Rozdział 7: Piegi

Wzdychając z głupim uśmiechem na twarzy, Greg przewrócił się na bok na dużym łóżku, wpadając na wyższego mężczyznę leżącego obok. Mycroft z zamkniętymi oczami leżał na brzuchu z rękami skrzyżowanymi pod głową. Relaksowali się po rundzie przyjemności i nie mieli zamiaru wychodzić z łóżka przez cały dzień. Był to dość niesamowity wyczyn, by przekonać polityka, by nie ubierał się i został w łóżku, ale Greg była bardzo zadowolony z wyników. Na szczęście, jego wielkie brązowe oczy były nie do oparcia i sprawiało to, że był o wiele bardziej przekonujący. To była niebezpieczna broń, którą potrafił wykorzystać.

Nagły kontakt ich ciał spowodował, że Mycroft otworzył jedno oko, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Był piękny. Unosząc dłoń, Greg przesunął dłonią po gładkim płótnie, którym były jego plecy, od łopatki do bioder, po czym zatrzymał się i tylko patrzył. Jak do licha miał takie szczęście? Nie potrafił wyjaśnić, jak ktoś taki jak on mógł przyciągnąć uwagę najmądrzejszego i najbardziej eleganckiego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek znał. Mycroft mógł mieć każdego, a jednak wybrał jego.

Podpierając się na łokciu, wsunął jedna nogę między uda drugiego mężczyzny i pochylił się, całując go w plecy. W odpowiedzi, Mycroft wydał z siebie cichy pomruk. Podniósł głowę. Jego wzrok przebiegł po przestrzeni nagich pleców na ramiona, gdzie zwrócił szczególną uwagę na dekorację w postaci piegów rozmieszczonych na całej powierzchni bladej skórze. Praktycznie wczołgując się na partnera, Greg zaczął całować znamiona na ramionach Mycrofta, przechodząc od jednego do drugiego.

— Co robisz, Gregory? — młodszy mężczyzna zapytał z rozbawieniem.

Greg uśmiechnął się między pocałunkami.

— Całuję twoje piegi — wymamrotał, a jego wargi muskały skórę partnera.

— Gregory…

Greg, słysząc jak brzmi jego kochanek, uniósł głowę mrugając. Przesunął się na tyle, by mogli na siebie spojrzeć. Mycroft miał dziwny wyraz twarzy. Jednak Greg nie po raz pierwszy widział ten grymas. Przypominało mu to minę, jaką Mycroft przyjmował po tym, jak Sherlock go wkurzył, zwykle wspominając o jego wadze. Uniósł brwi.

— Myc? — zapytał. W odpowiedzi otrzymał ciche westchnienie.

— Szczerze, Gregory, ze wszystkich rzeczy we mnie, nie możesz ich lubić.

Greg zamrugał na to stwierdzenie. Czy Mycroft miał kompleksy na punkcie swoich piegów? Wydawało się, że tak… Bez słowa wrócił do poprzedniej pozycji i pochylił się, by znów całować znamiona, przesuwając się nieco w kierunku środka pleców. Mycroft mruknął gardłowym dźwiękiem, ale nic nie powiedział.

— Kocham… twoje piegi… — powiedział między pocałunkami, kontynuując wędrówkę wzdłuż jego pleców, aż w dół. — I żeby ci to udowodnić… Pocałuję… każdy… jeden… z nich.

— Z pewnością jest to niemożliwe — prychnął młodszy mężczyzna.

Greg w odpowiedzi pokręcił głową i kontynuował. Zsunął się teraz na łózko, by móc poruszać się w dół pleców kochanka. Jego ręce również się poruszały, by teraz zacisnąć się na zewnętrznej części ud Mycrofta. Dotarł do pasa i chociaż piegi występowały tam sporadycznie, nadal je całował. Wysunął język, by przeciągnąć nim po całej górze tyłka, wydobywając niesamowicie rozkoszny jęk z Mycrofta.

— Gregory — powiedział ponownie, ale brzmienie jego głosu było inne. Brzmiał prawie na…?

— Gdy jestem tu na dole…? — zapytał sugestywnie. Biodra Mycrofta uniosły się lekko.

— Tak. Proszę.

Greg uśmiechnął się szeroko, będąc odrobinę złośliwym.

— Cóż… — powiedział cicho. — Jak mógłbym się oprzeć dobrym manierom?