Rozdział 14: Zabawa w śniegu

— Idziemy — Greg skinął głową, wyciągając rękę, być chwycić dłoń Mycrofta, kiedy pieszo wracali do domu.

Właśnie zjedli wspaniała kolację, gdy zaczął padać śnieg i teraz czuł się niczym małe dziecko. Drżał z podniecenia i wiedział, że Mycroft nie miał pojęcia dlaczego.

— W porządku — powiedział cicho młodszy mężczyzna z nutą rozbawienia, chwytając oferowaną dłoń.

Uśmiechając się, Greg odwrócił się plecami w stronę drzwi, do których zmierzali i zaczął prowadzić ich na podwórko na tyłach domu. Szczerząc się, niemal zaczął biec, puszczając w końcu kochanka, by móc sięgnąć w dół i zgarnąć kulę śniegu.

— Gregory, co… — Zaczął Mycroft, ale zamilkł, gdy śnieżka uderzyła go w pierś. Uniósł brew, gdy Greg wybuchnął śmiechem.

— Dalej, Myc — zaśmiał się, pochylając się, by chwycić kolejną porcję śniegu. — Nigdy nie bawiłeś się w śniegu?

Odchylił ramię do tyłu i rzucił drugą śnieżkę, trafiając partnera w ramię. Pewna ilość śniegu dostała się na szyję Mycrofta i wślizgnęła się pod garnitur, powodując, że zadrżał lekko.

— Nie, Gregory. Nie bawiłem się w śniegu. Dlaczego miałbym chcieć, przecież jest wtedy zimno— odpowiedział polityk, starając się strzepać śnieg.

— Po prostu spróbuj, okej? — zaśmiał się Greg, formując kolejną śnieżkę. Wzdychając, Mycroft uległ i pochylił się, by zrobić własną. Nagle ruszył do przodu, rzucając w ruchu uformowaną kulą śniegu, uderzając nią w twarz Grega. —Ała! — rozbrzmiała krzykliwa odpowiedź.

Obaj ruszyli niespodziewanie do przodu. Wpadli na siebie, upadając w śnieg, śmiejąc się i tocząc, chwytając biały puch, aby wepchnąć go sobie w twarze. Śnieg był na ich włosach, płaszczach, nogawkach spodni. Ostatecznie, Greg przyszpilił Mycrofta do ziemi, przygniatając go, gdy siedział na nim okrakiem. Wciąż się śmiali, a po chwili zamilkli i po prostu wpatrywali się w siebie.

Policzki Mycrofta były zaczerwienione, oczy mu błyszczały, a włosy były mokre i rozczochrane. Był piękny. Czy ktoś kiedykolwiek widział go takiego, czy może tylko Greg miał takie szczęście? Miał nadzieje, że to drugie. Był to zaszczytny przywilej, który będzie cenił przez wieczność. Mycroft uniósł rękę i dłonią, odzianą w rękawiczkę, przeczesał włosy partnera zgarniając z nich odrobinę śniegu. Nagle ulegając pragnieniu, które go dręczyło, Lestrade pochylił się i zaczął całować z czułością kochanka. Uścisk na jego głowie zwiększył się, a pocałunek stał się namiętniejszy.

— Gregory, powinniśmy…

Mycroft zaczął mówić naprzeciw jego warg, ale ponownie nie mógł dokończyć, tym razem przez kolejny intensywny pocałunek. W niedługim czasie, obaj oddychali ciężko i szarpali swoje ubrania. Greg zaczął składać pocałunki coraz niżej zmierzając do szczęki i szyi młodszego mężczyzny. Blada skóra Mycrofta była mieszaniną gorąca i zimna – zimna od śniegu i gorąca bijącego od niego. To było pocieszające ciepło, które jak Greg odkrył stawało się coraz intensywniejsze ze względu na śnieg i ich wzrastające podniecenie. Mycroft wydał z siebie cichy odgłos, który stał się głośniejszy, gdy Greg kołysał biodrami.

— Gregory! — westchnął Mycroft.

To sprawiło, że krew Grega zawrzała. Jak to możliwe, że w zimną Londyńską noc, przemoczeni i pokryci śniegiem, wciąż mogli być tak napaleni? Dreszcz, który przeszył jego ciało, zdecydowanie nie był spowodowany ich otoczeniem i niemal z desperacją chwycił ramiona Mycrofta.

— Tak, Myc — sapnął, lekko się odsuwając.

— Chodźmy do środka — warknął.

To wywołało jeszcze bardziej intensywny dreszcz u Grega. — Musimy rozgrzać się przed ogniem i… zdjąć ubrania. Za… zanim się przeziębimy.

— Czy to jedyny powód, dla którego chcesz się wydostać z tych ubrań? — zapytał głębokim głosem Greg.

Uniósł jedną brew w oznace zaciekawienia i został porwany do innego namiętnego pocałunku. Tym razem to Mycroft był tym, który poruszał biodrami, a Greg cicho jęknął.

— Nie — wyszeptał naprzeciw warg inspektora. — Absolutnie nie.