Rozdział dwunasty: Anioł diabła


Nie ufam jej. Ani trochę jej nie ufam. Ona coś kombinuje. Wiem to. Muszę to tylko udowodnić.

Eira z dezaprobatą przyglądała się, jak Astrid jak gdyby nigdy nic siedzi u boku jej ojca. Po tym, co mu wmówiła, mężczyzna z miejsca uwolnił ją i przywrócił do swoich łask. Fakt, dla pozoru trzymał przy niej paru strażników, którzy pilnowali jej na każdym kroku, ale Eira nie była głupia – wiedziała, że ci ludzie są tam tylko na pokaz, i że odwoła ich, gdy tylko pierwsze pomruki niezadowolenia znikną z ust podległych jej ojcu jarlów.

- Ciebie też ona tak irytuje? – Ivar wyrwał ją gwałtownie z zamyślenia. Dziewczyna obróciła się w jego stronę w tym samym czasie, w którym ten niezgrabnie przysiadł się do niej na podłużnej ławce przy ścianie. – Czy to tylko ja tak jej nie znoszę?

- W tej jednej kwestii zgadzamy się chyba po całości. – odpowiedziała mu na to Eira, przenosząc jednocześnie spojrzenie z powrotem na osobę Astrid. – Nawet nie wiesz, ile bym dała, żeby wiedzieć, czy to faktycznie jest dziecko mojego ojca.

- No, ona raczej nam tego nie powie. – Ivar zaśmiał się po tych słowach gorzko. – Wykorzysta pewnie trwające teraz ostatnie przygotowania do wypłynięcia na Kattegat, żeby coś wykombinować.

- Też tak sądzę. I dlatego muszę jakoś ją rozpracować. Nie mogę dopuścić do tego, żeby tak manipulowała moim ojcem.

- Boisz się, że odbierze ci tron? – zaśmiał się chłopak. Przestał jednak, gdy zobaczył minę dziewczyny. – Na bogów, naprawdę się o to martwisz? Naprawdę sądzisz, że twój ojciec byłby gotów cię wydziedziczyć? Ciebie?

W odpowiedzi Eira uśmiechnęła się ponuro.

- Dla prawowitego potomka z prawego łoża? Na pewno. Astrid już o to zadba.

Teraz to Ivar prychnął z irytacją.

- Twój ojciec byłby kompletnym idiotą, gdyby to zrobił. – powiedział. Eira po jego słowach drgnęła nieznacznie i przeniosła na niego swoje spojrzenie, zaciekawiona nieco tym, co właśnie powiedział. – Wystarczył mi jeden dzień obserwowania twoich poczynań, żeby wiedzieć, jak dobrą kandydatką do tronu jesteś. Masz to we krwi. Chwilami nawet wydaje mi się, że lepiej nadawałabyś się do tej roli niż twój ojciec.

Eira uśmiechnęła się kątem ust, słysząc to.

- Też tak czasami sobie mówię. – odpowiedziała mu dostatecznie cichym głosem, tak żeby nikt poza nim jej nie usłyszał.

- Co zatem stoi na twojej przeszkodzie? – dociekał Ivar. – Nie możesz go obalić? Na pewno byłabyś w stanie to zrobić.

Pilnuj się, Eira. – odezwał się nagle głos w głowie dziewczyny. – To jest jego sojusznik. Może coś kombinować. Wykręć się z tego jakoś.

- To mój ojciec. Nie mam prawa się wobec niego buntować. I nie chcę tego robić. – dodała na koniec, patrząc się Ivarowi prosto w oczy, tak żeby ten nie mógł zakwestionować prawdziwości jej słów. Robiła teraz wszystko, byle tylko w pełni uwierzył w jej zapewnienia. – Masz już jakieś plany wobec tego swojego klechy? – dziewczyna zdecydowała się szybko zmienić temat na taki, który Ivar z pewnością podłapie.

Jej fortel zadziałał. Chłopak połknął przynętę i od razu skupił się na podrzuconym przez nią temacie.

- Czyżby dręczyły cię myśli o tym, że nie możesz się z nim znów spotkać? – zażartował. Gdy w odpowiedzi otrzymał tylko harde spojrzenie, szybko zdecydował się zmienić nieco podejście. – Nie mam zamiaru go zabijać, jeśli o to się pytasz. Zbyt wiele zachodu włożyłem w to, żeby go złapać i przytargać tutaj. Planuję go wkrótce wypuścić i zmusić go do towarzyszenia mi na każdym kroku.

- I jak zamierzasz to osiągnąć? – spytała się go Eira. Jednocześnie przeniosła na moment spojrzenie z powrotem na Astrid. Po jej zachowaniu i mowie ciała wywnioskowała, że ta wkrótce mogła chcieć opuścić ucztę. Zerkała co jakiś czas w stronę wyjścia i skubała nerwowo rękawy swojej sukni. Widząc to, Eira zmrużyła podejrzliwie swoje zielone oczy. – Chyba nie planujesz się z nim przespać, co?

W odpowiedzi tylko usłyszała sarkastyczny śmiech chłopaka.

- Ha, ha, bardzo śmieszne. – odciął się jej Ivar. – To chyba raczej miała być twoja rola. Chociaż nie sądzę, żeby twój ojciec pozwolił ci się posunąć z nim tak daleko. Nie zrobiłaś tego, prawda? – spytał się jej nagle kompletnie innym tonem głosu. Eira zerknęła na niego przez moment i gdy zobaczyła w jego spojrzeniu konsternację i niepokój, zastygła na moment w dezorientacji, nim w końcu mu nie odpowiedziała.

- Nie, nie spędziłam z nim nocy, jeśli o to się pytasz. – odpowiedziała mu. Odwróciła się następnie z powrotem w stronę Astrid i Haralda. Dokładnie w tym samym momencie kobieta wstała od stołu i skierowała się powoli do wyjścia, za sobą mając jednego z przydzielonych do niej strażników.

To jest moja szansa. – pomyślała Eira.

- Dokończymy tę rozmowę później. – powiedziała do Ivara. – Mam coś ważnego do załatwienia.

Nie dała mu szansy odpowiedzieć; puściła się szybkim krokiem przed siebie, po drodze przechodząc za co wyższymi wojownikami, tak żeby uniknąć wzroku swojego ojca. Nie chciała, żeby podejrzewał ją o brak zaufania w stosunku do Astrid. Na tym etapie nie miała większych szans na przekonanie go do swoich racji. Udało jej się to wcześniej tylko i wyłącznie dzięki temu, że trafem losu zdołała złapać kapitana załogi, z którym kobieta ubiła wtedy targ. Teraz nie pójdzie jej jednak tak łatwo. Musiała znaleźć na Astrid haka, takiego, którego kobieta nie będzie mogła w żaden sposób od siebie odsunąć i wynaleźć na niego wymówkę.

Gdzieś za sobą, ponad wrzawą głosów, usłyszała jakiś hałas. Odwróciła się szybko i zobaczyła, że to Ivar ruszył powoli za nią, podpierając się przy każdym kroku kulami. Widząc to, dziewczyna zaklęła cicho pod nosem.

Odczep się teraz ode mnie, człowieku. – pomyślała, odwracając się tyłem do niego. Wyszła z budynku i udała się za Astrid, która jak gdyby nigdy nic szła przed siebie, nieświadoma śledzącej ją dziewczyny. – Zrujnujesz wszystko. Wycofaj się. Daj mi teraz spokój.

Śledziła Astrid aż do doków. Strażnik Haralda trzymał się blisko niej i nie spuszczał z niej oka. Kobieta zajęła się w tym czasie oglądaniem ryb na pobliskim straganie. Eira przystanęła w bezpiecznej odległości i przyglądała się jej tak aż do momentu, gdy nie usłyszała blisko siebie znajomego stukotu.

- Tobie chyba życie jest niemiłe. – wycedziła przez zęby, przymykając przy tym na moment powieki. – Po jaką cholerę mnie śledzisz, Iv…?

Gdy odwróciła się, żeby spojrzeć się na nastoletniego wikinga, zamiast niego zobaczyła naprzeciw siebie Heahmunda. Eira zastygła na moment w bezruchu, kompletnie tym widokiem zaskoczona i zdezorientowana.

- Zapomniałem ci o tym wspomnieć. – Ivar zjawił się u boku chrześcijanina zaraz potem. Widać było po jego minie, jak bardzo rozbawiona był całą tą sytuacją. – Ja już go wypuściłem. Nie chciałem dłużej z tym zwlekać. Wkrótce będziemy wypływać i nie chcę, żeby mi się w tej celi zasiedział i stracił swoje umiejętności walki. Musi być w pełni sprawny fizycznie, gdy staniemy przeciwko Lagertcie, Bjornowi i Ubbe.

- Nigdy nie powiedziałem, że będę dla ciebie walczył. – odezwał się w tym momencie Heahmund. Na moment przeniósł wzrok z Eiry na Ivara.

Dziewczyna z trudem zmusiła się do wyrwania z transu, w jaki wpadła. Obróciła się szybko w stronę doków, żeby odnaleźć spojrzeniem Astrid. Odetchnęła z ulgą, gdy tylko jej się to udało.

Długo to jednak nie trwało. Chwilę potem Eira dostrzegła coś jeszcze. Coś, co sprawiło, że wszystkie jej zmysły nagle się wyostrzyły.

Po drugiej stronie doku, przy jednym z mniejszych straganów, stał dość wysoki, jasnowłosy mężczyzna o krótkiej brodzie i postawnej budowie. Rozpoznała go od razu. Widziała go parę razy we włościach swojego ojca, gdy Hakon przybył tutaj ze swoją załogą. To był jeden z jego ludzi. I to na dodatek to był jeden z tych, którzy zdołali jej wtedy uciec podczas walki w noc rytuału.

Kompletnie zapomniała o tym, że Ivar i Heahmund stoją tuż za nią. Ruszyła w jego stronę, zostawiając ich w tyle. Usłyszała tylko, jak Ivar woła za nią, ale zignorowała go – była teraz skupiona wyłącznie na tym jednym mężczyźnie.

Zanim do niego dotarła, ten wycofał się nagle i ruszył boczną uliczką pomiędzy budynkami w sobie tylko znanym kierunku. Eira momentalnie przyspieszyła, nie chcąc stracić go z oczu. Śledziła go aż do obrzeży Vestfold, zdeterminowana, aby go złapać i dowiedzieć się, co tu robi.

W pewnym momencie mężczyzna zniknął jej za ostatnimi budynkami. Eira zastygła na moment, w myślach rozważając nagle wycofanie się i znalezienie najpierw jakiegoś wsparcia. Chęć uzyskania tych informacji szybko okazała się jednak od niej silniejsza.

Dlaczego on tyle ryzykuje? Czemu tu wrócił? Co chce tym osiągnąć? – Te i inne pytania zaprzątały teraz jej głowę. Dziewczyna powoli podeszła bliżej, pilnując się, żeby nie narobić hałasu.

Mężczyzna znajdował się tuż za budynkiem. Stał odwrócony do niej plecami. Gdy tylko minęła róg domu, ten odwrócił się nagle i dostrzegł ją. Oboje wyciągnęli miecze w tym samym czasie, gotowi w razie ostateczności do walki.

- Czego tu chcesz? – spytała się go, przez cały czas nie spuszczając z niego spojrzenia nawet na moment. – Mało ci było ostatnim razem? Znajdujesz jakąś chorą przyjemność z bycia bitym do nieprzytomności?

Czuła się pewnie. Była tu z nim sam na sam i zdołała go zaskoczyć. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, zmuszając go tym do wycofania się w stronę ściany lasu. Na jej ustach pojawił się nikły uśmiech triumfu. Udało się jej zagonić go w kozi róg. Dowie się, co tu robi. Dowie się tego za wszelką cenę.

Mężczyzna był już prawie przy ścianie lasu, gdy nagle dostrzegła za nim jakiś ruch. Momentalnie zatrzymała się i wytężyła wszystkie swoje zmysły. W pierwszej chwili pomyślała o jakimś dzikim zwierzęciu, które zabłąkało się za blisko ludzkich mieścin.

Wtedy jednak wiking uśmiechnął się szeroko.

To ja wpadłam w pułapkę. – uzmysłowiła sobie gwałtownie. – Od samego początku tego chciał. To ja byłam ofiarą, a on przynętą. I jak głupia się na to złapałam.

Zaraz potem z lasu wyszło dwóch członków załogi buntowników. Eira instynktownie chciała się wycofać, ale wtedy drogę zagrodziło jej kolejnych dwóch mężczyzn. Znalazła się w potrzasku.

- Co, mowę ci odebrało? – zaszydził z niej wojownik. – Nie jesteś już taka pewna siebie, co?

Nie dam im się. Nie dam im tej satysfakcji. Eira stanęła w pozycji obronnej, gotowa do walki. Nie zamierzała się łatwo poddać. Będzie walczyć do samego końca.

Pierwsi zaatakowali ją ci dwaj, którzy zagrodzili jej drogę ucieczki. Jeden rzucił się na nią od tyłu, próbując ją od razu unieruchomić, podczas gdy drugi przypuścił atak z boku. Eira złapała mocniej swój sztylet i wyjęła go zza paska, po czym podjęła walkę z tym, który był bliżej niej. Złapała jego rękę, gdy ten spróbował zablokować jej cios, po czym wbiła mu w gardło ostrze swojego sztyletu niemalże po samą rękojeść. Wyciągnęła go z jego ciała zaraz potem, gdy drugi mężczyzna złapał ją za ramię, chcąc ją powalić na ziemię. Zamachnęła się na niego, ale nie trafiła. Wojownik złapał ją za rękę i boleśnie ją wykręcił. Eira krzyknęła z bólu. Nie zdołała się przed tym powstrzymać. Za wszelką cenę nie chciała dać znać po sobie jakichkolwiek oznak słabości. Nie dała jednak rady tego dokonać.

Moje własne ciało mnie zdradziło. Teraz nie mam już żadnych szans.

Spróbowała się wyswobodzić z uścisku, ale nie dała rady – mężczyzna trzymał ją mocno przy ziemi i nie zamierzał jej puścić wolno.

To nie może być koniec. Nie mogę tu umrzeć. Nie teraz. Nie w taki sposób.

- Nie ruszaj się teraz, księżniczko. – Nawet nie mogąc się na niego spojrzeć wiedziała, że mężczyzna uśmiecha się teraz szeroko, czerpiąc chorą przyjemność z całej tej sytuacji. – To trochę zaboli.

Nie zamierzała zamknąć teraz oczu – odejdzie tak, jak na wojowniczkę przystało. Nie da im tej satysfakcji. Nie ma takiej opcji.

Nie poczuła jednak żadnego bólu – cios nie nadszedł.

Czy on sobie ze mnie drwi? – pomyślała mimowolnie. – Czeka, aż się spróbuję odwrócić, i wtedy dopiero wyprowadzi cios? O to mu chodzi?

Odpowiedź przyszła bardzo szybko – rozległ się czyjś krzyk, a zaraz potem mężczyzna, który miał ją zabić, upadł obok niej na ziemię, krwawiąc obficie z rozległej rany na klatce piersiowej.

Jestem uratowana. Bogowie, dziękuję. Chociaż raz mnie wysłuchaliście.

W momencie, w którym uścisk na jej rękach zelżał, dziewczyna szybko przeszła do ofensywy. Nie oglądając się za siebie wyczołgała się spod trzymającego ją wojownika, po czym zadała mu mocne kopnięcie prosto w brzuch, odpychając go tym od siebie. Wreszcie wolna, dziewczyna wstała z ziemi, dopiero teraz mogąc zobaczyć, kto przyszedł jej na ratunek.

Heahmund. Na jego widok dziewczyna na moment zastygła. Przeczuwała, że to właśnie on przybył jej na ratunek. Fakt ten nie powstrzymał jej jednak przed byciem kompletnie zszokowaną jego widokiem. Aż do teraz nie wierzyła w pełni w to, że po tym wszystkim, co przeszedł z winy jej rodziny, będzie chciał jej w jakikolwiek sposób pomóc.

Szybko jednak otrząsnęła się z tego transu. Heahmund zdołał pokonać już jednego napastnika, ale pozostało jeszcze trzech – ten, który ją tu zwabił, oraz jego dwóch pomagierów.

Jeden z nich już leży ranny. – pomyślała, zerkając przelotem na wykrwawiającego się niedaleko niej mężczyznę. Był to ten, którego śledziła, i który zaciągnął ją w tę pułapkę. – Nie mogę go zabić. Muszę się dowiedzieć, czemu mnie zaatakowali.

W momencie, gdy Heahmund dobijał kolejnego wojownika, jego towarzysz skoczył na Eirę. Tym razem dziewczyna była jednak szybsza – obróciła się wokół własnej osi, robiąc przy tym efektowny unik. Gdy ten się wykręcił w bok, próbując wyprowadzić cios w jej stronę, dziewczyna złapała go za rękę, w której trzymał miecz, po czym jednym pewnym ruchem rozcięła mu skórę przedramienia.

Pilnowała się, żeby ciąć mocno i głęboko, tak żeby przeciąć mięśnie i ścięgna i sprawić, żeby ten puścił broń i nie mógł jej podnieść. On i lider szajki nie mogli umrzeć – musiała pozostawić przynajmniej dwóch przy życiu, tak żeby było kogo przesłuchać.

- Nie zabijaj go. – nakazała pewnym tonem głosu Heahmundowi, gdy ten skierował się w ich stronę. – Potrzebuję ich żywych.

- Po co? – spytał się jej mężczyzna.

- Żeby ich przesłuchać. – Eira podniosła nieznacznie spojrzenie i skierowała je w stronę ostatniej chatki. Ivar wyszedł zza niej niespiesznym krokiem, przez cały czas podpierając się o ścianę budynku. – Widziałeś, że poszła śledzić tamtego. – tu wskazał na leżącego w małej kałuży własnej krwi mężczyznę. – To była zasadzka. Logiczne, że chce wiedzieć, czemu chcieli ją zabić, i co tu robili. – Chłopak powoli podszedł bliżej nich, po czym spojrzał się na Eirę i uśmiechnął się kątem ust. – Chyba należą się nam podziękowania, nie sądzisz? Gdyby nie my, już by cię nie było na tym świecie.

- Dzięki. – odpowiedziała krótko dziewczyna. Nie zamierzała się z nim przekomarzać. Naprawdę była im wdzięczna za ocalenie życia.

- Mmm… to chyba nie były wystarczająco dobre podziękowania. – stwierdził chłopak. – Ale nie będę teraz dopraszał się lepszych. – dodał zaraz potem, zerkając na moment w stronę leżących na ziemi dwóch mężczyzn. – Mamy teraz ważniejszą rzecz do ogarnięcia.

Ivar następnie skinął na Heahmunda. Ten, z pewną dozą wahania, złapał tego, którego pokonała Eira, po czym jednym ruchem wykręcił mu boleśnie ramię, aż coś w nim nieprzyjemnie strzyknęło, a on sam krzyknął głośno z bólu.

- Dlaczego chcieliście się jej pozbyć? – spytał się go Ivar, podczas gdy Heahmund wykręcał mu rękę coraz mocniej z każdą chwilą, gdy ten zwlekał z odpowiedzią. – Macie pojęcie, w jakie bagno byście się wkopali? To jest córka króla Vestfold. Za takie coś idzie się od razu do piachu.

- Nic wam nie powiem. – wycedził mężczyzna. Wystarczyło jednak jedno jeszcze mocniejsze wykręcenie ręki, aby cała jego wola walki uszła z niego. – To… to miała być zemsta.

- Zemsta? – zdziwiła się Eira. – Za co niby?

- Zabiliście naszego przywódcę. Mieliśmy pozbyć się najpierw ciebie, a potem jego. – Tu wojownik spojrzał się w stronę Heahmunda, który na te słowa zastygł na moment w miejscu.

- I tyle? Tylko po to się fatygowaliście w sam środek wrogiego obozu? – Eira nie wierzyła w taki przypadek. Nikt o zdrowych zmysłach nie ryzykowałby swoim życiem dla zwykłej zemsty. – Astrid miała coś z tym wspólnego, prawda? Opłaciła was.

W odpowiedzi mężczyzna roześmiał się słabo. Zaśmiał się nawet ten drugi, sprawiając tym, że Eira na moment obróciła się w jego stronę, aby mu się z dezorientacją przyjrzeć. To on też odpowiedział na jej pytanie.

- Astrid nie… nie miała z tym nic w-wspólnego. – wydukał pomimo utraty sporej ilości krwi. Był ledwie przytomny, ale mimo to znalazł siły, aby wyjaśnić Eirze wszystko. – Ona nas nienawidzi bardziej niż ty.

- Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

- To w to uwierz. – Eira odwróciła się szybko, gdy przytrzymywany przez Heahmunda wojownik odezwał się za swojego kompana.

- Dlaczego? – Na to pytanie nie uzyskała odpowiedzi. Obydwaj jakby nagle nabrali wody w usta. Dziewczyna westchnęła z irytacją, po czym spojrzała się znacząco na Ivara. Ten od razu wiedział, co zrobić.

- Przytrzymaj go dobrze, chrześcijaninie. – polecił Heahmundowi. – To może go trochę zaboleć.

Ivar podszedł bliżej mężczyzny, po czym podciągnął rękaw jego koszuli tam, gdzie znajdowała się rana zadana przez Eirę. Chłopak rozchylił nieznacznie ranę, uwydatniając mięśnie i pulsującą żyłę. Następnie, gdy to nie przyniosło rezultatu, złapał nagle jeden z mięśni i zaczął go na siłę wyciągać, wykręcając go przy tym na wszystkie strony.

Efekt był spodziewany – mężczyzna rzucił się gwałtownie, próbując mu się wyrwać, krzycząc przy tym w niebogłosy. Heahmund trzymał go jednak mocno. Eira dodatkowo złapała go za zranioną rękę, uniemożliwiając mu cofnięcie jej. Trzymała go pewnie aż do momentu, w którym ten wreszcie nie uległ torturom Ivara.

- To była zasadzka. – wymamrotał, ledwie przytomny z bólu po tym, co młody wiking mu zaserwował. – To był… to był pomysł naszego kapitana. Zawsze się wszystkim dzielimy. Wszystkim.

Te słowa sprawiły, że Eira poczuła nagle zimny dreszcz przeszywający całe jej ciało. Domyśliła się, co chciał im przez to powiedzieć. I świadomość tego sprawiła, że nagle pożałowała ona, że nie zabiła ich razem z resztą ich załogi.

- Zgwałciliście ją. – wycedziła przez zaciśnięte zęby, z trudem powstrzymując się przed rzuceniem na mężczyznę i zabiciem go gołymi rękami. – To dziecko… ono jest jednego z was, zgadza się?

- T-tak. – mężczyzna spojrzał się w końcu na nią. Oczekiwał zapewne, że za moment spotka swój koniec z jej rąk. Sam widok jej przepełnionego furią i odrazą spojrzenia wystarczył mu, żeby być pewnym tego, że jego los został właśnie przez nią przypieczętowany.

- Mam ich zabić? – Ivar, podobnie jak ona, wpatrywał się teraz w mężczyznę z odrazą. Nawet on, znany ze swojej brutalności i krwiożerczości, nigdy nie posunąłby się do tak ohydnego czynu.

- Nie. – Eira z trudem podjęła tę decyzję. Tak bardzo chciała ich teraz sama zabić, ale wiedziała jednak, że musi postąpić inaczej. Sprawiedliwości trzeba było dojść w inny sposób. – Skrępujcie ich i opatrzcie pobieżnie ich rany. Nie mają prawa mi tu umrzeć.

- Jesteś tego pewna? – Nawet Heahmund miał co do tego spore wątpliwości. Dziewczyna na jego słowa podniosła wzrok i spojrzała mu się prosto w oczy.

- Tak. – odpowiedziała mu Eira. – Zabierzemy ich do mojego ojca. Niech sami poświadczą tego, co zrobili. Niech prawda o tym wyjdzie na jaw. Tylko z ten sposób sprawiedliwości stanie się zadość.