Wonderfooler: Ta scena ze zwiastuna była jedną z inspiracji na stworzenie tego „plot twistu" :) Ale mogę teraz zdradzić, że ta drama nie będzie długo trwała, bo na horyzoncie pojawią się kolejne, o wiele większe problemy.

Guest: I'm not sure if I'll be translating this story to English. I was considering doing it, to be honest, but currentlyI'mswarmedwith both fanfiction and my original stories, as well with my personal life. I might translate this story once it's finished in Polish, or once I'll know how many chapters I'm left with (currently I've summarized the story up to the 25th chapter and I'm waiting for the next season to start, so that I know what will happen next and how to fuse canonical events from the show with this fanfic's storyline) and once I'm done finishing at least a couple of my oldest stories on this site.


Rozdział jedenasty: Manipulantka


Już tylko dni dzieliły ich od ataku na Kattegat. Po wygranej z małym oddziałem kierowanym przez Hakona wojownicy Haralda i Ivara zyskali nową siłę do walki. Niemożliwym było nie skorzystać z tak pozytywnej zmiany w ich nastawieniu.

- Powinniśmy skonfrontować się z nimi u samych murów. – przekonywał Haralda Ivar, omawiając z nim szczegóły ich planu. – Po porażce Hakona i jego ludzi Lagertha nie będzie chciała ryzykować kolejnej przegranej. Skupi całą swoją siłę blisko Kattegat.

- Będziemy jednak musieli nieco zmienić twoje plany wobec tego chrześcijanina. – zauważył król Vestfold. – Po tym, jak poznał tożsamość mojej córki, raczej nie zechce walczyć u twojego boku. Przyjdzie nam go pewnie zabić, bo za żadne skarby nie będzie chciał z nami współpracować.

- Tego nie wiesz. – Ivarowi nie uśmiechało się pozbywać swojej zdobyczy. Fakt, wykorzystał całą tę sytuację do zagrania na emocjach mężczyzny i miał z tego niezmierny ubaw. – Być może uda się nim jakoś zmanipulować. Eira mogłaby w tym mi pomóc…

- Nie. Nie ma takiej mowy. – przerwał mu w tym momencie Harald. – Nie będziemy jej już w nic wplątywać. Wystarczająco się napracowała przez ostatnie miesiące. Jeśli chcesz mieć tego klechę u swojego boku, to sam się o to postaraj.

Ivar warknął cicho z frustracją. Po zdradzie Astrid Harald nie dawał się już tak łatwo do niczego przekonywać. Chłopak widział, że mężczyzna boi się podjąć jakiekolwiek ryzyko związane ze swoją córką. Podejrzewał, że obawia się on tego, że i ona może go zdradzić, jeśli jej emocje i uczucia wezmą nad nią górę.

On wiedział jednak, że będzie inaczej. Był o tym przekonany.

- Sam powiedziałeś temu biskupowi, że nasza kultura jest inna, czyż nie? – Ivar zdecydował się wykorzystać słowa mężczyzny przeciwko niemu samemu. – Czy nie mówiłeś mu też wtedy, że nasze kobiety mają prawo decydowania za siebie? Że nie dyktujemy im, co mają robić? Czy to nie tym się przed nim chełpiłeś?

Teraz to Harald warknął z frustracją. Jego taktyka zawiodła go. Ivar był sprytny i przebiegły, a do tego diabelnie inteligentny. Potrafił wykorzystać niemalże wszystko, byleby tylko wyjść na swoje.

- O czym rozmawiacie? – Dobiegło go nagle pytanie Hvitserka. Ivar podniósł wzrok w tym samym czasie, w którym do komnaty wszedł jego brat, a zaraz za nim do środka weszła Eira.

Doskonale. – pomyślał, uśmiechając się z zadowoleniem. – Dokładnie ta osoba, której teraz potrzebuję.

- Właśnie próbowałem wytłumaczyć naszemu królowi, że nie powinien jeszcze przekreślać biskupa. – powiedział chłopak, na potrzebę swojej przemowy zmieniając mimikę twarzy na nieco bardziej poważną i zirytowaną. – Według mnie jego córka wciąż jest w stanie przemówić do rozumu naszemu drogiemu Heahmundowi. Mam ja rację, Eira? – Tu spojrzał się prosto w oczy dziewczynie.

Eira nic mu nie odpowiedziała. W milczeniu podeszła do stołu, przy którym siedzieli, a następnie oparła się o jego krawędź i przez moment przyglądała się rozłożonej na blacie mapie Kattegat i jego okolic.

- Szczerze w to wątpię. – powiedziała w końcu, nie przerywając przyglądania się mapie. – Po tym, co ode mnie usłyszał i czego się dowiedział, szanse na to, że kiedykolwiek będzie chciał mieć ze mną do czynienia, są bardzo, ale to bardzo znikome.

- Ale spróbować nie zaszkodzi.

W odpowiedzi Eira spojrzała się na niego pobłażliwie. W ogóle nie podzielała jego entuzjazmu. Lepiej od niego wiedziała, że ta szansa przepadła już dawno temu. Nie było od tego odwrotu. I żaden cud nie był w stanie tego naprawić.

- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy? – zdziwił się Harald. – Moja córka wyraźnie ci powiedziała, że nie widzi ona w tym najmniejszego sensu.

- Ponawiam: nie powinniśmy go z miejsca przekreślać. – Ivar na tym etapie był już naprawdę zirytowany. – To znakomity wojownik. Posiadanie kogoś takiego po naszej stronie zwiększyłoby nasze szanse na wygraną.

- A ja ponawiam po raz kolejny, że nie ma mowy. – Harald też nie zamierzał łatwo odpuścić. – Wiesz, kto jak kto, ale nie sądziłem, że ty będziesz tak zawzięcie domagał się kontynuowania przez moją córkę intymnego związku z tym chrześcijaninem. Szczególnie zważywszy na to, że nie raz i nie dwa wyrażałeś chęć ożenku z nią.

Chwila, co? Eira podniosła gwałtownie spojrzenie znad mapy. Spojrzała się po obydwu mężczyznach z dezorientacją, kompletnie nic z tego nie rozumiejąc.

- Przepraszam, co właśnie powiedziałeś? – spytała się cichym głosem pełnym niedowierzania. – Jaki znowu ożenek? Czemu nic o tym nie wiem?

- Bo nic nie jest jeszcze pewne. – Harald zaczął się szybko tłumaczyć. Po ostatniej scysji z nią ostatnie, czego teraz potrzebował, to kolejnej kłótni.

- A od kiedy to zacząłeś podejmować tego typu decyzje bez konsultowania się najpierw ze mną? – zdenerwowała się dziewczyna.

- Nic jeszcze nie zadecydowałem. – przekonywał ją ojciec. – Po prostu chciałem mieć zapewnione wszelkie możliwe opcje sojuszu.

- Których nie omówiłeś ze mną. – Eira spiorunowała ojca hardym spojrzeniem. – Naprawdę aż tak bardzo ubodła cię jej zdrada, że gotów byłeś poświęcić mój wybór tylko po to, żeby zyskać silnego sojusznika? Naprawdę aż tak nisko upadłeś?

- Ej, nie przesadzaj. – Ivar zdecydował się wtrącić w tę dyskusję. – Wcale nie jestem takim złym wyborem.

Eira odwróciła się gwałtownie w jego stronę, dosłownie mordując go spojrzeniem.

- Ty. Się. Zamknij. – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Już wystarczająco namąciłeś. A ja byłam na tyle głupia, że zgodziłam się wziąć udział w tej twojej głupiej gierce. Drugi raz tego błędu nie popełnię. A ty przestań się tak bać o utratę sojuszników. – Tu przeniosła z powrotem swoją uwagę na ojca. – Jarlowie nie odwrócą się od ciebie tylko dlatego, bo jeszcze nie wydałeś za mąż swojej dwudziestodwuletniej córki. Wygraliśmy już jedną bitwę. Wiedzą, że nie mogą wygrać następną. Ten duch walki będzie się w nich tlił tak długo, jak ty nie będziesz okazywał żadnej słabości. A okażesz ją z pewnością, jeśli zeswatasz nagle swoje jedyne dziecko ze swoim głównym sojusznikiem. Wszyscy wtedy pomyślą, że nie kontrolujesz tego sojuszu i że boisz się jego rozpadu. Wtedy to dopiero się od ciebie odwrócą. Ci mężczyźni są jak wataha wilków. Wyczują twój strach, jeśli tylko go okażesz. Bądź zatem mądrzejszy od nich. To ty jesteś królem, nie oni.

Ivar rozwarł nieznacznie usta, mocno zaskoczony jej słowami. Aż do teraz Harald nie włączał swojej córki w te obrady, ponieważ była skupiona na manipulowaniu Heahmundem. Wreszcie miał okazję zobaczyć ją w akcji. I to, co widział, bardzo mu się spodobało. Aż dziwił się, że ta dziewczyna do tej pory nie znalazła sobie nikogo.

Z taką urodą i intelektem kandydatów na męża powinna mieć pod dostatkiem. – pomyślał, nie przestając przyglądać się jej z fascynacją.

- Dobrze. – powiedział w końcu po długim milczeniu Harald. – Nie będę na ciebie teraz z tym napierał. Ale musisz przyznać, że taki sojusz byłby długotrwale korzystny dla obydwu stron. My zyskalibyśmy silnego sojusznika i jego armię, a Ivar wciąż miałby prawa do tronu Kattegat, nawet gdy już pozbędziemy się Lagerthy.

W odpowiedzi Eira westchnęła ciężko i na moment przymknęła powieki.

- Teraz nie jest czas, żeby o tym dyskutować. – odpowiedziała. – Jeszcze się nad tym zastanowię. – dodała zaraz potem, gdy jej ojciec znów chciał się odezwać. – Ogarnijcie w końcu te plany i zdecydujcie się na coś. Mamy coraz mniej czasu. Ja pójdę zobaczyć, jak wyglądają ostatnie przygotowania. – I wyszła, zostawiając trzech mężczyzn samych.

Odetchnęła głęboko dopiero wtedy, gdy opuściła budynek i wyszła na chłodne powietrze. Poranna rosa wciąż zalegała na trawie, a w powietrzu unosił się przyjemny, rześki aromat.

Nie chcę za niego wychodzić. – pomyślała. – Ani teraz, ani później. Nie mogę. Nie jestem w stanie tego zrobić.

Czuła, że coś ją przed tym powstrzymuje. Dziewczyna ruszyła powoli przed siebie, po drodze mijając kolejnych szykujących się do wypłynięcia wojowników. Szła w sobie tylko znanym kierunku, wciąż rozmyślając o wszystkim, co zdarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni.

Zatrzymała się dopiero po dłuższym czasie. Przed nią znajdowało się piaszczyste wybrzeże położone na obrębach Vestfold. Było tu bardzo mało chat. Dziewczyna owinęła się ciaśniej grubym futrem, chroniąc się w ten sposób przed powiewem wiatru, po czym jej wzrok powędrował machinalnie w bok.

To ta chata. – uświadomiła sobie nagle, zastygając w miejscu. – To tu go trzymają.

Nawet nie wiedziała, że skierowała się w tę stronę – instynkt sam ją tu zaprowadził. Stojąc teraz przed budynkiem, w którym uwięziony był Heahmund, zdała sobie nagle sprawę z jednej ważnej rzeczy.

To on był jednym z głównych powodów, dla którego nie chciała wychodzić za mąż za Ivara.

Być może ojciec miał jednak co do mnie rację. Być może pozwoliłam, żeby emocje mną pokierowały. Może jednak jestem taka sama jak on. Tak samo słaba w obliczu uczuć i chęci bycia kochaną.

Cała ta farsa miała ugodzić chrześcijanina w samo serce. Eira nie mogła jednak z czystym sumieniem przyznać przed sobą, że nie zapałała do niego żadną przyjaźnią. Że nie przywiązała się do niego. Okłamywałaby wtedy siebie samą.

Muszę się z nim spotkać. Muszę. Tu i teraz. Pal licho pomysł Ivara. Chcę z nim porozmawiać, na swoich warunkach.

- Dajcie mi przejść. – poleciła strażnikom pilnującym wejścia do chaty. – Muszę porozmawiać z więźniem.

Nie zaprotestowali. Teraz, gdy wreszcie mogła używać swojej prawdziwej tożsamości, dostanie się gdziekolwiek w Vestfold było dla niej tylko formalnością. Była jedynym dzieckiem króla Haralda. Nikt nie miał prawa jej czegoś zabronić.

Gdy weszła do środka, otoczył ją mrok. Ten budynek miał tylko dwa małe, wąskie okna, zbyt małe, żeby ktokolwiek mógł się przez nie przecisnąć. Jedno z nich znajdowało się ponad jedynym wejściem, przez które właśnie weszła. Drugie znajdowało się na przeciwległej ścianie, dokładnie pod miejscem, w którym siedział teraz Heahmund.

Znów był skuty łańcuchami i przytwierdzony do mocnego pala wbitego w ziemię na samym środku klepiska. Jego ubrania były już zabrudzone i w paru miejscach podarte. Eira podejrzewała, że mogło to być wynikiem jakiejś bójki ze strażnikami.

Heahmund dostrzegł ją chwilę potem. Gdy tylko zorientował się, kto przed nim stoi, na jego twarzy pojawił się słaby, ponury uśmiech.

- Przyszłaś tu po to, aby dalej szydzić z mojej głupoty? – spytał się jej cichym, ledwie słyszalnym głosem.

- Nic takiego nie zamierzam zrobić. – zapewniła go. Powoli zrobiła kolejne dwa kroki, aby zbliżyć się do niego minimalnie. – Przyszłam tylko z tobą porozmawiać.

- Nie mamy o czym rozmawiać.

- Tu się z tobą nie zgodzę. – Eira postanowiła zaryzykować. Zrobiła kolejne kilka kroków, po czym usiadła na klepisku tuż przed nim. Wystarczyłoby, żeby on teraz się nachylił i wyciągnął przed siebie ręce, i już mógłby ją złapać. – Nie miałam wtedy okazji ci wszystkiego wytłumaczyć. Chcę, żebyś wiedział, dlaczego to wszystko zrobiłam.

- Spróbuj mnie przekonać. – Heahmund uśmiechnął się przy tym krzywo, kompletnie nie przekonany o tym, że Eirze faktycznie uda się go do czegokolwiek przekonać.

Eira nie dała się tym zniechęcić. Wzięła głęboki wdech, po czym od razu przeszła do rzeczy.

- Wiesz już, że to był pomysł Ivara i mojego ojca, na który się zgodziłam. Zgodziłam się jednak na to nie dlatego, żeby cię wykorzystać. Miałam ku temu swoje powody.

- Jakie?

Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Wspomnienia tego, o czym miała mu zaraz opowiedzieć, powróciły do niej z pełną mocą. Nie było już przed tym ucieczki. Ktoś w końcu miał poznać tę prawdę. Miała tylko nadzieję, że mężczyzna jej uwierzy.

- Gdy miałam sześć lat, do mojej matki przybył król Harald. Mieszkałyśmy wtedy w małej chatce, z dala od innych zabudowań, z dala nawet od Vestfold, w kompletnej głuszy. Żyłyśmy z tego, co udało nam się zebrać czy upolować. Miałam tam do towarzystwa tylko ją i swojego starszego brata, Erika. Aż do przybycia Haralda nie wiedziałam, kto jest moim ojcem, ani też się tym nie interesowałam. Obecność mojej matki i brata wystarczyła mi w zupełności. Gdy jednak Harald się zjawił, od razu wiedziałam, kim on jest. Z jakiegoś powodu wyczułam to w głębi siebie. Nie, nie jestem jego prawowitą następczynią. – dodała zaraz potem, dostrzegając nieco zdezorientowane spojrzenie Heahmunda. – Moja matka i on mieli ze sobą krótki romans, po którym ona opuściła Vestfold i udała się jak najdalej stąd, żeby móc mnie w spokoju wychować.

- Do czego z tym wszystkim zmierzasz? – Heahmund przerwał jej w tym momencie. – Chcesz mi opowiedzieć całą swoją historię, żebym… co dokładnie? Zrozumiał cię lepiej?

Eira tylko uśmiechnęła się ponuro. Przeczuwała, że coś takiego od niego usłyszy. Nie zraziło jej to jednak.

- Bo chcę, żebyś zrozumiał całą tę sytuację. Żebyś poznał mój motyw, czemu tak postąpiłam. Nie musisz mnie potem zrozumieć czy mi wybaczyć. – dodała zaraz potem, dostrzegając jego minę pełną dezaprobaty i niechęci. – Wystarczy, że mnie wysłuchasz.

- A skąd mam wiedzieć, że to wszystko nie są kolejne kłamstwa?

- Po co miałabym cię teraz dalej okłamywać? – odcięła mu się pytaniem na pytanie dziewczyna. – Jaki byłby tego sens?

Nic jej nie odpowiedział. Spuścił tylko nisko wzrok, próbując w ten sposób ukryć przed nią swoje myśli i emocje. Widząc, że na ten jeden moment zyskała nad nim przewagę, Eira zdecydowała się kontynuować przerwaną historię.

- Harald przybył do mojej matki, bo dowiedział się o moim istnieniu. Chciał zabrać mnie ze sobą do Vestfold i wychować po swojemu. Matka, oczywiście, nie zgodziła się na to i stanęła przede mną, broniąc mnie swoim własnym ciałem. Mój brat miał wtedy jedenaście lat. On także stanął w mojej obronie. I on pierwszy zginął od ostrza miecza mojego ojca.

Heahmund w tym momencie zastygł w bezruchu, po czym powoli przeniósł spojrzenie z podłogi na Eirę.

- Zabił go? Na twoich oczach?

Eira tylko przytaknęła pojedynczym skinieniem głowy, potwierdzając to.

- Następna w kolejności była moja matka. Broniła mnie go samego końca, ale i ona zginęła w walce z Haraldem. Gdy było już po wszystkim, podszedł on do mnie i wyciągnął ku mnie swoją dłoń, mówiąc mi przy tym, że mam dwie opcje do wyboru: albo pójdę z nim i stanę się jego spadkobierczynią, albo podzielę los swojej matki i brata.

Heahmund nie wiedział teraz, czy wierzyć w to, czy nie. Po jej mowie ciała wywnioskował, że mówiła prawdę, ale już wcześniej go okłamała. Mogła zatem doskonale odgrywać tę tragiczną rolę, aby obrócić całą zaistniałą sytuację na swoją korzyść.

Pozwolił jej jednak kontynuować swoją historię. Nie dlatego, bo z miejsca jej w nią uwierzył. Chciał usłyszeć ją do końca, bez względu na to, czy była prawdziwa, czy nie.

- Dlaczego nie zemściłaś się za ich śmierć? – spytał się jej, gdy milczenie dziewczyny przedłużało się znacząco. – Nie chciałaś ich pomścić? Nic dla ciebie nie znaczyli?

W odpowiedzi otrzymał harde, krytyczne spojrzenie.

- Oczywiście, że wiele dla mnie znaczyli. – powiedziała Eira oskarżycielskim tonem głosu. – Przez te wszystkie lata nigdy mu nie zapomniałam tego, co wtedy zrobił. Owszem, zrozumiałam nieco, dlaczego wtedy tak postąpił, ale nigdy mu tego nie wybaczyłam.

- A dlaczego według ciebie ich zabił? – Heahmund był niezmiernie ciekaw jej teorii na ten temat.

- Bo potrzebował mnie bardziej niż ich. – Eira westchnęła ciężko po tych słowach. – Jakiś czas po tym, jak przybyłam z nim do Vestfold, zdałam sobie sprawę z tego, że on by mnie wtedy nie zabił. Blefował, żeby mną zmanipulować i zmusić mnie do pójścia z nim. Jestem jego pierworodną córką. Jedynym dzieckiem. Potrzebował mnie bardziej niż moja matka.

- Ale nie odpuściłaś mu tego, co zrobił. – stwierdził po chwili. – Dlaczego zatem mu pomogłaś w oszukaniu i wykorzystaniu mnie?

- Miałam ku temu swoje powody. – dziewczyna nie była jeszcze gotowa na wyjawienie mu wszystkiego. Nie sądziła, że ten jej uwierzy, a już na pewno nie wierzyła w to, że uda jej się go dzisiaj przekonać do wybaczenia jej za to, co mu zrobiła. Na to musiała jeszcze trochę poczekać. – Nie mogłam liczyć na wsparcie bogów. Mogę polegać tylko na sobie. Nawet ten twój Bóg mnie nie raczył wysłuchać. – dodała po chwili. Zaśmiała się gorzko, kręcąc z ponurym rozbawieniem głową. – Nikt mnie nie wysłuchał.

- Być może nie modliłaś się wystarczająco mocno. – zaszydził Heahmund. Spotkał się tylko z kolejnym krytycznym spojrzeniem dziewczyny.

- Albo twój Bóg nie istnieje. – odcięła mu się automatycznie. – Ale nie przejmuj się. Jeśli on nie istnieje, to moi też pewnie nie są prawdziwi. Gdyby byli, to by z pewnością odpowiedzieli na moje modły.

- Twoi bogowie nie są prawdziwi. Tylko mój jest.

- Skąd masz tego pewność? Widziałeś go? Rozmawiałeś z nim? Masz namacalny dowód na to, że on istnieje?

- A ty masz dowód na to, że twoi bogowie istnieją? – Heahmund był pewien, że tym pytaniem przyprze ją do muru. Zirytowała go niezmiernie tym krzyżowym ogniem pytań.

- Nie. – zaskoczyła go tą odpowiedzią. – Nie, nie mam na to dowodu. Dlatego zdecydowałam się nie przynależeć do żadnej religii. Tylko zmarli wiedzą, co czeka nas dalej. Wolę po prostu wierzyć, że „coś tam dalej jest" i trzymać się podstawowych zasad i reguł.

Zdezorientowała go tym, i to mocno. Nigdy wcześniej nie spotkał się z takim światopoglądem. Owszem, słyszał parę razy w życiu o osobach, które odrzuciły wszelkie religie, tyle że tamtych nazywano zwykle „zwolennikami chaosu". Z tego, co o nich wiedział od swoich zwierzchników, nienawidzili oni wszystkich religii i chcieli się ich pozbyć z tego świata.

Pomimo wszystkiego, co czuł teraz wobec Eiry, nie mógł jej jednak w żadnym przypadku nazwać osobą, która lubowała się w chaosie.

Nie znasz jej prawdziwej strony. – przypomniał sobie zaraz potem. – Nie wiesz, jaka jest naprawdę. Okłamywała cię od samego początku. Może to robić nawet teraz. Nie wiesz tego.

- W coś trzeba wierzyć. – powiedział takim tonem głosu, jakby to było coś oczywistego. – Czujesz się taka zagubiona, bo twoja religia nie jest tą prawdziwą. Gdybyś w pełni przyjęła moją, nie miałabyś takich myśli.

- I musiałabym się stać usłużną mężczyznom kobietą, niezdolną do podejmowania decyzji za siebie samą. – Dziewczyna po tych słowach prychnęła dodatkowo z dezaprobatą. – Dzięki, ale nie skorzystam. Wolę trzymać się tego, co sama dla siebie wybrałam.

- I dlatego tu przyszłaś? Bo liczyłaś na to, że mnie przekonasz do zrobienia tego samego?

- Do czego nie zamierzam cię przekonywać, człowieku. – Eira nie mogła się nadziwić, jak ze zwykłej rozmowy o zaufaniu i jej przeszłości przeszli do dywagacji o życiu, wierze i tym, co jest prawdziwe, a co nie. To, na co się zdecydowałam, pasuje mi najbardziej. Nie twierdzę jednak, że to przypasuje tobie. – dodała zaraz potem. – Widziałam dostatecznie dużo i wiem, że każdy wierzy w coś innego. Jedni z moich pobratymców modlą się do Odyna, inni do Sif, a jeszcze inni do Thora. Ty modlisz się do swojego Boga. I masz do tego prawo.

Znów go zaskoczyła. On też nie mógł pojąć, jak ta rozmowa tak szybko zeszła na tak ciężkie tematy. Chciał ją dalej przekonywać do swojej racji, ale czuł jednak, że to ona ma tym razem rację. Nie chciał jednak tego otwarcie przyznać. Lata indoktrynacji zrobiły swoje. Nie wypowiedziałby tych słów na głos za żadne skarby. Nie potrafił się sprzeciwić swoim wierzeniom. Nie teraz. Nie w tej chwili. Nie w takiej sytuacji.

- Dlaczego tu przyszłaś? – spytał się jej w końcu cichym głosem. – Tak naprawdę? Jaki miałaś ku temu cel?

- Zrozumiałam coś ważnego. – zaczęła takim samym słabo słyszalnym tonem głosu. – Coś, czym chciałam się z tobą podzielić.

- Masz na myśli tę historię o swojej przeszłości?

- Tak… ale nie tylko to. – Eira wciąż nie była pewna tego, czy chce podjąć to ryzyko. Ona sama nie była pewna tego wszystkiego. Nie chciała stawiać wszystkiego na jedną kartę i liczyć na to, że poprzez wyznanie mu niepewnych jeszcze uczuć nie tylko otrzyma zapewnienie odwzajemnienia ich, ale także i sama przekona się, że faktycznie są prawdziwe. Na to musiała jeszcze poczekać. Chciała sama przekonać się, czy to, co wtedy poczuła, to była prawda, czy też fałsz. – Chodziło mi też o…

Jej dalsze słowa przerwało skrzypienie zawiasów. Eira obróciła się szybko w stronę wejścia w tym samym czasie, w którym do środka wszedł jej ojciec.

- Co ty tu robisz? – spytał się jej niemalże oskarżycielskim tonem głosu. Mówiąc to, przeniósł powoli spojrzenie na Heahmunda, jak gdyby chcąc się upewnić, że ten przykuty łańcuchami do pala mężczyzna nie był dla niej żadnym zagrożeniem. – Wychodź. Musimy porozmawiać.

Eira nie miała innego wyjścia – musiała się go posłuchać i zrobić to, co jej kazał. Wstała więc i zdołała jeszcze złapać jedno spojrzenie Heahmunda skierowane w jej stronę. Przez krótką chwilę para zastygła, patrząc się sobie prosto w oczy. W końcu jednak Eira wycofała się i wyszła z budynku razem z Haraldem.

- Co ty tam robiłaś? – Mężczyzna zatrzymał ją gwałtownie, gdy tylko dostatecznie się oddalili. – Co kombinujesz?

- Po prostu chciałam coś sprawdzić. – Eira wykręciła się od szczegółowej odpowiedzi. – O czym chciałeś ze mną porozmawiać? – zdecydowała się następnie szybko zmienić temat. – Czy coś się stało?

Harald nie odpowiedział jej od razu. Po jego minie trudno było jej odgarnąć, o czym teraz myśli. Coś w jego spojrzeniu zaniepokoiło ją jednak. Nie był już tak przygnębiony jak wcześniej. Coś się stało, i to coś wprawiło go w nieco lepszy humor.

- Rozmówiłem się przed chwilą z Astrid. – zaczął. Eira już teraz chciała mu przerwać, ale jakoś się przed tym powstrzymała. Nie ufała tej kobiecie i była pewna, że ta nagadała mu coś, żeby przekonać go do wypuszczenia jej na wolność i przebaczenia jej win. Była tego do tego stopnia pewna, że była gotowa do postawienia własnego życia na szali, gdyby to było teraz możliwe. – Chciałem się jej spytać, co nią pokierowało ku temu, że nas zdradziła.

- I co ci niby powiedziała? – spytała się go sceptycznym tonem głosu Eira. – Że niby „nie była pewna tego, po której stronie powinna stanąć"? Że tak naprawdę cię kocha i że chce z tobą być, a tamta zdrada była efektem chwilowej słabości?

Harald zamarł na moment i spojrzał się na córkę ze zdumieniem.

- Zupełnie jakbyś tam była. – wymamrotał zaraz potem pod nosem. Eira usłyszała to i prychnęła głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem. Tak jak się spodziewała, Astrid dalej próbowała nim zmanipulować. – Nie o to mi jednak chodzi. Powiedziała mi coś jeszcze. Coś bardzo ważnego.

Eira nic nie odpowiedziała. Zaczekała cierpliwie, aż jej ojciec sam jej tego nie powie. Wykonała tylko gest dłonią, zachęcając go tym do tego, aby wreszcie się odezwał i powiedział to, co kobieta mu przekazała.

- Astrid jest brzemienna. – Harald po tych słowach uśmiechnął się szeroko, nie mogąc się już dłużej przed tym powstrzymać.

Reakcja Eiry z całą pewnością nie była taka, jakiej po niej oczekiwał. Dziewczyna zastygła w bezruchu, rozwierając szeroko oczy w zdumieniu. Otworzyła na moment usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył.

To nie może być przypadek. – pomyślała po chwili, wciąż będąc w głębokim szoku. – To nie może być dziecko mojego ojca. Nie może być.

A co, jeśli to jest jego dziecko? – odezwał się wówczas drugi głos w jej głowie. – Co wtedy?

Wtedy to dziecko stanie się prawowitym dziedzicem do tronu Vestfold. – uzmysłowiła sobie Eira. Gdy tylko to się stało, zimny dreszcz przeszedł po całym jej ciele. – A ja odejdę w niepamięć. Ojciec nie będzie mnie już potrzebował. Nieważne, czy to będzie syn, czy córka. Będzie miał swojego prawowitego dziedzica.

Gdy tylko mężczyzna się obrócił, skupiając na moment swoją uwagę na kłócących się nieopodal wojownikach, Eira wykrzywiła usta i westchnęła ciężko. Jedno jej muszę przyznać. Nieźle to sobie wykombinowała. Harald teraz będzie kompletnie zaślepiony kobietą i nie przyjmie już do wiadomości żadnych oskarżeń wobec niej. Tylko twarde fakty będą mogły ją teraz uratować przed utratą pozycji jego następczyni. Już po samej jego minie widziała, że uwierzył we wszystko, co mu ona powiedziała. Wierzył w to, że to jest jego dziecko. Będzie ją teraz chronił za wszelką cenę, byle tylko jego potomkowi nic się nie stało.

Nieźle ta manipulantka go sobie owinęła wokół palca. Nieźle to rozegrałaś, Astrid. Naprawdę nieźle to rozegrałaś. Ale nie ciesz się jeszcze tak szybko. Rozgryzę twój plan. Odkryję, co knujesz. Nie oddam ci tronu Vestfold. Po moim trupie go dostaniesz.