Mockinbeard: Dzięki ogromne za ten wspaniały i motywujący komentarz :) Cieszę się, że opowiadanie tak Ci przypadło do gustu.


Rozdział czwarty: Cisza przed burzą


Heahmund zmarszczył brwi, wpatrując się z nieufnością w dwóch młodych wikingów siedzących niedaleko niego.

Po tym, jak zgodził się pomóc Ivarowi, chłopak w końcu zgodził się go wypuścić. Nie mógł jednak swobodnie się poruszać po nordyckiej mieścinie – zawsze miał przy sobie co najmniej dwóch strażników, którzy pilnowali go na każdym kroku. Nie miał nawet jednej chwili dla siebie.

Przygotowania do wypłynięcia do Kattegat już się rozpoczęły – wiedział na ten moment tylko tyle. Wiedział też, że Ivar chciał, aby dla niego walczył. Kiedy jednak miało mieć to miejsce, tego jeszcze nie wiedział. I nie miał też najmniejszego pojęcia, do czego będzie musiał się posunąć, aby wypełnić misję narzuconą mu przez młodego wikinga.

Ile ja bym dał za chwilę samotności. – pomyślał, obserwując jak młodzi wikingowie rozmawiają między sobą, ostrząc jednocześnie swoje miecze. Dookoła wojownicy Ivara i Haralda krążyli w tę i z powrotem, szykując się powoli do nieuchronnie nadciągającej wojny. – Chciałbym móc ją znów zobaczyć. Ciekawe, gdzie ona…

Odpowiedź przyszła, zanim ten zdołał sam zadać sobie to pytanie w myślach. Dostrzegł ją dość daleko od reszty, niedaleko parterowego budynku robiącego za główną zbrojownię. Trenowała właśnie na manekinie ćwiczebnym walkę mieczem. Włosy miała częściowo splecione w kilka warkoczy, łączących się z tyłu w jeden grubszy. Nie była już ubrana w prostą suknię, w jakiej widywał ją do tej pory. Teraz miała na sobie strój typowy dla nordyckich wojowniczek.

Gdyby nie to, że widział ją już tyle razy z bliska, nie rozpoznałby jej tak łatwo.

Też będzie brała w tym udział. Będzie walczyła. Ona – taka krucha. Taka szczupła. Taka wątła. Okłamał mnie. Mówił, że będzie bezpieczna. Kłamał. Gnój jeden kłamał.

W napływie emocji Heahmund zerwał się gwałtownie do pozycji stojącej. Spowodował tym, że wojownicy Ivara poruszyli się i też wstali, gotowi do interwencji.

- Czekajcie. – Ivar powstrzymał ich przed dalszymi działaniami. Przyjrzał się uważnie biskupowi, uśmiechając się przy tym nieznacznie pod nosem. Mężczyzna domyślił się, że ten wie, o czym on właśnie myśli. I że sprawiało mu to teraz chorą przyjemność, widząc go w takim stanie. – Co ty wyprawiasz?

- Chcę tylko z kimś porozmawiać. – odpowiedział mu, z trudem starając się zachować spokój. – Wiesz, że nigdzie wam nie ucieknę. Nie w takim miejscu.

Ivar zgodził się po chwili namysłu. Heahmund był pewien, że chłopak od samego początku planował pójść mu na ugodę – był z pewnością ciekaw, co z tego wyniknie. I nienawidził go za to jeszcze bardziej.

Szybkim krokiem ruszył w stronę Eiry. Przez cały ten czas czuł na sobie spojrzenie Ivara i pozostałych. Zastanawiał się, o czym teraz między sobą rozmawiają – czy wyśmiewają się z niego, czy też może mówią o czymś innym? Doszedł po chwili do wniosku, że ani trochę go to nie obchodziło. Nie zamierzał się przejmować tym, co inni mówią. Miał własne problemy, z którymi musiał się uporać. Nie będzie zaprzątał sobie głowy troskami innych.

W końcu, po chwili, która trwała dla niego wiecznością, stanął przed nią. Dziewczyna właśnie zrobiła sobie krótką przerwę w treningu, żeby napić się wody. Wzięła jeden łyk zimnej wody, gdy wreszcie dostrzegła. Kompletnie się tego nie spodziewając, o mały włos się nie zakrztusiła. Szybko odstawiła drewniany kubek na wysoki pieniek, przy którym stało duże wiadro z wodą, po czym otworzyła usta, aby zacząć się mu tłumaczyć.

- Nic mi nie musisz mówić. – przerwał jej, zanim ta w ogóle zdołała się odezwać. Mówił dość cicho, tak żeby inni trenujący na placu ich nie usłyszeli. – Kazali ci wziąć udział w nadchodzącej wojnie, prawda? To dlatego ćwiczysz?

Eira westchnęła ciężko po jego pytaniu. Już ta jedna reakcja dała mu dostateczną odpowiedź. Mimo to milczał dalej, czekając cierpliwie na potwierdzenie ze strony dziewczyny.

- Nie miałam za bardzo wyjścia. – odpowiedziała. – Ale nie musisz się tak o mnie martwić. – dodała, dostrzegając zaniepokojenie malujące się na jego twarzy. – Dam sobie radę, naprawdę. Kobiety w naszej kulturze są do tego szkolone praktycznie przez całe swoje życie. Mogę na taką nie wyglądać, ale gwarantuję ci, że na polu walki nie będę bezbronna.

- Wolałbym jednak, żebyś w ogóle nie brała w tym udziału. – stwierdził Heahmund. Eira spojrzała się na niego z dezorientacją, ale nic nie powiedziała. Jego słowa mocno ją zaskoczyły. – Jeśli jednak dojdzie do bitwy, trzymaj się blisko mnie. Zapewnię ci odpowiednią ochronę.

- Dlaczego aż tak ci zależy na jednej córce pogan? – spytała się go nagle dziewczyna, uśmiechając się przy tym nieznacznie i wpatrując się w niego z lekką dozą niedowierzania. – Dopiero co się poznaliśmy. Czemu aż tak bardzo chcesz chronić kogoś takiego jak ja?

- Bo jesteśmy tacy sami. – odpowiedział jej mężczyzna. Mówiąc to, zbliżył się nieznacznie do niej, tak aby nikt w pobliżu nie był w stanie usłyszeć choćby słowa z tego, co miał jej teraz do powiedzenia. – Jesteśmy dwójką chrześcijan zagubionych w tym bezbożnym świecie. A moją misją jest ochrona każdego wyznawcy mojej wiary.

Zauważył, że po jego słowach Eira rozejrzała się dookoła z niepokojem. Ona też, tak jak on, obawiała się, że ktoś mógłby usłyszeć to. Na jego ustach pojawił się blady uśmiech, gdy tak się jej przyglądał. Ta naturalna reakcja z jej strony dała mu kolejny powód do uwierzenia w to, że to jednak nie był żaden podstęp, i że naprawdę miał do czynienia z prawdziwą wyznawczynią jego wiary.

Na dłuższą chwilę zapadło pomiędzy nimi milczenie. Dziewczyna skupiła się na przyglądaniu się mijającym ich wojowniczkom, podczas gdy on co jakiś czas zerkał w stronę Ivara, mimowolnie ciekaw jego reakcji na to, co teraz miało miejsce.

- To miejsce napawa cię niepokojem i obawą o własne życie. – powiedział nagle. Zaskoczył tymi słowami Eirę. Spojrzała się mu prosto w oczy, jednocześnie zdezorientowana i zaintrygowana. – Nie myślałaś nigdy, żeby po prostu stąd uciec, skoro i tak nikt by tu nie zaakceptował twojej religii?

- Przyznaję, miałam takie myśli, i to nie raz. – odparła po chwili milczenia. – Nic mnie tu w sumie nie trzyma, nawet moja rodzina. Nie mogę jednak opuścić tego miejsca „ot tak".

- Dlaczego? – Domyślał się już, dlaczego tak było. Słowa Ivara z ich ostatniej rozmowy sugerowały, że dziewczyna była niewolnicą. Wolał jednak usłyszeć to bezpośrednio od niej.

- Bo nie jestem wolnym człowiekiem. – Heahmund po jej słowach westchnął ciężko. Tego się obawiałem. – Może i jest tu sporo niewolników, ale zniknięcie choćby jednego wywołałoby zamęt i doprowadziło do jego poszukiwań. A król Harald nie jest bynajmniej znany ze swojej łaskawości. – dodała na koniec, rzucając mężczyźnie znaczące spojrzenie.

Nie musiała nic więcej dodawać. Zrozumiał ją doskonale. Wiedział, co miała na myśli.

- Czyli oboje jesteśmy niewolnikami tego miejsca. – powiedział, wznosząc na moment spojrzenie ku zachmurzonemu niebu. Zbierało się na deszcz. Wiatr wiał coraz mocniej, a temperatura obniżała się; czuł to na swojej skórze. Czuł też węchem charakterystyczny zapach powietrza tuż przed deszczem. Niedaleko już padało. Wkrótce deszcz dotrze i tutaj. – Nie ma sposobu, aby uwolnić się z tego miejsca.

- Nie… nie do końca. – Eira stwierdziła nagle, zamyślając się na dłuższą chwilę. Heahmund spojrzał się na nią, zaintrygowany. – Za dwa księżyce Ivar i król Harald planują wyruszyć na Kattegat. Znając ich obu, na pewno dojdzie do jakiejś bitwy. Wiele osób polegnie wtedy. Moglibyśmy to wykorzystać na swoją korzyść.

Moja sprytna wybawczyni. – pomyślał, z trudem powstrzymując się od uśmiechnięcia się i wyściskania dziewczyny. Bóg naprawdę mu ją zesłał. Teraz już był tego pewien.

- Moglibyśmy wykorzystać to całe zamieszanie i uciec. – zasugerował.

- Sama ucieczka nie wystarczy. – Eira już kompletnie zatraciła się w tworzeniu planu. Heahmund widział po jej oczach, jak mocno ją to ożywiło. Zupełnie jakby nagle zyskała nową nadzieję na lepsze jutro. – Powinniśmy wykorzystać ten czas do wypłynięcia do Kattegat i spróbować poszukać podobnych do nas osób. Wtedy w razie czego moglibyśmy upozorować swoją śmierć w taki sposób, żeby nikt nas nie szukał. Moglibyśmy w trakcie walk w mieście zaciągnąć ich w jakieś dalsze regiony i zabić, a potem podłożylibyśmy ogień pod budynek i udać, że wpadliśmy tam i nie daliśmy rady się wydostać. Albo może nawet wystarczyłoby zmasakrować im twarze i porzucić ich ciała na widoku.

- Obydwa pomysły są warte rozpatrzenia. – przyznał jej Heahmund. Naprawdę podobało mu się to, na co wpadła, oraz jak szybko udało jej się to wymyślić. Zastanawiał się, czy być może te pomysły pojawiły się w jej głowie już wcześniej, tyle że aż do teraz nie miała nikogo, z kim mogłaby je zrealizować. – Później zadecydujemy, który z tych dwóch planów wprowadzimy w życie. Na razie skupmy się na przeżyciu tych dwóch miesięcy.

- Powinniśmy zatem wziąć się za sensowny trening. – stwierdziła Eira. Na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech zadowolenia. Naprawdę cieszyła się z tego, na co wpadli. Aż on sam miał ochotę cieszyć się teraz z nią. Wiedział jednak, że Ivar z pewnością wciąż ich obserwuje. Nie mógł dawać mu kolejnych powodów do dalszego mącenia z losem tej dziewczyny.

Eira tymczasem podeszła do stojaka ze stępionymi mieczami, wybrała jeden i rzuciła go następnie w stronę Heahmunda. Ten złapał go, po czym spojrzał się szybko w stronę Ivara. Chłopak tylko ich obserwował z trudnym do odgadnięcia wyrazem twarzy. Z niepokojem zauważył jednak, że jego spojrzenie co jakiś czas zatrzymywało się na dłuższy czas na osobie Eiry.

Czy ona mu się podoba? – zastanawiał się gorączkowo, próbując z daleko odgadnąć znaczenie spojrzenia chłopaka. – Eira jest niewolnicą. Nie ma żadnych praw. Jeśli on ją będzie chciał, to ją dostanie. – Na samą tę myśl przeszedł go po całym ciele zimny dreszcz. Musiał ją chronić. Musiał ją chronić za wszelką cenę. Nie wiedział jednak, jak w swojej sytuacji mógłby to zrobić. Mógł zatem tylko modlić się o to, aby młodemu wikingowi nie przyszedł już żaden głupi pomysł do głowy.

- Niedługo będzie padać. – powiedział dziewczynie, wskazując ostrzem miecza na niebo.

Eira w odpowiedzi tylko się zaśmiała.

- Nie mów mi, że kiedykolwiek taka drobnostka cię powstrzymała przez walką lub treningiem.

Heahmund w odpowiedzi uśmiechnął się kątem ust.

- Nigdy. – odpowiedział, ujmując rękojeść obydwoma rękami.