Rozdział 38: Lody

To był wyjątkowo gorący dzień w Londynie. Było wystarczająco upalnie, żeby Greg miał na sobie jedynie podkoszulkę. Nawet Mycroft zrezygnował ze swojego standardowego trzyczęściowego garnituru. Wciąż jednak był ubrany o wiele lepiej niż większość innych ludzi, których widzieli w ciągu dnia, mając na sobie czarne spodnie i koszulę zapinaną na guziki. Chociaż, odkąd wyszli na zewnątrz, podwinął rękawy do łokci.

Obecnie znajdowali się w małej cukierni niedaleko domu, siedząc przy jednym z mniejszych stolików w kącie. Zazwyczaj było tutaj o wiele mniej ludzi, ale oprócz ciastek cukiernia sprzedawała również lody, więc Greg podejrzewał, że miało to sens. Też byli tutaj z tego powodu. Musieli załatwić kilka spraw i zrobić zakupy, dlatego zasugerował, żeby zajrzeli do cukierni, gdy będą wracać do domu. Mycroft zgodził się dość łatwo.

Greg zdecydował się zamówić koktajl mleczny, podczas gdy jego partner wybrał tradycyjny rożek z lodami. Siedzieli w wygodnej ciszy, choć częściowo było to spowodowane tym, że Greg był trochę zbyt rozkojarzony, aby rozmawiać.

Sposób, w jaki Mycroft jadł tego loda, był całkowicie grzeszny. Patrzenie, jak jego język wysuwa się i przesuwa po krzywiźnie deseru, wywoływało zbyt dobrze znane ciepło w dole brzucha starszego mężczyzny. Mycroft był powolny w swoich ruchach. Przechodził z jednej strony na drugą, zanim wycofał swój język z powrotem do ust. Czasami resztki lodu zostawały na jego ustach, wymagając, aby wysunął język i przebiegł nim wzdłuż warg, aby je oczyścić. Greg zadrżał.

— Gregory, słyszałeś mnie? — zapytał Mycroft, z zaciekawieniem unosząc brew. Greg zamrugał i zmusił się, by napotkać spojrzenie partnera.

—Eee? — powiedział, nieco głupio. Czuł, jak rumieniec powoli wkrada się na jego policzki.

— Pytałem, kiedy urocza Elizabeth, znowu przyjedzie do nas w odwiedziny? — powtórzył z rozbawieniem Mycroft.

— Ach, tak. — Greg skinął głową, odchrząkując. Jego córka wciąż była na tyle młoda, że nadal trzeba było się nią opiekować i ustalać kiedy będzie z nim, a kiedy z jego byłą żoną. — Prawdopodobnie w następny weekend.

Spojrzenie brązowych oczu skierowało się ponownie na usta młodszego mężczyzny, gdy jadł lody. W miejscu, gdzie zaczęły się topić, część z nich spłynęła mu po palcach. Mycroft zmienił rękę trzymającą rożek i zaczął oblizywać dłoń z lodów. Greg jęknął.

— Gregory? — zapytał polityk, unosząc teraz obie brwi.

— Doprowadzasz mnie do szaleństwa, Myc — westchnął, próbując się skupić na swoim koktajlu mlecznym, a nie na powstającej erekcji. Mycroft zaczął się uśmiechać.

— Naprawdę? — zapytał jedwabistym tonem.

Zaczął jeść ponownie swojego loda, jeszcze wolniej niż wcześniej. Okej, teraz to było rozmyślne działanie. To było okrutne. Sięgając ponad stół, Greg chwycił dłoń partnera i pociągnął ją do siebie. Brązowe oczy pociemniały z podniecenia, kiedy Greg wysunął język, by zlizać z dłoni Mycrofta lody o smaku wanilii. Oczy polityka były szeroko otwarte, a usta się rozchyliły. Teraz to Greg uśmiechał się złośliwie, biorąc koniuszek gałki lodowej do ust, ssąc ją delikatnie. Kiedy jego język poruszył się po opuszki palca Mycrofta, młodszy mężczyzna jęknął cicho.

— Chodźmy do domu — wyszeptał ochryple Greg, uwalniając dłoń kochanka i odchylając się do tyłu. Mycroft odchrząknął i skinął lekko głową.

— Tak. Wracajmy.