Rozdział 30: Miłość jest irracjonalna

Mycroft z początku nie był pewien, o której się obudził. Wyciągnął rękę w bok i stwierdził, że jest w łóżku sam. Zdezorientowany podniósł głowę i zamrugał, budząc się niemal natychmiast. Gregory został wezwany na posterunek, ale Mycroft zakładał, że inspektor wróciłby już do domu. Minęło kilka godzin i nie dostał żadnej wiadomości tekstowej…

Po kilku chwilach zadzwonił do niego doktor Watson, który pośpiesznie poinformował go, że Gregory i Sherlock zostali złapani w zasadzkę, a potem ranni podczas ścigania przestępcy. To, co zaczęło się jako irytacja wymieszana ze zmęczeniem, zmieniło się w niepokój, gdy John zaczął opowiadać o tym, jak nie pozwalają mu zobaczyć żadnego z mężczyzn, a nawet odmawiają poinformowania go, czy z nimi wszystko w porządku.

Mycroft natychmiast wstał z łóżka i w ciągu kilku minut zdjął piżamę i włożył jeden z garniturów. Błyskawicznie wysłał wiadomość tekstową, wzywając jeden ze swoich samochodów, i zaraz potem wyszedł i udał się do szpitala. Jego zewnętrzna fasada jak zawsze była opanowana i niezachwiana, ale umysł pędził do przodu. Jeśli nie pozwolili Johnowi, lekarzowi, spotkać się z żadnym z mężczyzn, to jak w złym stanie się znajdowali? Był pewien, że jego wpuszczą, o ile będą wiedzieć, co dla nich dobre. Ten jeden raz żałował, że nie miał takiej kontroli nad ruchem drogowych, jak twierdził Gregory, drocząc się z nim.

W końcu dotarł do Bartsa i szybko wszedł do szpitala. Odnalazł piaskowe blond włosy Johna pośród innych głów w poczekalni i podszedł do niego.

— Doktorze Watson? — zapytał, przenosząc parasol z jednej dłoni do drugiej. John zaskoczony podniósł wzrok, ale skinął głową, wstając.

— Obaj są gdzieś tam… — wymamrotał, machając ręką w stronę korytarza. — Nie mam pojęcia, co się dzieje.

— Zapewniam cię, że się dowiem. Zostań tutaj.

Odwracając się, Mycroft podszedł do recepcji i, pochyliwszy się lekko, odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę pielęgniarki. Siedziała przy komputerze i żuła gumę w nieznośnym tempie, co niemal dosłownie sprawiło, że zaczął się jeżyć. Westchnął przez nos, gdy został zignorowany, co nie było niespodzianką.

— Przepraszam — powiedział przyciszonym tonem, przez co głowa podskoczyła jej w górę. — Gdybyś była tak uprzejma powiedzieć mi, w którym pokoju leży Gregory Lestrade.

Kobieta spojrzała na swoje papiery, czytając na nich imiona i dołączone notatki.

— Przepraszam, ale czy jest pan kimś z rodziny? — zapytała. — Ponieważ jeśli nie…

— Gregory. Lestrade. Jego pokój. Proszę. Nie będę pytać po raz kolejny.

Posłał jej ostre spojrzenie, które sprawiło, że niemal zaczęła się wiercić na swoim krześle. Skinęła głową, mamrocząc numer sali i chowając się za monitorem komputera.

Odwracając się, przeszedł przez podwójne drzwi i dalej korytarzem, nie oglądając się za siebie. Długie nogi wciąż nie były wstanie zabrać go na miejsce wystarczająco szybko, ale w końcu znalazł pokój i niemal wpadł do środka. Gregory, który siedział na łóżku, zdziwiony podniósł wzrok i zamrugał.

— Och, Myc — odetchnął, wyraźnie się odprężając.

Mycroftowi nie było jednak dane tak łatwo odzyskać spokój. Podszedł i wyciągnął ręce, ujmując smukłymi dłońmi policzki starszego mężczyzny. Jego spojrzenie przesunęło się po ciele inspektora. Sprawdzał, czy istniały jakieś anomalie, urazy, cokolwiek… Wydawało się, że Gregory po chwili zrozumiał, co robił, ponieważ uniósł ręce, kładąc je na dłoniach Mycrofta. Spojrzenie jego ogromnych brązowych oczu złagodniało.

— Nic mi nie jest — powiedział cicho po chwili ciszy, jaka między nimi zapadła. — Naprawdę. Niewielkie wstrząśniecie mózgu i rana cięta na ramieniu, ale nie jest głęboka. Jest już opatrzona i nawet nie wymagała szycia. Przestań więc szukać czegoś, czego nie ma.

Mycroft czuł, jak wzbierają się w nim uczucia. Być może nie objawiało się to w żaden fizyczny sposób, ale wciąż wydawało się, że Gregory jest w stanie je dostrzec. Mycroft nigdy się nie dowie, jak ten mężczyzna mógł go rozumieć tak dobrze.

— Kiedy John do mnie zadzwonił,… — powiedział, głosem, który jak zawsze był łagodny, ale tym razem wyczuwało się w nim napięcie — …powiedział, że nie widział żadnego z was. Bałem się najgorszego. Pozbawiłeś mnie rozsądku, Gregory Lestrade.

— Jestem tego świadom. — Gregory kiwnął głową, uśmiechając się szeroko. Powoli wstał, przytulając się do wyższego mężczyzny i całując go z uczuciem. Mycroft cicho jęknął z ulgi. — To się nazywa miłość, kochany Mycrofcie.

— Miłość jest irracjonalna — sapnął w usta Gregory'ego.

Wspólnie się roześmiali.

— Wiem. Jestem twoją irracjonalnością.

— Nie chciałbym inaczej, mój najdroższy Gregory.