Rozdział trzynasty: Proces


Nie… nie, to niemożliwe.

Harald siedział na swoim tronie, zaciskając z nerwów dłonie w pięści. Dokładnie przed nim, na drewnianej podłodze, dwóch ciężko rannych mężczyzn siedziało na kolanach, unikając uparcie jego spojrzenia.

Wiedział, kim oni są – rozpoznał ich twarze niemalże od razu. Byli to członkowie załogi Hakona.

Znów ten sam problem. Twarz mężczyzny na moment wykrzywił grymas gniewu i irytacji. Ile jeszcze razy to będzie do mnie wracać? Ile razy bogowie będą mi przypominać o jej zdradzie? Czy o to im chodzi? Za szybko jej wybaczyłem? Czy chcą, żeby dalej była karana za swoje przewinienia? Czy to właśnie chcą mi przez to przekazać?

- Zabijcie ich. – polecił zaraz potem swoim strażnikom. – Nie ma sensu ich przesłuchiwać. Wiem, co mi powiedzą.

- Tym razem nie chodzi o zdradę Astrid, ojcze. – Eira wystąpiła krok wprzód, stając dokładnie przed tronem swojego ojca. – Ci dwaj przyznali się do zrobienia czegoś o wiele, wiele gorszego niż zdrada.

Jej słowa zaintrygowały Haralda. Pochylił się nieznacznie do przodu, aby móc lepiej przyjrzeć się swojej córce i dwóm zdrajcom, jakich ujęła.

- Co masz przez to na myśli? – spytał się jej. – Co jeszcze zrobili?

Eira zamilkła na dłuższą chwilę. Astrid była tutaj z nimi i siedziała z boku pomieszczenia, praktycznie w samym kącie. Gdy spojrzała się w jej stronę, dostrzegła strach i niepewność i wiedziała już, że kobieta wie, że Eira poznała całą prawdę.

Gdyby tylko była szczera i powiedziała prawdę… do niczego takiego by wtedy nie doszło. – pomyślała dziewczyna. – Chciała ocalić swoją ukochaną, a skończyła jako ofiara tych zwyrodnialców. Nie mogę jej nienawidzić za to, że popełniła błąd. Chciała nas zdradzić, to fakt. Cena za tę zdradę okazała się jednak zbyt wysoka. Żałuję tylko, że nie ufała nam na tyle, aby powiedzieć nam o tym.

- To, co zamierzam ci powiedzieć, nie jest niczym łatwym. – zaczęła Eira. – Wciąż mną targają sprzeczne emocje, gdy tylko o tym pomyślę. To, co mi wyjawili, nie tyczy się tylko tych dwóch. Jest to przestępstwo popełnione przez całą załogę Hakona, włącznie z nim samym.

- Mówisz to tak, jakby co najmniej przeklęli nasz ród na kilka pokoleń w przyszłość. – Haraldowi nie spodobał się ponury ton głosu jego córki oraz jej posępna mina. Coś faktycznie było na rzeczy. Prawie nigdy nie widział jej w takim stanie. To, czego się dowiedziała, musiało być naprawdę ciężkim występkiem.

- Prawdą jest to, że królowa Astrid spotkała się z kapitanem Hakonem, aby spiskować przeciwko nam. – powiedziała Eira. Harald z trudem powstrzymał się od skrzywienia, gdy ta przypomniała mu o tym nieprzyjemnym zdarzeniu. – Zawarła z nim układ. Układ, który on złamał chwilę potem. – dodała na koniec, zerkając znacząco w stronę kobiety, która w tej samej chwili jakby skurczyła się w sobie i jeszcze bardziej wcisnęła się w kąt pomieszczenia.

To nie jest moja historia, tylko jej. Ale to ja muszę ją opowiedzieć. Trzeba to wszystko ujawnić. Tylko w ten sposób sprawiedliwości stanie się zadość.

- Dziecko, które Astrid w sobie nosi, nie jest twoje, ojcze. – Eira przeniosła spojrzenie na Haralda dopiero po dłuższej chwili. – Jest ono wynikiem gwałtu, jakiego ci barbarzyńcy się na niej dopuścili.

Po jej słowach zapadła grobowa cisza. Nikt, nawet najmniej znaczący sługa nie miał odwagi się teraz odezwać. Sam Harald również milczał, wpatrując się z niedowierzaniem i dezorientacją w swoją jedyną córkę.

- To niemożliwe. – wydukał w końcu z siebie, wciąż kompletnie tą wiadomością porażony. – To… to nie może być prawda.

- Ale niestety nią jest. – przerwała mu Eira. – Sami się do tego przyznali. Byłam z początku pewna tego, że wrócili tu z jej rozkazu, ale prawda była inna. Astrid ma jeszcze więcej powodów do tego, aby ich nienawidzić, niż ty czy ja. Przeżyła przez nich coś niewyobrażalnego. I jedyne, co teraz możemy zrobić, to ukarać ich surowo za to.

- Astrid… czy to prawda? – król Vestfold zwrócił się do swojej partnerki. Kobieta na dźwięk jego głosu drgnęła nerwowo, ale gdy ten się na nią spojrzał, nie odpowiedziała mu w żaden sposób. Siedziała tylko w milczeniu w rogu pomieszczenia, niezdolna do wypowiedzenia choćby jednego słowa.

Bądź teraz wojowniczką, jaką jesteś. – pomyślała Eira, wpatrując się intensywnie w Astrid. – Zdobądź się na tę odwagę. Powiedz prawdę. Niech ci ludzie za to zapłacą. Niech wszyscy się dowiedzą, jakimi potworami oni są. Niech ich pamięć na zawsze zostanie zbezczeszczona. Zrób to. Zrób!

- Nie musisz się niczego bać, Astrid. – zapewniła ją dziewczyna. Kobieta podniosła powoli na nią spojrzenie, i gdy to się stało, Eira uśmiechnęła się do niej łagodnie, chcąc ją tym dodatkowo przekonać do podjęcia odpowiednich działań. – Oni już nic ci nie zrobią. Muszą jednak odpowiedzieć za to, co zrobili.

Kobieta wahała się jeszcze przez długi czas. Eira pozwoliła jej jednak w spokoju rozważyć wszystkie za i przeciw.

To musi być jej decyzja. Ona sama musi się zdecydować, czy wyjawić tu i teraz całą prawdę. Tylko ona może teraz przekonać Haralda do tego, że to wszystko naprawdę miało miejsce.

- To… to prawda. – wymamrotała w końcu kobieta słabym głosem. – Zrobili to. Wszystko, co powiedziała Eira, to prawda. Ona nie kłamie. Naprawdę tak było.

Harald był tą wieścią kompletnie porażony. Nie wiedział, jak na to zareagować.

- Dlaczego nie powiedziałaś nam o tym wcześniej? – spytał się jej w końcu. – Czemu to ukrywałaś? – Nagle mężczyzna zdał sobie z czegoś sprawę. – Chciałaś… chciałaś wykorzystać tę ciążę, żeby zapewnić sobie koronę?

- N-nie, to nie tak… – Astrid wstała gwałtownie z ławki i zrobiła kilka kroków w stronę Haralda i pozostałych. – To nie o to…

- To na pewno nie była jej intencja, ojcze. – Eira zdecydowała się interweniować. – Była zszokowana. Przestraszona. Zraniona. Była pewna tego, że jej nie uwierzysz, albo że ją wygnasz lub zabijesz. Prawdopodobnie też bym tak na jej miejscu pomyślała.

Zaskoczyła tym Haralda. Nie spodziewał się, że jego córka, główna przeciwniczka Astrid, stanie teraz po jej stronie.

- Ona nie jest niczemu winna. – dodała zaraz potem. – Nie powinieneś karać jej za to, że padła ofiarą takiego bestialskiego czynu. To ci, którzy się go dopuścili, powinni zostać skazani. W najokrutniejszy możliwy sposób. – Tu spojrzała się z odrazą na dwóch klęczących na podłodze mężczyzn. – Niech ich uczynki będą nauczką dla innych. Nikt nie ma prawa tak traktować kobiet. Nikt nie ma prawa tak traktować nikogo. Kara za to będzie niewyobrażalna.

- Masz rację. – Harald przyznał po chwili namysłu. Spojrzał się jeszcze jeden raz na Astrid. Teraz, gdy znał już całą prawdę, widział wszystko w innym świetle. Wciąż nie rozumiał, dlaczego zdradziła go ona na rzecz Lagerthy, ale wiedząc, przez co przeszła, złość i gorycz gorejące w nim zmalały znacząco. – Jaką zatem karę dla nich proponujesz?

- Długą i bolesną. – odpowiedziała mu Eira. – Taką, żeby nikt nie odważył się potem dopuścić się takiego czynu ponownie. Sama wizja kary powinna ich przerażać dostatecznie mocno.

Wyrok zapadł niemalże natychmiast – pozostali przy życiu członkowie załogi Hakona zostali skazani na długie, publiczne tortury, po których mieli zawisnąć. Mężczyźni nie opierali się – przyznali się do wszystkiego i zgodzili na tę karę. Wiedzieli, że i tak się z tego nie wygrzebią. Nie było dalej sensu walczyć. Przegrali.

Gdy było już po wszystkim, Eira podeszła do Astrid, która przez cały ten proces stała w milczeniu i tylko wszystko uważnie obserwowała.

- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że to dziecko nie ma żadnych praw do tronu? – spytała się jej. Pomimo tego, że współczuła jej, nie mogła teraz pokazać po sobie żadnej słabości. Pomogła jej, ale teraz musiała też pomóc swojemu ojcu i sobie samej. – Możesz zachować życie i wolność. Mój ojciec przebaczył ci twoją zdradę. Nie licz jednak na to, że to dziecko w przyszłości będzie miało jakąkolwiek możliwość stania się spadkobiercą tronu Norwegii.

- Wiem o tym doskonale. – odpowiedziała jej na to Astrid. – Dziękuję ci. – dodała po chwili. – Mogłaś ich po prostu zabić i to wszystko zataić. Pomogłaś mi jednak. Nigdy ci tego nie zapomnę.

Eira w odpowiedzi tylko się słabo uśmiechnęła. Zaraz potem wyszła z sali i skierowała się w stronę swojej komnaty. Była już prawie na miejscu, gdy niespodziewanie drogę zastąpił jej Heahmund.

Przyszła wreszcie pora na konfrontację. – pomyślała, gdy tylko ich spojrzenia się zetknęły. – Co ma być, to będzie. Jestem gotowa ponieść wszelkie konsekwencje swoich czynów.

- Całkiem nieźle to rozegrałaś. – Heahmund odezwał się pierwszy. – Jednocześnie pozbyłaś się dwóch zagrożeń. Twoja pozycja następczyni tronu znów jest bezpieczna.

- Myślisz, że tylko o to mi chodziło? O tron? O nic więcej?

Heahmund w odpowiedzi uśmiechnął się nieznacznie.

- Wiem, że to nie wszystko. – powiedział.

Eira rozwarła nieznacznie usta, zaskoczona. On sobie ze mną pogrywał. Żartował. Nie jest zły? O co mu teraz chodzi?

- Widziałem wtedy po twoim spojrzeniu, jak mocno tobą wstrząsnęło to odkrycie. Widziałem po tobie, jak bardzo chciałaś ich wtedy zabić. Powstrzymałaś się jednak. Nie pozwoliłaś, żeby emocje przejęły nad tobą kontrolę.

- Kto jak kto, ale ty chyba już powinieneś wiedzieć o tym, że nie pozwalam na to, żeby mieszać uczuć z obowiązkami.

Heahmund ściągnął tylko usta w cienką linię i zmarszczył brwi, powstrzymując się przed wypowiedzeniem równie ciętego komentarza.

- Wciąż nie jestem w stanie pochwalić tego, co wtedy zrobiłaś. – przyznał w końcu. – Rozumiem jednak, czym się kierowałaś.

Eira nic nie odpowiedziała – skinęła tylko głową na znak, że dziękuje mu za te słowa.

Nie liczyła na to, że jej wybaczy. Liczyło się dla niej teraz to, że przynajmniej ją zrozumiał.

- Zamierzasz dalej walczyć dla Ivara? – spytała się go w końcu, przełamując w ten sposób niezręczną ciszę, jaka pomiędzy nimi zapadła.

- A mam inne wyjście? – odpowiedział jej pół-żartem mężczyzna. – Jestem jego więźniem. Dużego wyboru w tej kwestii nie mam. – Zamilkł zaraz potem na chwilę, po czym uważnie się jej przyjrzał. – Ty też nie masz takiego wyboru, prawda? Jako córka króla Haralda musisz być obecna na polu walki.

- Ano muszę. – Eira westchnęła ciężko po tych słowach. – Wiesz już chyba bardzo dobrze, co o tym wszystkim myślę. Tak jak ty nie mam jednak wyboru. Muszę tam być.

- Czyli do pewnego stopnia jesteś jednak niewolnicą. – Heahmund po powiedzeniu tego uśmiechnął się kątem ust, rozbawiony własnymi słowami i ironią całej tej sytuacji. – Nie oszukałaś mnie zatem we wszystkim.

Żadne z nich nie zauważyło Ivara, który od jakiegoś czasu obserwował ich interakcję z ukrycia. W momencie, gdy Eira zaśmiała się cicho ze słów Heahmunda, na twarzy młodego wikinga pojawił się grymas niezadowolenia. Zrozumiał bowiem, że popełnił strategiczny błąd, wypuszczając chrześcijanina tak szybko.

Zaraz potem jednak uśmiechnął się krzywo, mierząc spojrzeniem swojego jeńca wojennego.

Każdy błąd przecież można naprawić.