Wonderfooler: Dzięki wielkie za cierpliwość i za Twoje komentarze :) Cały czas jeszcze moje dni są dość hektyczne, ale być może niedługo to się nieco ustabilizuje (chociaż każdy kolejny miesiąc mnie zaskakuje, niekoniecznie w pozytywny sposób). Działam w zaparte, aby móc wkrótce zacząć pracować zdalnie z domu, i jeśli urzędy mnie nie zjedzą lub nie wtrącą swoim chaosem do wariatkowa, to za miesiąc, może dwa powinnam wszystko wiedzieć :) Będę też starała się, aby teraz częściej aktualizować to opowiadanie.
~0~
Taka mała notka ogólna przed rozdziałem – na swój kanał YouTube wrzuciłam mały multi-trybut fanfiction (ot, takie małe „self-promotion"xD). Ujęte są w nim główne pairingi z niektórych moich opowiadań fanfiction. Niektóre pochodzą z już opublikowanych fanfików, inne są z tych, które mam w planach tu wrzucić, w ciągu najbliższych miesięcy lub później. Pairing z tego opowiadania jest jednym z tych uwzględnionych w owym filmiku ;)
Rozdział osiemnasty: Ultimatum
W ciągu następnych dni Eira i Heahmund zostali przeniesieni do głównej kwatery Lagerthy, aby tam móc w spokoju zebrać siły i dojść do siebie. Eira szybciej wstała z łóżka i zaczęła chodzić w miarę normalnie funkcjonować – rana, jaką otrzymała, okazała się nie tak poważna, jak początkowo to wyglądało. Wojownik, jaki ją pchnął wtedy, wiedział co robi – uniknął uszkodzenia najważniejszych organów i zatopił ostrze stosunkowo płytko w jej ciele. Eira wiedziała, że w ten sposób odwdzięczył się jej za ocalenie mu życia chwilę wcześniej.
Dobrze jednak wtedy postąpiłam. – pomyślała, przechadzając się powoli po ulicach Kattegat. – Gdybym go wtedy zabiła, nie miałby mnie kto uratować. Zginęłabym wtedy. Jestem tego pewna.
Nie miała jeszcze okazji spotkać się ze swoim wujkiem. Z tego, co Lagertha jej powiedziała, Halfdan również odniósł dość poważne obrażenia, gdy podjął wtedy próbę dotarcia do niej. Teoretycznie mogła go już odwiedzić, ale Lagertha najpierw chciała z nią wszystko omówić. Eira wiedziała, dlaczego kobieta tak postępuje – dawała jej niby swobodę poruszania się po swoim królestwie, ale jednocześnie odbierała jej możliwość spotkania się z jedynym członkiem jej rodziny, jaki się tu znajdował. Kontrolowała to wszystko, aby dodatkowo ją zmotywować do zaakceptowania jej oferty.
- Heahmund dzisiaj będzie mógł wyjść. – powiedziała jej Lagertha, gdy Eira się z nią spotkała przed wejściem do głównego budynku, który służył kobiecie za salę tronową i miejsce spotkań. – Nasz zielarz poda mu jeszcze napar na wzmocnienie i go wypuści. Za chwilę będziecie mogli się spotkać.
- A kiedy będę mogła zobaczyć swojego wujka? – spytała się jej dziewczyna. – Chcę być pewna tego, ze faktycznie nic poważnego mu nie grozi.
- Mój syn ciągle przy nim jest. – zapewniła ją wojowniczka. – Uwierz mi, nic mu nie grozi.
Eira nic nie odpowiedziała. Nie było sensu się o to wykłócać. Nic teraz nie zyska. Musiała najpierw rozmówić się z nią odnośnie potencjalnego sojuszu, i zapewne dopiero wtedy będzie mogła spotkać się z Halfdanem.
Heahmund wyszedł z budynku jakiś czas później. Gdy tylko zobaczył Eirę, uśmiechnął się do niej, ale ten uśmiech zrzedł niemalże natychmiast, gdy chwilę potem dostrzegł Lagerthę.
- Nie musisz się mnie bać, chrześcijaninie. – powiedziała mu kobieta, przyglądając mu się przy tym uważnie. – Gdybym chciała twojej śmierci, to już dawno gniłbyś na jednym ze stosów razem z resztą poległych.
Eira z trudem powstrzymała się od odcięcia się kobiecie. Nie podzielała religijnych ideałów Heahmunda, ale nie podobało jej się, że wszyscy czepiają się go tylko i wyłącznie z powodu jego wyznania. Uważała to za niezwykle niedojrzałe. Jej naród był lepszy – był ponad takie rzeczy. Chrześcijanie zachowywali się tak samo w stosunku do nich – uważali siebie za lepszych tylko dlatego, bo wierzyli w to, że ich religia jest „tą jedną jedyną". Pomyślałby kto, że po doświadczeniu czegoś takiego Skandynawowie nie będą chcieli zniżać się do takiego poziomu i popełniać błędy swoich wrogów.
Koniec końców wszyscy jesteśmy tacy sami. – pomyślała, idąc chwilę potem w milczeniu za Lagerthą. Heahmund szedł tuż obok niej, co jakiś czas zerkając nieufnie na kolejnych mijanych wojowników. – Żaden naród nie jest doskonały. Każdy popełnia te same błędy. A najgorsze jest to, że żaden nie uczy się na błędach innych. I błędne koło się zamyka.
Po jakimś czasie Eira zorientowała się, że Lagertha prowadzi ich na obrzeża Kattegat, w stronę pól, na których rozegrała się bitwa.
Bogowie… ile tu ciał. – Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie i wstrzymała oddech, wpatrując się w szoku na te wszystkie ciała poległych, jakie znajdowały się przed nimi.
- Nie dajemy sobie rady z zajmowaniem się nimi wszystkimi naraz. – Lagertha wytłumaczyła jej, poprawnie odczytując po jej spojrzeniu, co teraz czuła. – Zbyt wielu wojowników i wojowniczek zginęło… po obydwu stronach. Dla większości z nich budujemy zbiorowe stosy, ale i nawet to idzie nam mozolnie. Nie tylko wasza strona odniosła w tej walce duże straty. Możemy zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. – dodała po dłuższej chwili, pewnie przechodząc do tematu, który chciała z nią poruszyć od samego początku. – Jesteś córką króla Haralda. Jedno twoje słowo i wasi ludzie by się ciebie posłuchali.
- Jestem tylko jego nieślubną córką. – wymamrotała Eira, wciąż zapatrzona w osłupieniu na to wszystko, co się przed nią rozgrywało. Heahmund dostrzegł to i stanął obok niej, po czym ostrożnie ujął jej dłoń w swoją w geście wsparcia. Dziewczyna drgnęła instynktownie, wyrywając się z katatonii, i spojrzała się szybko w dół, po czym podniosła powoli wzrok na niego. Gdy to zrobiła, mężczyzna uśmiechnął się do niej słabo, dając jej tym znać, że bez względu na wszystko ma wciąż jego. Cień uśmiechu przemknął przez jej usta, gdy ta poczuła przypływ sił dzięki temu jednemu gestowi.
Lagertcie nie umknęła ta mała wymiana spojrzeń i uśmiechów. Była niezmiernie ciekawa tego, czemu Harald pozwolił jej córce aż tak bardzo zbliżyć się do tego człowieka. Był chrześcijaninem, ich zaprzysiężonym wrogiem. Czy nie słyszał on o chaosie, jaki wywołał Athelstan w głowie jej byłego męża, dręcząc go swoją osobą nawet po swojej własnej śmierci? Czy nie bał się, że jego córka może podzielić los Ragnara Lothbroka?
- Zamierzasz zatem się poddać i oddać tron dziecku twojego ojca z Astrid? – Kobieta liczyła na to, że takimi słowami wzbudzi w dziewczynie jakiś gniew lub złość, z których potem wykiełkuje jakaś zazdrość. Miała okazję ją nieco poobserwować i była pewna tego, że Eira była równie ambitna jak ona. I że na pewno nie chciałaby, żeby ktoś zajął należne jej miejsce.
- To dziecko nigdy nie będzie miało praw do tego tronu. – Młoda wojowniczka wyrwała się już kompletnie z zamyślenia i odwróciła się przodem do Lagerthy. – Nie jest ono jego.
Eira znów omal się nie uśmiechnęła. Tym razem jednak nie dzięki wsparciu Heahmunda, ale dzięki minie szoku i dezorientacji, jaka pojawiła się na twarzy przywódczyni Kattegat.
- Astrid go zdradziła? – zdumiała się kobieta. Eira w odpowiedzi pokręciła powoli głową.
- Nie. – dodała zaraz potem. – Padła ofiarą podstępu. Ta ciąża jest wynikiem gwałtu, jakiego dopuścił się na niej Hakon wraz ze swoją załogą.
Lagertha zamarła w osłupieniu. Hakon. To imię od razu zmroziło jej krew w żyłach. To ten człowiek, który przyniósł nam od niej wiadomość. Jak on mógł…
- Powinnam go oskórować własnymi rękami. – wycedziła przez zaciśnięte zęby, z trudem nad sobą panując. – Gdybym tylko wiedziała…
- Nie martw się o to. – przerwała jej Eira. Gdy Lagertha spojrzała się na nią, ta uśmiechnęła się kątem ust, wyraźnie z czegoś zadowolona. – Sprawiedliwości stało się już zadość. On i reszta tych, których złapaliśmy, zapłaciła już za ten czyn sowicie.
- Dobrze wiedzieć. – Lagertha z trudem zapanowała nad swoimi emocjami. Myślami wciąż krążyła wokół osoby Astrid. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, jak ona musiała się teraz czuć. Nie rozumiała też jednak, czemu Harald wciąż ją trzymał u swojego boku, skoro znał prawdę o jej ciąży. Była niemalże pewna tego, że i z tym Eira musiała mieć coś wspólnego. – Czyli… czyli miałam rację. Rozmawiam teraz z następczynią tronu króla Haralda. Bękarcie dziecko czy nie, jesteś jego jedynym prawowitym potomstwem. – dodała szybko, gdy dziewczyna znów chciała ją sprostować. – Uznał cię za swoją i wychował, a to według naszych praw czyni cię jego następczynią.
- Można tak to ująć. – Eira przyznała jej w końcu rację.
- Bądź zatem tą następczynią tronu. – Lagertha zdecydowała się przejść do sedna sprawy, którą chciała tu z nią omówić. – Nawiążmy ze sobą układ. Ty w imieniu swojego ojca doprowadź do sojuszu między naszymi nacjami, a w zamian za to ja puściłabym waszą dwójkę wolno. Oboje moglibyście udać się do Vestfold, aby negocjować z Haraldem warunki zawieszenia broni i zaprzestania wspierania Ivara w jego szalonej misji obalenia mnie.
- Mój ojciec może być dość trudny do przekonania. – stwierdziła po chwili namysłu Eira. – Ale powinnam dać sobie z tym radę. – Lagertha uśmiechnęła się, słysząc to. Dziewczyna chciała pokoju, tak jak ona. Wiedziała, że rozlew krwi ich pobratymców jest płonny i do niczego ich nie zaprowadzi, poza zagładą ich świata. Widziała to po jej spojrzeniu. – Ivar może być jednak trudniejszym orzechem do zgryzienia. Tak jak sama powiedziałaś, chce się na tobie zemścić. Miałam okazję poznać go dostatecznie dobrze, aby wiedzieć, że gdy raz coś sobie postanowi, nie odpuści tego sobie, dopóki tego celu nie osiągnie.
- Najważniejsze jest to, żeby przekonać do zmiany zdania twojego ojca. Gdy on odpadnie z gry, Ivar straci jedynego liczącego się sojusznika. Sam w pojedynkę nie da sobie rady. A my zdołamy odsunąć w czasie upadek naszego świata.
- Upadek waszego świata? – Heahmund wtrącił się nagle. Zainteresowało go to sformułowanie. – Co masz przez to na myśli?
- Nasz jasnowidz przewidział koniec znanego nam świata. – Lagertha nie widziała powodu, dla którego nie miałaby mu tego powiedzieć. Była pewna tego, że on i reszta jego pobratymców też widziała poprzez swoje kolejne wygrane upadek „pogan", jak to ich lubili nazywać. – Nie da się tego już w żaden sposób uniknąć.
- Co ten koniec może dokładnie oznaczać? – Nawet Eira się tym zainteresowała. Nie potrzebowała jasnowidza, aby widzieć, że ich narody słabły. To dlatego właśnie chciała ona zaprzestać tych wojen i spróbować zjednoczyć ich wszystkich pod wspólnym sztandarem, przeciwko nowym zagrożeniom, jakie pojawiły się na horyzoncie.
- Nie wiem tego dokładnie. Wiem tylko, że to jest nieuniknione. – Kobieta westchnęła ciężko po tych słowach. Powiodła spojrzeniem po krzątających się po polach ludziach, zbierających ciała poległych na większe stosy. – Chciałabym jednak być w stanie ocalić jak najwięcej swoich pobratymców przed tą zmianą.
Ja również. – pomyślała Eira, przenosząc spojrzenie w miejsce, w które wpatrywała się teraz również Lagertha. – Nasz świat nie jest gotowy na żadne drastyczne zmiany. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie na nie w pełni gotowy.
- Królowo? – Głos młodej dziewczyny wyrwał je obie z zamyślenia. Spojrzały się w przeciwną stronę w tym samym czasie, w którym podeszła do nich dość wysoka, ciemnowłosa dziewczyna ubrana w typowy strój wojowniczki. – Otrzymaliśmy bardzo ważne wieści od zwiadowców.
- Słucham. – Lagertha obróciła się w pełni ku niej i gestem dłoni zachęciła ją, aby kontynuowała swoją wypowiedź.
- Widziano statki frankijskie zmierzające w stronę Vestfold. Wszystko wskazuje na to, że król Harald i Ivar albo nawiązali już sojusz z Rollo, albo wkrótce go nawiążą.
Zarówno Eira, jak i Lagertha zamarły w tym momencie, zszokowane tą wiadomością. Jasnowłosa kobieta spojrzała się po dłuższej chwili na Eirę, której mina i spojrzenie podpowiedziały jej, że i nią ta wiadomość wstrząsnęła do głębi.
- Dziękuję. Możesz odejść. – Gdy tylko dziewczyna odeszła, kobieta skupiła całą swoją uwagę na osobie księżniczki Vestfold. – Jak myślisz, da się to odkręcić? – spytała się jej. – Będziesz wciąż w stanie przekonać swojego ojca do zmiany zdania?
- Trudno to powiedzieć. – przyznała niechętnie Eira. – Gdyby wciąż był przybity przegraną i nie miał dodatkowego wsparcia, wtedy można by było łatwiej nim zmanipulować. Teraz jednak znów może zacząć upijać się wizją wygranej. Będzie pewien, że z wojownikami wysłanymi przez Rollo wygrają każdą bitwę. Ivar na pewno będzie myślał tak samo. A gdy ci dwaj się razem dogadają… nie sposób powiedzieć, jak trudne będzie powstrzymanie ich.
- Wierzę w twoje umiejętności. – Lagertha nie chciała jej otwarcie przyznać się, że myślała podobnie jak ona. Musiała utrzymać nadzieję, że wszystko się jednak uda. – Udasz się tam i spróbujesz wszystkiego, co tylko się da, aby przekonać swojego ojca do zmiany zdania.
- Kiedy zatem możemy wyruszyć? – Dziewczyna nie powiedziałaby tego nigdy na głos, ale nie mogła się doczekać, żeby móc stąd odejść razem z Heahmundem.
- Och, nie udacie się tam razem. – Po słowach Lagerthy Eira i Heahmund zastygli w miejscu jednocześnie, zdezorientowani jej słowami. – Potrzebuję jakiegoś zabezpieczenia na wypadek, gdybyś po przybyciu tam zechciała wybrać ich stronę. Twój chrześcijanin zostanie tu ze mną, jako zapewnienie, że mnie nie zdradzisz.
