I znów miesiąc zajęło mi napisanie rozdziału… z góry za to przepraszam. Plus jest taki, że powinnam mieć już więcej czasu na pisanie – po wczorajszych badaniach kocicy wyszło, że przerzutów nie ma, więc na razie jest z nią cacy. Reszta zwierzaków dobrze się trzyma, w domu wszystko ogarnięte, klawiatura nowa kupiona (dzięki czemu ta laptopowa, w której kilka przycisków odmawia czasem posłuszeństwa już nie denerwuje), a i wena twórcza wróciła z pełną mocą :) Mam nadzieję, że utrzyma się przez długi czas. Wreszcie dotarłam do rozdziału, który chciałam napisać od samego początku. A od teraz wszystko potoczy się z górki :)

Wonderfooler: Oj, będzie bitka – nie ostatnia zresztą :) I coś jeszcze, ale o tym na koniec rozdziału ;)


Rozdział dziewiąty: Historia zwycięzców


Jego najczarniejszy scenariusz właśnie się sprawdził.

Heahmund czuł się tak, jakby całe jego ciało zmieniło się w kamień. A więc jednak Lagertha zdecydowała się zaatakować pierwsza. Cały nasz plan spalił na panewce. Mężczyzna z trudem dawał sobie z wachlarzem uczuć, jakie teraz odczuwał.

Eira była w tej chwili jego kompletnym przeciwieństwem. Pewnie szła przez tłum, ciągnąc go za sobą. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy dotarła już do swojego celu.

- Zostajemy tutaj. – powiedziała mu, stawiając go przy ścianie samotnego, piętrowego budynku położonego dość blisko wybrzeża. – Oni zajmą się pierwszą falą najeźdźców, a nam zostaną do pokonania ci, którzy się przedrą przez pierwszy szereg.

- A nie powinniśmy wykorzystać tego zamieszania, żeby spróbować uciec? – spytał się jej na to Heahmund. – Mamy teraz szansę. Drugiej możemy już nie mieć.

Eira w odpowiedzi pokręciła przecząco głową.

- Nie dalibyśmy rady. – odpowiedziała mu. – Wokół całego Vestfold obozy rozbili wojownicy ze wszystkich miast i królestw lojalnych Haraldowi. Ktoś na pewno by nas zauważył. Wiedzą, kim jesteśmy. Powiedzieliby o naszej ucieczce królowi i Ivarowi, jak tylko zakończy się ta walka.

- Sądzisz, że wasza strona ją wygra?

- Oczywiście. – Eira była tego pewna jak niczego innego. – Mamy tu najlepszych wojowników. Nie damy sobie tak łatwo… – Nagle dziewczyna spojrzała się na coś zaraz za Heahmundem, po czym złapała go za ramię i popchnęła gwałtownie na ścianę budynku. Kompletnie się tego nie spodziewając, nie zdołał on w żaden sposób na to zareagować.

W momencie, w którym jego plecy zderzyły się ze ścianą, Eira wypuściła się do przodu jak strzała, atakując nacierającego na nich wojownika.

Wszystko, co miało miejsce potem, potoczyło się tak szybko, że Heahmund ledwie zdołał to dostrzec w słabym świetle księżyca i znajdujących się w ich pobliżu kilku pochodni. Najeźdźca zamachnął się na Eirę toporem, na co ona wykonała szybki unik. Następnie, wykorzystując wąską przestrzeń pomiędzy budynkiem a kilkoma stojącymi naprzeciwko niego straganami, dziewczyna raniła mężczyznę w prawe przedramię, tnąc przy tym mięśnie i nerwy. Ten momentalnie stracił siłę w ręce i wypuścił z niej swój topór. Spróbował zamachnąć się nim lewą ręką, ale nie dał rady – Eira wykonała kolejny unik i znalazła się za nim, po czym obróciła się na pięcie, odbiła się lewą nogą od straganu i skoczyła na wojownika, zatapiając w jego tułowiu swój miecz.

Mężczyzna upadł na ziemię, wydając przy tym z siebie ostatnie tchnienie. Eira dla pewności odczekała jeszcze chwilę, a gdy była już pewna, że zabiła go, jednym szybkim ruchem wyciągnęła z jego ciała ostrze, teraz zbroczone krwią.

- Pierwsi już się przedarli. – powiedziała cichym głosem, wpatrując się w ciało poległego pozbawionym emocji wzrokiem. – Następni zaraz się tu zjawią. Przygotuj się.

Drugi raz nie musiała mu tego powtarzać. Heahmund odsunął się od ściany budynku i ujął pewniej miecz, stając u jej boku.

- Gotowy? – spytała się go jeszcze, szykując go do boju.

- Gotowy.

Nie musieli długo czekać. Chwilę potem usłyszeli krzyki i odgłosy walki, szybko zbliżające się w ich stronę.

Heahmund prawie nic nie widział. Ich jedynym źródłem światła stały się pochodnie, gdy księżyc zasłoniły na długą chwilę chmury. Nie przejmował się tym jednak zbytnio – nie była to pierwsza bitwa, którą odbywał pod osłoną nocy. Wiedział, w jaki sposób musi teraz działać. Był zdany przede wszystkim na swój zmysł słuchu. Wzrok będzie mu przydatny dopiero wtedy, gdy atakujący znajdą się dostatecznie blisko niego. Zanim to jednak nastąpi, to aby wiedzieć, skąd nadejdzie atak, będzie musiał to wyczuć w inny sposób.

Nadchodzą. – pomyślał zaraz potem, gdy okrzyki zaczęły się gwałtownie zbliżać w ich stronę. Czuł, że Eira stoi tuż obok niego – niemalże stykali się teraz ramionami. Mała część jego chciała ją teraz złapać i zacząć uciekać. Wiedział jednak, że to nie było teraz możliwe. Eira mu już to wytłumaczyła. Musiał się więc skupić na walce i na tym, żeby wygrać.

I nie dopuścić, żeby Eirze cokolwiek się stało.

Pierwsi przeciwnicy wbiegli w pole ich widzenia w momencie, gdy księżyc zaczął się nieśmiało wyłaniać zza chmur. Jego słaba poświata oświetliła ich jednak wystarczająco, tak że mogli wiedzieć, z iloma napastnikami mają do czynienia.

Było ich pięciu. Po hałasach, jakie dobiegały do nich z oddali wywnioskował jednak szybko, że wkrótce zjawią się tu następni. Mieli zatem mało czasu, żeby zająć się tymi pięcioma, zanim nie nastąpi kolejny atak.

Silnie zbudowany, górujący wzrostem nad pozostałymi kompanami wiking rzucił się na nich jako pierwszy. Zamachnął się na Heahmunda swoim toporem, chcąc go wykończyć jednym ciosem. Mężczyzna zdołał uniknąć ciosu w samą porę, robiąc dwa kroki w bok i pozwalając, żeby topór wbił się z impetem w drewnianą belkę znajdującą się tuż za nim.

Bez wahania zdecydował się to wykorzystać. Widząc, jak wojownik zmaga się z wyciągnięciem ostrza swojej broni z drewna, Heahmund jednym płynnym ruchem rozciął swoim mieczem jego gardło.

Nie miał czasu przyglądać się, jak Skandynaw upada na ziemię, krztusząc się własną krwią – jego towarzysze zaatakowali jego i Eirę w tym samym czasie, krzycząc przy tym wściekle.

- Łap! – Eira krzyknęła, rzucając w jego stronę jeden ze swoich sztyletów. Heahmund złapał go w tym samym momencie, w którym jeden z wojowników natarł na niego.

Siła uderzenia na moment odebrała mu dech w piersi. Heahmund zachwiał się i omal nie upadł. W ostatniej chwili zaparł się jedną nogą, wysuwając ją w tył. W tym samym czasie przybliżył swój miecz blisko swojego ciała, blokując atak mężczyzny. Odczekał chwilę, aby złapać równowagę, a gdy tylko poczuł, że odzyskał pełną stabilność, jednym ruchem odepchnął napastnika od siebie, jednocześnie wymierzając w niego cios swoim mieczem. Wiking uniknął ostrza w ostatniej chwili, cofając się pospiesznie na bezpieczną odległość.

Gdy tylko Heahmund zyskał przewagę w tej walce, spojrzał się szybko w stronę Eiry. Obawiał się, że ta przegrywa swój pojedynek przeciwko dwóm mężczyznom, którzy naraz na nią natarli.

Nie mógł być w tej chwili bardziej w błędzie.

Eira kopnięciem odepchnęła od siebie jednego z nich. Ataku drugiego z łatwością uniknęła, ustawiając się bokiem do niego, tak że ostrze jego miecza ominęło ją, ocierając się tylko nieznacznie o materiał jej koszuli. Zaraz potem złapała go za rękę, w której trzymał swój oręż, a następnie wykręciła ją boleśnie i, wykorzystując jego sytuację, powaliła go na ziemię. Złapała następnie swój sztylet i zamachnęła się, a następnie zatopiła jego ostrze w ciele mężczyzny aż po samą rękojeść. Gdy towarzysz mężczyzny, którego wcześniej od siebie odepchnęła, rzucił się na nią ponownie, krzycząc przy tym jak opętany, Eira szybko zmieniła pozycję i wykonała półobrót w miejscu, wysuwając przy tym spod siebie lewą nogę, dokładnie w tym samym momencie, w którym wojownik znalazł się w jej pobliżu. Podcięła mu nogi i wywróciła do na ziemię, po czym wykończyła go w taki sam sposób jak jego towarzysza.

Trzech z głowy. Zostało jeszcze dwóch. Heahmund podszedł w kilku krokach do Eiry i pomógł jej wstać. Następnie oboje stanęli plecami do siebie, trzymając swoją broń przed sobą, każde stając naprzeciwko jednego z dwóch ocalałych.

Ci czekali tylko jedną krótką chwilę. Natarli na nich zaraz potem, wznosząc przy tym głośne okrzyki. Byli pewni, że zdołają pokonać tę parę.

Pierwszy cios przyjęła Eira. Od jego impetu cofnęła się nieco, wpadając plecami na Heahmunda.

Był on na to przygotowany. Stanął pewniej, pomagając jej odzyskać równowagę. Jednocześnie ujął jej lewą rękę, którą dziewczyna instynktownie wysunęła do tyłu, szukając czegoś do złapania się, żeby nie upaść, i ujął ją mocno.

Eira od razu to wykorzystała. Uścisnęła jego rękę, dając mu tym znak, po czym naparła nieznacznie na niego swoimi ramionami. Heahmund pochylił się wówczas do przodu, bezbłędnie odczytując jej sygnały. Dziewczyna przechyliła się do tyłu, po czym, mając teraz lepszy kąt do ataku, wykonała silne kopnięcie, odrzucając tym od siebie swojego przeciwnika. Następnie to ona przejęła kontrolę nad walką – rzuciła się na mężczyznę i wbiła mu sztylet w brzuch, a następnie jeszcze raz, tym razem w klatkę piersiową, pomiędzy żebrami, trafiając w jego serce.

Heahmund nie miał tyle szczęścia, co ona – jego przeciwnik okazał się silniejszy, niż początkowo zakładał. Kilkakrotnie spróbował go rozbroić, wykonując uniki, nacierając na niego i próbując wybić mu miecz z ręki, ale wszystko to było na darmo – wyglądało na to, że ten wojownik był lepiej wyszkolony niż pozostali.

Podjął się jeszcze jednej próby. Udał, że wyprowadza atak na lewą stronę mężczyzny, a gdy ten przesunął się w odpowiednią stronę, chcąc zablokować cios, Heahmund wykonał szybki unik i zmienił trajektorię uderzenia. Był pewien, że mu się uda. Ostrze jego miecza znajdowało się już tak blisko ciała jego przeciwnika. Jeszcze jedna chwila i będzie po wszystkim.

W tym samym momencie wiking także zmienił swoją pozycję, zaskakując tym biskupa. Zanim ten zdołał w jakikolwiek sposób zareagować, wojownik rzucił się na niego i powalił go na ziemię, wytrącając mu przy tym miecz z ręki.

Zginę. – zdołał pomyśleć, bezsilnie patrząc się, jak mężczyzna unosi nad siebie swój miecz, szykując się do zadania mu śmiertelnego ciosu. – Eira, pom

W tej samej chwili smukła sylwetka dziewczyny mignęła mu przed oczami, rzucając się całym swoim ciałem na wojownika.

Eira w ostatniej chwili zauważyła, że Heahmund jest w niebezpieczeństwie. Zdołała już zabić swojego przeciwnika i odwróciła się, żeby zobaczyć, jak jej partnerowi idzie. Zastygła ze strachu, gdy zobaczyła, że Heahmund jest o krok od zginięcia.

Nie mogę pozwolić mu umrzeć. Nie w taki sposób.

W ułamku sekundy podjęła decyzję. Ujęła mocniej rękojeść swojego sztyletu, po czym bez cienia wahania skoczyła na skandynawskiego wojownika i z impetem rzuciła go na ziemię, przygważdżając go do niej swoim ciałem.

Była o niższa i szczuplejsza od niego – element zaskoczenia zadziałał, ale na krótko. Czując, jak zaczyna wić się pod nią i jak próbuje się spod niej wyswobodzić, Eira złapała pewniej swój oręż i czym prędzej przystawiła jego ostrze do gardła wojownika. Ten momentalnie zastygł, zdając sobie w końcu sprawę z sytuacji, w jakiej się znalazł.

Nie zabiła go. Rozpoznała jego twarz. To był Hakon, kapitan załogi, która nie tak dawno poprzysięgła lojalność królowi Haraldowi, a następnie zniknęli niespodziewanie bez żadnych wieści.

Ruch po jej lewej stronie wytrącił ją z transu. Heahmund podniósł się z ziemi i właśnie miał ranić mężczyznę. Eira złapała go za rękę i powstrzymała w ostatniej chwili.

- Nie! – zawołała, jednocześnie odpychając go. – Rozpoznaję go. To ich lider. Oryginalnie byli po naszej stronie. Trzeba go zaprowadzić do króla Haralda.

Heahmund niechętnie przytaknął skinieniem głowy. Ten człowiek omal go nie zabił. Odczuwał do niego w tej chwili pogardę i nienawiść. Chciał się go pozbyć. Posłuchał się jednak Eiry, bo wiedział, że nie może go zabić. Mogli od niego dowiedzieć się czegoś ważnego.

Pomógł jej więc ze spętaniem wojownika. Przez cały ten czas rozglądał się jednak na wszystkie strony, wypatrując kolejnego ataku. Na całe ich szczęście, żaden nie miał miejsca.

- Co robimy dalej? – spytał się dziewczyny, gdy już wspólnymi siłami podnieśli pokonanego przeciwnika do pozycji stojącej.

- Ja zabiorę go do naszego króla. – odpowiedziała mu Eira. – Ty znajdź Hvitserka lub Ivara i pomóż im. Spotkamy się po skończonej bitwie w siedzibie króla Haralda.

- Wolę pójść tam z tobą. – upierał się mężczyzna. – Co będzie, jeśli on cię zaatakuje? Albo jeśli wpadniesz na kolejną bandę najeźdźców?

- Dam sobie radę. Zaufaj mi. Idź i pomóż pozostałym w walce. Potrzebują teraz takich jak ty. A król Harald potrzebuje wiedzieć, dlaczego doszło do tego ataku. Spotkamy się po bitwie, obiecuję ci to.

Heahmund nie miał czasu się z nią wykłócać. Usłyszał, że w pobliżu walczą ze sobą kolejni wojownicy. Nie chciał im pomagać, ale nie miał za bardzo wyjścia – i tak nie mógł stąd uciec, a wsparcie ich w takiej chwili mogło mu pomóc na dłuższą metę. Zdecydował się więc posłuchać polecenia Eiry. Rzucił jej jeszcze jedno spojrzenie, po czym odwrócił się i pobiegł w stronę walczących.

~0~

Bitwa zakończyła się wygraną zjednoczonych sił Haralda i Ivara. Ich wojownicy kompletnie rozgromili najeźdźców, oszczędzając nielicznych, z których tylko kilku zdołało zbiec, zanim nie zostali pojmani.

Heahmund skierował się w stronę siedziby króla Haralda razem z Hvitserkiem. Po tym, jak zdołał znaleźć chłopaka na polu bitwy, towarzyszył mu aż do samego końca, dwukrotnie ratując mu życie. Liczył na to, że wiking doceni to i wspomni o tym fakcie swojemu bratu. Być może wtedy Ivar zacznie traktować go w inny sposób.

Gdy weszli do środka, Hvitserk od razu pokierował go za sobą w stronę sali tronowej. Czekali tam już wszyscy jarlowie i najważniejsi sojusznicy króla Haralda. Stali w milczeniu przed tronem, jak gdyby na coś wyczekując.

Być może król Harald zaplanował sobie na teraz jakieś wielkie przemówienie. – pomyślał Heahmund, przedzierając się za Hvitserkiem przez tłum przed sam tron, gdzie zapewne czekał na nich Ivar. – Po takiej wygranej na pewno będzie chciał dodatkowo podbudować ducha walki swoich ludzi. Jestem tego pewien.

Gdy jednak dotarł na miejsce, Harald siedział w milczeniu na tronie. Mężczyzna w ogóle nie wyglądał na osobę, która właśnie wygrała walkę. Minę miał ponurą, a całe jego ciało wyglądało tak, jakby zaraz miało się w sobie zapaść. Wyglądał na czymś bardzo przybitego.

Przed nim, na podłodze, ze spuszczoną głową klęczała Astrid. Obok niej, poobijany i krwawiący z kilku ran ciętych siedział w podobnej pozycji lider tych, którzy ich najechali. Widok ten zdziwił niezmiernie Heahmunda. Spodziewał się zobaczyć tego drugiego tutaj, w takim stanie. Nie rozumiał jednak ani trochę, dlaczego Astrid znajdowała się w takiej samej pozycji co człowiek, który poprowadził na nich atak.

Czyżby miała z tym coś wspólnego? – zastanawiał się mężczyzna. Zerknął przelotnie na Ivara, który tylko siedział w milczeniu tuż obok niego, wpatrując się w Astrid z mściwą satysfakcją. – On i Eira planowali odkryć, co ona kombinuje. Czy to o to chodziło? Czy od samego początku planowała zdradzić Haralda? Czy to właśnie razem odkryli?

Jednocześnie poczuł on nieprzyjemnie ukłucie w sercu. Zazdrość. Zazdrościł Ivarowi tego, że Eira najwyraźniej zaufała mu na tyle, żeby wtajemniczyć go w to wszystko. On tylko przyglądał się temu wszystkiemu z boku.

Gdzie ona jest? – uświadomił sobie nagle, rozglądając się na wszystkie strony. – Gdzie jest Eira?

- Powinienem był ich słuchać. – Cichy, ponury głos Haralda sprawił, że Heahmund przestał nagle szukać w tłumie swojej towarzyszki i przeniósł spojrzenie na króla Vestfold. – Te wszystkie rady, żebym ci nie ufał… powinienem się ich posłuchać. Byłem jednak zaślepiony miłością do ciebie. Naprawdę wierzyłem, że łączy nas coś więcej. Że naprawdę mnie kochasz. – Mężczyzna w tym momencie westchnął ciężko i uniósł na moment swoje spojrzenie. Natknął się nim po chwili na osobę Heahmunda, i jego wąskie usta wykrzywił gorzki uśmiech. Biskup momentalnie poczuł, jak zimne ciarki przechodzą po całym jego ciele. Coś w tym uśmiechu sprawiło, że poczuł się nieswojo. Nagle zapragnął, aby Eira była tutaj, u jego boku, cała i zdrowa. Wciąż nie wiedział, co się z nią stało. Musiała przeżyć, skoro doprowadziła do Haralda lidera najeźdźców. Jeśli jednak tak było, to gdzie ona się teraz podziewała?

- To wcale nie tak. – wykrztusiła słabym głosem Astrid. – Zrozum mnie, proszę. To nie jest tak, jak myślisz…

- Będziesz miała swoją okazję na obronę. – przerwał jej Harald. – Nie myśl sobie, że jestem jakimś potworem. Ja jednak twoich wytłumaczeń nie chcę już słuchać. Będziesz tłumaczyć się komuś innemu. Komuś, komu powinienem zaufać od samego początku. – Mężczyzna w tym momencie zaśmiał się ponuro, kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową. – I pomyśleć, że dla ciebie omal nie zdradziłem własnego narodu. Miłość kompletnie mnie ogłupiła.

Coś tu jest nie tak. – Głos w głowie Heahmunda mu podpowiedział. Spojrzał się jeszcze raz na Ivara, licząc na to, że być może w jego spojrzeniu lub zachowaniu znajdzie odpowiedź na to, co się tu dzieje. Ten jednak wciąż tylko uśmiechał się z mściwą satysfakcją, przenosząc spojrzenie to na Haralda, to znów na Astrid.

- Masz jedną szansę na wyjaśnienie wszystkiego, Astrid. – Harald wstał powoli ze swojego tronu, po czym równie niespiesznym krokiem odsunął się na bok, przez cały ten czas unikając patrzenia się na swoją żonę. – Teraz to już wyłącznie od niej zależy twój los, moja droga. Postaraj się. Bo ona nie będzie dla ciebie tak łaskawa jak ja.

Heahmund spojrzał się szybko w stronę, w którą wskazał gestem ręki Harald. W tym samym czasie dwóch wojowników pilnujących wejścia do następnego pomieszczenia rozstąpiło się, i do środka weszła Eira.

Nie miała na sobie tego samego stroju, co wcześniej. Z jakiegoś powodu na tę okazję przebrała się – prosty strój nordyckiej wojowniczki zamieniła na uszytą z dobrego, trwałego materiału czarną suknię, przewiązaną w pasie grubym złotym łańcuchem. Długie rękawy przewiązane były po całej długości czerwonymi rzemykami. Strój dopełniało krótkie szare futro narzucone na ramiona dziewczyny oraz wisior z symbolem Yggdrasil, Drzewa Życia.

Co tu się dzieje? – zastanawiał się gorączkowo mężczyzna, obserwując z rosnącym niepokojem, jak Eira podchodzi do tronu Haralda, a następnie jak gdyby nigdy nic siada na nim. W dłoni trzymała jeden ze swoich sztyletów. Widząc to, dłoń Heahmunda machinalnie powędrowała do paska, przy którym trzymał on przez cały ten czas drugi sztylet dziewczyny. – Jakim cudem to ona ma o tym decydować? O co tu chodzi? Od kiedy ona posiada moc do wydawania wyroków?

- Mów. – powiedziała Eira. Przez cały ten czas nie spojrzała się na Heahmunda. Wzrok miała utkwiony w osobie Astrid. – Wiem, że wysłałaś tego tutaj – tu wskazała skinieniem głowy na Hakona. – żeby przekazał Lagertcie informacje na temat naszej planowanej inwazji. Zdradziłaś swojego króla i męża, kobieto. Naraziłaś ten naród na niebezpieczeństwo. Jakie masz na to wytłumaczenie?

Ta postawa, ten ton głosu, to spojrzenie… ona się w ogóle nie zachowuje jak Eira, którą znam. – Heahmund z każdą chwilą był coraz bardziej tym wszystkim zdezorientowany. – Co się tu wyprawia? Czy ona teraz gra? Czy może udawała aż do teraz, a to jest jej prawdziwe oblicze?

Astrid nie odpowiedziała jej od razu. Wyprostowała się najpierw i rzuciła dziewczynie długie, wyzywające spojrzenie. Nie zadziałało ono jednak ani trochę. Sprawiła tym tylko, że Eira zmroziła ją swoim wzrokiem, ujmując swój sztylet w prawą dłoń, a następnie obracając go w dłoni, z końcem ostrza opartym o opuszek swojego palca wskazującego.

- Nie chciałam, żeby Lagertcie coś się stało. – przyznała w końcu, poddając się. Nie miała szansy wygrać tej bitwy na spojrzenia. Eira miała nad nią w tej chwili dominującą przewagę. – Na pewno to rozumiesz. Postąpiłabyś tak samo, gdybyś była w mojej sytuacji, i gdyby to twoim bliskim zagrażało niebezpieczeństwo.

- Ci ludzie tutaj zebrani to też twoi bliscy. – odcięła się jej Eira. – Złożyłaś przysięgę. Jesteś ich królową. Jesteś za nich odpowiedzialna. I mimo to zdecydowałaś się ich wszystkich zdradzić?

- Ja też zostałam wykorzystana! – wykrzyknęła w tym momencie kobieta, nie mogąc już dłużej tego znieść. – Wątpię, żebyś była w stanie zrozumieć moją sytuację, nawet gdybym ci ją przedstawiła.

- Być może. – Eira uśmiechnęła się ponuro, przyglądając się uważnie kobiecie. – Ale to wciąż nie jest dobre wytłumaczenie.

- Nie zamierzam się przed tobą tłumaczyć. – Astrid rzuciła dziewczynie nienawistne spojrzenie.

- Ale będziesz. – wtrącił się w tym momencie Harald. Zrobił kilka kroków w stronę kobiety i stanął przed nią, mierząc ją srogim spojrzeniem. Ból, jaki wcześniej był widoczny w jego błękitnych oczach, teraz kompletnie wyparował. – Będziesz ją szanować, rozumiesz? Nie masz żadnego prawa traktować ją w taki sposób. Ona pierwsza wyczuła, że coś knujesz. Próbowała mi to powiedzieć przez cały ten czas… a ja jej nie słuchałem. Dla ciebie zdradziłem własną krew.

Własna krew. Heahmund zastygł w osłupieniu. Ciężar tych dwóch słów przytłoczył go gwałtownie. Oddychając płytko i nierówno, mężczyzna powoli spojrzał się na Eirę. Dziewczyna w tym samym momencie podniosła swój wzrok i skierowała go w jego stronę. Gdy zobaczyła, że ten się w nią wpatruje, zamrugała kilkakrotnie, po czym szybko przeniosła swoje spojrzenie na lewo od mężczyzny.

Cichy śmiech sprawił, że i Heahmund spojrzał się w tę samą stronę. Ivar odwrócił się w końcu w jego stronę. Wciąż się śmiał, wyglądając na wyraźnie rozbawionego całą tą sytuacją.

Własna krew. – powtórzył powoli w myślach. – Nie, to nie może być to. To nie może być to.

- Ciebie też wykorzystali, klecho. – usłyszał nagle głos Astrid. Obrócił się szybko w jej stronę i zobaczył, że i ta mu się przygląda. – Ale ty jesteś głupi. Jesteś głupszy ode mnie. Niczego się nie domyśliłeś.

- No cóż… tak to jest, jak się myśli nie tym narządem, co trzeba. – zażartował Hvitserk. Kilkunastu wojowników zaśmiało się razem z nim.

Heahmund poczuł się tak, jakby cały świat zaczął się kręcić. W uszach mu szumiało, a wizja na moment się rozmazała.

- Eira. – wymamrotał, czując, że powoli zaczyna opadać z sił. Powoli zrobił pierwszy krok, aby skierować się w jej stronę. – To nie… to nie może być…

- To jest prawda. – Harald zastąpił mu drogę, na moment kompletnie zapominając o procesie swojej żony. Uśmiechnął się krzywo, widząc reakcję Heahmunda na całą tę sytuację. – I dla ciebie to jest księżniczka Eira.

Księżniczka. Wszystko kliknęło. Wszystko stało się dla niego pewne. Wątpliwości zostały rozwiane. Heahmund powoli podniósł wzrok i spojrzał się ponad ramieniem Haralda na Eirę. Dziewczyna wciąż unikała jego spojrzenia, wodząc wzrokiem po podłodze i znajdujących się najbliżej niej ludzi. Robiła wszystko, byle tylko nie musieć się na niego spojrzeć.

W końcu jednak to zrobiła. Gdy ich spojrzenia się wreszcie spotkały, uzyskał on wreszcie potwierdzenie tego, czego się obawiał.

Ona nigdy nie była niewolnicą. I nigdy nie była chrześcijanką. Ona jest wojowniczką. Ona jest Skandynawką. Ona jest poganką.

Ona jest córką króla Haralda z Vestfold.

A ja jestem idiotą, który uwierzył w to, że znalazłem w tym świecie swoje wybawienie.