Rozdział siedemnasty: Niepewni sojusznicy
Eira poderwała się gwałtownie, z trudem łapiąc oddech.
Ból był pierwszą rzeczą, jaką jej zmysły zarejestrowały. Zapewnił ją, że wciąż żyła. Dziewczyna złapała się instynktownie za bok, który niemiłosiernie ją bolał, po czym syknęła cicho.
Faktycznie nie trafił w żaden witalny punkt. – pomyślała, przypominając sobie słowa wojownika, którego oszczędziła, i który niedługo potem zadał jej ten cios w bok. – Przeżyłam. Tylko… gdzie ja właściwie jestem?
Powoli rozejrzała się dookoła. Nie rozpoznała swojego otoczenia – z całą pewnością nie znajdowała się na polu bitwy. Leżała na cienkiej macie wewnątrz namiotu z odsłoniętym wejściem. Widziała przez nie, jak przed nim krzątają się różnej maści ludzie – od wojowników po medyków. To był kolejny znak dla niej, że nie zginęła.
Heahmund. Eira instynktownie poderwała się do góry, gdy przed jej oczami stanęła jej wizja sprzed momentu, gdy straciła przytomność. Zaraz potem poczuła silny ból w prawym boku i syknęła głośno z bólu, łapiąc się automatycznie za bolące miejsce.
Widziała, jak został raniony. Widziała, ile krwi z niego wtedy upłynęło, zanim nie odpłynęła w ciemność. Taka rana była poważna. Mógł tego nie przeżyć.
Rozejrzała się powoli dookoła. Poza nią w namiocie znajdowało się jeszcze kilku rannych. Wszyscy, jak szybko to zauważyła, przynależeli do armii Lagerthy. Nie widziała tu ani jednego ze swoich. I nie napawało jej to optymizmem.
Zaraz potem jednak dostrzegła obok siebie znajomy oręż. Miecz Heahmunda stał oparty o jeden z filarów podtrzymujących namiot, niedaleko miejsca, w którym się znajdowała. Fala ulgi i niepokoju zalała ją jednocześnie.
Albo on gdzieś tu jest, albo… – Nie była w stanie dokończyć tej myśli. Z trudem przełknęła gulę, jaka stanęła jej w gardle, po czym skupiła swoją uwagę na miejscu, gdzie znajdował się miecz. Podążyła wzrokiem po kolejnych leżących na niskich pryczach rannych, szukając jednej jedynej osoby, która ją teraz interesowała.
Czy to… on?
Eira zastygła momentalnie i wytężyła wzrok, próbując dostrzec jakieś szczegóły w wyglądzie mężczyzny, który leżał kilka pryczy dalej. Powoli zaczęła go rozpoznawać – rozpoznała jego strój, posturę, kolor włosów, bladość cery. Usiadła prościej i wychyliła się nieznacznie przed siebie, aby móc jeszcze lepiej się mu przyjrzeć.
To on. – uzmysłowiła sobie zaraz potem. Jej wzrok podążył wtedy do jego klatki piersiowej. Obserwowała ją przez chwilę, aż do momentu, gdy dostrzegła, jak ta podnosi się powoli i opada niedługo potem.
Żyje. Dzięki bogom, on żyje. Moje modły zostały jednak wysłuchane.
Heahmund miał zabandażowaną szyję i część prawego ramienia, ale z całą pewnością żył. Na tę chwilę pozostawał wciąż nieprzytomny. Nie wiedziała, jak długo tak leżał – ba, nie wiedziała nawet, ile ona leżała tu nieprzytomna. Wiedziała tylko jedno.
Ktoś upewnił się, aby oni oboje przeżyli.
Szelest materiału sprawił, że Eira podniosła automatycznie głowę i spojrzała się w stronę, z której dobiegł ją ten hałas.
- Lagertha. – powiedziała cichym głosem, spojrzenie mając utkwione w kobiecie, która stanęła w wejściu do namiotu.
- Obudziłaś się. – Władczyni Kattegat uśmiechnęła się słabo, po czym puściła materiału, osłaniając częściowo wejście do środka, po czym niespiesznym krokiem skierowała się w stronę Eiry. – Jak się czujesz?
Dziewczyna, co było dla Lagerthy w pełni zrozumiałe, nie odpowiedziała jej od razu, i zamiast tego zlustrowała ją długim, nieufnym spojrzeniem. Kobieta usiadła na stojącym nieopodal niskim, drewnianym stołku, po czym spojrzała się na Eirę i uśmiechnęła się do niej łagodnie, licząc na to, że dzięki temu jednemu gestowi minimalnie ukoi jej nieufność.
- Nie musisz się o nic bać. – zapewniła ją, gdy Eira dalej przyglądała jej się podejrzliwie. – Nie oszczędzałabym cię przecież tylko po to, żeby potem cię zabić.
- Ale coś na pewno musisz chcieć w zamian. – Młoda wojowniczka wreszcie zdecydowała się odezwać. Kąciki ust Lagerthy zadrżały, gdy ta powstrzymała się od małego uśmiechu rozbawienia.
Tak samo nieufna jak jej ojciec. – pomyślała. – Oby tylko była mniej od niego impulsywna. I oby była od niego mądrzejsza.
- Nie chcę dłużej ciągnąć tej wojny. – zaczęła kobieta, patrząc się przy tym swojej rozmówczyni prosto w oczy. – Ale aby to osiągnąć, potrzebuję twojej pomocy. Waszej pomocy. – dodała zaraz potem, zerkając przy tym przelotnie na osobę Heahmunda. Zaraz potem zastygła na dłuższy moment, sprawiając tym, że Eira podążyła momentalnie za jej spojrzeniem.
Obudził się. Dziewczyna momentalnie odetchnęła z ulgą, widząc to. Heahmund był już przytomny i przysłuchiwał się słowom Lagerthy w milczeniu. Zaraz potem zerknął przed siebie, w stronę Eiry, i gdy ją zobaczył, była ona pewna tego, że i ten odetchnął z ulgą, widząc ją, i uśmiechnął się słabo.
- Jak… jak niby chcesz, żebyśmy ci pomogli? – spytał się on w końcu cichym, osłabionym głosem. – Wasz świat chyli się ku upadkowi.
-Tak, masz rację. – Lagertha chwilę potem przeniosła swoje spojrzenie z powrotem na osobę Eiry. To do niej musiała teraz przede wszystkim się zwracać. Heahmund był świetnym wojownikiem, ale to do następczyni tronu Vestfold powinna się teraz zwracać. To jej głos będzie się finalnie liczył. To ona podejmie tę decyzję. Co ona zrobi, na to Heahmund też się zgodzi. Tak to działało. – I właśnie dlatego potrzebuję pomocy. Wciąż mam nadzieję na to, że uda nam się ten świat ocalić.
- Chcesz, żebym zdradziła swoich własnych dla ciebie, prawda? – Eira z miejsca przejrzała jej grę. – Mam zdradzić swojego własnego ojca?
Lagertha uśmiechnęła się nieznacznie po jej słowach.
- Znam twoją historię, moja droga. – powiedziała, przyglądając się jej przy tym uważnie. – Nie byłby to zapewne pierwszy raz, kiedy próbowałabyś go zdradzić.
Eira nic jej na to nie odpowiedziała. Zacisnęła tylko usta w wąską linię i zmierzyła kobietę chłodnym spojrzeniem. Widząc, że nic dzisiaj tu nie ugra, Lagertha podniosła się powoli, a następnie skierowała się do wyjścia.
- Żałujesz pewnie tego, że życie darowała ci poganka. – zwróciła się do Heahmunda tuż przed tym, jak miała wyjść z namiotu.
- Niezupełnie. – odpowiedział jej na to mężczyzna. – Kocham Boga tak samo mocno, jak kocham swoje życie.
Cień uśmiechu przemknął przez twarz kobiety, zanim odwróciła się jeszcze na moment w stronę Eiry.
- Odpoczywajcie i wracajcie do zdrowia. – powiedziała. – Porozmawiamy o tym później. – I wraz z tymi słowami wyszła, zostawiając parę samą.
Gdy ta tylko zniknęła jej z pola widzenia, Eira nie marnowała ani chwili – wstała z pryczy, po czym podeszła do Heahmunda i gdy ten tylko usiadł prosto, nachyliła się ku niemu i uścisnęła go mocno, starając się przy tym jednak uważać na jego obrażenia.
- Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo cieszę się, że żyjesz. – wyszeptała, zamykając przy tym na moment powieki, gdy tylko poczuła delikatne pieczenie w kącikach oczu.
- Ja również. – Heahmund odpowiedział jej. Odsunęli się od siebie po długiej chwili i usiedli naprzeciwko siebie w bliskiej odległości, nie chcąc się oddalić od siebie nawet na moment.
- Los chyba chciał, abyśmy wciąż żyli, i abyśmy trafili na tę stronę konfliktu. - powiedziała dziewczyna, zerkając przy tym na moment w stronę wyjścia, za którym zniknęła nie tak dawno Lagertha.
- Też tak uważam. – przyznał jej Heahmund. – Pozostaje jednak jeszcze pytanie, co z tym wszystkim mamy zrobić.
- Za wcześnie, żeby o tym teraz myśleć. Musimy najpierw rozeznać się w całej sytuacji, aby podjąć jakiekolwiek decyzje.
- Twój ojciec nie będzie chyba za bardzo zadowolony, jeśli zdecydujesz się na coś takiego. – Po jego głowach oboje uśmiechnęli się, rozbawieni nagle wizją rozwścieczonego Haralda, który dowiaduje się o kolejnej zdradzie swojej osoby.
- Najpierw musiałby dowiedzieć się, że wciąż żyję. – stwierdziła po dłuższej chwili dziewczyna. – Jestem pewna tego, że sądzi on, że zginęliśmy. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby już zapalał ogień żałobny w moim imieniu.
- To nie udałby się on po twoje ciało? – zdumiał się Heahmund. Po jego słowach Eira zaśmiała się gorzko, kręcąc przy tym głową na boki.
- Jestem pewna, że po tej porażce jest już w drodze powrotnej do Vestfold. – powiedziała. – Na tym etapie mniej by mnie zdziwiło przybycie Ivara po moje ciało.
Mężczyzna nie skomentował tego. Wiedział aż za dobrze, jak bardzo Ivar fascynował się osobą Eiry. Nie podobało mu się to, ani trochę. Nie chciał jednak poruszać w tej chwili tego tematu. Liczyło się dla niego teraz tylko to, że Eira żyła. To było najważniejsze. Ivar był odległym wspomnieniem, które, jeśli wszystko pójdzie dobrze i właściwie to rozegrają, już nigdy więcej nie zagości w ich życiach.
- Zamierzasz to rozważyć? – spytał się jej po dłuższej chwili milczenia. – Ten sojusz z Lagerthą?
W odpowiedzi Eira wzruszyła ramionami.
- Nie wiem jeszcze. – odpowiedziała zaraz potem. – Gdyby to zaproponowała i chciała dodatkowo zażegnania walk po obu stronach… wtedy tak, chyba bym to rozważyła. Nic nie jest dla mnie ważniejsze od dobrobytu moich ludzi. Jeśli jej oferta będzie poważna i korzystna, wtedy nie będę miała innego wyjścia. Ivar jej nie odpuści, a mój ojciec nie przestanie go wspierać, dopóki będzie w tym widział własny zysk.
- Wiesz już, jak byś to rozegrała? Masz już jakiś plan?
Eira uśmiechnęła się słabo, po czym dotknęła delikatnie policzka mężczyzny.
- O to się nie martw. – zapewniła go, patrząc mu się prosto w oczy. – Skup się na dojściu do pełni sił. Teraz nie jest jeszcze czas na takie plany. Najpierw musimy przetrwać pierwszy etap negocjacji. Jeśli przekonam do siebie Lagerthę i upewnię się, że ta naprawdę nic nam nie zrobi… wtedy coś wymyślę. Dam sobie z tym radę. – dodała, dostrzegając zaniepokojone spojrzenie Heahmunda. – Znasz mnie już chyba przecież dostatecznie dobrze. Wiesz, że sobie z tym poradzę.
Wiedział, że jest ona w stanie sobie z tym wszystkim dać radę. Martwił się teraz o coś innego.
Co zrobi Ivar, gdy dojdą do niego słuchy, że Eira jednak przeżyła. I że zdecydowała się nawiązać sojusz z jego największym wrogiem.
