Rozdział trzeci: Baranek ofiarny
Minęły dwa dni od przybycia do Vestfold. Heahmund wciąż pozostawał na uwięzi, nie mając żadnej szansy na wyjście na zewnątrz. Dzień i noc spędzał w tej oborze, z jedynych towarzyszy mając okazjonalnie Hvitserka i Eirę. Dziewczyna po tym, jak brat Ivara wrócił, żeby ich sprawdzić, została od razu przez niego zabrana. Heahmund zobaczył ją dopiero następnego dnia, późnym wieczorem, gdy ta przyszła do niego z ostatnim posiłkiem tego dnia. Wcześniej Hvitserk wysyłał do niego inne dziewczyny, z którymi w ogóle nie zamieniał choćby jednego słowa. Czekały one tylko w milczeniu, aż ten zje przyniesiony mu posiłek, po czym zbierały tace, dzbany i talerze, stukały w drzwi i były wypuszczane na zewnątrz.
Z Eirą było jednak inaczej. Heahmund starał się nie przedłużać jej wizyt, tak żeby Hvitserk ani Ivar niczego się nie domyślili.
- Wciąż omawiają szczegółowe plany ataku z Haraldem. – wyjawiła mu drugiego dnia, gdy na krótką chwilę mogli posiedzieć razem na osobności, z dala od innych. – Nasz król chce po wygranej walce zyskać Kattegat dla siebie.
- I Ivar i Hvitserk nie mają nic przeciwko temu?
- Nic na to nie wskazuje. – odparła dziewczyna. – A przynajmniej Ivar w ogóle nie wydaje się być tym zainteresowany.
- To przebiegły diabeł. Na pewno coś knuje. – stwierdził po jej słowach Heahmund. – Możliwe, że będzie chciał zdradzić waszego króla i wbić mu nóż w plecy, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja.
- To bardzo możliwe. – przyznała Eira. – Czas to jednak pokaże.
Mężczyzna przyjrzał się jej uważnie. Osoba tej dziewczyny nie dawała mu spokoju. Z jednej strony podejrzewał on ją o najgorsze kłamstwa i manipulacje, ale z drugiej strony widok jej chrześcijańskiego wisiorka i samodzielnie zrobionego różańca przeczył temu, co intuicja mu podpowiadała. Na dodatek czuł on, że jest ona inna niż pozostali Nordycy, jakich tu spotkał. Było w niej coś wyjątkowego.
Wciąż nie udzielił jej odpowiedzi na jej ofertę. Dalej czekał i obserwował ją, aby zobaczyć jej interakcje z pozostałymi mieszkańcami tej mieściny. Na razie nie miał możliwości dokładnego zaobserwowania tego, z racji że wciąż znajdował się na uwięzi i nie mógł nigdzie wychodzić, ale przeczuwał on, że sytuacja ta wkrótce ulegnie zmianie.
~0~
Ivar odwiedził go następnego dnia. Zjawił się krótko po wschodzie słońca, gdy Heahmund jeszcze nie był w pełni rozbudzony. Wystarczyło mu jednak jedno spojrzenie na młodego wikinga, aby go skutecznie rozbudzić i w pełni przywrócić do rzeczywistości.
Był nienaturalnie z czegoś zadowolony. Młody biskup domyślił się, że pewnie jego rozmowy z królem Haraldem musiały w końcu czymś zaowocować.
- Smakowały ci potrawy pogan, biskupie? – spytał się go chłopak, uśmiechając się przy tym szyderczo. Heahmund puścił mu tę uwagę płazem. Nie był teraz w nastroju do wykłócania się z niestabilnym psychicznie szaleńcem, jakim według niego był Ivar.
- Były znośne. – odpowiedział mu po dłuższej chwili. – Aczkolwiek mogły być lepsze.
- No cóż, w takim razie będziesz musiał o tym porozmawiać z Eirą. – Na dźwięk imienia jego nowej znajomej mężczyzna drgnął nieznacznie i zerknął w stronę Ivara. Chłopak uśmiechnął się szeroko, widząc to. Wywołał u niego dokładnie taką reakcję, na jaką liczył. Heahmund domyślił się tego po jego minie i przeklął siebie w myślach za tę nieuwagę. – To ona jest odpowiedzialna za przygotowywanie tych potraw.
Nic na to nie odpowiedział. Odwrócił spojrzenie od wikinga i starał się utrzymać neutralny wyraz twarzy. Ivar nie dał się jednak na to nabrać.
- Spodobała ci się ona, prawda? – dociekał dalej chłopak. Gdy ten nic nie odpowiedział i dalej unikał jego spojrzenia, uśmiech Ivara powiększył się nieznacznie. – Chciałbyś ją mieć na własność?
- Na własność? – Heahmund nie wytrzymał. – Ludzie nie są bydłem, które można sobie ot tak sprzedawać innym.
Ivar tylko zaśmiał się na te słowa.
- Dziwne, bo ja słyszałem, że zmiana religii jakoś nie zmieniła waszych zwyczajów, i że niewolnictwo dalej jest praktykowane przez wielu katolików. No chyba że źle usłyszałem. – dodał po chwili i uśmiechnął się krzywo. Wyciągnął następnie zza paska nóż, po czym powoli zaczął obierać nim jabłko.
Heahmund znów nie miał jak mu odpowiedzieć. Chłopak sprytnie zagonił go w kozi róg. Nie kłamał mówiąc, że chrześcijanie wciąż praktykowali niewolnictwo. Mimo tego nie zamierzał on brać udziału w takich barbarzyńskich praktykach. A już na pewno nie zamierzał wplątywać w to Eiry.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się i do środka weszła osoba będąca obiektem ich rozmowy.
Na jej widok Heahmund wstrzymał na moment oddech. Spojrzał się z zaniepokojeniem na Ivara i zobaczył, jak na jego twarzy pojawia się szeroki, niepokojący uśmiech. Mężczyzna na ten widok aż zadrżał. Ciarki przeszły po całym jego ciele.
On coś planuje. – pomyślał, nie odrywając przez cały ten czas wzroku od Ivara. – I to na pewno nie jest nic dobrego.
Chłopak tymczasem wciąż przyglądał się Eirze, jednocześnie obracając w dłoni krótki nóż, jakim wcześniej obierał jabłko. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, zamachnął się i rzucił nim prosto w dziewczynę.
Heahmund nie zdołał w żaden sposób zareagować. Wydał tylko z siebie zduszony krzyk i szarpnąć się w więzach. Cały świat nagle zwolnił – bezradnie wpatrywał się, jak nóż przelatuje przez całą długość pomieszczenia, prosto w stronę Eiry.
Dziewczyna także nie zdołała w żaden sposób zareagować. Nóż minął ją o drobną odległość, muskając w locie skórę na jej policzku, po czym wbił się we framugę drzwi tuż obok jej głowy.
Eira kompletnie się tego nie spodziewała. Upuściła ze strachu tacę z jedzeniem, jakie niosła Heahmundowi, wzdrygając się przy tym mocno.
Jej reakcja rozbawiła Ivara możliwie jeszcze mocniej niż nieudolne próby ignorowania go przez biskupa. Chłopak roześmiał się głośno, nie mogąc się w żaden sposób przed tym powstrzymać.
Heahmund nawet przez moment się na niego nie spojrzał. Cała jego uwaga była teraz skupiona na osobie Eiry. Widział po niej, jak bardzo jest roztrzęsiona tym, co właśnie miało miejsce. Zbladła niemiłosiernie i wciąż drżała na całym ciele. Widział jednak, że pomimo strachu i przerażenia starała się to wszystko ukryć.
Nie chce go dalej prowokować. – uświadomił sobie szybko. –I nie chce zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Wie pewnie, jak bardzo kręci go widok słabych osób, które się go boją. Nie chce dawać temu gnojkowi żadnej satysfakcji.
Na tę myśl Heahmund uśmiechnął się słabo kątem ust, tak żeby Ivar tego nie dostrzegł. Eira wciąż zbierała rozrzucone po podłodze jedzenie, starając się przez cały ten czas ignorować śmiech Ivara.
Ta dziewczyna jest niezwykle silna. – pomyślał. – Może nie fizycznie, ale na pewno emocjonalnie i psychicznie.
Eira tymczasem skończyła w końcu zbierać jedzenie. Nie wszystko udało się ocalić – dzban z wodą leżał rozbity tuż przy drzwiach, a zupa, jaką niosła w drewnianej misie, w całości się wylała. Pozostał jedynie tylko chleb i trochę ugotowanych warzyw z mięsem. Dziewczyna podeszła nierównym krokiem do Heahmunda i postawiła przed nim tacę, przez cały czas będąc obserwowaną przez Ivara.
- Możesz już stąd wyjść. – polecił jej nagle chłopak. Eira spojrzała się na niego z dezorientacją, zanim nie obróciła się na moment w stronę Heahmunda.
Tak bardzo chciał on, żeby jeszcze trochę z nim została. Nie mógł go jednak o to poprosić – Ivar momentalnie zorientowałby się wtedy, że zależało mu na niej. Nie mógł jej w tej chwili dodatkowo narażać. Mógł więc zatem tylko jej się przyglądać, podczas gdy Eira wstała, po czym rzuciła mu ukradkiem ostatnie spojrzenie i wyszła, zostawiając go na powrót sam na sam z Ivarem.
- Ja i król Harald szykujemy się do wojny przeciwko mojej macosze, Lagertcie. – powiedział niespodziewanie Ivar, gdy tylko Eira wyszła z pomieszczenia. – Chcę, żebyś towarzyszył mi na polu walki.
Bezpośredniość młodego wikinga zdezorientowała Heahmunda. Przez długą chwilę nie wiedział, co powinien mu odpowiedzieć.
- Dlaczego miałbym ci w czymkolwiek pomóc? – spytał się go ponurym tonem głosu. – Na co byłbym ci tam w ogóle potrzebny? Twoi wojownicy ci nie wystarczą?
- Widziałem cię w boju. – odpowiedział Ivar. – Wiem, jak dobrym i doświadczonym wojownikiem jesteś. Ktoś taki jak ty przydałby się nam na polu walki.
- Nie ma mowy. – Heahmund dalej upierał się przy swoim. – Nie będę walczył dla pogan.
- Jeśli tego nie zrobisz, wówczas w nadchodzącej ceremonii ofiarnej każę Haraldowi poświęcić Eirę.
Reakcja mężczyzny była łatwa do przewidzenia. Obrócił się gwałtownie w stronę Ivara, kompletnie porażony i zgorszony tymi słowami.
- „Ceremonia ofiarna"? – wycedził przez zaciśnięte zęby, z trudem powstrzymując się od rzucenia się na chłopaka. – Co to niby ma znaczyć? Jaka ofiara? Co wy planujecie z nią zrobić?
- Nic, jeśli tylko zgodzisz się na moją ofertę. – Ivar uśmiechnął się szeroko po tych słowach.
Heahmund omal nie powiedział mu, żeby pod żadnym pozorem nie ważył się jej tknąć. Powstrzymał się jednak w ostatniej chwili. Wiedział, że to by mogło tylko jeszcze bardziej pogorszyć obecną sytuację obojga.
- To jak będzie? – spytał się go chłopak, gdy ten przez długą chwilę nic nie odpowiadał. – Pomożesz mi w obaleniu mojej macochy?
Nie mam innego wyjścia. Muszę się na to zgodzić. W przeciwnym razie zabiją ją i złożą w jakiejś chorej, pokręconej, barbarzyńskiej ofierze. Nie mogę na to pozwolić.
- Zrobię to. – powiedział Heahmund cichym, ledwie słyszalnym głosem. Nienawidził siebie teraz za to, ale nie miał innej opcji.
- Mądra decyzja. – pochwalił go Ivar. – Gratuluję zdrowego rozsądku.
Chłopak nic już więcej nie powiedział. Wstał, po czym wyszedł z chaty, podpierając się przy każdym kroku kulami.
Heahmund na powrót został sam. Gdy tylko usłyszał, jak kroki Ivara oddalają się, wzniósł spojrzenie ku sklepieniu budynku i wziął długi, głęboki wdech.
- Boże, dopomóż mi. – wyszeptał, składając przy tym dłonie do modlitwy. – Ocal nas przed działaniem zła. I wybacz mi za to, co wkrótce przyjdzie mi zrobić.
