Rozdział 12: Albo jest

Mycroft nie odbierał swojego telefonu. Nie od kiedy… Gregory westchnął z frustracji. Jego cholerna była żona wciąż potrafiła spieprzyć mu życie. Przyszła, błagając, by do siebie wrócili, naruszając jego przestrzeń osobistą i próbując wykonać swój ruch. To było desperackie i irytujące, a przede wszystkich widział wszystko, co ukrywała pod swoją grą. W rzeczywistości nie miała zamiaru ratować ich związku. Bez wątpienia był dla niej tylko strefą komfortu, gdzie nadal zdradzałaby go z innymi, tak długo jak mogła wrócić do domu do Pana Niezawodnego.

Nie miał zamiaru się w to bawić. Wykopał ją z mieszkania, gdy jego chłopak odszedł i żałował, że nie zrobił tego w chwili, gdy wdarła się do jego domu. Teraz wszystko się spieprzyło. Nie wiedział, ile dokładnie wiadomości wysłał Mycroftowi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin i wiedział, że był na granicy desperacji, ale nie obchodziło go to. Nie mógł pozwolić, by Christina to zepsuła. Zbyt wiele zrujnowała w jego życiu i właśnie teraz powoli udało mu się je złożyć do kupy.

Chodząc tam i z powrotem, Greg zatrzymał się przed drzwiami Mycrofta. Na co czekał? Była szansa, że młodszy mężczyzna nie był w domu, ale istniała możliwość, że był i musiał ją wykorzystać. Musiał go zobaczyć, chciał wyjaśnić… w końcu, biorąc głęboki wdech, podszedł do drzwi i zadzwonił.

Nic. Greg przesunął ciężar ciała z jednej nogi na drugą, czekając przez chwilę. Wciąż nic. Prostując się, podniósł rękę, by ponownie zadzwonić, gdy usłyszał odgłos zamka. Jego serce zabiło szybko i przez chwilę zapomniał oddychać. Drzwi otworzyły się i teraz patrzył na swojego chłopaka. Był ubrany w jeden ze swoich ciemnych, prążkowanych garniturów, z wyjątkiem marynarki i butów. Zaskoczenie było widoczne na twarzy Mycrofta, zanim zniknęło pod maską polityka, którą przywdział.

— Gregory — powiedział sztywno.

Greg starał się nie skrzywić na jego ton i zrobił krok do przodu. Nie przekroczył progu, ale Mycroft nie cofnął się, jak tego oczekiwał.

— Mogę wejść? — zapytał, modląc się o to, by usłyszeć odpowiedź twierdzącą.

Nastała cisza. Mycroft zamknął na moment oczy, po czym skinął głową i w końcu odsunął się na bok, by umożliwić mu wejście.

Poszli do kuchni. Mycroft podszedł do kuchenki i przygotował wodę do herbaty. Zawsze był dobrym gospodarzem, bez względu na sytuację. A może po prostu chciał się czymś zająć w próbie uniknięcia rozmowy. Greg podszedł do blatu i oparł się o niego.

— Spójrz, muszę…

— Nie ma potrzeby, Gregory. Była twoją żoną. Bez względu na jej zdrady, oboje byliście razem przez wiele lat, z którymi nie mogę konkurować. To między nami nigdy by nie zadziałało. Szkoda tylko, że nie dostrzegłem tego wcześniej, aby uniknąć tej napiętej sytuacji.

Greg przeczesał włosy dłonią, wzdychając z frustracji.

— Biorąc pod uwagę, że jesteś najmądrzejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałem, jesteś raczej głupi — mruknął ze zmarszczonymi brwiami.

Mycroft odwrócił się, unosząc brew.

— Pardon? — poprosił o wyjaśnienie. To z pewnością było rzadkie zjawisko.

Greg odsunął się od blatu i podszedł do Mycrofta. Tym razem młodszy mężczyzna cofnął się o krok, przez co oparł się plecami o kontuar znajdujący się tuż za nim. Greg spoglądał na niego z uporem.

— Próbowała wkupić się w moje łaski, aby wrócić do domu. Było to oczywiste, nawet dla mnie. Jak tego nie zauważyłeś? — zapytał, autentycznie zdezorientowany.

Wywołało to niepokojący wyraz twarzy u Mycrofta, który również w końcu przybrał zmieszany grymas.

— Widziałem…

— Jak próbowała mnie pocałować. Nie patrzyłeś wystarczająco długo, aby zobaczyć moją reakcję. Myc… — Wyciągnął rękę i przycisnął dłoń do piersi mężczyzny. Wzrok polityka spoczął na miejscu ich kontaktu, aby z powrotem spocząć na twarzy kochanka. — Myc, kocham się. Nigdy nie porzuciłbym cię dla tej wariatki.

— Gregory…

Nie powiedział nic więcej. Greg zamknął przestrzeń między nimi, pochylając się i łącząc ich usta w delikatnym i niewiarygodnie szczerym pocałunku. Nie otrzymał odpowiedzi, nie na początku. Ale po chwili dwie smukłe dłonie uniosły się i chwyciły go za bicepsy, a ich wargi przywarły do siebie niemal w desperacji. Całowali się, dopóki żaden z nich nie mógł oddychać i dopiero wtedy odsunęli się od siebie.

— Nie sądziłem…

— Oczywiście, że nie — zaśmiał się lekko zdyszany Greg. Zerknął na chwilę na kuchenkę, a potem znów na Mycrofta. — Wyłącz gaz — niemal warknął. — Muszę cię teraz zabrać do łóżka.

— Jezu, Gregory. Tak zrób.