeś mnie, żebym dla ciebie pracowała… No, chyba że nazwać to: przymusowym Czcicielem.
- Nazywaj to jak chcesz, ale nie dostaniesz munduru Wraith - burknął.
- W zasadzie to nie myślałam o płaszczyku tylko o jakimś ładnym, dwuczęściowym stroju… Mam nawet pomysł jakby miał wyglądać…
- Zapomnij - warknął.
- Dlaczego? Chyba coś mi się należy za moja współpracę?… Skoro i tak mi nie płacisz - wytknęła mu.
- Już ustaliliśmy co jest nagrodą za twoją… współpracę.
- Ale mundurek byłby miłym dodatkiem - dodała, znów weselej.
- Powiedziałem nie - warknął stanowczo.
- To nie jest odpowiedź, tylko twoje… widzimisię.
- Jako Dowódcy hive, moje… widzimisię… powinno być dla ciebie wystarczającą odpowiedzią… I na tym kończymy tą dyskusję - dodał stanowczo.
- Jasne… Typowe - mruknęła, niezadowolona.
Wraith znów warknął pod nosem, poirytowany.
Już nie pamiętał kiedy ostatnio rozmawiał z człowiekiem, który w tak oficjalny sposób kwestionowałby każde jego słowo. Każdą decyzję.
Czciciele od dziecka uczeni byli posłuszeństwa względem Wraith, a większość pozostałych ludzi w tej galaktyce jest zbyt wystraszona takim spotkaniem, aby próbować się sprzeczać. Ale ta ludzka samica, jak sama zauważyła, ma nie tylko zupełnie inne spojrzenie na sytuację, ale także charakter, przez który trudno jest się jej podporządkować władzy Wraith… W zasadzie jakiejkolwiek władzy, pomyślał z lekkim rozbawieniem.
I chociaż z jednej strony jej zachowanie niebywale go drażniło, to jednak musiał także przyznać, że właśnie to samo zachowanie intrygowało go w niej. Sprawiało, że była znacznie ciekawsza niż każdy inny czciciel… i kusiło go, aby pozwolić wciągnąć się w jej grę.
A może, po prostu, była to tylko pewna odmiana dla codziennego, niekwestionowanego posłuszeństwa Czcicieli względem Wraith, która z czasem zacznie go nudzić, pomyślał.
Tak czy inaczej, w chwili obecnej Dowódca Wraith postanowił iż na razie pozwoli tej ludzkiej samicy na jej… szczerość i zobaczy do czego to doprowadzi.
"…Chłopiec spojrzał sponad książki na osobę, która właśnie pojawiła się w progu niewielkiego pomieszczenia.
Młody Wraith był nawet wysoki i dość dobrze zbudowany, a jego długie za ramiona włosy nieco zmierzwione. Miał na sobie dwuczęściowy czarny, skórzany uniform. Jednak w przeciwieństwie do dorosłych nie był to długi płaszcz, lecz sięgająca ud kurtka, nieco wykrojona z przodu. Ramiona zdobiły natomiast pojedyncze naramienniki o stożkowym kształcie.
Uśmiechnął się wesoło i usiadł na skraju łóżka.
- I jak tam, Sparky? Wyspałeś się? - zapytał.
- Trochę… Statek strasznie hałasuje - niemal mruknął.
- Hałasuje?... Aaa, masz na myśli ten dziwny szum - odparł, nieco rozbawiony, na co chłopiec przytaknął gestem głowy. - Przywykniesz. Na początku każdemu to przeszkadzało, ale nauczyliśmy się to ignorować… To rodzaj… mowy hive - wyjaśnił. - Powstaje, kiedy informacje w postaci impulsów elektrycznych są przesyłane przewodami z jednej części statku do drugiej.
- Jakby statek rozmawiał sam ze sobą?
- …Coś w tym rodzaju - przyznał i zerknął na dwie książki, które przyniósł ze sobą. - Mam tu cos dla ciebie. Jedna to bajki o Małym Iratusie, które zna każde dziecko…
- Nie jestem dzieckiem - zaprotestował.
- W zasadzie to jeszcze jesteś… Ale nie w tym rzecz. Te bajki zostały napisane i zilustrowane przez Pierwszą Matkę, która najpierw opowiadała je Pierwszym Wraith. Śmiało można powiedzieć, że to pierwsza książka, jaką stworzyli Wraith…
- Bajki dla dzieci? - parsknął.
- To nie tyle bajki, co historyjki z morałem… Uczy każde dziecko szacunku dla innych i naszych tradycji… Że
powinniśmy dbać o siebie nawzajem i wspierać się, ponieważ w jedności tkwi nasza siła… Rozumiesz?
- Chyba tak… A druga? - dodał z większym zainteresowaniem.
- Druga to twoja ulubiona historia… Często czytał ci ją twój pradziadek…
- Ten, który miał tak samo na imię jak ja? - ożywił się wyraźnie.
- Tak… Pierwszy Ojciec, Wildfire.
Chłopiec wziął obie książki i przyglądał się im przez dłuższą chwilę.
- Szkoda, że go nie pamiętam - wymamrotał. - Nawet jak mi o nim opowiadałeś, to czułem się tak, jakbym słyszał to po raz pierwszy.
Starszy Wraith uśmiechnął się lekko i poczochrał nieco jego włosy dłonią.
- Nic nie szkodzi. Najważniejsze, że przeżyłeś… Jesteś silny, jak twój przodek i może pewnego dnia zostaniesz równie dobrym Dowódcą - stwierdził. - Jeśli chcesz, opowiem ci wszystko co wiem o twojej rodzinie. Pytaj o co chcesz… Wtedy, nawet, jeśli nigdy sobie ich nie przypomnisz, to będziesz ich znał z opowiadań innych.
Chłopiec spojrzał na niego z wdzięcznością i uśmiechnął się lekko.
- Szkoda, że nie jesteś moim bratem, Bullseye… Chciałbym mieć takiego starszego brata… Tylko ty przychodzisz tutaj i rozmawiasz ze mną, żebym sobie coś przypomniał… Poza wujem i dziadkiem.
- Myślę, że reszta po prostu nie wie jak z tobą rozmawiać… Cudem ocalałeś i na dodatek niczego nie pamiętasz, więc chyba nie wiedzą jak zacząć rozmowę i o czym z tobą rozmawiać.
- Normalnie… i o wszystkim - rzucił. - Tak jak ty.
- Nie dla każdego jest to takie proste, Sparky… Ja zawsze byłem gadatliwy - uśmiechnął się szerzej.
- A ja? - zainteresował się chłopiec.
- Ty?... Raczej bardziej pyskaty niż gadatliwy… Zawsze mówiłeś to co myślisz. Szczególnie, kiedy coś ci się nie podobało - parsknął. - Zupełnie jak Pierwszy Ojciec… Chyba dlatego wszyscy uważali, że jesteś do niego bardzo podobny - zauważył nagle, co wywołało u jego młodszego rozmówcy uśmiech zadowolenia na twarzy…"
