Rozdział 31: Na zawsze
Greg czuł się… dziwnie. Otaczali go ludzie: przyjaciele, rodzina oraz obcy, ale kiedy stał przed błyszczącą trumną, w której leżał jego ojciec, nigdy nie czuł się tak samotny. Widział się z nim w zeszłym miesiącu, a staruszek był żwawy jak zawsze. Gotowali wspólnie, jak za dawnych czasów, będąc zgrani ze sobą tak jak zawsze. Teraz staruszek był w tym miejscu. Greg, mając skrzyżowane ręce na piersi, zacisnął swój uścisk wokół siebie, gdy przez jego ciało przeszedł chłód.
Ktoś coś mówił, ale nie wiedział kto. Prawie nie mógł zrozumieć słów, które zostały wypowiedziane. W uszach rozbrzmiewało tępe dzwonienie. Nie płakał i szczerze mówiąc, nie sądził, że uronił łzy, od czasu kiedy kilka dni wcześniej usłyszał wiadomość o śmierci ojca. Obok niego stała matka, trzymając chusteczkę przy twarzy, ocierając łzy, gdy te się pojawiały. Pozostał przy niej jako symbol niezachwianej siły, bo właśnie to musiał zrobić. Potrzebowała go teraz bardziej niż kiedykolwiek i musiał tutaj być.
Po chwili ludzie zaczęli zatrzymywać się przed nim i jego mamą, aby złożyć kondolencje, uścisnąć ich i złożyć oferty wsparcia, za które oboje automatycznie dziękowali. Greg działał na autopilocie. Tak naprawdę nie dbał o wsparcie ze strony żadnej z tych osób, ponieważ nic, co mogliby zrobić, nie pomogłoby. Chciał tylko iść do domu i spać przez kilka dni. Ledwo patrzył na osoby, które stanęły przed nim. Kiwał głową i oddawał uściski, gdy je otrzymywał, chociaż jego wzrok częściej spoczywał na trawie przy jego nogach niż na rozmówcach.
Po chwili, gdy ostatni z przybyłych powoli zbierał się do wyjścia, atmosfera wokół niego zmieniła się. Ktoś stał przed nim. Rozpoznał te buty i… parasol. Przez sekundę Greg nie mógł oddychać i zmusił się do podniesienia wzroku. Stanął twarzą w twarz z Mycroftem. Lestrade był zdumiony jego widokiem tutaj. Mycroft milczał, ale jego spojrzenie było bardzo wyraziste. W tych niebieskich oczach widniało uczucie i smutek. Greg obawiał się, że jeśli nie przestaną wpatrywać się w siebie, to załamie się tu i teraz. Nie przedstawił jeszcze swoim rodzicom Mycrofta. Wiedzieli, że umawiał się z kimś i że spotykał się z mężczyzną, ale nic więcej. Planowali spotkać się z nimi bliżej świąt, a teraz Mycroft nigdy nie pozna jego ojca.
A jednak Mycroft był tutaj. Jego mama nadal cierpliwie stała obok niego, ale czuł na sobie jej wzrok, gdy stał zamrożony w miejscu, wpatrując się w drugiego mężczyznę.
— Mycroft… — praktycznie sapnął, a jego oczy lśniły od łez, które w każdej chwili mogły popłynąć. — Jak…?
— Moje spotkanie zakończyło się przed czasem — nadeszła niezachwiana niczym odpowiedź. — Mogę jedynie przeprosić, że nie zjawiłem się wcześniej.
Wyciągnął rękę, jakby chciał potrząsnąć dłonią Grega, ale Lestrange stwierdził, że miał już dość. Ruszył do przodu i mocno przytulił swojego partnera, wtulając twarz w smukłą szyję młodszego mężczyzny i chwytając go mocno za marynarkę. Mycroft zesztywniał w jego ramionach i wstrzymał oddech, jakby był niepewny, co do publicznego pokazu uczuć przed matką Grega. Jednak po chwili owinął swoje ramiona wokół tułowia inspektora i odwzajemnił uścisk z równą żarliwością.
— Dziękuję — powiedział Greg. Jego podziękowanie było przytłumione przez to, że wciąż był przytulony do Mycrofta.
Ciałem Grega wstrząsnął cichy szloch. Nie był już w stanie powstrzymać łez. Mycroft przycisnął nos do srebrzystych włosów, całując czubek jego głowy.
— Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej, Gregory — wyszeptał ze szczerością Mycroft. — Potrzebowałeś mnie, a ja nie mogłem…
— Zamknij się. Jesteś tu teraz.
Wreszcie Greg zmusił się do odsunięcie. Biorąc głęboki wdech, wytarł łzy i spojrzał na mężczyznę, którego tak bardzo kochał. Odchrząknął, tłumiąc szloch i zwrócił się w stronę matki.
— Mamo,… — zaczął, a jego głos wciąż drżał z emocji. —… to jest Mycroft. Jest moim…
— Jestem całkowicie świadoma tego, kim jest. — Uśmiechnęła się słodko. — Dziękuję za przybycie, kochany. Wspaniale jest cię wreszcie poznać.
— Moje najgłębsze wyrazy współczucia, że nie odbyło się to w bardziej sprzyjających okolicznościach, które próbowaliśmy wcześniej zaplanować — odpowiedział Mycroft, podchodząc. Pochylił się, by z szacunkiem pocałować ją w policzek.
— Lepiej w złych okolicznościach niż w ogóle — odpowiedziała, wyciągając rękę i ściskając jego dłoń. — Dlaczego nie wrócisz razem z nami, abyśmy mogli w końcu porozmawiać?
Uśmiechając się, skinęła w stronę syna, po czym odwróciła się, by odejść. Greg chwycił Mycrofta i stanął na palcach, aby móc go dokładnie pocałować. Mycroft złapał go za ramię, odwzajemniając pocałunek z równą intensywnością i po raz kolejny Greg musiał powstrzymać łzy.
— Bardzo się cieszę — powiedział. — Potrzebowałem cię tutaj.
— Będę przy tobie, dopóki będziesz tego pragnął, Gregory.
— A co powiesz na „na zawsze"?
Nastąpił kolejny intensywny pocałunek. Żaden z nich nie poruszył się, by pogłębić go bardziej, ponieważ nie był to odpowiedni czas. Ale w tym pocałunku była desperacja, potrzeba pokazująca stan emocjonalny Grega. Stali tak przez chwilę, zanim w końcu odsunęli się od siebie z cichym westchnieniem. Splatając swoje palce, przeszli przez cmentarz, aby połączyć się z resztą rodzinny.
