Rozdział czternasty: Droga chwały


Eira stanęła jedną nogą na krawędzi łodzi i zastygła na moment w bezruchu. Omiotła spojrzeniem dziesiątki łodzi znajdujących się przed nią, zapełnionych po brzegi wojownikami.

Wszystko dobiegło końca. Czas na wojnę.

Dziewczyna z ciężkim sercem przekroczyła burtę łodzi i stanęła przy maszcie, przyglądając się przy tym kolejnym wojownikom, jacy wsiadali razem z nią. Ivar już tu był – siedział pomiędzy Hvitserkiem i Heahmundem, i tak jak ona obserwował z zaciekawieniem wszystkich.

Jej spojrzenie przeniosło się po chwili na osobę biskupa. Siedział oparty ramieniem o lewą burtę i spoglądał z zamyśleniem gdzieś w przestrzeń przed sobą. W ogóle nie zdawał się przejmować całym tym harmiderem dziejącym się dookoła.

Ona jednak wiedziała, że jest inaczej. Tak samo jak ona martwił się o to, co będzie dalej. Nie wiedział, jak rozegra się to starcie i czy je przeżyją. Nie chcieli tej wojny, ale byli tylko kolejnymi pionkami w grze tych, którzy walczyli teraz o władzę między sobą. Mogli mieć tylko nadzieję na to, że zdołają to jakoś przetrwać.

- O nic się nie martw. – zapewnił w pewnym momencie dziewczynę Ivar, widząc wyraźnie jej zaniepokojenie. – Wygramy tę bitwę.

- Skąd możesz mieć taką pewność? – odcięła mu się Eira. – Możesz nienawidzić Lagerthy, ile ci się tylko żywnie podoba, ale nie możesz zaprzeczyć tego, że nie jest byle jaką wojowniczką. Nawet ja o niej wiele dobrego słyszałam. Nie odda ci Kattegat po dobroci. Wielu ludzi zginie na darmo tylko dlatego, bo zamarzyłeś sobie odebrać jej to wszystko siłą, zamiast cierpliwie poczekać na swoją kolej.

- I ty myślisz, że bym się doczekał? – Ivar aż się roześmiał. – Tron oddałaby w pierwszej kolejności Bjornowi, swojemu pierworodnemu. A gdyby on zmarł, tron Kattegat poszedłby w ręce tego zdrajcy, Ubbego. Ja i Hvitserk znajdujemy się w tej chwili na szarym końcu listy osób, które Lagertha widzi na swoim tronie po sobie.

- Wielu władców w ten sposób zyskiwało władzę. – wtrącił się nagle w ich rozmowę Heahmund. Eira spojrzała się na niego z zaintrygowaniem, ciekawa tego, co miał on w tej kwestii do powiedzenia. – Niektórych potem historia chwaliła jako wspaniałych władców, którzy wyzwolili swój naród spod ucisku tyranów. Inni natomiast stawali się w oczach następnych pokoleń takimi tyranami.

- A ty sądzisz, że kim ja byłbym dla nich? – skonfrontował się z nim Ivar. Jego nieco nerwowy uśmiech podpowiedział Eirze, że myślał on o tym, że Heahmund uważa go zapewne za takiego despotę. – Wybawcą czy tyranem?

- To nie mi jest oceniać. – Heahmund wybrnął z tego podchwytliwego pytania z łatwością, nawet na moment nie tracąc obojętnego, nieco znużonego tonu głosu. – Dopiero przyszłe pokolenia to zrobią. I to założywszy, że w ogóle staniesz się królem Kattegat.

Eira nie mogła powstrzymać uśmiechu, jaki wykwitł na jej ustach. Schyliła nieznacznie głowę, próbując go ukryć, po czym posłała dyskretne spojrzenie Heahmundowi. Mężczyzna odwrócił się w jej stronę w odpowiednim momencie i złapał to spojrzenie, po czym sam uśmiechnął się nieznacznie kątem ust.

Ivar dostrzegł to pomimo ich prób ukrycia się przed tym. Zmrużył ze zdenerwowania oczy, spoglądając to na jedno, to na drugie. Widział, jak oboje się sobie przyglądają. I ani trochę mu się to nie podobało.

- Odpuść sobie, człowieku. – mruknął w pewnym momencie do niego Hvitserk, który z zaciekawieniem obserwował całą tę sytuację. – Sam ją praktycznie wepchnąłeś w jego ramiona. Jesteś tego sam sobie winien, że znów mają się ku sobie.

- Nie obchodzi mnie to. – chłopak wycedził przez zaciśnięte zęby. – Wszystko jeszcze można zmienić.

Hvitserk wolał nie dociekać, co jego młodszy brat miał na myśli. Skupił się zamiast tego, tak jak cała reszta, na obserwowaniu wypłynięcia wszystkich statków z wojownikami na otwarte wody.

Byli mniej więcej w połowie drogi, gdy chłopak zdecydował się w końcu rozmówić z dziewczyną, która tak mocno zawróciła w głowie jego krwiożerczemu bratu.

- Słyszałem, że ponoć król Harald rozważa na poważnie wydanie cię za mojego brata. – zagadnął ją. Gdy ta odwróciła się do niego powoli, ten posłał jej przelotny, szeroki uśmiech, wyraźnie rozbawiony całą tą ideą. – Bylibyśmy wtedy rodziną.

Z rosnącym zaciekawieniem zaobserwował reakcję Heahmunda na tę wieść. Mężczyzna nic o tym nie wiedział – jego mina mówiła sama za siebie. Spojrzał się on na Eirę z zaskoczeniem, ewidentnie oczekując jakiejś odpowiedzi od niej.

Ta z kolei unikała uparcie jego spojrzenia. Wzrok miała w tej chwili utkwiony twardo w osobie Hvitserka. Widział po niej, jak bardzo zirytował ją tym jednym pytaniem.

- To był wymysł mojego ojca. – odpowiedziała w końcu. – Ja z tym nie mam nic wspólnego. Żadnej decyzji też nie podjęłam. Nie jestem niewolnicą i nie będę do niczego zmuszana. Takie mamy przecież prawo, czyż nie?

- Zgadza się. – przyznał jej Hvitserk. Nie przestał się jednak uśmiechać. Cała ta sytuacja była dla niego niezwykle zabawna. Ivar przybył do Vestfold po to, aby uzyskać poparcie króla Haralda w walce przeciwko swojej macosze. Gdy tam trafił, spotkał po raz pierwszy jego córkę, Eirę. Już od pierwszego dnia pobytu tam Hvitserk zaobserwował zainteresowanie swojego brata osobą młodej księżniczki. Była mniej więcej w wieku Hvitserka – rok starsza, jeśli dobrze pamiętał. Ivar zniszczył jednak wszelkie szanse, jakie mógł mieć u niej, gdy zgodził się na planowanie z Haraldem sojuszu w formie małżeństwa politycznego, a także dodatkowo wysłał Eirę do Heahmunda, aby „podręczyć go trochę". W efekcie tego doprowadził do sytuacji, w której biskup zadurzył się w nordyckiej księżniczce – i, na co wychodziło, najpewniej z wzajemnością.

On niedługo jak nic wybuchnie z tej złości i gniewu. – pomyślał, przyglądając się z niemałą dozą satysfakcji swojemu bratu. – Sam sobie to zgotował. A ponoć jest taki inteligentny i przebiegły.

Mała część jego jaźni bała się jednak o coś. Bał się tego, że Ivar w końcu straci resztki cierpliwości, jakie jeszcze mu pozostały, i podejmie drastyczne kroki, aby zdobyć dla siebie Eirę. Hvitserk widział to po nim ewidentnie. Chciał tego, ale nie potrafił przyznać się do tego otwarcie.

Nie, nie zrobi tego. – chłopak pokręcił głową, uśmiechając się przy tym słabo, rozbawiony własnymi wcześniejszymi myślami. – Eira nie dałaby mu się zdobyć tak łatwo. Gdyby czegoś spróbował, sama osobiście złoiłaby mu skórę. Jest do tego zdolna. I to trzyma go wciąż na wodzy. Bo wie, że by z nią przegrał.

Jakiś czas później wylądowali wreszcie na wybrzeżu blisko Kattegat. Harald szybko zebrał wszystkie oddziały i wymaszerowali prosto na wschodnią granicę miasta. Lagertha już tam na nich czekała, razem z całą swoją armią. Tak jak podejrzewali, była na nich już od jakiegoś czasu przygotowana.

Po dłuższej chwili oczekiwania na ich ruch kobieta wysłała naprzeciw nich Bjorna i Halfdana. Eira obróciła się na moment w stronę ojca i zobaczyła, jak ten drgnął nerwowo, gdy tylko zobaczył swojego własnego brata po stronie wroga.

- Zostajesz tutaj. – polecił córce Harald, przyglądając się jednocześnie podejrzliwie czekającej na nich po drugiej stronie pola bitwy Lagertcie. – Pojadę tam sam z bratem Ivara. Wy zostaniecie tutaj.

Nie wykłócała się z nim – i tak nie miała najmniejszej ochoty robić za emisariusza swojej strony. Pozostała u boku Heahmunda, podczas gdy jej ojciec i Hvitserk wyjechali naprzeciw Bjornowi i Halfdanowi. Eira obserwowała w milczeniu ich interakcję, niezdolna usłyszeć cokolwiek z ich rozmowy.

Mojemu wujowi na pewno zależy na dobru jego ludzi. – pomyślała w pewnym momencie. – Jeśli ma więcej oleju w głowie niż mój ojciec, to na pewno będzie próbował odciągnąć ich wszystkich od otwartej walki. Wie, jak wielu by na tym ucierpiało. Wie, ilu by straciło w niej życie. Na pewno coś będzie próbował zmienić. Jestem tego pewna.

Rozmowa pomiędzy emisariuszami dobiegła wreszcie końca. Eira uniosła na moment w zaskoczeniu brwi, gdy zobaczyła, jak Bjorn odjeżdża w stronę Lagerthy z Hvitserkiem, podczas gdy Harald zawraca do nich ze swoim bratem u boku.

- Wymienili się zakładnikami. – usłyszała zaraz potem głos Ivara obok siebie. Nie odwróciła się jednak w jego stronę. Wzrok miała uparcie utkwiony w osobie swojego wujka, który z każdą chwilą był coraz bliżej nich. – Sprytne zagranie. Dzięki temu dowiemy się może od twojego wuja co nieco o planach bitewnych Lagerthy i jej nowych sojusznikach.

- Mój wuj nie jest idiotą. – odcięła mu się wówczas dziewczyna, wciąż nie zaszczycając go choćby jednym spojrzeniem. – Nic wam nie powie. Jedyne, co od niego usłyszycie, to prośby o próby zażegnania tego konfliktu i uniknięcia niepotrzebnego rozlewu krwi.

Ivar w odpowiedzi się roześmiał.

- Na to jest już trochę za późno. – powiedział. Eira wykrzywiła na moment usta w grymasie niezadowolenia, słysząc to.

Na nic nie jest jeszcze za późno. To tylko twój ograniczony, ogarnięty żądzą krwi mały móżdżek nie jest w stanie wyobrazić sobie rozwiązania tego konfliktu bez użycia przemocy.

Harald i Halfdan w końcu do nich dotarli. Młodszy z braci zsiadł z konia pierwszy, niemalże przez cały ten czas nie odrywając spojrzenia od swojej bratanicy. Eira uśmiechnęła się słabo, widząc to. I ona się za nim stęskniła. Nie żywiła do niego żadnej urazy – to nie on był winien śmierci jej matki i przyrodniego brata, i to nie on nieustannie doprowadzał ją do szału swoimi niemądrymi i niedojrzałymi decyzjami. Był on na tę chwilę jedyną osobą, którą uznawała za „prawdziwą rodzinę".

- Eira. – powiedział Halfdan, podchodząc do dziewczyny. Zaraz potem wyściskał ją mocno, z trudem kontrolując szalejące w nim emocje. – Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszy mnie twój widok.

- Oj, chyba to jednak wiem. – odpowiedziała mu na to dziewczyna, uśmiechając się przy tym szeroko. – Zapewne tak samo mocno jak ja się teraz z tego samego cieszę.

- Halfdan, musimy porozmawiać… – zaczął Harald, podchodząc do nich.

- Później. – przerwał mu nagle jego brat, rzucając mu przy tym harde, nieco poirytowane spojrzenie. – Teraz chcę pobyć trochę ze swoją bratanicą.

Eira odeszła z nim w stronę obozu, uśmiechając się przy tym przez cały czas.

Wreszcie, jakaś dobra rzecz. – pomyślała, idąc tak u jego boku. – Szkoda, że to nie on jest moim ojcem. Wszystko mogłoby wtedy wyglądać zupełnie inaczej.