Rozdział 29: Nieoczekiwane wakacje

— Dobra, szefie, daj spokój. Wstawaj.

Sally Donovan położyła dłonie na biodrach z tym niezwykle poważnym wyrazem twarzy. Greg, który był zakopany w papierkowej robocie, przestał podpierać ręką głowę, marszcząc brwi i nie patrząc na nic konkretnego, i przybrał zmieszaną minę.

— O co chodzi, Donovan? — westchnął, odchylając się na krześle.

Chciał tylko dokończyć tę cholerną dokumentację i iść do domu. Może poszedłby spać. Ale nie było co gdybać, dopóki nie skończy z tymi papierami.

— Wstawaj. Idziesz za mną. To nie podlega negocjacjom — powiedziała Sally, otwierając na oścież drzwi do biura i machnięciem ręki rozkazując mu wyjść.

Greg westchnął z irytacją i potarł twarz z jękiem.

— Nie mam na to czasu, Donovan — zaprotestował, ale odsunął krzesło i wstał.

Naprawdę miał nadzieję, że nie potrwa to długo. Chwycił komórkę i włożył ręce do kieszenie kurtki, po czym pomaszerował za sierżant przez budynek posterunku na ulicę. Zatrzymali się przed czarnym samochodem. Sally odwróciła się i podała Gregowi torbę. Mężczyzna pytająco uniósł brew.

— Do samochodu, szefie — powiedziała tonem, który jasno mówił, że nie była to prośba.

Greg otworzył usta, żeby zaprotestować, ale jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej surowe, więc tylko westchnął i postanowił po prostu zrobić to, co powiedziała. Było to łatwiejsze niż narażanie się na jej gniew. Otworzył więc drzwi i wsiadł do środka.

Otworzył usta ze zdziwienia, gdy zdał sobie sprawę, że nie jest w pojeździe sam. Na przeciwko niego siedział Mycroft Holmes, mężczyzna, którego nie wiedział od ponad miesiąca.

— Witaj, Gregory. — Polityk uśmiechnął się uprzejmie.

Greg nie mógł zdecydować, czy krzyknąć, uśmiechnąć się, czy pocałować swojego chłopaka. Mycroft wyjechał z kraju na dłużej, niż Greg się tego spodziewał, a potem, kiedy wrócił, Lestrade był tak pochłonięty sprawą seryjnego zabójcy, że praktycznie nocował na posterunku. Ledwo bywał we własnym domu, a co dopiero mówić o mieszkaniu Mycrofta

— Myc? — zapytał, odczuwając ulgę. Potem spojrzał na drugą znajdującą się w samochodzie torbę, zakładając, że należała do niego. Spojrzał z zaciekawieniem na kochanka. — Co się dzieje?

— Zapewniam cię, że nie mam pojęcia — westchnął Mycroft, krzyżując nogi. Uniósł wyżej trzymaną przed siebie kopertę. — Poinstruowano mnie, żebyśmy otworzyli to, gdy obaj będziemy w samochodzie. Czy chciałbyś czynić honory?

Greg przytaknął, sięgając po kopertę. Ich palce zetknęły się na chwilę i w tym momencie inspektor poczuł, jak serce podskoczyło mu do gardła. Chryste, tęsknił za Mycroftem. W końcu jednak odkrząknął i zabrał kopertę. Otworzywszy ją, wyciągnął list. W trakcie czytania jego brwi uniosły się w górę niemal do linii włosów. Mycroft czekał cierpliwie, zanim odkaszlnął delikatnie, dając znać, żeby Greg przeczytał też na głos.

— Przez cały miesiąc obaj byliście dla nas wrzodem na dupie. Stajecie się drażliwi, apodyktyczni i denerwujący, gdy nie widzicie się za długo. Wysyłamy was na wakacje. Wyjedziecie na nie i nie wrócicie, zanim nie upłynie wyznaczony czas. W bagażniku samochodu znajduje się cały potrzebny bagaż. Kierowca zabierze was na lotnisko, gdzie wręczy wam odpowiednie dokumenty oraz bilety lotnicze. Idźcie więc, pieprzcie się bezmyślnie i bądźcie szczęśliwi. Bez pracy. Wasze kalendarze zastały odpowiednio przeorganizowane. Pozdrawiamy, A. i S.

W samochodzie zapadła cisza. Greg wpatrywał się w list, ponownie go odczytując, po czym podał go Mycroftowi, by ten również mógł zapoznać się osobiście z jego treścią. Potem, kiedy polityk skończył czytać, złożył papier i spojrzał na Grega.

— Anthea i Sally, mam rację? — zapytał Greg.

— Wydaje się, że tak — zgodził się Mycroft.

Nastąpiło kilka chwil ciszy, zanim Greg pochylił się w stronę młodszego mężczyzny. Ich ręce dotknęły się na siedzeniu samochodu, a niedługo później ich palce splotły się ze sobą.

— Wakacje — wyszeptał Greg.

— W rzeczy samej.

— Bezmyślne pieprzenie się.

— To były ich słowa.

Po krótkiej chwili obaj mężczyźni zaczęli się śmiać. Uścisk ich dłoni stał się ciaśniejszy. Greg odwrócił się tak, aby być skierowanym bardziej przodem do swojego chłopaka. Niesamowite, jak łatwo było mu zbliżyć się do Mycrofta, nawet o tym nie myśląc, zupełnie jakby powodował to jakiś rodzaj grawitacji.

— Ich dwójka pracująca ze sobą może być niebezpieczna — zachichotał. — Mogą przejąć władzę nad światem, jeśli nie będziemy ostrożni, Myc.

Uśmiech Mycrofta był teraz szczery, a jego oczy błyszczały z rozbawienia. Był oszałamiający. Greg czuł się oszołomiony przez niego. Ich śmiech zaczął zamierać. Lestrade wyciągnął rękę, by pogłaskać ogolony policzek młodszego mężczyzny.

— Myślisz, że musimy czekać, aż dotrzemy do docelowego miejsca, zanim będziemy „pieprzyć się bezmyślnie"?

Mycroft otworzył szeroko oczy, a jego spojrzenie przesunęło się w dół, do ust Grega, potem do jego klatki piersiowej, aż w końcu z powrotem nawiązał kontakt wzrokowy z kochankiem. Oczy Holmesa błyszczały, a jego źrenice były rozszerzone. Chociaż Greg nie planował uprawiać seksu na tylnim siedzeniu samochodu, nie powstrzymało go to przed tym, by podnieść się i usiąść na kolana Mycrofta. Pochylając się do przodu, zainicjował namiętny pocałunek. Mycroft chętnie się w niego zaangażował, chwytając Grega w pasie i przyciągając go bliżej.

Jeden z nich jęknął, a obaj oddychali ciężko, kiedy w końcu się odsunęli od siebie.

— Boże, tęskniłem za tobą —– wydyszał Greg, pochylając się, by przygryźć dolną wargę Mycrofta. Uścisk na jego tali zacieśnił się.

— I ja za tobą — stwierdził Mycroft, równie zdyszany. Jego zwykle opanowany głos drżał lekko, gdy Greg pochylił się i zaczął całować go w szyję. — Gregory, jeśli nie przestaniesz, nie będę mógł czekać, aż dotrzemy do celu.

Psotny uśmiech pojawił się na ustach Lestrade, a pocałunki nabrały większej intensywności. Poświęcił także chwilę, na to by poruszyć biodrami sugestywnie, przez co Mycroft jęknął.

— Być może o to chodzi — powiedział uwodzicielsko Greg, ssąc obojczyk Mycrofta. Polityk wygiął się, przyciskając ich ciała do siebie.

— Być może.