Rozdział siódmy: Uczta bogów
- Skall! – zawołał Harald po raz kolejny z rzędu, wznosząc swój puchar ku górze.
Uczta po walce ceremonialnej trwała już cały wieczór. Eira siedziała tuż obok niego, po jego prawej stronie. Zaraz obok niej siedział Ivar, który przez całą ucztę zerkał na nią co jakiś czas, uśmiechając się przy tym pod nosem.
Heahmundowi ani trochę się to nie podobało. Obserwował to wszystko z rosnącą irytacją, siedząc po przeciwnej stronie pary, blisko drugiego końca stołu. Widział, że Eira też to dostrzegła, i że skutecznie ignorowała chłopaka. Nie umniejszyło to jednak w żadnym stopniu jego zazdrości. Żałował, że nie mógł teraz siedzieć obok niej i osłaniać jej przed nachalnym spojrzeniem tego kmiotka.
- Możesz poprosić o wszystko, czego tylko zapragniesz. – usłyszał w pewnym momencie, jak Harald zwraca się do Eiry. – Wygrałaś dla nas ten pojedynek. Przyniosłaś dumę naszemu królestwu. Jesteś teraz wolną kobietą. Możesz mieć to, co tylko sobie zażyczysz.
- Wolność w życiu tak, jak chcę, jest dla mnie wystarczająca. – odpowiedziała mu na to Eira.
- Jesteś tego pewna? – zdziwił się król. – Możesz mieć, co tylko zechcesz. Nie żartuję.
Głośny huk wiwatów i wesołych okrzyków biesiadników zagłuszył Heahmundowi to, co Eira powiedziała mężczyźnie zaraz potem. Mógł się tylko wszystkiego domyślać po mowie ich ciał oraz mimice ich twarzy.
Jest z czegoś zadowolony… może zgodziła się na coś. Może jednak coś wybrała. – Jego spojrzenie powędrowało zaraz potem w stronę osoby Ivara. Ten wydawał się być jeszcze bardziej od nich z czegoś zadowolony. Jego dziwny, niepokojący uśmiech wywołał u Heahmunda zimny dreszcz, który przebiegł po całym jego ciele.
Niech tylko spróbuje ją tknąć. – pomyślał, wpatrując się w chłopaka z rosnącą nienawiścią. – Popamiętasz to na całe swoje życie.
Dokładnie w tej samej chwili Ivar odwrócił się w jego stronę. Dostrzegł jego spojrzenie i uśmiechnął się szeroko wyraźnie rozbawiony złością mężczyzny, którą bez trudu zdołał dostrzec. Zaraz potem obrócił się z powrotem w stronę Eiry i Haralda, a następnie jak gdyby nigdy nic objął dziewczynę ramieniem, nie przestając się przy tym uśmiechać choćby na moment.
W mężczyźnie aż się zagotowało. Miał ochotę wstać, podejść do tego chłopaka i zlać go do nieprzytomności. Znów jednak, tak jak wtedy na głównym placu, był kompletnie bezradny – jedna zła decyzja mogła zrujnować wszystko.
Eira nie odsunęła się od razu od Ivara – chłopak wykorzystał to i przysunął się nieco bliżej niej, a następnie szepnął coś do niej.
Heahmund w napięciu oczekiwał na jej reakcję. Liczył po cichu na to, że dziewczyna odepchnie jego rękę, a następnie uderzy go w twarz w otwartej dłoni. Wiedział jednak, że jest to bardzo mało prawdopodobne – Eira dopiero co zyskała wolność i przestała być niewolnicą. Mogli ją teraz traktować jak jedną z nich, ale to były tylko pozory. Tak jak w jego przypadku, jeden fałszywy ruch z jej strony mógł ją doszczętnie pogrążyć i z powrotem zesłać ją do stanu, w jakim znajdowała się wcześniej.
W pewnym momencie Ivar powiedział coś do Astrid i Haralda. Kobieta po jego słowach roześmiała się, a następnie położyła rękę na ramieniu mężczyzny, który z kolei rzucił jej długie spojrzenie.
Heahmund dalej nie wiedział, o czym rozmawiają – i irytowało go to niesamowicie. Biesiadnicy siedzący dookoła niego rozmawiali i śmiali się tak głośno, że wszystko zagłuszali. Nie było szansy, żeby był w stanie dosłyszeć choćby strzępki rozmów, jakie odbywały się teraz na drugim końcu stołu. Miał ochotę krzyknąć na nich, żeby się zamknęli, ale jakoś zdołał się przed tym powstrzymać. Nie chciał robić sobie kłopotów wśród ludzi, z których większość z nich z pewnością chciała jego śmierci – i tylko status jeńca wojennego Ivara podtrzymywał go teraz przy życiu.
Znów przeniósł spojrzenie na Eirę. Dziewczyna wydawała się czymś niezmiernie zirytowana. Sądził, że to może być spowodowane zachowaniem Ivara, ale mylił się – ten był teraz zajęty rozmową ze swoim bratem. Heahmund podążył za jej spojrzeniem i zobaczył, że ta wpatruje się w Astrid, która wciąż wtulała się w ramię króla Haralda.
Nienawidzi jej? – zdziwił się mężczyzna. Gdyby wzrok mógł zabijać, Astrid z pewnością byłaby już martwa. – Dlaczego tak się na nią patrzy? Co jest nie tak? Czy chodzi jej o króla? Czy czuje ona coś do niego?
Ta nowa myśl sprawiła, że Heahmund znów poczuł nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Próbował sobie wmówić, że to niemożliwe, że przecież odwzajemniła ona jego pocałunek wtedy na polanie, że to spojrzenie musiało znaczyć coś innego. Paranoja jednak nie dawała mu spokoju i podsuwała mu kolejne scenariusze, w których wolna już od bycia niewolnicą Eira próbuje swoich sił w uwiedzeniu i przekonaniu do siebie króla Haralda, aby stać się jego nową królową.
To, albo czyha ona na Ivara. – podpowiedział mu nagle głos w jego głowie. – Widziałeś, jak nie protestowała. A może ona na to liczyła? Może to od samego początku był jej plan – zwrócić na siebie uwagę najmłodszego z synów Ragnara i owinąć go wokół swojego palca. Być może chce ona być królową – nieważne którego królestwa. Ona chce mieć nad czymś władzę.
Natłok tych myśli sprawił, że Heahmund nie mógł już dłużej tego wytrzymać. Wstał z impetem, niemalże wywracając przy tym kufel z piwem, którego od początku biesiady nawet nie ruszył, po czym szybkim krokiem skierował się do wyjścia. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza – w klatce piersiowej czuł nieprzyjemny uścisk, który utrudniał mu normalne oddychanie. Każda chwila tam spędzona była dla niego katorgą.
Wojownicy Ivara, jakich do niego przydzielił, od razu poszli za nim.
Nie chciał teraz nikogo mieć przy sobie – a już na pewno nie tych dwóch. Chciał się ich za wszelką cenę pozbyć, przyspieszając nieco kroku ale ci dalej nie dawali mu spokoju i szli za nim krok w krok. Sumienne wykonywali wydane im rozkazy.
Teraz to go jednak nie obchodziło. Chciał się ich pozbyć, tu i teraz. Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, a ci wyszli zaraz za nim, Heahmund złapał odruchowo pierwszą rzecz, na jaką się natknął, z intencją rzucenia się na nich i zabicia ich.
- Możecie dać mu spokój. – usłyszał w tej samej chwili znajomy głos. Momentalnie puścił włócznię, jaka stała tuż przy wejściu, po czym odwrócił się przodem w stronę wejścia do budynku w tym samym czasie, w którym wyszła z niego Eira. – Ivar powiedział, że możecie od niego na trochę odstąpić. Ja go będę teraz pilnować. – Gdy ci nie odeszli, dziewczyna rzuciła im srogie spojrzenie. – Wolicie dalej tu stać i czekać, aż nie pójdę po Hvitserka, żeby wam to potwierdził? Czy może mam od razu pójść po Ivara? Chyba nie chcecie, żeby dowiedział się o tym, że nie posłuchaliście się jego bezpośredniego rozkazu, prawda?
Te słowa wreszcie poskutkowały – mężczyźni wycofali się i posłusznie weszli z powrotem do budynku, zostawiając Eirę i Heahmunda samych.
- Ivar naprawdę to im nakazał? – spytał się dziewczyny, gdy jego strażnicy zniknęli za drewnianymi drzwiami. – Czy może ich okłamałaś?
- A czy to ma jakieś znaczenie? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Eira. – Dzisiaj jest moje święto. Wygrałam ceremonialną walkę i mogę robić to, co tylko zapragnę. I nikt, nawet Ivar, nie może mi nic zrobić. A tobie co jest? – spytała się go zaraz potem. – Dlaczego tak szybko stamtąd wyszedłeś? Czy coś się stało?
Odpowiedziała jej cisza. Heahmund ewidentnie nie chciał jej nic mówić.
Nie zniechęciło jej to jednak. Chciała dowiedzieć się, co jest nie tak.
- Skąd u ciebie taka nagła zmiana? Jeszcze dzisiaj rano w lesie byłeś wręcz gotów wyznać mi miłość, sugerując się twoimi działaniami. Teraz jednak zachowujesz się tak, jakbyś tego wszystkiego żałował. Co się stało?
Heahmund zawahał się. Nie chciał wyjść na słabeusza i rozmawiać z nią w tej chwili o swoich uczuciach, zazdrości i wątpliwościach. Emocje tak nim jednak szargały od środka, że nie mógł już dłużej tego wytrzymać. Musiał to wszystko z siebie wyrzucić. Czuł, że jeśli tego nie zrobi, to dosłownie oszaleje.
- Wyszedłem, bo nie mogłem się już dłużej patrzeć na to wszystko. – zaczął nieco kulawo. Wiedział, że to nie jest najlepsze otwarcie dla takiego emocjonalnego monologu, ale nie obchodziło go to teraz. Po prostu chciał wszystko jej wyjaśnić. – Widziałem, jak Ivar się do ciebie przysuwał. Jak próbował zwrócić na siebie twoją uwagę. Widziałem, że nie oponowałaś jego umizgom. I widziałem też, jak patrzyłaś się na króla Haralda i jego królową. – dodał po chwili. – Wyglądało to tak, jakbyś jej zazdrościła. Jakbyś chciała być na jej miejscu.
Eira w tym momencie nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
- Wybacz. – przeprosiła zaraz potem, wciąż nie mogąc powstrzymać śmiechu. – Ale mnie po prostu zabiłeś mnie tym. Naprawdę sądziłeś, że chciałabym być z kimś takim? – Eira zrobiła krok w jego stronę i stanęła dokładnie przed nim, patrząc mu się przy tym prosto w oczy. – Jeden zrobił ze mnie niewolnicę, a drugi posłał na mnie swojego pomagiera, który omal nie zabił mnie w walce. Takie coś raczej nie zachęca do romansu.
- Co zatem oznaczało to spojrzenie? – Heahmund wciąż nie był do końca przekonany jej słowami. Chciał być, ale jeszcze jedna część jego umysłu odmawiała zaakceptowania wyjaśnień dziewczyny. – Dlaczego wtedy tak się spojrzałaś na Astrid? Nie zazdrościsz jej tego, że jest królową?
- Zazdroszczę. – przyznała otwarcie Eira. – Ale nie z tych powodów, o które mnie podejrzewasz. Sądzę, że ona się w ogóle nie nadaje na królową. Ona coś knuje. Nie podoba mi się to.
- Co masz przez to na myśli? – Mężczyznę zainteresowała jej teoria. Wyczuł po tonie jej głosu, że nie okłamuje go teraz. Cała jego nieufność zniknęła i została zastąpiona przez ciekawość. Wreszcie zrozumiał, że Eira nie czuła nic do żadnego z tych mężczyzn. I teraz, gdy to w końcu pojął, jednocześnie zechciał jej teraz pomóc.
- Tej kobiety w ogóle tu nie powinno być. Harald przywiózł ją tu ze sobą, bo desperacko potrzebował królowej, która spłodzi mu synów. Tyle że w tej desperacji zadurzył się w Astrid i nie widzi, że ta w ogóle nie odwzajemnia jego uczuć. Manipuluje naszym królem według własnego widzimisię. I to właśnie mi się nie podoba. Boję się, że wykorzysta naszego króla i złamie jego ducha walki.
- A Ivar? – Heahmund chciał być pewien jeszcze jednej rzeczy. – Dlaczego go otwarcie nie odtrąciłaś? Bałaś się go?
Eira w tym momencie posłała mu długie, pobłażliwe spojrzenie.
- Byłam gotowa umrzeć w walce. – powiedziała. – Naprawdę sądzisz, że ktoś taki jak on przeraża mnie?
- Też masz rację. – przyznał, uśmiechając się przy tym nerwowo.
- Ivar nie jest zwykłym wojownikiem. – zauważyła Eira zaraz potem. – Jest kaleką, który przeżył, bo miał za ojca Ragnara Lothbroka. W każdym innym domostwie ktoś taki jak on byłby skazany na pewną śmierć zaraz po swoich narodzinach. A i nawet mając taką legendę za ojca mógł nie przeżyć tylu lat. – dodała następnie. – Skłamałabym ci mówiąc, że ten chłopak mi nie imponuje. Zaimponowanie mi nie równa się jednak zadurzeniu się. – wtrąciła widząc, że Heahmund chce już się odezwać. – Nigdy nie odpowiadały mi tak krwiożercze osoby jak on, fanatycznie skupione wyłącznie na niszczeniu innych kultur.
- Tak samo Ivar mówi o chrześcijaństwie. – powiedział mężczyzna. – Tyle ze chrześcijanie nie niszczą tak jak on. My nawracamy na właściwą drogę.
- Tego nie wiesz. – przerwała mu w tym momencie Eira. – I nie nazywałabym tego „nawracaniem". – dodała zaraz potem, widząc nieprzychylne spojrzenie swojego towarzysza. – Prawdziwy wyznawca nawraca się, bo tego chce, a nie dlatego, bo ktoś go tego zmusza.
- Chrześcijanie tak nie myślą. – Heahmund zwrócił jej uwagę. – Kto ci naopowiadał takich rzeczy?
- Ten, który przedstawił mi ideę chrześcijaństwa. – odpowiedziała mu na to Eira. – Na imię miał Athelstan. Na pewno o nim słyszałeś.
Oczywiście, że o nim słyszał. Heahmund wiedział, że Athelstan był biologicznym ojcem księcia Alfreda, syna Judith. To on prawie zdołał nawrócić słynnego Ragnara Lothbroka na swoją wiarę. Był niemalże legendą.
- Myślałem, że on rezydował razem z Lothbrokiem w Kattegat.
- Bo przebywał tam. – powiedziała Eira. – Ja i moja rodzina mieszkaliśmy tam wtedy, zanim się tu nie przenieśliśmy po śmierci mojego brata.
- I to właśnie ci powiedział Athelstan? Że nie powinno się nawracać innowierców?
- Powiedział mi, że sami nie wiemy, która religia jest tą prawdziwą. Że dopiero po śmierci możemy się tego dowiedzieć. Istnieją przecież religie starsze od chrześcijaństwa i religii, od której chrześcijaństwo wzięło swój początek. Tylko zmarli znają prawdę na ten temat. Uważał, że w każdej kulturze i religii znajdują się ci dobrzy i ci źli.
- Wolę się trzymać swojej religii. – wyznał w tym momencie Heahmund.
Eira uśmiechnęła się słabo po jego słowach.
- I tak powinieneś robić. – powiedziała mu. – Ludzką naturą jest w coś wierzyć. Każdy człowiek powinien jednak mieć możliwość wyboru, w co chce wierzyć.
- Przyjmijmy, że ta ideologia ma swoje podstawy. Co zatem, jeśli to chrześcijaństwo okazałoby się tą prawdziwą religią? Czy nie powinniśmy wtedy, jako jej wyznawcy, przekonywać innych do przejścia na nią?
- Siłą nigdy nikogo nie przekonasz do zmiany swoich wierzeń. Nie w pełni. Ludzie będą ze strachu brać udział w obrzędach, ale po cichu wciąż będą wyznawać swoich starych bogów. Nie powinno się do niej nikogo zmuszać. To nie byliby prawdziwi wyznawcy. A na tym przecież polega szerzenie wiary, czyż nie? Na zyskiwaniu prawdziwych wyznawców. Nie jest to prosta i łatwa droga, ale lepiej jest nią podążyć i zyskać szczerych, prawdziwych wiernych, niż kolejnych więźniów, którzy potajemnie będą praktykować swoją poprzednią wiarę.
Heahmunda kompletnie zaskoczyła jej mądrość i elokwencja. Wiedział, że jest ona inteligentna, ale nie spodziewał się po niej aż tak rozległej wiedzy i dociekliwości.
- Nie spodziewałem się, że przyjdzie mi przeprowadzić z tobą taką rozmowę. – przyznał w końcu na głos. – Nie powiem, zaimponowałaś mi.
- Miałam dobrego nauczyciela. – odparła na to Eira, uśmiechając się z zadowoleniem.
- I naprawdę spotkałaś Athelstana? – Heahmundowi wciąż ciężko było uwierzyć w tak niesamowity zbieg okoliczności.
- Po co miałabym cię okłamywać?
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i ze środka wyszło kilku wojowników. Od razu było po nich widać, że alkohol uderzył im już do głów. Zataczali się lekko i śmiali się głośno, zagłuszając tym wszystko dookoła.
Eira bez słowa złapała Heahmunda za ramię i przeszła z nim o kilkanaście kroków dalej, z dala od mężczyzn, którzy teraz stali tuż przy wejściu i żartowali między sobą. Weszła razem z nim w wąskie przejście pomiędzy dwoma drewnianymi budynkami, gdzie wreszcie mogli w spokoju dalej rozmawiać.
- I naprawdę nic nie czujesz do żadnego z nich? – mężczyzna wrócił do porzuconego na rzecz dyskusji o religii tematu.
Eira w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła.
- Z zazdrością jest ci do twarzy, muszę przyznać. – powiedziała. – Ale czy aby zazdrość nie jest jednym z grzechów, jakich powinno się wystrzegać?
- Tak jak pożądanie. – zauważył Heahmund, patrząc się przy tym jej prosto w oczy. – A jednak temu też uległem.
- Czyli przyznajesz się? – Eira zdecydowała się kontynuować tę grę. Uśmiechnęła się kątem ust, wyraźnie zadowolona z reakcji, jaką wywołała u mężczyzny. – Przyznajesz się, że jesteś o mnie zazdrosny?
- Bardziej, niż możesz to sobie wyobrazić. – Heahmund na tym etapie zdecydował się porzucić wszelkie mylne wrażenia i ujawnić swoje prawdziwe intencje. Zrobił dwa kroki w stronę dziewczyny, tak że ta znalazła się dokładnie pomiędzy nim a ścianą budynku. – Byłem zazdrosny. Wciąż jestem. Nie chcę, żeby żaden z tych pogan śmiał choćby cię tknąć.
- Będziesz musiał zatem mnie dobrze chronić, biskupie-wojowniku. – Eira uśmiechnęła się łobuzersko po wypowiedzeniu tych słów. – Bo gwarantuję ci, że po mojej wygranej w walce i zyskaniu wolności znajdzie się nagle wielu chętnych do stania się moim wybrankiem.
Heahmund nic nie odpowiedział. Zrobił tylko jeszcze jeden krok, zamykając przestrzeń pomiędzy sobą a Eirą, po czym pocałował ją.
Tym razem dziewczyna się tego spodziewała. Od razu odwzajemniła jego pocałunek, łapiąc go za kołnierz koszuli i przyciągając blisko siebie.
- Ulegasz swoim emocjom. – powiedziała z uśmiechem, odsuwając się na moment od niego, aby móc spojrzeć mu się prosto w oczy. – Chociaż muszę przyznać, że niezmiernie ci jest z tym do twarzy.
Heahmund tylko uśmiechnął się kątem ust po jej słowach. Nachylił się następnie ku niej, składając na jej ustach kolejny pocałunek.
- Trzymajmy się od teraz razem. – odezwał się po dłuższej chwili. – Bez względu na wszystko.
- Bez względu na wszystko. – powtórzyła Eira, uśmiechając się przy tym szeroko. – Masz na to moje słowo. Nikt i nic nas nie rozdzieli. Już ja o to zadbam.
