Rozdział drugi: Bratnie dusze
Heahmund jeszcze przez długi czas trwał w milczeniu, nie mogąc poruszyć się choćby o jeden cal.
To musiał być sen – po prostu musiał. To nie mogło być możliwe, żeby w tym zapomnianym przez Boga świecie trafił na wyznawczynię swojej wiary. To było po prostu zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe.
- Znasz jednak naszą mowę. – Głos dziewczyny wyrwał go gwałtownie z zamyślenia. – A słyszałam od Hvitserka, że ponoć go nie znasz.
Dopiero teraz Heahmund zdał sobie sprawę z tego, że wciąż trzyma nóż przy nasadzie jej szyi. Szybko upuścił go na podłogę, a następnie odsunął się od dziewczyny i dał jej czas na to, aby mogła wstać z ziemi i usiąść prosto. Dopiero wtedy się odezwał.
- Nie mów o tym nikomu. – wymamrotał ledwie słyszalnym głosem. Obawiał się tego, że któryś z ludzi Ivara może ich teraz podsłuchiwać. – Nie chcę, żeby Ivar się o tym dowiedział.
- Ode mnie na pewno się tego nie dowie. Masz na to moje słowo.
Heahmund nie wiedział, co dalej powiedzieć. Wpatrywał się w nią z mieszaniną zdumienia, podziwu i osłupienia. Naprawdę trudno było mu uwierzyć w to, że w tej przeklętej dziurze trafił na chrześcijankę. To był dopiero istny cud.
- Jakim cudem wyznajesz taką samą wiarę co ja? – spytał się w końcu. Ciekawość zżerała go od środka. Musiał się tego dowiedzieć. Musiał wiedzieć, jakim cudem udało mu się trafić na kogoś takiego.
- Zmieniłam wiarę już wiele lat temu. – odpowiedziała mu na to szatynka. – Nikt o tym wciąż nie wie. Ukrywam to przed innymi… sam chyba domyślasz się, dlaczego. – dodała na sam koniec. Heahmund tylko skinął głową, kompletnie ją rozumiejąc. – Gdy byłam małym dzieckiem i mieszkałam jeszcze z rodzicami i starszym bratem w Kattegat, przybył tam Athelstan. – Na dźwięk tego imienia biskup drgnął nieznacznie. Słyszał wiele o tym mnichu. Był on ojcem księcia Alfreda. To właśnie on zdołał nawrócić na jakiś czas na chrześcijaństwo Ragnara Lothbroka. – Słuchaliśmy w tajemnicy jego opowieści o jego kulturze i wierze. Przekonał nas, abyśmy przeszli na chrześcijaństwo. My i jeszcze kilkoro innych dzieci zmieniliśmy wiarę na krótko przed jego śmiercią.
- I wasi rodzice nigdy się o tym nie dowiedzieli? – zdziwił się Heahmund. Athelstan nie żył już od wielu lat; chyba od ponad piętnastu, jeśli dobrze pamiętał. Dziewczyna przed nim siedząca nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia, góra dwadzieścia dwa lata. Musiała mieć zatem siedem, góra osiem lat, gdy go poznała i przeszła na chrześcijaństwo.
W tak młodym wieku była już taka mądra i taka dzielna. – pomyślał. – Bóg naprawdę musiał postawić ją na mojej drodze. To na pewno On za tym stoi. Chciał, żebym ją spotkał. Nie ma innej możliwości.
- Niestety, dowiedzieli się w końcu. – Skandynawka po tych słowach westchnęła ciężko na samo wspomnienie tamtych dni. – Pewnego dnia przyłapali mojego brata na modlitwie i wściekli się na niego niesamowicie.
- Zabili go? – Heahmund aż zadrżał na samą myśl o tym.
- Niezupełnie. Wygnali go z domu i skazali na błąkanie się w głuszy, w samym środku zimy, bez jedzenia i picia. Skazali go tym na pewną śmierć. Już nigdy więcej go potem nie zobaczyłam.
- Ciebie też ukarali?
- Nie. Nie wiedzieli, że i ja przeszłam na tę wiarę. Nie byłam też tak głupia, żeby pozwolić na to, żeby to się wydało. Zdołałam w ostatniej chwili schować wszelkie dowody na to i udawałam, że wciąż przynależę do naszej rodzimej wiary. Zmuszali mnie do udziału we wszystkich obrzędach i nieustannie mnie pilnowali. Zdołałam jednak zachować jedną rzecz z tamtych czasów. – dodała po chwili, po czym wyciągnęła z kieszeni skórzanych spodni drewniany różaniec. – Zrobiłam go razem z Athelstanem. – powiedziała. – Instruował mnie, co robić po kolei. Sama wszystko rzeźbiłam: od krzyża po wzorki na paciorkach. – dziewczyna uśmiechnęła się smutno na to wspomnienie, przesuwając przy tym różaniec w swojej dłoni i przyglądając mu się z rozrzewnieniem.
Heahmund przyjrzał się uważnie jej pamiątce z tamtych czasów. Od razu dostrzegł te wszystkie detale i pracę, jaką musiała ona włożyć w zrobienie tego. Na pewno długo nad tym pracowała. To nie był zwyczajny, prosty różaniec. Każdy paciorek był ręcznie wykonany, a rzemyk jakie je łączył wciąż mocno wszystko trzymał w całości.
Coś wciąż jednak mu podpowiadało, że to może być podstęp. Taki szczęśliwy zbieg okoliczności nie mógł być zwykłym przypadkiem. Musiał wciąż zachować wszelkie środki ostrożności, aż do momentu, gdy nie będzie całkowicie pewien tego, jakie intencje ma ta dziewczyna i kim naprawdę jest.
- Jestem Eira. – powiedziała nagle jego towarzyszka, wyciągając jednocześnie ku niemu dłoń.
- Heahmund. – mężczyzna z wahaniem przyjął jej dłoń i uścisnął ją. – Twoje imię brzmi dość znajomo. – dodał po chwili.
- Słyszałeś o mnie? – zdumiała się dziewczyna.
- Nie, nie, nic z tych rzeczy. – Heahmund uśmiechnął się lekko, widząc jej zdziwioną i nieco nawet wystraszoną minę. – Imię „Eira" występuje wśród mieszkańców zachodniej części Brytanii, u Walijczyków. U nich to imię oznacza „śnieg".
- No cóż… u nas to imię również występuje i oznacza coś innego.
- Co dokładnie ono u was oznacza? – zaciekawił się mężczyzna. Rozmowa z Eirą rozwijała się w pełni naturalnie i ani trochę go nie nudziła. Naprawdę chciał dowiedzieć się jak najwięcej o tej niezwykłej dziewczynie.
- „Miłosierna". – odpowiedziała w końcu. – Ale może też oznaczać „ochronę" lub „pomoc", w zależności od dialektu czy kontekstu słowa w danym zdaniu czy sformułowaniu.
To musi być znak. – pomyślał w tej samej chwili Heahmund. – Nawet jej imię próbuje mi dać znak, że to jest cud zesłany dla mnie przez Boga. Przysłał ją do mnie, aby pomogła mi w ucieczce stąd.
Wciąż jakaś część jego jaźni podpowiadała mu, aby dalej pozostawał uważny. Z własnego doświadczenia wiedział, że nawet gdyby to wszystko było prawdą, co wciąż coś mogło pójść nie tak.
- Ivar sprowadził cię tutaj wbrew twojej woli. – Głos dziewczyny wyrwał go nagle z zamyślenia. – Zwykle nie brał on żadnych jeńców i wybijał wszystkich chrześcijan. Dlaczego ciebie oszczędził?
- Sam chciałbym to wiedzieć. – odpowiedział jej Heahmund. – Z tego, co zdołałem usłyszeć z jego krótkiej rozmowy z królem Haraldem wynikało, że chyba chce, żebym dla niego walczył. Niedoczekanie jego. – dodał po chwili, prychając przy tym z odrazą. – Prędzej umrę niż dam z siebie zrobić najemnika pogan.
- Możesz też zawsze stąd uciec. – zaproponowała niespodziewanie Eira. – Mogę ci w tym pomóc.
To naprawdę jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Nawet Bóg nie potrafi odczyniać takich cudów.
- Dlaczego chcesz mi pomóc? – spytał się jej cichym głosem. – Co z tego będziesz miała?
Nie wierzył w to, że ta dziewczyna była skłonna do pomocy mu „ot tak", nawet jeśli była chrześcijanką. Dopiero co się poznali. Ona z pewnością chciała mieć coś z tego.
- Widzisz, w jakim świecie muszę żyć. – powiedziała, patrząc mu się przy tym prosto w oczy. – Nie ma dnia, żebym nie martwiła się o to, że ktoś odkryje prawdę na mój temat i wyjawi wszystkim, że jestem chrześcijanką. Ja też chcę stąd uciec. Sama jednak nie dałabym sobie rady. Nie musisz odpowiadać mi już teraz. – dodała po dłuższej chwili, odczytując w spojrzeniu mężczyzny, że ten wciąż się wahał. – W pełni rozumiem twoją niepewność i nieufność. Sama zachowałabym się identycznie na twoim miejscu. – Zaraz potem Eira podsunęła mu bliżej tacę z jedzeniem. – Zjedz coś. Jak Hvitserk wróci, żeby cię sprawdzić, to nie będzie się wyżywał ani na tobie, ani na mnie.
Heahmund posłuchał się jej i wziął do ręki bochenek chleba, po czym oderwał od niego mały kawałek i zaczął go powoli jeść. Eira dobrze odgadła jego myśli – nie tyle co jej nie ufał, ale zwyczajnie nie chciał ryzykować. Dopiero co ją poznał i nie wiedział jeszcze, jaką jest osobą i jakie motywacje nią teraz kierują. Być może okłamywała go teraz o tym, że nikt nie wie o jej religii i że wykorzystują to przeciw niej. Być może otrzymała ofertę immunitetu w zamian za przetestowanie go w taki sposób. Nie wiedział tego. Musiał zatem chociaż trochę odczekać i zobaczyć, z jaką osobą miał do czynienia.
Nie pomagał mu w tym jednak ani trochę fakt, że już teraz chciał dać jej odpowiedź. I że chciał się na jej pomoc zgodzić.
