Rozdział 11: Troska nie jest zaletą
Nadal czuł się dziwnie posiadając klucz do mieszkania Gregory'ego. Mycroft nigdy nie był traktowany jak tajemniczy kochanek, ale mimo tego, posiadanie zapasowego klucza miało inne znaczenie. Nie powinno tak być i myślenie w ten sposób było irracjonalnie, ale tak było. W tej chwili używał tego klucza, aby zaskoczyć starszego mężczyznę. Wrócił trzy dni wcześniej z podróży służbowej do Korei i celowo nie powiedział o tym inspektorowi, mając nadzieję, że zobaczy na jego twarzy szok i radość.
Zamknął cicho za sobą drzwi. Zatrzymał się na korytarzu, marszcząc brwi. Od razu poczuł, że atmosfera była inna. Nasłuchiwał odgłosów z mieszkania i stwierdził, że słyszy dwa głosy. Jeden głęboki, chropowaty należący do Gregory'ego, a drugi… do kobiety. Zamrugał, zaciskając wargi, tworząc jedną cienką linię i zrobił jeden ostrożny krok naprzód, nadsłuchując.
— Greg, zeszły rok był naprawdę trudny — westchnęła kobieta.
Jej głos miał szczególną żałosną nutę, która szczerze mówiąc, była przesadzona i nieszczera.
— Christina… — usłyszał cichy głos Gregory'ego.
Mycroft zamarł w szoku. Jego była żona? Dlaczego, ze wszelkich miejsc, była tutaj? Usłyszał szelest materiału, a przez wychylenie głowy za ścianę, zobaczył kobietę, która pochylała się bardzo blisko Gregory'ego. Jej dłonie spoczywały na jego nogach, a jej twarz zbliżała się do niego, jakby zamierzała…
Mycroft cofnął się. Jego umysł był pusty, co sprawiało, że czuł się nieswojo i niemal spanikowany. Obracając się na pięcie, zaczął szybko wychodzić, tylko po to, aby uświadomić sobie, że przy tym hałasował i za jego plecami rozbrzmiała para kroków.
— Myc?! — Gregory był zdecydowanie zaskoczony i prawie przerażony.
Mycroft zamarł i zamknął oczy, wzdychając, zanim obrócił głowę, aby na niego spojrzeć.
— Wróciłem wcześniej — powiedział, a jego głos był zimny. Tak musiało być. Musiał mieć kontrolę. — Ale widzę, że moja obecność tutaj jest niepożądana. Miłego dnia, inspektorze.
Nie był w stanie powiedzieć jego imienia. Wyszedł natychmiast, ignorując początki protestu drugiego mężczyzny. Wsiadł do samochodu i kazał szybko odwieźć się do domu. Potrzebował szkockiej.
Był głupi sądząc, że ten związek między nimi zadziała. Oczywiście, że Gregory chciałby ją odzyskać. Wiele ze sobą przeżyli. Czym on by? Skrytą, inteligentną osobą, która nie mogła znieść innych osób. Nie było tutaj żadnej konkurencji. Próbował zignorować swój telefon, który dzwonił w jego kieszeni, wiedząc od kogo było połączenie. Zanim wrócił do domu, komórka zadzwoniła dwa razy i pięć razy usłyszał sygnał oznaczający nowe wiadomości.
Siedząc na krześle i popijając alkohol w końcu wyciągnął telefon, by przeczytać smsy.
Proszę odbierz. – GL
Wróć, proszę. – GL
Mycroft, proszę wysłuchaj mnie. Odbierz. – GL
To nie jest to, co myślisz. Przysięgam. – GL
Kocham cię. Proszę, porozmawiaj ze mną. Zadzwoń. Proszę. – GL
Mycroft westchnął, odczytując wiadomości więcej niż raz. Część niego chciała to zrobić. Chciał być racjonalny w tej sprawie i usłyszeć wszystkie fakty, tak jak zawsze. Jednak czuł się bardzo… irracjonalny. Zdenerwowany. Jak mógł pomyśleć, że ich związek będzie trwać? To było śmieszne.
Spoglądał na wiadomości przez dłuższy czas. Bez odpowiadania na nie, odłożył w końcu telefon i skupił swoją uwagę na szkockiej. Z pewnością nie był na skraju łez. Jego stare słowa nigdy nie okazały się bardziej poprawne.
Troska z pewnością nie była zaletą.
