Rozdział piętnasty: Dwie strony medalu
- Rozumiem. – mruknął cichym, ledwie słyszalnym głosem Halfdan, zakrywając przy tym usta dłonią. – To… nieźle się tam działo pod moją nieobecność.
- To jest niedopowiedzenie wszechczasów. – odpowiedziała mu na to Eira. Uśmiechnęła się zaraz potem ponuro, przypominając sobie jednocześnie wszystko, o czym przed chwilą ze swoim wujkiem rozmawiała. – Wciąż nie wiem, co on z tym wszystkim zrobi. Mam nadzieję, że nauczy się przez te doświadczenia i wyciągnie z nich odpowiednie wnioski.
- Znam mojego brata nieco lepiej niż ty… nie byłbym tak pozytywnie nastawiony to sensownych zmian. Nie w takim przypadku.
- Wróć tam zatem z nami. – poprosiła go dziewczyna. Ujęła jego dłonie w swoje, zmuszając go tym, żeby się na nią spojrzał. Gdy to zrobił, dostrzegł w jej spojrzeniu desperację. – Vestfold jest na granicy upadku przez jego błędy. Ktoś musi mi pomóc to wszystko naprawić. Sama nie dam sobie rady.
- A na synów Ragnara Lothbroka nie możesz liczyć? – Halfdan pożałował tego pytania zaraz po tym, jak wypłynęło ono z jego ust.
- Błagam cię. – Eira puściła go i odchyliła się nieznacznie do tyłu, prychając przy tym z irytacją. – Hvitserk robi za wieczny podnóżek swojego młodszego brata. A Ivar… jego wolę nie komentować. Chłopak jest nieobliczalny. Nie mam najmniejszego pojęcia, czego się po nim spodziewać.
- Zobaczę, co da się zrobić. – odpowiedział jej z wahaniem mężczyzna. Zaraz potem zamilkł na moment, gdy do niego i Eiry podszedł Harald. Zaraz za nim przyszli na miejsce Ivar i Heahmund.
- Możesz już ze mną porozmawiać? – Harald spytał się brata. Ten nic nie odpowiedział i jedynie po dłuższej chwili milczenia skinął nieznacznie głową. – Dobrze. – starszy mężczyzna usiadł naprzeciw Halfdana na niewysokiej ławie, po czym przyjrzał się mu przenikliwie, zanim się ponownie nie odezwał. – Czemu jesteś tam z nimi? Czemu nie wróciłeś do nas?
- Mam dług wobec Bjorna. – odpowiedział mu Halfdan. – Ocalił mi życie, gdy razem podróżowaliśmy. Jestem mu winien swoją lojalność.
- Twoja lojalność w pierwszej kolejności powinna należeć do twojej krwi. – wypomniał mu Harald. Wyraźnie go ubódł fakt, że wybrał on pierworodnego syna Lagerthy ponad niego samego. – Nie martwisz się o swoją bratanicę? Nie boisz się, że coś się jej może stać podczas tej bitwy? Nie odczuwasz żadnej potrzeby chronienia jej za wszelką cenę?
- Nie zasłaniaj się tutaj Eirą, bracie. – syknął mu w odpowiedzi Halfdan. – To nie ja kazałem jej tu ze sobą przybyć. To nie ja zgodziłem się na wzięcie udziału w wojnie o Kattegat, tylko po to, aby zdobyć kolejne tereny na własność.
- Ale kiedyś byłeś gotów zrobić to wszystko. – wypomniał mu starszy brat. – Byłeś gotów skoczyć za mną w ogień.
- Tak kiedyś było. – przyznał mężczyzna. – I dalej bym za tobą skoczył w ogień. Dojrzałem jednak i wiem, że tą wojną nic nie zyskacie. Setki ludzi stracą jedynie życia na marno, bo nie potraficie rozwiązać tego konfliktu w żaden inny sposób.
Eira uniosła brwi w zdumieniu. Kompletnie osłupiała, słuchając swojego wuja. Nigdy w życiu nie spodziewała się po nim takich słów.
Musiał przejść naprawdę ogromną przemianę podczas tej podróży. – pomyślała, nie mogąc oderwać od niego wzroku. – To niesamowite.
Harald nie wydawał się jednak podzielać jej pozytywnych myśli. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Pokręcił po chwili głową, wyrażając tym swoją dezaprobatę słowami jedynego brata.
- Skąd w tobie taka zmiana? – zdziwił się. – Doznałeś jakiegoś mistycznego oświecenia, czy co?
Halfdan w odpowiedzi uśmiechnął się pod nosem, zatracając się przez krótką chwilę w jednym, specyficznym wspomnieniu.
- Gdy podróżowaliśmy, Bjorn ocalił mi życie. – powiedział w końcu. – Jestem mu winien swoją lojalność.
- W sytuacji takiej jak ta owa lojalność nic nie znaczy. – przyczepił się do niemalże od razu Ivar. – Ważniejsza dla ciebie powinna być teraz relacja z twoim bratem i twoją bratanicą. To za nich powinieneś walczyć. Nie chcesz chyba zobaczyć jej na polu walki, rannej i umierającej, prawda?
Halfdan skrzywił się nieznacznie na tę myśl. Ivar miał do pewnego stopnia rację.
- Nie rozmawiajmy teraz o takich rzeczach. – odpowiedział chłopakowi, nie patrząc się jednak w jego stronę. Na moment zerknął w stronę swojej bratanicy, która przez cały ten czas przyglądała mu się uważnie. Wymusił na ustach słaby uśmiech, po czym odwrócił się szybko w stronę swojego starszego brata. – Chcę spędzić trochę czasu ze swoją rodziną. Dawno jej nie widziałem. Wrócimy do tego tematu jutro.
Harald wydawał się w pełni z nim zgadzać. Skinął nieznacznie głową, po czym wstał i, gdy Halfdan zrobił to samo, gestem dłoni polecił mu udać się za sobą, w stronę rozstawionych dalej namiotów.
Ivar obserwował ich jeszcze przez jakiś czas. Prychnął po chwili z irytacją, wstał chwiejnie z ławki, po czym pokuśtykał w stronę swojego namiotu, nie oglądając się za siebie. Eira i Heahmund obserwowali go w milczeniu aż do momentu, gdy ten nie zniknął wewnątrz namiotu.
- Już widzę, po kim to wszystko masz. – powiedział w końcu Heahmund, uśmiechając się przy tym kątem ust.
- Uwierz mi, on taki nie był wcześniej. – Eira pokręciła z niedowierzaniem głową, obserwując swojego ojca i wuja, stojących przed głównym namiotem i rozmawiających o czymś. – Sama jestem zaskoczona tą jego przemianą.
- Szykuje się rozłam w twoim świecie. – zauważył mężczyzna. – Jedni chcą walczyć, inni wolą się poddać, a jeszcze inni chcą negocjować ze swoim wrogiem. I żadna z tych stron nie chce się zgodzić z ideologią pozostałych.
- No co ty nie powiesz? – odcięła mu się wojowniczka. – Widzisz, co się tutaj dzieje. – dodała po dłuższej chwili. Heahmund spojrzał się na nią i zobaczył, że ta nagle spochmurniała. – Takie wojny nigdy się nie skończą. Zawsze komuś coś będzie nie pasować. Ci tutaj walczą o tron Kattegat. Twoi walczyli z naszymi z powodu różnicy w naszych religiach i kulturach. Gdzieś indziej ludzie walczą z jeszcze innych, mniej lub bardziej błahych powodów. Pokoju nigdy nie będzie. A przynajmniej dopóki ludzie nie zaczną się nawzajem szanować.
- Naprawdę wierzysz w to, że w przyszłości ludzie przestaną ze sobą walczyć? – Po jego pytaniu Eira uśmiechnęła się ponuro, po czym pokręciła powoli przecząco głową.
- Nie. – powiedziała zaraz potem. – Taka jest już chyba nasza natura. Nigdy nie przestaniemy ze sobą walczyć. Nie potrafimy. Mój wuj zaoferował im pokojową alternatywę, ale oni nie chcą go słuchać. Przemoc to jedyne, co uznają za słuszne. Wierzą ślepo w to, że to oni mają rację. A po drugiej stronie pola walki Lagertha również wierzy w to samo. Nie wytłumaczysz tego żadnej z tych stron, nieważne jak długo byś to próbował robić.
- Jesteś niezwykle przenikliwa i inteligentna jak na pogankę. – stwierdził pół-żartem Heahmund. Gdy Eira odwróciła wzrok w jego stronę, zaskoczona jego słowami, ten uśmiechnął się lekko, dając jej tym znać, że nie mówił tego wszystkiego na poważnie.
- A ty jak na pioniera nowej religii potrafisz być chwilami nieznośnie sceptyczny i zacofany. – odszczeknęła mu się, sama jednak po chwili również się uśmiechając.
- Wiesz już, co zrobisz jutro? – Heahmund zmienił nagle temat ich rozmowy. – Gdy przyjdzie już do spotkania z Lagerthą i jej ludźmi?
- Nie mam najmniejszego pojęcia. – przyznała mu zgodnie z prawdą dziewczyna. – Mam tylko nadzieję, że to wszystko jakoś przetrwamy. Nie uśmiecha mi się jutro umrzeć.
Heahmund zaśmiał się gorzko po jej słowach.
- Mi też. – powiedział po dłuższej chwili. – Mi też.
~0~
Eira obserwowała uważnie Hvitserka, jak ten przestępuje nerwowo z nogi na nogę .
Ewidentnie było po nim widać, że nie czuje się komfortowo, stojąc tak blisko Lagerthy. Ona sama w ogóle nie wydawała się przejmować jego zachowaniem – wzrok miała utkwiony w osobie Ivara, który dla odmiany także piorunował ją nienawistnym spojrzeniem.
Dla Eiry to było jej pierwsze prawdziwe spotkanie tej kobiety – aż do teraz jedynie o niej słyszała. Nie mogła zaprzeczyć, że przesłanki o jej urodzie nie kłamały – nawet teraz, mając już nieco ponad pięćdziesiąt lat, Lagertha wciąż potrafiła przyćmić urodą większość wojowniczek z jej oddziału.
Dziewczyna słyszała, jak Ivar co jakiś czas cicho syczy ze zdenerwowania i złości. Hvitserk stał po jej stronie tylko dlatego, bo był „tymczasowym zakładnikiem" i wkrótce i tak miał się zamienić z Halfdanem na miejsca. Nastolatka o wiele, wiele bardziej zezłościła obecność Ubbego po stronie jego największego wroga. Jeszcze nie tak dawno temu najstarszy z synów Ragnara i Aslaug był lojalnym sojusznikiem Ivara w jego wojnie przeciwko kobiecie, która zabiła jego matkę. Teraz jednak objął on jej stronę. I to chyba zabolało Ivara najmocniej.
Do pewnego stopnia rozumiała jego sytuację. Ona sama nie byłaby szczęśliwa z tego, że jej wuj wybrał stronę ich wrogów. O wiele bardziej wolałaby, żeby stał teraz przy niej, gotów do walki u jej boku. Była jednak w stanie zrozumieć jego podejście do tego konfliktu oraz obietnicę, jaką złożył Bjornowi. Nie miała mu tego za złe – nie mogła mieć. Gdyby tylko była w stanie, to przeszłaby teraz razem z nim na stronę Lagerthy – byle tylko móc stać u jego boku. O wiele bardziej bowiem wolałaby teraz walczyć w imię osoby, którą dopiero co poznała, niż walczyć dla człowieka, który zniszczył jej dzieciństwo i odebrał jej matkę i brata, i któremu musiała pozostawać wierna w nadziei, że kiedyś nadejdzie w końcu ten dzień, w którym odbierze mu tron i zemści się za wszystko, co zrobił jej bliskim.
- Możesz mi powiedzieć, jaki jest cel tego spotkania? – spytał się w końcu Ivar, przerywając niezręczną ciszę, jaka zapadła po obydwu stronach barykady. Hvitserk wykorzystał tę chwilę i po szybkiej wymianie spojrzeń z Halfdanem zamienił się z nim miejscami, po czym szybko stanął za krzesłem, na którym siedział Ivar. – Liczysz na to, że słodkimi słówkami zdołasz mnie przekonać do porzucenia mojego dziedzictwa i oddania go tobie, uzurpatorko?
Lagertha nie zezłościła się na niego za te słowa. Wręcz przeciwnie – na jej ustach pojawił się nikły uśmiech rozbawienia.
- Jesteśmy jedną rodziną. – odpowiedziała mu kobieta. – Ragnar z pewnością odczuwa teraz ból, patrząc się na to wszystko z wyżyn Valhalli. Nie chciałby, żeby jego synowie walczyli między sobą jak stado wściekłych psów. Można to wszystko rozegrać bez rozlewu niewinnej krwi, Ivar. Proszę cię tylko o rozważenie tej możliwości.
Chłopak nic jej nie odpowiedział – rzucił jej tylko harde, nienawistne spojrzenie, zanim na moment nie przeniósł spojrzenia na Haralda, a następnie na Eirę.
Nie uszło to uwadze królowej Kattegat. I ona zerknęła na nieślubną córkę króla Vestfold, uważnie lustrując ją swoim przenikliwym wzrokiem. Dziewczyna była ubrana jak wojowniczka, z włosami częściowo splecionymi, aby odsunąć część z nich z twarzy i ułatwić jej tym ewentualną walkę.
Zaciekawiła ją jej osoba. Zerknęła jeszcze raz ukradkiem w stronę Ivara, który dopiero po dłuższej chwili odwrócił od dziewczyny wzrok. Ewidentnie był nią zainteresowany. Lagertha uśmiechnęła się niezauważalnie pod nosem.
Gdyby ta dziewczyna była po mojej stronie, mogłabym ją wykorzystać przeciw Ivarowi. – pomyślała. – Podoba mu się. Widać to po nim. Mogłabym dzięki niej uniknąć tego konfliktu. Szkoda, że stoi po stronie mojego wroga.
Nie mogła zaprzeczyć, że księżniczka Vestfold była urodziwa – wysoka i szczupła, ale nie wątła, o długich niemalże do bioder jasnobrązowych, lekko falujących włosach, jasnej karnacji, owalnej twarzy i symetrycznych, kobiecych rysach twarzy. Najbardziej przyciągały w niej uwagę jej pełne, naturalnie zaróżowione usta. Lagertha ani trochę nie dziwiła się Ivarowi, że zainteresował się nią. Gdyby mogła, Lagertha sama podjęłaby się tego wyzwania.
Jej spojrzenie przeniosło się zaraz potem na osobę Astrid, i boleśnie przypomniała sobie o jej zdradzie. Ciemnowłosa kobieta zerknęła po chwili w jej stronę i gdy tylko tak się stało, szybko odwróciła wzrok w przeciwną stronę. Wstydziła się tego, że tu była. Wiedziała, że źle zrobiła, stając teraz przeciwko niej. I żałowała tego.
Lagertha nie miała jednak teraz czasu na roztrząsanie miłosnych niesnasek. Zdusiła w sobie to nieprzyjemne uczucie i obróciła się w stronę dwójki osób, na których uwagę powinna teraz w pełni skupić – na Ivarze i Haraldzie.
- Twoja propozycja brzmi dość kusząco. – przyznał po chwili król Vestfold. Gdy to powiedział, Ivar momentalnie rzucił mu zdumione, nieco zdenerwowane spojrzenie. Lagertha, widząc to, uśmiechnęła się z zadowoleniem. Istniała jeszcze szansa na rozwiązanie tego problemu bez rozlewu krwi jej podwładnych. Musiała teraz tylko dopilnować, żeby Harald zgodził się na wszystko, co mu zaproponuje. – Mi też nie uśmiecha się przelewać krwi swoich ludzi. Liczę na to, że uda nam się coś ustalić.
Ivar na tym etapie omal nie wybuchł z nadmiaru złości, jaka go przepełniała. Już chciał się podnieść z krzesła, ale wtedy poczuł na ramieniu czyjś dotyk. Odwrócił się szybko i zobaczył, że to Eira przytrzymuje go w miejscu. Gdy ten już chciał się odezwać, dziewczyna pokręciła tylko w milczeniu głową, dając mu tym znać, żeby milczał i nie reagował.
Posłuchał się jej. Lagertha przyglądała się im z rosnącym zaciekawieniem. Jeden dotyk i jedno spojrzenie wystarczyło, żeby obłaskawić najbardziej nieprzewidywalnego, krwiożerczego i narwanego z synów Ragnara.
- Wypijmy zatem za prospekt pokoju między naszymi nacjami. – powiedziała po chwili, niechętnie odrywając wzrok od tej fascynującej sceny. W ogóle nie zwróciła przez tę dwójkę uwagi na stojącego zaraz za Eirą dość wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny, ewidentnie nie będącego jednym z nich. – Zakopmy topór niezgody i stańmy razem przeciwko wspólnemu zagrożeniu, jakie czyha na nasz świat.
Jej wojowniczki, ewidentnie przygotowane na tę ewentualność, niemalże od razu ruszyły z pucharami w stronę przedstawicieli wrogiego wojska. Podały naczynia kolejno Haraldowi, Ivarowi, Eirze, Astrid, Hvitserkowi, i na sam koniec także Heahmundowi. To dopiero wtedy Lagertha zauważyła jego obecność. Zwróciła uwagę na to, że nieznajomy trzymał się blisko Eiry i wydawał się być przyjazny tylko w stosunku do niej – resztę członków swojej grupy traktował co najwyżej neutralnie.
Nie był ubrany jak reszta z nich. Odstawał od pozostałych tak wyraźnie, że Lagertha sama zaczęła się zastanawiać, dlaczego wcześniej go nie zauważyła. Szybko doszła jednak do wniosku, że najpierw była zbyt poruszona widokiem Astrid po stronie wroga, a potem jej uwagę przykuła osoba Eiry i to, jak radziła sobie z Ivarem. Korciło ją, żeby spytać się, kim on jest. Wtedy jednak w końcu dostrzegła krzyż zawieszony na rzemyku, wystający nieznacznie pod zbroi mężczyzny.
To chrześcijanin. – Lagertha z trudem powstrzymała się od śmiechu, gdy to sobie uświadomiła. – Historia kocha zataczać koło. Ragnar miał Athelstana. Księżniczka Eira ma tego mężczyznę. Ciekawe, jaka relacja ich łączy.
Nie miała jednak czasu nad tym teraz rozmyślać – puchary z napitkiem zostały rozniesione. Kobieta podniosła swój jako pierwsza, zachęcając tym pozostałych do wzniesienia toastu razem z nią.
- Wypijmy za rozejm. – powiedziała, spoglądając po wszystkich zebranych, od jej sojuszników, poprzez jej wojowniczki, na jej przeciwnikach skończywszy. Następnie pierwsza przechyliła puchar i wypiła z niego, nie odrywając przy tym spojrzenia od Haralda i i Ivara.
Król Vestfold podążył za jej przykładem i wypił ze swojego naczynia. Bjorn i Ubbe zrobili to samo. Eira już szykowała się do wypicia swojego trunku, gdy w tym samym momencie Ivar podniósł się chwiejnie, trzymając się kurczowo wolną ręką oparcia krzesła, a następnie wylał na trawę całą zawartość swojego pucharu.
Zapadła iście grobowa cisza, podczas której spojrzenia wszystkich skupiły się na jego osobie.
- Naprawdę myślałaś, że pójdę z tobą na jakikolwiek układ? – wycedził przez zaciśnięte zęby, patrząc się na Lagerthę z mieszaniną odrazy, złości i nienawiści. – Prędzej sam obedrę się żywcem niż do tego dopuszczę. Kattegat jest moje. Moja matka była jego królową, zanim ją zabiłaś i bezczelnie przywłaszczyłaś sobie jej tron. Nie dam ci tej satysfakcji. Nie pozwolę ci tak łatwo się z tego wywinąć. Będziesz miała wojnę, jakiej tak bardzo pragnęłaś uniknąć. I chcę, żebyś wiedziała, że będzie ona miała miejsce tylko dlatego, bo byłaś tchórzem, który strzelił mojej matce w plecy.
Następnie chłopak powoli zaczął kuśtykać w stronę swojego obozu, nawet na moment nie odwracając się za siebie. Eira siedziała w milczeniu jeszcze przez długą chwilę, wciąż trzymając puchar przed sobą, jak gdyby wciąż chciała z niego wypić pomimo tego, co właśnie miało tu miejsce. Spojrzała się na swojego ojca, który chwilę potem westchnął ciężko, po czym wylał resztę zawartości swojego pucharu na ziemię, jednym spojrzeniem polecił Astrid zrobić to samo, a następnie ujął jej ramię i razem z nią ruszył za Ivarem. Hvitserk, tak samo jak ona, stał w miejscu, osłupiony tym wszystkim, co właśnie miało miejsce. Zrobił jednak ostatecznie to samo, co Ivar, po czym wycofał się szybkim krokiem w jego stronę.
Nie mam wyjścia. Muszę zrobić to samo, co oni. – Eira niechętnie przechyliła czarę i pozwoliła, aby ciemny płyn rozlał się na grunt pod jej nogami. Spojrzała się jeszcze jeden raz na Lagerthę, która siedziała w miejscu, niewzruszona. Widziała jednak po jej spojrzeniu, jak bardzo zawiodła się na tym spotkaniu. Tak samo jak ona liczyła na pokojowe rozwiązanie. Niestety, nie otrzymała go.
Przed odejściem spojrzała się jeszcze na swojego wujka. Nie była w stanie długo wytrzymać jego spojrzenia – ból i żal, jaki emanował od niego, przytłoczył ją niemalże od razu. Skinęła tylko na Heahmunda, który naprędce odrzucił swój puchar na ziemię, i razem ruszyli za resztą swojej delegacji w stronę obozu.
- Czyli to oznacza, że nie będzie pokoju. – powiedział mężczyzna, idąc tuż u jej boku. – Będziemy jednak walczyć.
- Ano niestety będziemy. – odpowiedziała mu posępnym tonem głosu Eira.
- I co teraz zrobimy?
- Jak to co? – Eira spojrzała się na niego tak, jakby to, co zaraz miała powiedzieć, było czymś w pełni oczywistym. – Czas szykować się do wojny i modlić się do bogów, aby pozwolili nam zobaczyć następny dzień.
