Ważne info na początek – z góry przepraszam za to, że tak długo zeszło mi z publikacją tego rozdziału - był już gotowy od kilku dni, ale niestety znowu „życie się zdarzyło". Dzisiaj nad ranem (około 6:17) odszedł mój kot, Kabi. Od października tamtego roku zmagaliśmy się z jego chorobą. Wykryto u niego złośliwego guza jelita, którego trzeba było operować – chłoniak w momencie wykrycia miał już sześć centymetrów długości. Kociak operację przeszedł i zapadł nam potem na anemię, z której w końcu wyszedł. Wydawało nam się, że wszystko będzie w porządku, ale niestety dwa tygodnie temu podczas wizyty u weterynarza okazało się, że są przerzuty w otrzewnej. Nie dało się tego wyleczyć w żaden sposób – ani chemioterapią, ani kolejną operacją. Czekaliśmy na dzień, kiedy przestanie jeść i pić, żeby go uśpić, ale los zadecydował inaczej – dzisiaj nad ranem odszedł od nas za Tęczowy Most. Pisanie i publikacja następnych rozdziałów tego fanfika, podobnie jak i innych, może się zatem opóźnić – trudno mi na tę chwilę stwierdzić, czy będę w stanie pisać i jak długo może ta absencja potrwać. Dlatego też wolałam napisać o tym teraz, żeby to wszystko wyjaśnić. Nie chcę trzymać Was w niepewności co do tego, co się ze mną dzieje i dlaczego nic nie publikuję, lub dlaczego następne rozdziały pojawiają się w tak dużych odstępach czasu.


Rozdział piąty: Rytuał przejścia


Następne dni nie przyniosły większych zmian. Kolejni jarlowie, wezwani przez króla Haralda, przybywali do Vestfold, aby przysiąc lojalność swojemu władcy i zaoferować swoje wsparcie w nadchodzącej wojnie z Lagerthą.

Heahmund wykorzystywał te dni na tym, na czym znał się najlepiej – na walczeniu. Intensywnie ćwiczył, tak aby nie wyjść z formy. Ivar pozwalał mu na to, bo na tym mu właśnie zależało – na posiadaniu „doskonałego wojownika" u swojego boku. A tak właśnie widział Heahmunda – jako owego doskonałego wojownika, z którego to pomocą zdoła on pokonać Lagerthę raz na zawsze.

Na szali leży nie tylko moje życie. – powtarzał sobie za każdym razem, gdy zaczynał odczuwać zmęczenie. – Muszę też chronić Eirę. Ona musi to przetrwać. Musi przeżyć. Oboje musimy przeżyć.

- Hej, pilnuj się! – usłyszał nagle znajomy głos. W ostatniej chwili obrócił się i wykonał unik, a następnie uniósł stępione ostrze miecza treningowe i wyprowadził szybki atak.

Eira bez trudu zablokowała jego cios. Na jej pełnych ustach pojawił się uśmiech zadowolenia, gdy ta zobaczyła, że mężczyzna też się uśmiecha, wyraźnie z niej zadowolony.

- Szybko się uczysz. – pochwalił ją, wciąż stojąc w tej samej pozycji. Ostrza ich mieczy ścierały się o siebie, a oni sami napierali na siebie nawzajem ciężarami swoich ciał. Jedno próbowało wytrącić drugie z równowagi i wygrać ten sparing. – Ale na polu walki nie ostrzegłabyś raczej krzykiem swojego przeciwnika.

- Nie no, naprawdę? – zażartowała w odpowiedzi Eira. Zaraz potem odsunęła się gwałtownie sprawiając, że Heahmund na krótką chwilę stracił równowagę i poleciał nieco do przodu. Dziewczyn od razu to wykorzystała – zaszła go od lewego boku i natarła na niego z całą siłą. Ten znów wykonał unik i wrócili do właściwej walki.

Heahmund zdecydował się ją podszkolić najlepiej, jak tylko potrafił. Już w pierwszych dniach treningów zauważył, że dziewczyna posiada odpowiednie umiejętności, aby poradzić sobie na polu walki. On jednak chciał, aby była ona jeszcze lepsza – aby poznała techniki walki, które czyniły z niego postrach wśród jego wrogów. Uważał, że jeśli zdoła ją nauczyć wszystkiego, co on potrafi, wtedy na polu walki będą mogli lepiej współpracować i się nawzajem ochraniać. Oboje musieli przeżyć, jeśli chcieli stąd uciec.

Eira z kolei z łatwością łapała wszystko, czego on ją uczył. Była pojętną i gorliwą uczennicą – nie wywyższała się i nie uważała, że to, co umie, jest wystarczające. Pragnęła się uczyć i poznawać kolejne techniki walki. Widział, że sprawiało jej to przyjemność. Musiał sam sobie przyznać, że była to dla niego niecodzienna, ale wciąż dość miła odskocznia od kobiet, które do tej pory miał zwyczaj spotykać na swojej drodze. Eira była silna, niezależna, mądra, sprytna i rezolutna. Nawet jej status niewolnicy nie wydawał się jej przeszkadzać aż tak bardzo. Mężczyzna obstawiał, że te jej przywileje związane ze swobodnym poruszaniem się po Vestfold były spowodowane tym, że dziewczyna należała do kogoś wysoko postawionego.

A co, jeśli należy ona do Ivara albo do jego brata? – Te myśli nie dawały mu spokoju. – A jeśli któryś z nich namówił ją, żeby mną w ten sposób omotała? Może to właśnie dlatego tyle jej wolno – bo o to właśnie chodzi. Ona ma przy mnie tyle być. Takie ma zadanie.

To zatracenie się w myślach kosztowało go bolesną przegraną. Eira wykorzystała sprytnie to, że ten nagle spowolnił swoje ruchy i nie był w pełni „na miejscu" i jednym ruchem wybiła mu miecz z ręki, a następnie przykucnęła i podcięła mu nogi, wywracając go na ziemię.

- Powinieneś lepiej zwracać uwagę na swoje otoczenie. – powiedziała mu, przystawiając ostrze miecza do jego gardła. – Zapominasz się. Nie jesteś na placu ćwiczeń w Wessex czy w innym przyjaznym chrześcijanom miejscu. Jesteś w Vestfold, przyszłej stolicy Zjednoczonej Norwegii.

Mówiła to wszystko podniosłym tonem głosu, ale gdy Heahmund spojrzał się na nią, zobaczył, że ta uśmiecha się filuternie. Robiła sobie żarty z ambicji własnego króla.

- Wstawaj. – poleciła mu zaraz potem. – Ivar cię obserwuje. Nie dawaj mi powodów do dalszego dręczenia cię.

Miała rację – gdy mężczyzna obrócił się nieznacznie w stronę, w którą wskazała Eira, dostrzegł Ivara i Hvitserka, którzy siedzieli nieopodal. Młodszy z wikingów uśmiechał się pod nosem, wyraźnie z czegoś zadowolony. Heahmund domyślił się, że bawiło go pewnie to, że właśnie przegrał sparring ze „zwykłą poganką".

Nie miał innego wyjścia – musiał wstać i dalej z nią trenować. Jego umysł błądził jednak co chwila, odwracając jego uwagę od rzeczywistości. Łapał się ciągle na tym, że obserwuje mowę ciała dziewczyny, próbując odgadnąć, czy być może to Ivar wysłał ją do niego, aby nim zmanipulowała. Wszelkie wątpliwości, jakie zdołał rozwiać, wróciły teraz ze zdwojoną siłą.

Jednocześnie powróciło coś jeszcze – jego żądze. Heahmund z niepokojem zauważył, że zaczyna zwracać coraz większą uwagę na urodę Eiry.

Nie, nie mogę sobie na to pozwolić. – próbował sobie wmawiać, jednocześnie nie przerywając treningu. – Nie znam jej. Nie mogę tego zrobić. Znajduję się na terenie wroga. Nawet ona może być jedną z nich. Może być naprawdę chrześcijanką. Ale może też być ich szpiegiem. To wszystko może być fałszem. To wszystko…

W tej samej chwili Eira wyprowadziła kolejny skuteczny atak. Uderzyła go bokiem tępego ostrza w ramię, wytrącając go tym z równowagi.

Tym razem był jednak na to przygotowany. Działając zgodnie ze swoim instynktem, mężczyzna zablokował jej następny atak, który miał w zamierzeniu go wywrócić na ziemię, po czym złapał Eirę za ramię i obrócił ją dookoła jej własnej osi, unieruchamiając ją swoim ramieniem i przyciskając do siebie plecami.

Dziewczyna nie stała bezradnie – w jednym płynnym ruchu ugięła kolana i przykucnęła, wyswobadzając się tym z uścisku mężczyzny, po czym łokciem uderzyła go z umiarkowaną siłą w lewy bok. Heahmund skrzywił się nieznacznie z bólu, nie spodziewając się takiego działania z jej strony. Zaraz potem obróciła się ona, szykując się do kolejnego ataku.

Mężczyzna zareagował instynktownie – zablokował jej atak, a następnie podjął próbę powalenia jej na ziemię. Eira zdołała go jednak podciąć i w efekcie oboje upadli na twardy grunt, jedno na drugie.

Heahmund zamarł gwałtownie, zdając sobie nagle sprawę z bliskości Eiry. Dziewczyna znajdowała się tuż pod nim. Była tak blisko niego, że mógł on dokładnie przyjrzeć się każdemu najmniejszemu detalowi jej twarzy. W jednej chwili wszystkie jego dawne słabości i pragnienia powróciły z pełną mocą.

Jest tak blisko. – pomyślał, nie mogąc oderwać od niej wzroku. – Tak blisko. Wystarczy, że zbliżę się jeszcze trochę… tylko jeszcze trochę…

Nagle zdał sobie sprawę z tego, co właśnie chciał zrobić. Był o krok od pocałowania jej, na oczach tych wszystkich ludzi.

Z trudem się powstrzymał przed tym. Naprawdę chciał to teraz zrobić.

Wycofał się szybko i wstał, ignorując ciekawskie spojrzenia ze strony Ivara i Hvitserka. Bał się spojrzeć teraz na Eirę. Wyobrażał sobie, jak bardzo może być ona teraz zdezorientowana. Być może nawet jest zawiedziona – wtrącił po chwili głos w jego głowie. Być może też chciała tego. A ja, jak głupi, wycofałem się w ostatniej chwili.

Wiedział jednak, że nie mógł sobie na to pozwolić – nie teraz, nie później. Znajdował się na terenach wroga. Każdy z nich mógł to wykorzystać przeciw niemu. Nawet ona – jej status nie dawał jej wiele możliwości. Wystarczyłoby, żeby ktoś nakazał jej zrobienie czegoś, a ona musiałaby się do tego dostosować.

- Trening na dzisiaj jest zakończony. – zdołał w końcu wymamrotać, wciąż unikając jej spojrzenia. Czuł je na sobie i podświadomie wiedział, że najpewniej rani tym zachowaniem dziewczynę. Nie miał jednak innego wyjścia. Dał się ponieść własnym żądzom i omal nie pozwolił im na to, żeby z nim znów wygrały.

Skierował się prosto do chaty, w której ulokował go Ivar na samym początku, i do której wciąż musiał wracać. Wiedział, że ludzie Ivara z pewnością poszli za nim – mieli odgórny nakaz pilnowania go i nie spuszczania z niego oczu.

Wojownicy szli za nim aż do momentu, gdy ten nie wszedł do budynku. Stanęli wtedy po obu stronach drzwi, pilnując go, podczas gdy on zatrzasnął za sobą drzwi, nawet się nie odwracając za siebie, żeby się na nich spojrzeć.

Heahmund upadł na kolana, gdy tylko znalazł się w środku.

- Boże, wybacz mi, bo zgrzeszyłem. – zaczął swoją modlitwę, złączając przy tym jednocześnie swoje drżące z nerwów dłonie przed sobą. – Znów omal nie uległem swoim żądzom. Mają nade mną zbyt dużą władzę. Nie mam nad nimi żadnej kontroli. Nie chcę jej skrzywdzić. – dodał po chwili. – Ona nie jest taka jak oni. Nie jest poganką. Jest chrześcijanką. Nie… nie mogę jej tak potraktować. Nie mogę zrujnować jej dobrego imienia. Nieważne, że żyje w takim miejscu, które by takie coś tolerowało. Nie mogę – po prostu nie mogę tego zrobić. Dlatego błagam się… daj mi siłę, aby się przed tym powstrzymać. Ona nie zasługuje na taki los. Chroń ją, proszę. Nie może jej się nic stać. Ona musi żyć. I… i nie może być blisko mnie. – Po tych słowach Heahmund przymknął na moment powieki i wydał z siebie długi wydech, wypełniony bólem i goryczą. – Taka osoba jak ona nie zasługuje na kogoś takiego jak ja.

~0~

W ciągu następnych dni, zgodnie z obietnicą złożoną przez swoim Bogiem, Heahmund zdystansował się od osoby Eiry. Nie było to dla niego łatwe – Ivar wciąż wymagał od niego regularnych treningów, tak aby jego „czempion" nie wyszedł z wprawy. Już wkrótce miał minąć miesiąc od dnia, w którym przygotowania do wypłynięcia na Kattegat się rozpoczęły. Wszyscy jarlowie dotarli już do Vestfold i pomagali swojemu królowi w ostatnich przygotowaniach do wojny.

Widział, że dziewczyna wciąż go uważnie obserwuje. Domyślał się, że zastanawia się ona pewnie, dlaczego nie spędza już z nią czasu. Być może myślała, że tak nakazał mu Ivar. Być może sądziła, że to przez to, co pomiędzy nimi omal nie zaszło ostatnim razem. Nie chciał się tym teraz zadręczać. Nie miał jednak innego wyjścia – myśli na ten temat same do niego wracały, czy tego chciał, czy nie.

- Zjadłeś coś nieświeżego, czy może po prostu przeszła ci już ochota na życie? – To pytanie wyrwało go gwałtownie z zamyślenia. Mężczyzna obrócił się szybko i zobaczył, że na wysokim pieńku tuż obok stojaka z mieczami siedzi Ivar. Chłopak uśmiechał się krzywo, obserwując go przez cały ten czas uważnie. – Czy może to wina naszej drogiej Eiry?

Heahmund z trudem puścił tę uwagę mimo uszu. Nie chciał się teraz z nim kłócić. Nie miał na to najmniejszej ochoty.

- Zgadłem. – Ivar ciągnął dalej mimo to. Dręczenie mężczyzny wyraźnie sprawiało mu ogromną przyjemność. – Zadurzyłeś się w pogańskiej dziewce i nienawidzisz teraz sam siebie za to.

Znów odpowiedziało mu milczenie. Heahmund uparcie go ignorował, nie chcąc mu dać żadnej, choćby najmniejszej satysfakcji z bólu, jaki właśnie odczuwał. Wiedział, że chłopak go już rozgryzł, ale nie zamierzał mu bynajmniej tego ujawniać.

- Niedługo będzie miała miejsce uroczysta ceremonia poprzedzająca nasze wypłyniecie przeciwko Lagertcie. – nastolatek kontynuował swój monolog. – Ten rytuał zabiera dech w piersiach, zapewniam cię.

- Nie zamierzam brać w nim udziału. – Heahmund w końcu mu odpowiedział. Nie patrzył się jednak na niego; całą swoją uwagę skupił na manekinie treningowym, na jakim właśnie ćwiczył. – Nie będę świętować jakiegoś pokręconego, pogańskiego obrzędu.

- A to wielka szkoda. – Ivar uśmiechnął się szeroko po tych słowach. Heahmund, który zerknął na moment w jego stronę, zmarszczył brwi w dezorientacji. Ten uśmiech wydał mu się mocno niepokojący. – Eira też tam będzie. No, ale nie z własnej woli.

Te słowa sprawiły, że mężczyzna nagle przerwał swój trening. Emocje wzięły nad nim w jednej chwili górę i odwrócił się gwałtownie w stronę Ivara, który na ten widok uśmiechnął się jeszcze szerzej, zadowolony z efektu, jaki osiągnął swoimi słowami.

- Dlaczego „nie z własnej woli"? – spytał się cichym, groźnym tonem głosu. – Co z nią zrobiliście?

- My? – tu chłopak wskazał na siebie i stojącego nieco dalej Hvitserka. – My nic jej nie zrobiliśmy. Król Harald za to coś jej z pewnością zrobi. Wszystko będzie zależało od tego, czy wygra ona igrzyska, czy nie.

- Jakie znowu igrzyska?

- Widzisz… – Ivar czerpał sadystyczną wręcz uciechę z dręczenia chrześcijanina. – Eira jest niewolnicą króla Haralda. Jest też wojowniczką. Przed główną ceremonią ma miejsce wyłonienie spomiędzy dwóch czempionów, który z nich zyska wolność, a który stanie się ofiarą w owej ceremonii. Jednego – czyli Eirę – wystawił Harald, a drugiego wystawiłem ja. Można zatem powiedzieć, że twojej nowej znajomej przyjdzie walczyć na śmierć i życie – i to w sensie dosłownym. – I zaśmiał się głośno.

Heahmund był kompletnie porażony tym, co właśnie usłyszał. Nie wiedział, jak na to wszystko zareagować i co powiedzieć. Nie chciał uwierzyć w to, że tak barbarzyńskie praktyki były tu stosowane. Widząc jednak, jaką radość i satysfakcję sprawiało to Ivarowi, odpowiedź była tylko jedna – to miało stać się naprawdę. I nie było już od tego żadnego odwrotu.

- Tak nie można. – wydukał w końcu, z trudem panując nad swoim głosem. – Nie… nie możecie tego zrobić.

- Czemu tak to przeżywasz, klecho? – zdziwił się chłopak. – To przecież tylko niewolnica.

- To ludzka istota. – wycedził przez zaciśnięte zęby Heahmund. Czuł się teraz tak, jakby chwile dzieliły go od rzucenia się na tego psychopatę i rozerwania go na strzępy.

- Skoro tak ci na niej zależy, to powinieneś się pomodlić za nią do tego swojego Boga. – zakpił z niego wiking, uśmiechając się przy tym krzywo. – I mieć nadzieję, że te twoje modły jakimś cudem zostaną wysłuchane.