Rozdział 25: Piękny poranek
Od niedawna Mycroft cieszył się, że zaczyna swoją pracę później w sobotnie poranki. Zauważył ten fakt, gdy inspektor Gregory Lestrade zaczął zabierać swoją drużynę na zewnątrz, by pograć w piłkę nożną w parku niedaleko Yardu. Z ciekawości polityk pojechał za nimi pewnego dnia i zachwycił się.
Jakiś czas temu zaakceptował to, że mężczyzna, którego jego młodszy brat tak często dręczy, jest dla niego atrakcyjny. Jednak obserwowanie go grającego w piłkę… Stało się czymś, po co Mycroft przyjeżdżał, by oglądać częściej i coraz częściej. Oczywiście nigdy nie ujawnił swojej obecności, ponieważ wyobrażał sobie, że byłoby to dość krepujące.
Dzisiaj niestety, przestało się to znajdować w sferze jedynie wyobrażeń. Jak zwykle kazał zaparkować na skraju boiska, siedząc z tyłu jednego ze swoich czarnych samochodów, podziwiając sposób, w jaki Gregory pochylał się i rozciągał się w przerwie pomiędzy meczami. To naprawdę był grzeszny widok, to, jak jego nogi napinały się w tych szortach, lub kiedy pochylał się… Mycroft nie miał w zwyczaju zatrzymywać się i podziwiać tyłka innej osoby, ale Gregory Lestrade zdecydowanie zasługiwał na podziw. Kiedy mężczyzna wyprostował się i oblał głowę wodą, , usta Mycrofta rozwarły się.
— Dobry Boże… — mruknął do siebie, oczami szeroko otwierając oczy na ten widok.
Jak tak prosta czynność mogła być tak podniecająca? Odkrząknął, oparł łokieć na oknie i na chwilę odwrócił wzrok. Kiedy jednak znów odważył się spojrzeć, zauważył, że Gregory patrzy… prosto na niego. Patrzy i uśmiecha się. Idąc w jego stronę. Mycroft natychmiast poczuł się upokorzony. Znali się wystarczająco długo, aby Gregory mógł rozpoznać samochody Mycrofta, i oto szedł przez boisko w jego stronę. Holmes rozważał nakazanie kierowcy, by natychmiast odjechał. Jednak jego szansa już minęła. Akceptując swój los, westchnął i wyszedł z samochodu.
— Mycrofcie Holmes, czemu zawdzięczam przyjemność ujrzenia cię dzisiejszego poranka? — zapytał Gregory, biegnąc i zatrzymując się tuż przed nim.
Oddychał ciężko od intensywnej aktywności fizycznej, w której dopiero co uczestniczył, a na jego czole i szyi pojawiły się kropelki potu. Mycroft wpatrywał się w niego. Jego spojrzenie przesunęło się na falującą pierś i natychmiast jego umysł zabrał go w inne miejsce. W bardziej intymną lokalizację, w której obaj mieli na sobie znacznie mniej ubrań. O, Boże. Ta sytuacja była daleka od ideału.
— Tylko… sprawdzam wyniki prowadzonej przez ciebie sprawy — udało się wykrztusić Mycroftowi, co oczywiście było kompletnym kłamstwem.
Co takiego było w tym inspektorze, że zawsze miał przez niego pustkę w głowie? Znowu spojrzał na mężczyznę, obserwując, jak jego dłonie spoczywały na biodrach, i stwierdził, że pragnie zastąpić je własnymi. Odchrząknął, uśmiechając się z napięciem. Gregory spojrzał na niego w sposób, który jasno dawał znać, że w ogóle tego nie kupił.
— Aha. A ty… po prostu ominąłeś biuro? — zapytał, a jego uśmiech poszerzył się.
Musiał wiedzieć. Mycroft zazwyczaj był dobry w nieujawnianiu tego, czego nie chciał, ale wydawało się, że dzisiaj ta jego umiejętność nie chce działać. Czuł się coraz bardziej i bardziej upokorzony z każdą mijającą sekundą.
— Tak, dobrze. Ja, cóż… — Mycroft zająknął się.
Nigdy się nie jąkał. Musiał się opamiętać. Niezależnie od tego, jaki tok rozumowania zamierzał przyjąć, został on przerwany przez dobiegający z boiska za nimi krzyk.
— Uwaga! — krzyknął Philip Anderson.
Mycroft odwrócił się, by zobaczyć co się dzieje, i ujrzał lecącą piłkę. Prosto. W. Niego. Nie miał czasu, by zareagować, zanim inne ciało zderzyło się z nim, popychając go na bok, a piłka przeleciała obok. Poczuł na twarzy powiew wiatru spowodowany przez piłkę, która ledwo co go minęła, i wypuścił z ust zdziwiony jęk, gdy odbiła się od ziemi.
Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak zszedł jej z drogi. Gregory znajdował się nagle o wiele bliżej. Tak blisko, że ich ciała były przyciśnięte do siebie. Czuł ciepło bijące od starszego mężczyzny i to, jak jego wciąż falująca się pierś przyciska się do jego własnej. Nos przytłaczały mu zapachy: dezodorantu, wody kolońskiej i potu… To wszystko składało się na unikalny zapach Gregory'ego. Znowu jego umysł udał się do bardziej intymnych okoliczności i musiał starać się ze wszystkich sił, by nie wydać z siebie gardłowego jęku. Ich spojrzenia się spotkały, a Mycroft mógł niemal poczuć, jak serce podskakuje mu w gardle.
To Gregory cofnął się pierwszy, ściskając delikatnie biceps Mycrofta i wzdychając.
— Było blisko — skomentował, przeczesując dłonią włosy, co spowodowało, że srebrzyste pasemka nastroszyły się. — Przepraszam, Mycroftcie. Anderson jest absolutnie gównianym zawodnikiem, jeśli chodzi o piłkę nożną. Nie potrafiłby kopnąć piłki prawidłowo, nawet gdyby miało mu to uratować życie.
— W… porządku — powiedział Mycroft, ponownie odchrząkując.
Chwycił parasol nieco mocniej, niż zazwyczaj, próbując powstrzymać intensywny dreszcz przyjemności. To było żenujące.
— Wiesz co — powiedział po chwili Gregory. — Może spotkamy się na lunch? Możemy wtedy porozmawiać o… sprawie. Jestem pewien, że masz wiele rzeczy to zrobienia, będąc brytyjskim rządem i tym podobne.
Po tym inspektor odbiegł, chwytając zbłąkaną piłkę, i ruszył z powrotem na boisko, obracając głowę, by spojrzeć na Mycrofta. Uśmiechnął się i mrugnął do niego. Mycroft z pewnością poczuł, jak się rumieni. Kiwnął głową, starając się opanować, kiedy wsiadał do samochodu, staranie unikając myślenia o fakcie, że wraca do strefy prywatności. Kiedy drzwi zastały zamknięte, westchnął z jękiem zmieszanym z kwileniem. To było śmieszne. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz jego umysł tak intensywnie skupiał się na seksie. Nieważne, że już wcześniej fantazjował o tym, że obaj robią bardzo nieodpowiednie rzeczy. To spotkanie z pewnością wzmocni te fantazje.
Lunch zapowiadał się interesująco. Nie było żadnej sprawy, o której w rzeczywistości mogliby podyskutować. Najnowsza nie miała dla niego znaczenia, co oznaczało…
Lunch z pewnością będzie interesujący.
