Wonderfooler: Hmmm... to się okaże na przestrzeni najbliższych rozdziałów :) Mam wstępnie zaplanowane, co stanie się z Eirą, Heahmundem i Ivarem, ale czekam też na nowe odcinki – chcę zobaczyć, czy lepiej będzie łączyć AU z kanonem, czy pójść całkowicie w stronę alternatywnych wydarzeń. Czas pokaże, jak to wszystko się rozegra. Na razie tak wyszło, że jeszcze nie miałam okazji obejrzeć nowych odcinków – krótko mówiąc, były inne, bardziej naglące sprawy do ogarnięcia. Mam jednak nadzieję, że niedługo znajdę czas, żeby je nadgonić, i wtedy będę wiedzieć, co dalej z tym opowiadaniem robić. Wstępnie jednak mam już zaplanowane, jak się to najpewniej skończy – słowa o tym jednak pisnąć nie zamierzam :)

A/N: Rozdział dodany później niż planowałam. Nie mogę też zapewnić, kiedy następny wyjdzie, i że wyjdzie szybko – na tę chwilę mam w domu dość nieciekawą sytuację. Nasza siedmiomiesięczna kociczka miała zabieg kastracji przeprowadzany w schronisku, z którego ją wzięliśmy. Wszystko poszło super, ale niecały tydzień później coś się porobiło i przestała chcieć jeść. Doszło do infekcji całego organizmu i nasz weterynarz nie wiedział długo, przez co to – poza brakiem apetytu nie było żadnych innych objawów. Stanęło w końcu na tym, że najpewniej zabieg nie był przeprowadzony w dostatecznie sterylnych warunkach, i stąd ten stan zapalny. Trwało to prawie tydzień, ale daliśmy radę ją wyleczyć – już chodzi, je i ma się dobrze. Przez ten czas trzeba było jednak ją karmić i poić na siłę, i ta rola przypadła mi, z racji że w kwestii leczenia i zajmowania się zwierzakami jestem w domu tą najbardziej ogarniętą. Kto miał lub ma małe koty (lub nawet dorosłe koty – one też takie akcje potrafią odstawiać), ten wie, że utrzymanie takowego w jednym miejscu łatwe nie jest – tym bardziej, gdy wciskasz mu na siłę jedzenie w pyszczek :) Miejmy nadzieję, że nic nowego już nie wyskoczy i że od teraz będę mogła już nieco częściej pracować nad opowiadaniami.


Rozdział dziewiętnasty: Powrót do domu


Drżącymi rękami Eira ujęła klamrę skórzanego pasa. Przeklęła pod nosem, gdy po raz kolejny nie trafiła we właściwą dziurę i metal przesunął się po skórzanej powierzchni, omal nie wylatując jej z ręki.

Skup się, Eira. – skarciła się, zamykając przy tym na moment oczy. – To nie koniec świata. Dasz sobie radę. Uwierz w siebie.

Kolejnych kilka głębokich wdechów i wreszcie jej się udało – zatrzasnęła klamrę we właściwym miejscu, zaciskając pas we właściwym miejscu. Gdy tylko to zrobiła, odetchnęła głęboko z ulgą.

- To tylko kilka dni. – usłyszała za sobą głos Heahmunda. Gdy się do niego odwróciła bokiem, mężczyzna siedział na niskim drewnianym krześle blisko wyjścia z namiotu. Obserwował ją w milczeniu aż do teraz, nie odzywając się nawet choćby jednym słowem przez cały ten czas. – Wiem, że dasz sobie z tym radę. Przekonasz swojego ojca.

- Mojego ojca prawie na pewno. Ale Ivara? Prędzej Hela uczyni ze mnie swoją prawą rękę i odda mi całe Helheim.

Heahmund nie miał najmniejszego pojęcia, co te słowa oznaczały. Nie był zaznajomiony z religią Nordyków.

Dalej nie była spokojna – widział to po jej posturze i po tym, jak sztywno i blisko siebie trzymała ramiona. Trudno było mu widzieć ją w takim stanie. Wstał więc, podszedł do niej, gdy ta stała oparta o stolik, pogrążona we własnych myślach, po czym ostrożnie objął ją od tyłu i przysunął blisko siebie, przytulając ją.

- Wszystko będzie dobrze. – powiedział cichym, pokrzepiającym tonem głosu. – Nie musisz się o mnie martwić. Dam sobie radę. Skup się na swojej misji. Na pewno dasz sobie z nią radę.

Eira uśmiechnęła się słabo i ujęła jedną z jego dłoni w swoją. Stała tak przez dłuższą chwilę w milczeniu, pozwalając sobie na tę ulotną chwilę słabości. Potrzebowała teraz bliskości drugiej osoby bardziej niż kiedykolwiek.

- Zgodziłam się na pomoc tej kobiecie tylko dlatego, bo nie mamy innego wyjścia. – odezwała się w końcu Eira. Dalej nie puszczała dłoni Heahmunda, nie chcąc się od niego odsunąć nawet na moment. – Gdybym się nie zgodziła, na pewno zabiłaby nas oboje bez cienia wahania. Mój wujek nie byłby w stanie nic z tym zrobić. – Zaraz potem dziewczyna obróciła się nieznacznie w bok, aby móc spojrzeć się na Heahmunda. – Jeśli tylko zobaczysz, że ona coś kombinuje…

- Dam sobie radę. – powtórzył jeszcze jeden raz w odpowiedzi, uśmiechając się przy tym słabo. – Jeśli tylko zobaczę, że coś jest nie tak, znajdę jakiś sposób na ucieczkę. Nie dam się zabić. Nie chcę dać się zabić. Mam do kogo wracać.

Teraz to Eira uśmiechnęła się słabo. Stali tak jeszcze przez jakiś czas w milczeniu, ciesząc się swoją obecnością.

- Gdyby tylko pozwoliła ci popłynąć tam ze mną… – zaczęła rozmyślać jakiś czas potem, gdy wróciła do szykowania się do drogi. – Wszystko wyglądałoby wtedy inaczej.

Eira miała na to wręcz idealny plan – gdyby coś takiego było możliwe, odczekałaby, aż oddalą się dostatecznie, pozbyłaby się załogi, a następnie razem udaliby się daleko stąd, z dala od tego całego konfliktu. To było jej pierwsze marzenie, gdy przyjęła ofertę Lagerthy. Szybko jednak porzuciła je, gdy tylko pomyślała nad nim nieco dłużej.

Nie mogłabym zostawić swoich ludzi w potrzebie. – uzmysłowiła sobie ze smutkiem. – Wciąż jestem księżniczką Vestfold. Gdybym to zrobiła, byłabym gorsza od mojego ojca. Byłabym tchórzem. Nie mogę im tego zrobić.

Miała dosyć tego wszystkiego – ciągłego konfliktu, rozlewu krwi, wojny pomiędzy braćmi. Ten świat naprawdę chylił się ku upadkowi. I, co uzmysławiała sobie z coraz większym strachem i niepokojem, nie była pewna tego, czy kiedykolwiek będzie w stanie ten koniec powstrzymać.

- Też bym tego chciał. – przyznał po dłuższej chwili milczenia Heahmund. Obserwował ją teraz uważnie. Widział tę delikatność, jaka teraz przez nią się przebijała. Wewnętrzny konflikt, przez jaki przechodziła, był wyraźnie widoczny w jej spojrzeniu. Dla innego byłaby to oznaka słabości. Dla niego była to jednak oznaka siły wewnętrznej. I to ta siła go teraz najmocniej ku niej przyciągała. – Chciałbym móc wszystkim dla ciebie. – dodał w końcu z wahaniem. Nie był pewien, jak ona na to zareaguje, ale mimo to podjął to ryzyko. Gdy ta podniosła wzrok znad broni, jaką kończyła szykować, i spojrzała się na niego z zaskoczeniem, poczuł, że jak na razie idzie mu dobrze. – Naprawdę. Chcę być dla ciebie przyjacielem, sojusznikiem, partnerem… mężem, kochankiem. – Te dwa ostatnie słowa wypowiedział z jeszcze większym wahaniem, przez cały czas przyglądając się przy tym Eirze w oczekiwaniu na jej reakcję. – Byłbym gotów nawet na porzucenie własnej wiary. Byłbym gotów nawet na pogański ślub… byle tylko móc dalej trwać u twego boku.

Eira nie odpowiedziała nic – wpatrywała się tylko w niego szeroko otwartymi oczami, zdumiona i zdezorientowana. Kompletnie nie spodziewała się takiego wyznania. Przez długi czas nie odzywała się, nie wiedząc, co powinna powiedzieć.

Czy czuję to samo? – spytała samej siebie. – Tak silnie? Tak pewnie? Czy jestem tego pewna?

Jestem. – odpowiedziała sama sobie zaraz potem. – Wiesz o tym. Czujesz to. Po prostu to powiedz. Nie bój się. Miłość nie jest słabością. Nie w tym przypadku. Masz prawo do szczęścia. Zaryzykuj.

Eira uśmiechnęła się słabo, dając tym jednym gestem twierdząca odpowiedź Heahmundowi. Jego uczucia były odwzajemniane. Odetchnął głęboko z ulgą, gdy tylko zdał sobie z tego sprawę. Opłacało się jednak wyznać to wszystko i zaryzykować. Teraz wiedział już, że jest dla nich szansa.

- Jeśli to wszystko przeżyjemy… – zaczęła niepewnie Eira chwilę później. – Nie… jak już to przeżyjemy, to masz moje słowo, że będziemy razem. I nikt i nic już nas wtedy nie rozdzieli.

I otrzymał swoją odpowiedź, której tak pragnął – i w formie jej wstępnej reakcji, i w formie słownej, bezpośredniej. Miał już teraz całkowitą pewność, że jego uczucia były odwzajemnione, podobnie jak ona.

Gdyby tylko sytuacja wyglądała inaczej…

Hałas na zewnątrz przypomniał im obojgu, gdzie się teraz znajdowali. Gdy dobiegł ich głos Lagerthy pojęli oboje w tym samym czasie, że wkrótce przyjdzie im się rozdzielić – i żadne z nich nie wiedziało, jak długo ta rozłąka będzie trwać.

Heahmund podszedł do niej, po czym bez słowa przysunął ją do siebie i pocałował. Eira odpowiedziała od razu, przysuwając się bliżej i dodatkowo obejmując go w karku ramieniem.

- Odnajdziemy się ponownie. – zapewniła go na koniec, gdy chwilę potem się od niego odsunęła. – Niedługo. Wszystko na pewno pójdzie po naszej myśli. Jestem tego pewna.

~0~

Halfdan wiosłował powoli, nie odrywając przez cały czas uważnego spojrzenia od swojej bratanicy.

Od momentu opuszczenia Kattegat Eira nie odezwała się nawet słowem – siedziała tylko w milczeniu naprzeciw niego, po drugiej stronie łodzi, i pomagała we wiosłowaniu. Poza tą jedną rzeczą nie robiła ona jednak nic więcej – i to go najbardziej niepokoiło.

- Lepiej chyba wyszło, że wysłała tylko nas. – mężczyzna zdecydował się przerwać tę iście grobową ciszę i podjąć się jakiejś rozmowy. Nie wiedział, jak długo taki stan będzie trwał i, prawdę mówiąc, nie uśmiechało mu się wiosłowanie przez całą drogę do Vestfold w kompletnym milczeniu. – Gdyby dała nam chociaż dwóch swoich wojowników do pomocy, to pewnie Ivar zabiłby ich w momencie, gdy zacumowalibyśmy tę łódź w porcie.

- Tak by zapewne było. – odpowiedziała monotonnym, obojętnym tonem głosu Eira. To zachowanie było do niej kompletnie niepodobne. Naprawdę się o nią martwił. Przeczuwał jednak, co jest powodem takiej apatii u jego bratanicy.

- Znów się spotkacie. – zapewnił ją. Wyrwał ją tym nieco z zamyślenia; spojrzała się wreszcie na niego, nie reagując jednak dodatkowo w żaden inny sposób. – Jestem tego pewien. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny. Osiągniesz wszystko, co tylko sobie postanowisz. A skoro chcesz być z tym chrześcijaninem, to tak też się na pewno stanie.

Cień uśmiechu pojawił się na jej ustach. Halfdan wziął to za dobry omen. To był postęp. Teraz tylko musiał dopilnować, aby dobry humor całkowicie powrócił dziewczynie, zanim dotrą do Vestfold.

- Sądzę, że damy jakoś radę przekonać mojego brata do zmiany zdania. – powiedział, decydując się zmienić temat. – Posłucha nas. Nie jest aż tak głupi.

- Będzie, jeśli do tego czasu Ivar zdoła zatruć mu umysł swoimi ideami. – odparła na to Eira. Bez trudu wyczuł gorycz w tonie jej głosu. Miała ona żal do Ivara za to, do czego doprowadził. I, prawdę mówiąc, ani trochę się jej nie dziwił. – Ivar nie może nic wiedzieć o mojej relacji z Heahmundem. – dodała zaraz potem. – Nie zrozumie tego. I może też chcieć to wykorzystać przeciwko mnie lub mojemu ojcu.

- Nawet nie zamierzałem mu o tym mówić. – Halfdan zawahał się przez moment, zanim ponownie się nie odezwał. – On ci jest naprawdę bliski, prawda? – spytał się jej. Otrzymał w odpowiedzi tylko pojedyncze skinienie głową i słaby uśmiech, który potwierdził mu, że ta relacja jest czymś poważniejszym, niż początkowo sądził. – Trochę mnie to dziwi, że spośród wszystkich mężów wybrałaś akurat chrześcijanina.

- Jesteś przeciwny temu związkowi? – zapytała się go. Teraz to on odpowiedział jej bezsłownie, kręcąc na boki głową.

- Tak długo, jak jesteś szczęśliwa, tak i ja jestem szczęśliwy. – dodał następnie. – Jeśli on naprawdę jest tym, z kim chcesz być, to nie będę się sprzeciwiał. To twoje życie i ty wiesz, co jest dla ciebie najlepsze. Jesteś pod wieloma względami o wiele mądrzejsza i rozważniejsza od swojego ojca. Nie wybrałabyś byle kogo tylko dla potrzeby zapełnienia pustki w swoim sercu, tak jak on to zrobił już niejeden raz w swoim życiu.

- Cieszę się, że mam takiego wujka jak ty. – Eira uśmiechnęła się pogodnie po tych słowach. – Przynajmniej jeden członek rodziny jest kimś normalnym, z kim da się porozmawiać.

Reszta podróży upłynęła im stosunkowo szybko. Po dwóch dniach na horyzoncie pojawił się wreszcie znajomy im obojgu widok.

Vestfold. Wrócili do domu.

Gdy zbliżyli się do portu, czekał już tam na nich istny orszak złożony z wojowników Haralda i Ivara. Oni sami również tam byli, czekając w napięciu na moment, aż łódź zacumuje i będą mogli podejść do nowoprzybyłych.

W chwili, gdy wysiadła ona z łodzi i odważyła się w końcu spojrzeć na swojego ojca, ku swojemu niemałemu zdumieniu zobaczyła łzy w jego oczach. Sprawił tym, że zastygła ona na moment i zmarszczyła nieznacznie brwi w dezorientacji.

A jednak się martwił. – pomyślała z przekąsem. – No cóż… jestem jego córką. Jego ciałem, krwią i kością. Jedyną spadkobierczynią. Oczywiście, że rozpaczał. Myślał, że zginęłam.

Harald podszedł do nich zaraz potem i wyściskał mocno córkę, z trudem tłumiąc kolejne łzy, jakie chciały napłynąć mu do oczu. Eira niepewnie przyjęła tę emocjonalną deklarację i objęła go ostrożnie, pozwalając, aby mężczyzna wyrzucił z siebie wszystkie emocje, jakie musiały nazbierać się w nim przez te wszystkie dni. Ponad jego ramieniem, stojąc tak na drewnianym molo, dostrzegła w tłumie Ivara. Siedział na wysokim pieńku tuż obok stojącego przy grupie wojowników Hvitserka. Najmłodszy syn Ragnara przyglądał się jej uważnie, wydając się nie mieć żadnej nadmiernie emocjonalnej reakcji na jej widok.

Ona jednak wiedziała lepiej, że było inaczej. Nie okazywał tego aż tak bardzo jak jej ojciec, ale widziała zbyt wielu przeżywających stratę wojowników, aby wiedzieć, jak wyglądały oczy człowieka, który starał się za wszelką cenę ukryć swoją prawdziwą reakcję.

I te oczy teraz się na nią patrzyły intensywniej, niż kiedykolwiek.

- Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo cieszy mnie twój widok. – Głos Haralda wyrwał ją z zamyślenia. Mężczyzna puścił ją w końcu i odsunął się o dwa kroki, aby móc się jej lepiej przyjrzeć. Uśmiechnął się zaraz potem, gdy po przyjrzeniu się jej dokładnie nie zauważył nic, co mogłoby go w niej zaniepokoić. – Tak bardzo się cieszę, że żyjesz. I że wreszcie wróciłaś do domu.

Eira zmusiła się do tego, żeby odwzajemnić jego uśmiech.

Tak, wróciłam do domu. – przyznała sama sobie. – Tylko co z tego teraz wyniknie?