Rozdział 46: Przyjdź na obiad
Zainteresowania Mycrofta Holmesa zawsze dotyczyły jego młodszego brata. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. W końcu bardzo się o niego troszczył. Nawet w późniejszych latach, gdy ich związek był napięty tak jak teraz, jego zainteresowanie młodszym rodzeństwem nigdy nie osłabło. Zawsze obserwował Sherlocka, upewniał się, że szedł przez życie jak najmniej wyboistą drogą. Bez względu na metody, bez względu na przyczynę, ważne dla niego było, żeby opiekować się Sherlockiem.
Kiedy John Watson wyprowadził się z 221B, znalazł drugą połówkę i związał się węzłem małżeńskim (tak jakby), trzeba było powziąć pewne kroki. John był dla Sherlocka pewnego rodzaju kołem ratunkowym, coś, co Mycroft od czasu do czasu mógł dostrzec, ale i tak całkowicie go zaskoczyło. Jednak to się skończyło. Oczywiście, lekarz starał się, aby ich relacje pozostały bez zmian, ale wszyscy widzieli, że nie będą one takie same. Każdy, kto wierzył inaczej, sam siebie oszukiwał.
Plan był dość łatwy. Poprzez szereg wydarzeń i zbrodni (których nie popełnił żaden z jego pracowników, ale w Londynie dość łatwo było znaleźć przestępstwa), Mycroft poprosił Sherlocka, by ponownie zaczął ściśle współpracować z inspektorem Gregory'm Lestrade. Starszy mężczyzna był oczywistym wyborem, ponieważ znał historię rodzinną Holmesów. Lestrade znał Sherlocka i Mycrofta znacznie dłużej niż John Watson. Ponadto miał do czynienia z Sherlockiem, gdy ten był w najgorszym stanie. I pomógł mu rzucić destrukcyjny nałóg narkotykowy. Tak, to była najbardziej logiczna ścieżka do podjęcia.
Zadziałało. W pewnym stopniu. Lestrade nie osiągnął jednak poziomu, który miał John. Nie poszli wspólnie na obiad. Nie zamieszkali razem, choć Mycroft nie spodziewał się czegoś tak drastycznego. Chociaż pracując nad sprawami, spędzili ze sobą trochę więcej czasu. Zwykle na Baker Street. Nie, żeby Sherlock chciałby pracować gdziekolwiek indziej.
Poruszali się jednak powoli do przodu. To powinno być frustrujące dla starszego Holmesa, który był przyzwyczajony do uzyskiwania wyników przy znacznie szybszym tempie, ale… tak nie było. Stwierdził, że tak naprawdę była to ulga. W swoich planach zbliżenia ich do siebie i obserwowania, jak spędzają ze sobą więcej czasu, zaczął odczuwać coś niezwykłego. Był zazdrosny. Początkowo drwił z tego pomysłu, ale nie, zdecydowanie był zazdrosny.
Jednak jego zazdrość nie dotyczyła Lestrade. Nie, był zazdrosny o Sherlocka. Oto on, starający się zbliżyć swojego brata i inspektora do siebie, podczas gdy w rzeczywistości chciał mieć szansę bycia bliżej tego inspektora. Mycroft zawsze doceniał atrakcyjność mężczyzny, a nawet był pod wrażeniem niektórych jego metod i wyników, ale nigdy nie spodziewał się tego rodzaju emocjonalnego przywiązania.
Oczywiście, kiedy Mycroft Holmes postanowił coś zrobić, doprowadzał sprawę do końca. W ten sposób znalazł się na Baker Street, opierając się o parasol, zanim nie wszedł do środka i zaczął wspinać się po schodach. Z drugiej strony, miał akta sprawy, powód dla którego się pojawił, gdyby obaj mężczyźni byli w środku. Sherlock natychmiast przejrzy jego kłamstwo. To jednak nie miało znaczenia.
Dwie głowy uniosły się, gdy wszedł do mieszkania i odchrząknął. Lestrade spojrzał na niego ze zmieszaniem połączonym z czymś, co zawsze się ujawniało, gdy inspektor na niego patrzył. To było wrażenie, którego Mycroft jeszcze nie miał czasu przeanalizować, co było irytujące. Nigdy nie wydawało się trwać wystarczająco długo i wyglądało na to, że pojawiało się tylko wtedy, gdy był jego odbiorcą. Sherlock jak zawsze miał neutralny wyraz twarzy. Bystre niebieskie oczy ujrzały teczkę i młodszy z braci Holmes westchnął z wyczerpaniem, wstając.
— Nie trzeba było tego przynosić — wycedził, machając rękę. — Idę opracować eksperyment.
Sherlock odwrócił się i skierował się do swojej sypialni.
— Sherlock, a co z…
Lestrade zaczął protestować, ale został uciszony przez trzask drzwi. Mycroft uśmiechnął się lekko. Będzie musiał wymyślić sposób, by podziękować swemu drogiemu bratu.
— Inspektorze — przywitał się.
Uwaga starszego mężczyzny skupiła się na nim, tak jak powinno być. Tak, jak powinno być to od samego początku.
— Pan Holmes. — Przywitał go, wstając.
Obaj zawsze wydawali się wracać do formalności. Mycroft odłożył folder i zrobił krok do przodu. Miał dość odkładania rzeczy na później. Te miesiące prób zbliżenia Sherlocka do Lestrade pozbawiły go cierpliwości, pozostawiając go gotowym do uzyskania właściwych rezultatów.
— Chodź ze mną na obiad — powiedział, wyciągając dłoń i kładąc smukły palce pod niechlujną brodę Lestrade'a.
Brązowe oczy otworzyły się szeroko, a pełne wargi rozchyliły się. Mycroft zaczął się gapić. Chciał wziąć dolną wargę mężczyzny między zęby i przygryźć ją zaborczo.
— Ja, um… — Lestrade zerknął w kierunku drzwi do sypialni. Mycroft obrócił jego głowę w swoją stronę, by inspektor znów skupił na nim wzrok.
— To nie było takiego typu zaproszenie, Gregory. Pójdziemy na obiad. Wydaje mi się, że czekałeś na to tak długo jak ja. Bardzo chciałbym zaprosić cię na obiad. Na początek.
Jego głos był jedwabisty, gorący i zachęcający. Źrenice Lestrade rozszerzyły się w odpowiedzi. Mycroft uśmiechnął się zwycięsko.
— Cóż — powiedział inspektor, odchrząkając i wyciągając rękę, by chwycić jedwabny krawat Mycrofta. — Na co więc czekasz?
