Rozdział dwudziesty: Obietnica zemsty
Uczta powitalna na cześć Eiry i Halfdana została wyprawiona jeszcze tego samego dnia.
Harald nie szczędził na potrawach i trunkach. Pomimo porażki pod Kattegat miał teraz ogromny powód do świętowania – powrót jego jedynej córki oraz jego młodszego brata.
Dziewczyna niemalże przez cały czas nie opuszczała Halfdana – trzymała się blisko niego nieustannie, jednocześnie uważnie obserwując wszystkich obecnych. Jej wojownicy cieszyli się z tego, że przeżyła i wróciła do nich – to nie ulegało najmniejszym wątpliwościom. Wojownicy Ivara nieco mniej gorliwie świętowali jej powrót, ale wiwatowali i wznosili raz za razem okrzyki, ciesząc się bardziej darmowym jedzeniem i napitkiem niż tym, że następczyni tronu Vestfold żyje.
Astrid też wydawała się być zadowolona z jej powrotu. Eira wierzyła w to, że ta naprawdę się cieszy na jej widok – pomimo tego wszystkiego, co we dwie ze sobą przeszły, Astrid wydawała się szanować ją i czuć do niej spory respekt. Zdawała sobie sprawę, że gdyby nie ona, jej kara byłaby o wiele bardziej surowa.
Radości Haralda nie musiała ani trochę kwestionować. Skupiła się więc na dwóch ostatnich osobach, których reakcje najbardziej ją w tej chwili ciekawiły.
Hvitserk był dla niej małą zagadką – nie znała go dostatecznie dobrze, nie wiedziała więc, co tak naprawdę o tym wszystkim myśli. Z tego, co udało jej się o nim dowiedzieć przez ten czas, gdy tu z nim przebywała przed wyruszeniem do Kattegat, odebrała go jako „betę" – osobnika podporządkowanemu temu, który był silniejszy, bardziej charyzmatyczny i pewny siebie.
Tym kimś, oczywiście, był Ivar.
Po jego początkowej pozornie pozbawionej emocji reakcji w porcie Eira zauważyła spore zmiany w jego zachowaniu – chłopak wznosił toasty na jej cześć razem z resztą biesiadujących, śmiejąc się przy tym otwarcie. Przyglądając mu się tak zauważyła, że był szczery w swoich deklaracjach uczuć i reakcji. Nie myliła się zatem wtedy na molo, gdy złapała na moment jego spojrzenie – chłopak faktycznie przejął się tym, że ta mogła nie przeżyć bitwy.
- Vestfold jest znów bezpieczne. – powiedział w pewnym momencie nastolatek po tym, jak wzniósł razem z resztą kolejny okrzyk na cześć dziewczyny. – Jego następczyni powróciła! Skall!
- Skall! – wykrzyknęli wszyscy pozostali.
- Jakim cudem udało ci się przetrwać u boku tej żmii? – spytał się jej ojciec, gdy okrzyki i śmiechy nieco ucichły i był w stanie usłyszeć własny głos ponad tym całym harmiderem.
Eira wiedziała aż za dobrze, że ma on teraz na myśli Lagerthę. Uśmiechnęła się pod nosem, wypiła kilka łyków swojego trunku, i dopiero wtedy udzieliła mu wyczerpującej odpowiedzi.
- Lagertha oszczędziła mnie i wyleczyła, żebym mogła tutaj wrócić. Liczy ona na to, że zdołam was przekonać do zaniechania dalszego rozlewu krwi naszych pobratymców. Chce ona końca tej wojny.
- Chce jej końca, bo wie, że następnego ataku by nie przetrwała. – odpowiedział jej na to Harald. – Będziemy gotowi następnym razem. Nie damy się jej tak łatwo podejść. Zmiażdżymy jej siły w zarodku i rozniesiemy je w drobny mak, a ją samą każę spalić na stosie, jak czarownicę która jest.
- Ta kobieta w pełni zasłużyła na taki los. – zgodził się z nim Ivar. – Musimy jednak wciąż poczekać na wsparcie Rolla. Bez niego nie damy rady wygrać.
- Dalibyśmy radę. – Harald odciął się mu. Zaśmiał się zaraz potem, dopił resztę alkoholu, po czym z impetem rozbił kufel i drewniane deski podłogi, śmiejąc się przy tym gardłowo. – Lagertha zapłaci za swoje czyny. Sam tego dopilnuję. Wspierają nas teraz bogowie. – dodał, spoglądając przy tym na Eirę. – Moja córka żyje i wróciła do nas. Bogowie nam sprzyjają. Następna wygrana będzie nasza.
- Lagertha ocaliła jeszcze jedną osobę. – Choć nie była ona pewna, czy powinna im to zdradzać, zdecydowała się podjąć to ryzyko. – Heahmund. On też żyje. Lagertha trzyma go jako zakładnika i zabije go, jeśli nie zmienicie zdania.
- A co mnie interesuje życie tego marnego chrześcijanina? – odpowiedział jej Harald, znów się śmiejąc. Alkohol zaczynał na niego coraz mocniej działać. – Niech go zabija. On nie jest jednym z nas.
Eira była kompletnie zdumiona tym wszystkim. Spodziewała się, że to Ivar będzie tym, którego nie będzie w stanie przekonać do zmiany zdania. On natomiast siedział teraz w milczeniu, już się nie uśmiechając, podczas gdy jej ojciec udał się wiwatować razem z innymi wojownikami, śmiejąc się i radując, jak gdyby nigdy nie przegrali żadnej bitwy. Ivar tymczasem spochmurniał nagle i zamyślił się intensywnie, myślami odpływając gdzieś w siną dal.
Dziewczyna spojrzała się jeszcze jeden raz na swojego ojca. Prychnęła cicho z irytacją, gdy zobaczyła, że ten znów zaczął smalić cholewki do Astrid.
Tyle razy go zdradzała, tyle razy już mu mówiono, że go nie kocha… a ten dalej swoje. – pomyślała z goryczą. – Naprawdę byłabym lepszą władczynią od tego człowieka.
- Ivar. – zaczęła nieco ściszonym głosem, tak żeby nikt poza nimi jej nie usłyszał. Mówiąc to zerknęła przelotem na Halfdana, który od razu odczytał prawidłowo jej prośbę i skupił swoją uwagę na Hvitserku, z którym zaczął dość głośno rozmawiać o Ubbe i Bjornie. – Nie cieszy cię nasz powrót?
Chłopak zaśmiał się gorzko po jej słowach.
- Oczywiście, że mnie cieszy wasz powrót. – odpowiedział jej. Dopiero po dłuższej chwili odważył się jednak na nią spojrzeć. – Liczyłem jednak na to, że wtedy uda nam się wygrać i że zemszczę się na Lagertcie. Nie chciałem też widzieć takiej porażki po naszej stronie. Nie chciałem, żeby… – Tu głos nagle ugrzązł mu na moment w gardle.
Nie chciał, żeby coś mi się stało. – uświadomiła sobie Eira zaraz potem, widząc emocje malujące się na twarzy chłopaka. – Cały czas to sobie wyrzuca. Nawet teraz, gdy ma mnie już przed sobą, całą i zdrową. Dalej sobie tego nie wybaczył. A to ciekawe.
Ten jeden fakt poddał jej nowy pomysł. Oryginalnie chciała przekonywać swojego ojca do zmiany zdania, ale teraz, widząc efekty swojej nieobecności przed sobą, wpadła na coś zupełnie innego. Było to bardziej ryzykowne, ale zdecydowała się to zrobić mimo to.
- Aż tak bardzo zaszła ci za skórę, co? – spytała się go. Następnie, zanim ten udzielił jej odpowiedzi, Eira odezwała się ponownie. – W pełni cię rozumiem. Gdybym tylko mogła zemścić się za to, co zrobiono mojej matce… gdybym tylko mogła wbić sztylet człowiekowi, który ją zabił prosto w jego serce, patrząc się mu jednocześnie w oczy. Znam to uczucie. – dodała po chwili, wyrywając się z własnych fantazji, w które na moment popadła. – Chcę ci przez to po prostu powiedzieć, że jeśli dalej chcesz się zemścić na tej kobiecie, to masz moje pełne wsparcie. Nie sądzę jednak, że zrywanie całego naszego świata do boju jest ku temu rozwiązaniem.
Ivar przyjrzał się jej uważnie. Długo się nie odzywał, lustrując ją pilnym, krytycznym wzrokiem. Oceniał ją, czy ta aby go teraz nie okłamuje. Nie wyczytał jednak z jej mowy ciała nic podejrzanego. Zaciekawiło go to.
- Powiedzmy, że byłbym taką ofertą zainteresowany. – odpowiedział jej w końcu. Mówiąc to nachylił się ku niej nieznacznie, tak aby przypadkiem żadna postronna osoba ich teraz nie usłyszała. O Haralda się nie martwił; widział, że ten upił się już i był teraz skupiony wyłącznie na osobie Astrid. Ivar kompletnie nie rozumiał, co ten człowiek widzi w tej kobiecie, ale nie zamierzał się go o to czepiać. Nie to go teraz interesowało najbardziej. – Na pewno oczekiwałabyś ode mnie czegoś w zamian.
- Tak jakby. – przyznała otwarcie Eira. – Chciałabym mieć pewność, że gdy już ci pomogę, nie zdradzisz mnie i pozostaniesz moim sojusznikiem. Nie chcę, żebyś znów przeszedł na stronę mojego ojca.
- Potrzebujesz dowodu mojej lojalności. – Ivar pokiwał głową z aprobatą. To mógł zrobić. Pozostawało tylko pytanie, co dokładnie przyjdzie mu wykonać, aby ten dowód jej pokazać. – Czego dokładnie ode mnie oczekujesz?
- Niczego nadzwyczajnego. – dziewczyna uśmiechnęła się słabo po tych słowach. – Potrzebuję tylko małej pomocy, żeby pozbyć się Astrid z życia mojego ojca. Jest od niej kompletnie uzależniony. Nie myśli przez nią logicznie. Jak tak dalej pójdzie, to doprowadzi nas wszystkich na kraniec zagłady.
- To się da zrobić. – Ivar zamyślił się na moment. Zerknął zaraz potem w stronę Haralda i Astrid. Było tyle sposobów, żeby się jej pozbyć. Był ciekaw tego, na co Eira będzie gotowa przystać, aby osiągnąć swój cel. – Mówiąc „pozbyć się jej", masz na myśli… co dokładnie?
- Nie zamierzam zniżać się do poziomu mojego ojca. – Eira zamierzała postawić mu wszystko jasno i klarownie. Żadnych niedopowiedzeń. Nie chciała, żeby chłopak odebrał jej prośbę w jakikolwiek inny sposób od tego przez nią zamierzonego. – Mówiłam ci to już jednak chwilę temu. Też chcę zemsty. Straciłam z winy człowieka jedyne osoby, jakie naprawdę były mi bliskie. Na wiele lat zostałam sama. Chcę, żeby też poznał to uczucie.
Ivar zastygł na dłuższą chwilę, gdy to usłyszał. Spojrzał się ze zdumieniem na młodą księżniczkę, zanim jego wzrok nie spoczął z powrotem na osobie Haralda. W jednej sekundzie doznał nagłego olśnienia. Wszystko stało się dla niego jasne.
- To on zabił twoją matkę. – niemalże wyszeptał, odwracając się powoli w stronę swojej rozmówczyni. – Twój własny ojciec.
Wiedziała, jak wiele ryzykuje poprzez wyjawienie mu czegoś tak wielkiego. Doszła jednak do wniosku, że jeśli nie zrobi tego, nie zyska jego kompletnego zaufania. Ivar musiał czuć, że wie o niej wszystko i że kontroluje tę sytuację. Taką miał naturę. Wiedziała też, jak bardzo nienawidzi ludzi, którzy zabijają innym ich bliskich z jawną premedytacją. To ich w tej chwili najbardziej łączyło. I to właśnie zamierzała wykorzystać.
- To jak, pomożesz mi? – spytała się go w końcu. Na odpowiedź nie musiała długo czekać.
- Z przyjemnością. – powiedział, uśmiechając się przy tym z wyraźnym zadowoleniem. – Mordercom naszych matek nie może przecież ujść to na sucho, czyż nie?
Eira odpowiedziała mu na jego uśmiech swoim własnym, w pełni szczerym. Osiągnęła dokładnie to, czego chciała. Miała go w garści.
- Nie, nie może.
