Rozdział 2: Budząc się samotnie
Greg Lestrade zawsze zasypiał przy swoim partnerze, ale prawie zawsze budził się sam.
To była dziwna rzecz. Coś, do czego nie był przyzwyczajony. Można byłoby pomyśleć, że powinien już do tego przywyknąć, ale wciąż nie mógł. Kiedy wcześniej był w związku małżeńskim to albo wstawali razem, albo to on pierwszy się budził, robił kawę lub brał krótki prysznic, zanim musiał iść na miejsce zbrodni. Teraz jednak budził się drugi.
Mycroft Holmes pracował dla rządu brytyjskiego. Nawet po tym, jak byli ponad dwa lata w poważnym związku, Greg nadal nie wiedział, czym ten się zajmował. Nie miał z tym problemu. Jako inspektor, doskonale zdawał sobie sprawę z potrzeby zachowania tajemnicy i dyskrecji. Niestety, tajemnice dotyczyły w większości Mycrofta. Nigdy nie mogli w pełni porozmawiać o swoim dniu. Największym jednak problemem były godziny pracy.
Wiele razy Mycroft musiał wyjechać za zagranicę i nie wracał przez tydzień lub dwa. Kiedy był w domu, to przez większość czasu trzymali się blisko siebie i zasypiali przytuleni do siebie lub padali nieprzytomnie po satysfakcjonującym seksie. Zasypiali w swoich ramionach, wymieniając miękkie pocałunki i uściski. Greg spał wtedy spokojnie.
Z pewnością nie budził się w taki sam sposób jak zasypiał. Jeśli miał szczęście, to udało mu się złapać kochanka na wpół ubranego, który został nie dawno obudzony przez telefon z informacją, że był potrzebny. Jego partner zawsze uśmiechał się do niego słodko w ciemnościach i uciszał go cicho, nakłaniając go do ponownego zaśnięcia pocałunkiem. Greg, będąc senny, podporządkowywał się temu.
Greg nigdy nie narzekał. W każdym razie, nie Mycroftowi. Narzekał Sally przy kawie, gdy miał szczególnie zły poranny humor lub Johnowi po jednym lub dwóch piwach, ale nigdy Mycroftowi. To nie miało znaczenia. Mężczyzna i tak wiedział. Zawsze wiedział – był Holmsem. Niezależnie od tego, odmawiał, by się skarżyć. Mogło to być frustrujące, ale nie zamieniłby swojego związku z Mycroftem na nic na świecie.
Ta frustracja jednak sprawiła, że poranki, podczas których Mycroft był w domu, były najbardziej niesamowitym prezentem na całej powierzchni planety. Kiedy Greg obudził się i stwierdził, że jest mu cieplej niż zazwyczaj, nie mógł powstrzymać uśmiechu i obrócenia się, by wtulić się w kochanka. Mycroft wciąż spał, z jednym bladym ramieniem przerzuconym przez jego talię i twarzą wtuloną w poduszkę. Rzadko się zdarzało, by Greg obudził się przed nim. Inspektor odwrócił się powoli na bok i spojrzał na spokojny wyraz twarzy drugiego mężczyzny.
Nie mogąc się oprzeć, sięgnął i przesunął palcami po miękkich, rudawych włosach Mycrofta. Chociaż był to chwilowy, krótki dotyk, obudził on młodszego mężczyznę. Miał lekki sen, chociaż Greg przypuszczał, że miało to sens, biorąc pod uwagę jego pracę i to, że dorastał jako brat Sherlocka. Jasne, niebieskie oczy skupiły się na nim. Wciąż zaspany, ale i tak Mycroft uśmiechnął się.
— Dzień dobry, Gregory — wymamrotał.
Jego artykulacja nie była najlepsza, gdy był jeszcze pół śpiący. Było to urocze i uśmiech Grega stał się jeszcze większy.
— Dobry — odwzajemnił się Greg, przesuwając się bliżej i składając pocałunek na jego czole. — Nie masz dziś świata do uratowania?
— Na szczęście, nie — zaśmiał się starszy Holmes, zaciskając uścisk wokół tali Grega i przyciągając go do siebie.
— Tak, na szczęście.
Greg nie miał zbyt wiele okazji, by poleniuchować w łóżku z Mycroftem. Korzystał ile mógł.
— Przepraszam, Gregory, ja….
— W porządku — przerwał mu. Wiedział, za co będzie przepraszał i nie zamierzał tego słuchać. Nigdy nie rozmawiali o tym, że nigdy nie budzą się razem. Nigdy nie musieli. To była część jego pracy i wykonywał dobrą robotę (cokolwiek to było), więc Greg nie miał żadnych pretensji. — Cieszmy się tym, okej?
— Tak. Zróbmy tak.
Przytuleni do siebie, dzielili się leniwymi pocałunkami. Miękkimi, łagodnymi i nieśpiesznymi pocałunkami. Podczas tego Mycroft przesunął dłonią po plecach Grega. Po wszystkim, złożyli głowy na poduszce, drzemiąc razem.
Greg prawie zawsze budził się sam, ale kiedy tak się nie działo, to były to najlepsze poranki, o jakie mógł kiedykolwiek poprosić.
