Wonderfooler: No cóż… jeśli moje inne fanfiki są testamentem tego, jak ściśle trzymam się kanonów innych fandomów, to prawdopodobieństwo, że ta historia zboczy z owego kanonu jest bardzo duża :) Wspomnianego odcinka jeszcze co prawda nie widziałam, ale „kochany" internet zdołał mi już zaspoilerować, co się w nim stało (aczkolwiek i tak domyślałam się, że prędzej czy później to zrobią – jestem zaznajomiona z wydarzeniami i historiami, na których bazowany jest ten serial). Dzięki za życzenia i za komentarz – też mam nadzieję, że nadchodzące dni i tygodnie przyniosą mi dużo weny i jak najwięcej wolnego czasu na pisanie.
Rozdział dwudziesty pierwszy: Krwawa noc
Gdy w końcu zapadł wieczór, Eira odetchnęła z ulgą.
Jeszcze tylko trochę. – powtarzała sobie, wymuszając na ustach uśmiech, gdy kolejni wojownicy podchodzili do niej i gratulowali jej szczęścia i wyrażali swoją radość na to, że ta wróciła do Vestfold, cała i zdrowa. – Niedługo dobiegnie to końca i będę wreszcie mogła odpocząć.
Dziewczyna niechętnie przyjęła trunek od jednej ze służących. To była już druga noc świętowania jej triumfalnego powrotu – i, prawdę mówiąc, miała już szczerze dosyć tego całego ucztowania. Chciała móc wreszcie udać się do swojej starej sypialni i paść na łóżko, po czym przespać w nim całą noc.
Uniosła jednak kufel w tym samym czasie co reszta i wypiła około połowę jego zawartości, zanim nie odstawiła go na blat stołu. Nie mogła przecież wyjść na jakąś mendę, odmawiając świętowania z ludźmi, którzy tak bardzo cieszyli się z faktu, że ta jednak żyje i że do nich wróciła.
- Znów to robią. – usłyszała zaraz potem. Obróciła się bokiem do Ivara i zobaczyła, że ten przygląda się z odrazą na kogoś znajdującego się za nią. Gdy ta odwróciła się w tamtą stronę zobaczyła, że ten przyglądał się jej ojcu i Astrid. Ona sama wykrzywiła na moment usta w grymasie obrzydzenia, zanim nie obróciła się z powrotem w stronę chłopaka, ujęła uchwyt kufla i wypiła w trzech haustach resztę trunku.
Ivar uśmiechnął się ponuro na ten widok. Milczał jeszcze przez długą chwilę, zanim wreszcie się nie odezwał.
- Powinnaś usłyszeć to, co on plótł zanim się tu zjawiłaś. – powiedział. Eira zerknęła na niego znad kufla, po czym odstawiła go powoli, przyglądając mu się przy tym uważnie.
- Co niby gadał?
- Kompletnie zbzikował po tym, jak myślał, że zginęłaś. Gadał od rzeczy, że zrobi dziecko Astrid swoim prawowitym. Że to wciąż jest jego dzieciak. Że to ono odziedziczy po nim tron. – Jej napięte mięśnie i zirytowana, rozeźlona mina podpowiedziały mu, że dobrze zrobił, mówiąc jej to teraz. Ivar powstrzymał się od uśmiechnięcia i zamiast tego dalej grał rolę przejętego jej losem i przyszłością potencjalnego przyjaciela. Nie kłamał w tej kwestii w całości; faktycznie się o nią martwił, ale niekoniecznie z wyłącznie czystych pobudek. – Jeśli tego chcesz, to mogę to wszystko załatwić już dzisiaj.
Księżniczka Vestfold zastygła na dłuższą chwilę i spojrzała się na niego z niedowierzaniem. Nie sądziła, że mówi to na poważnie. Im jednak dłużej mu się przyglądała, tym bardziej zaczynała wierzyć w to, że ten nie kłamał, i że naprawdę planował to zrobić.
Nie ucieszyła się z tego jednak jeszcze – najpierw chciała zobaczyć faktyczne rezultaty. Musiała mieć pewność, że wywiąże się on ze swojej obietnicy.
Głośny, rubaszny śmiech jej ojca wyrwał ją z zamyślenia. Obróciła się w jego stronę i zobaczyła, że ten trzyma na kolanach Astrid i tuli ją do siebie i całuje raz za razem. Kobieta ewidentnie nie czułą się komfortowo, ale akceptowała to wszystko, mając pełną świadomość tego, że tylko w ten sposób mogła być teraz bezpieczna.
- Pamiętaj, że ona nie ma prawa zginąć. – powiedziała do Ivara. Jednocześnie wstała od stołu z impetem, sprawiając tym, że chłopak musiał zadrzeć głowę, aby móc się na nią spojrzeć. – Ma stąd zniknąć. Stąd, nie z tego świata.
- Postaram się najlepiej, jak tylko będę potrafił, aby to spełnić. – odparł, uśmiechając się przy tym szeroko.
Eira rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na swojego ojca, prychnęła z obrzydzeniem, po czym wyszła szybkim krokiem na zewnątrz, nie mogąc już dłużej wytrzymać tutaj.
Gdy tylko uderzyło ją chłodne powietrze, dziewczyna odetchnęła z ulgą. Dusiła się tam już od jakiegoś czasu i jedyne, o czym marzyła, to o odrobinie ciszy i spokoju. Przymknęła na moment oczy i uśmiechnęła się błogo, rozkoszując się powiewem wiatru, jaki omiótł ją chwilę potem.
- Wszystko w porządku? – Znajomy głos sprawił, że otworzyła ona oczy i odwróciła się w stronę drzwi, przez które niedawno wyszła. Obok niej stał Halfdan i przyglądał się jej teraz z uwagą. – Wyszłaś tak szybko stamtąd… coś się stało? Ivar powiedział coś nie tak?
- Nie, to nie to. – odpowiedziała mu. Odkręciła się następnie z powrotem w stronę głównego placu, po czym wzięła jeden długi, głęboki wdech. – Nie… nie mogę po prostu znieść tego widoku.
- Astrid? – mężczyzna szybko domyślił się, co było na rzeczy. – Nie możesz znieść widoku jej osoby u boku Haralda? – Eira w odpowiedzi tylko pokiwała głową.
- Nie wiem, czy ten człowiek w ogóle nadaje się na króla. – odezwała po dłuższej chwili milczenia. – Chce zjednoczyć pod sobą całą Norwegię, ale nie potrafi ogarnąć własnych problemów. Jak ktoś taki może władać taką potęgą? – Zaraz potem prychnęła ona z irytacją i zaklęła pod nosem, kopiąc przy tym drewniany filar, przy którym stali. – Daje się omotać jednej babie. Co z niego za król? Chyba król bycia kompletnym idiotą, bo innej opcji nie widzę.
Halfdan uśmiechnął się kątem ust, schylając przy tym nieznacznie głowę, tak aby Eira nie zobaczyła jego reakcji.
- Kobiety zawsze były tymi sprytniejszymi i zaradniejszymi. – powiedział po chwili. Dziewczyna zerknęła na niego bokiem, zaintrygowana jego słowami. – Szczególnie gdy w grę wchodziły uczucia. Zawsze to one musiały uważać na to, kogo kochają i komu decydują się zaufać.
Eira w odpowiedzi parsknęła gorzkim śmiechem i pokręciła powoli głową, przygryzając przy tym dolną wargę.
- Powiedz to jej. – odparła. – Jakoś po niej tej zaradności nie widzę. Świadomie władowała się w takie bagno, że nie ma teraz jak z niego się wydostać.
- Nie mówiłem, że wszystkie kobiety są takie. – Gdy ich spojrzenia się spotkały, Halfdan posłał jej krótki uśmiech. – Niektóre zachowują się bardziej jak wielu mężczyzn. My zwykle zakładamy, że kobiety zawsze nam będą wierne i że nigdy nas nie zdradzą. Łatwo dajemy się zmanipulować. Im wyższa pozycja, za tym z reguły idzie jeszcze większa głupota odnośnie tego tematu.
- Ivar jest wyjątkiem od tej reguły. – powiedziała cichym głosem, zamyślając się przy tym na moment. – Nim nie da się tak łatwo zmanipulować. A przynajmniej nie tak łatwo jak moim ojcem.
- Tu byś się akurat zdziwiła. – Halfdan nie zgodził się z nią. – Ten chłopak całe swoje życie nie miał nikogo, kogo mógłby pokochać, i kto byłby w stanie jego obdarzyć szczerym uczuciem. Jedyna osoba, która była w stanie to osiągnąć, nie żyje, zabita przez kobietę, którą chłopak znienawidził całym swoim sercem. Gdyby jednak kogoś takiego spotkał… tak coś czuję, że mógłby stać się jeszcze większym głupcem niż mój brat.
Eira zamyśliła się na dłuższą chwilę. Słowa jej wujka dały jej sporo do myślenia. Mógł mieć rację – Ivar nigdy nie zaznał miłości innej niż matczyna, a i ta została mu brutalnie odebrana przez Lagerthę. Mógł tego po sobie nie pokazywać, ale wciąż był przecież człowiekiem – potrzebował bliskości drugiej osoby. Gdyby bardziej skupiła na nim uwagę, być może byłaby w stanie wydobyć z niego „prawdziwe ja" i zbliżyć go do siebie w taki sam sposób, w jaki Astrid zdołała, pomimo wszystkich swoich błędów, zbliżyć do siebie jej ojca.
- Wiem, jak bardzo bliski jest ci ten chrześcijanin. – Halfdan zrobił krok w jej stronę i zniżył nieco ton głosu, aby przypadkiem nikt niepożądany ich nie usłyszał. – Gdybym był tobą, skupiłbym się teraz jednak właśnie na Ivarze. Nie czujesz nic do niego, wiem. – dopowiedział szybko, gdy Eira rzuciła mu dość harde, krytyczne spojrzenie. – Potrzebujesz jednak silnych sojuszników, aby przetrwać. Żyjemy w brutalnym, bezwzględnym świecie. Sama nie dasz sobie rady. Ja nie jestem sobie w stanie dać tutaj sam rady. A Ivar mógłby być z pewnością tym, który takie bezpieczeństwo mógłby ci zapewnić.
- Sama potrafię o siebie zadbać. – odparła mu na to. – Nie potrzebuję jego pomocy. Zresztą i tak to ja chcę być tą, która chroni tych, którzy są mi bliscy, nie odwrotnie. To ja jestem księżniczką Vestfold i jedyną prawowitą następczynią tronu. Taka powinna być moja rola – obrończyni swojego narodu. I taką też zamierzam siebie uczynić.
Halfdan uśmiechnął się słabo po jej słowach.
- O wiele bardziej przypominasz swoją matkę niż ojca. – powiedział, wciąż się uśmiechając. Odwrócił się następnie na pięcie i odszedł, zostawiając Eirę kompletnie zdziwioną i zdezorientowaną jego słowami.
~0~
Zmrok zapadł już długo po tym, jak Eira mogła w końcu udać się do swoich komnat. Maruderzy jeszcze świętowali, pijąc, śmiejąc się i wiwatując co jakiś czas. Słyszała echa tego aż tutaj, ale starała się je ignorować. Jedyne, o czym teraz myślała, to o tym, żeby wreszcie móc się porządnie wyspać.
Nawet jednak ignorowanie tych dźwięków nic jej nie pomogło. Za każdym razem, gdy tylko zamykała powieki, przed jej oczami pojawiał się wizerunek Ivara, skutecznie powstrzymując ją przed zaśnięciem.
- Niech go jasny szlag trafi! – zaklęła w pewnym momencie, po kolejnej nieudanej próbie zaśnięcia. Przewróciła się gwałtownie na drugi bok i zakryła niemalże po sam czubek głowy, po czym zaczęła powoli, głęboko oddychać, próbując się w ten sposób nieco uspokoić.
Słowa chłopaka dźwięczały jej jednak w uszach. Co jakiś czas jego głos, dochodzący jakby z oddali, przypominał jej o złożonej przez niego obietnicy. Przypominał jej też o tym, że chciał on ją wypełnić ją dzisiaj. I to właśnie nie dawało jej teraz spokoju.
A jeśli coś jej jednak zrobi? – martwiła się. – Może powinnam jednak się do niego udać? Pilnować, żeby nic nie wykombinował. Astrid nie była zbytnio przez nią lubiana, ale nawet Eira nie życzyła tej kobiecie śmierci. Nie zasługiwała na to. Nie w taki sposób. Nie z ręki Ivara.
W końcu, nie mogąc dłużej tego znieść, zrzuciła z siebie grubą narzutę, fukając przy tym głośno, po czym usiadła szybko. Już miała wstać z łóżka, gdy wtem dobiegło ją pukanie do drzwi.
Kto to może być o tej porze? – Eira zamarła na moment i wsłuchała się w ten sam dźwięk, gdy rozległ się ponownie. – Dochodzi z normalnej wysokości… to na pewno nie Ivar. Nie męczyłby się wstawaniem tylko po to, żeby tu zapukać.
Z wahaniem podeszła do drzwi i otworzyła je. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła za nimi Astrid, wyraźnie czymś poruszoną.
- Mogę wejść na chwilę? – spytała się jej od razu. Dziewczyna dopiero po chwili przytaknęła skinieniem głowy, wciąż kompletnie zdezorientowana widokiem kobiety. Pozwoliła jej wejść do środka, ale zostawiła drzwi nieznacznie uchylone, w razie gdyby Astrid miała wobec niej jakieś niecne plany. Nie wierzyła w to zbytnio, ale wolała niepotrzebnie nie ryzykować.
- Czy mogę ci w czymś pomóc? – zapytała się, jednocześnie robiąc jeden krok w stronę kobiety. Astrid była obrócona w tej chwili do niej tyłem, nie widziała więc jej wyrazu twarzy.
W końcu odwróciła się przodem w jej stronę, i Eira zastygła momentalnie w miejscu.
Płakała. Ciemny makijaż rozmazał się nieznacznie wokół jej oczu. W kilku miejscach spłynął on nieznacznie na policzki i zmieszał się na nich ze łzami.
- Co się stało? – Dziewczyna instynktownie chciała do niej podejść, ignorując kompletnie miesiące rywalizacji między nimi. Nie chciała widzieć jej w takim stanie. Nie wiedziała, co się stało, ale mimo to chciała jej pomóc bez względu na wszystko.
- To dziecko… – zaczęła słabym głosem, przerywanym co jakiś czas cichym szlochem. Była na granicy załamania nerwowego. Eira nigdy jeszcze jej nie widziała w takim stanie. Była tym jednocześnie zdezorientowana i mocno zaniepokojona. – Nie chcę go. Nie chcę go urodzić.
Jeśli jest ono jednego z tych potworów, którzy ją zgwałcili, to ani trochę się jej nie dziwię. Młoda następczyni tronu wzięła głęboki wdech, zanim się nie odezwała. Chciała najpierw dokładnie wszystko przemyśleć, aby nie pogorszyć niepotrzebnie całej tej sytuacji.
- Są na to specjalne zioła. – powiedziała ostrożnie, przez cały ten czas obserwując reakcję kobiety. – Nikt nie musi się o tym dowiedzieć. Mogę ci je bez problemu załatwić. Jestem księżniczką Vestfold i Rogaland oraz jedyną następczynią tronu. Nikt nie będzie miał odwagi wygadać o tym komukolwiek w obawie o własne życie.
Ku jej zdziwieniu i dezorientacji, Astrid tylko pokręciła przecząco głową po jej słowach, tłumiąc przy tym głośny szloch.
- To nic nie da. – odpowiedziała jej po dłuższej chwili. – Harald by się domyślił. Nie jest aż tak głupi.
Oj, zdziwiłabyś się. – Eira pozwoliła sobie na tę jedną ironiczną myśl, nie mogąc się przed nią w żaden sposób powstrzymać.
- Jesteś jego partnerką. Jego żoną. – przypomniała jej.
- I jestem też królową, której nikt nie darzy sympatią. Z tobą włącznie. Nie udawaj, że tak nie jest. – dodała Astrid, gdy Eira już chciała się odezwać. – Obydwie znamy prawdę. Nie nadaję się na królową. Nigdy się na nią nie nadawałam. Wplątałam się w coś, co mnie przerosło. I nie wiem, jak się z tego teraz wygrzebać.
- Czego zatem ode mnie oczekujesz? – Dziewczyna nie chciała zadawać tego pytania, ale wiedziała, że nie uniknie go.
Astrid uśmiechnęła się smutno, zanim nie udzieliła jej odpowiedzi, jakiej się tak bardzo obawiała.
- Chcę, żeby to cierpienie wreszcie dobiegło końca. – zaczęła słabym głosem. – Chcę umrzeć. I chcę, żebyś to ty mi w tym pomogła.
Eirę dosłownie zamurowało. Długo stała w miejscu, nie mogąc się poruszyć ani choćby drgnąć. Wpatrywała się tylko w Astrid szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, niezdolna do wydukania z siebie żadnego słowa.
- Nie. – wymamrotała w końcu, gdy odzyskała nieco kontrolę nad swoim ciałem. – N… nie mogę tego zrobić. Nie mogę cię zabić.
- To jest jedyne wyjście. – Astrid nie dawała za wygraną. Widać było po niej teraz determinację i desperację. Nie widziała innego wyjścia z tej sytuacji, i była zdecydowana swój plan zrealizować, bez względu na wszystko. – Proszę, pomóż mi.
- Nie. – powtórzyła Eira. Głos zadrżał jej nieznacznie, a kąciki oczu zapiekły, przez co zamrugała kilkakrotnie. – Naprawdę nie mogę… nie w taki sposób… Astrid, na pewno jest inne wyjście z…
W tej samej chwili kobieta dostrzegła leżący na stoliku miecz dziewczyny. Zanim ta zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, Astrid złapała jego rękojeść, po czym jednym płynnym ruchem obróciła go ostrzem w swoją stronę i przebiła nim swoją brzuch, tuż poniżej ostatniej linii żeber.
Eira wydała z siebie zduszony okrzyk. Zrobiła krok w jej stronę, nie odrywając przy tym od niej wzroku, ale zachwiała się i omal nie upadła, ratując się przed tym w ostatniej chwili złapaniem się framugi drzwi.
- Astrid, co… co ty… co ty zrobiłaś…? – zdołała wydukać, wpatrując się w nią z osłupieniem.
Czarnowłosa kobieta tylko uśmiechnęła się słabo. Z kącików jej ust wypłynęło trochę krwi, gdy ta upadła po chwili na kolana, wciąż trzymając obydwoma rękami rękojeść miecza. Eira przyglądała się tylko bezradnie, jak jej ciało upada zaraz potem na podłogę, a ostatni dech ulatuje z niej, dopełniając jej żywota. Gdy to się stało, Eira sama upadła na podłogę, porażona tym, co właśnie miało miejsce. Jej usta rozwarte nieznacznie, oczy zaszklone, ręce drżące pod wpływem silnych emocji buzujących w niej.
Nie miała pojęcia, jak długo to trwało. Pozostawała w tym stanie katatonii tak długo, że cały świat dookoła niej przestał istnieć. Jej spojrzenie utkwione było w leżącym przed nią ciele kobiety.
Eira… Eira! – Jakiś głos z oddali rozległ się w tyle jej głowy, ale go zignorowała. Widziała teraz tylko Astrid i jej puste, pozbawione życia jasne oczy, wciąż otwarte.
- Eira! – donośny krzyk sprawił, że ta drgnęła nagle. Zaraz potem ktoś potrząsnął nią mocno, skutecznie wytrącając ją wreszcie z tego stanu.
Dziewczyna zamrugała kilkakrotnie, powoli powracając umysłem do rzeczywistości. Obróciła się powoli i zobaczyła siedzącego tuż obok niej Ivara. Wpatrywał się w nią z wyraźnym zaniepokojeniem, ale zdołała dostrzec cień ulgi, gdy zobaczył, że ta wreszcie zareagowała w jakiś sposób.
- Wszystko w porządku? – spytał się jej, wciąż wyraźnie zaniepokojony. Obrócił się na krótką chwilę w stronę ciała Astrid, zanim jego uwaga ponownie nie skupiła się na osobie Eiry. – Co się tu stało? Zabiłaś ją?
Po jego pytaniu księżniczka Vestfold z wahaniem pokręciła przecząco głową.
- Nie. O-ona… ona sama to… – Reszta słów nie dała rady przejść jej przez gardło.
Nie musiała jednak nic więcej tłumaczyć. Ivar wszystko zrozumiał i wszystkiego się sam domyślił. Przesunął się nieznacznie i zasłonił swoim ciałem widok na ciało Astrid, wymuszając tym, aby Eira wreszcie się na niego spojrzała.
- To nie była twoja wina. – powiedział jej, patrząc się jej przy tym prosto w oczy. – Nie mogłaś nic z tym zrobić. To była jej decyzja. Jej i tylko wyłącznie jej. Ty nie miałaś z tym nic wspólnego.
- Mój ojciec w to nie uwierzy. – odparła słabym głosem Eira. – Nie kupi tego. Nie… nie, on nigdy…
- Ja się tym zajmę. – zaoferował Ivar, sprawiając tym, że dziewczyna spojrzała się na niego ze zdumieniem. – O nic się nie martw. Zajmę się wszystkim.
- Jak? – zdołała się spytać.
- Po prostu się tym zajmę. – zapewnił ją, uśmiechając się przy tym słabo. – Ty udaj się na jakiś czas do sąsiedniej komnaty. Bądź pewna, że twój ojciec nic nie będzie podejrzewał.
- Na pewno chcesz czegoś w zamian. – Eira nie wierzyła w to, że robił on to wszystko dla niej z dobroci swojego serca. – Jaka jest twoja cena?
- Żadna. – Nie kupiła tego nawet przez moment, ale pozwoliła mu mimo to dokończyć swoją wypowiedź. – Obiecałaś mi już wsparcie w mojej misji pokonania Lagerthy. To wszystko, czego od ciebie oczekuję. Potraktuj to jako… przyjacielską ofertę pomocy.
Jakiś czas później Eira siedziała samotnie w sąsiednim pomieszczeniu, na wąskim, jednoosobowym łóżku. Wyciągnęła przed siebie wciąż drżące lekko ręce i zacisnęła je w pięści, jednocześnie zaciskając usta w wąską linię.
Nie słyszała żadnych hałasów z drugiego pokoju – tylko czyjeś przyciszone głosy. Nie wiedziała, kogo Ivar tam sprowadził, ani co dokładnie tam robili. Zgodnie z jego poleceniem siedziała tutaj, czekając w napięciu na to, aż wszystko dobiegnie końca.
Część jej chciała się tam udać i zobaczyć, co się tam dzieje. Nie mogła jednak tego zrobić. Gdyby wydało się, że była przy Astrid w chwili jej śmierci, gdyby jej ojciec choćby pomyślał, że ta mogła mieć coś wspólnego, lub nawet że to ona ją zabiła… wszystko ległoby w gruzach. Musiała pozostać następczynią jego tronu. Musiała dalej o to walczyć. Nie mogła się poddać. Zbyt wielu ludzi na nią liczyło. Miała cały naród do pokierowania ku lepszej przyszłości. Jeden błąd mógł ją teraz kosztować dosłownie wszystko.
W końcu, po upływie czasu, który wydawał się jej wiecznością, ktoś cicho zapukał do drzwi. Eira wstała i z wahaniem poszła otworzyć drzwi. Gdy to zrobiła, zastała za nimi Hvitserka.
- Wszystko jest już załatwione. – powiedział do niej półszeptem, zerkając przy tym nieznacznie za siebie w obawie, że ktoś mógłby ich teraz podsłuchać. – Możesz już wrócić do swojej komnaty. Ciała Astrid już tam nie ma.
- Czemu zgodziłeś się na pomoc z tym wszystkim? – spytała się go. – Co ty będziesz z tego miał?
Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się gorzko, kręcąc przy tym z rozbawieniem głową.
- Nic. – odparł zaraz potem. – Co najwyżej mogę zyskać to, że Ivar przestanie na jakiś czas się ze mnie wyśmiewać i że zyskam trochę w jego oczach. I tyle. Pomogłem ci, bo wiem, że masz zadatki na dobrą i kompetentną królową. – dodał po chwili, sprawiając tym, że ta spojrzała się na niego z zaskoczeniem. – Nie możesz mieć z tym nic wspólnego. O tym i ja tyle wiem. Tkwimy w tym bagnie razem, czy nam się to podoba, czy nie. – Słaby, smutny uśmiech pojawił się na jego ustach zaraz potem. – Liczę też po cichu na to, że być może zdołasz ocalić nas przed kolejnym rozlewem braterskiej krwi. Ostatnia bitwa powinna naprawdę być tą ostatnią. Nasz świat zginie, jeśli dalej tak się będzie działo.
Przez jakiś czas przyglądała mu się uważnie, rozważając, czy ten mówi prawdę, czy też może jest to kolejna gierka Ivara, aby przetestować jej lojalność. Im dłużej jednak się w niego wpatrywała, tym bardziej była przekonana o tym, że jego słowa były w pełni szczere.
- Też mam nadzieję, że coś takiego jest możliwe. – odpowiedziała mu w końcu. Hvitserk na jej słowa uśmiechnął się ponownie, ale tym razem wyłapała w tym uśmiechu nikły cień radości.
- Tylko ty możesz go powstrzymać. – powiedział na koniec, cofając się powoli od drzwi. – Tylko ty masz w sobie dostatecznie dużo siły, aby to osiągnąć.
Gdy już odszedł, Eira zdała sobie sprawę z tego, że nie mówił on o jej ojcu.
Hvitserk miał na myśli Ivara.
