Rozdział 49: Wstrząśnięty
Zwykle za każdym razem, kiedy Greg kończył pracę, wracał do domu i albo kładł się wygodnie z Mycroftem na kanapie, albo czekał, aż Mycroft wróci do domu, aby mogli razem zwinąć się na wcześniej wspomnianym meblu. Chodziło o to, że zawsze chętnie wracał do domu. To było coś, co ponownie zaczął czuć po randce z Mycroftem i po przeprowadzce do wspólnego domu po roku od tej randki. Wyszedł z obskurnej, przygnębiającej, pustej kawalerki i zamieszkał z mężczyzną, w którym się zakochał po uszy.
Tego dnia Greg nie poszedł prosto do domu. Zamiast tego skierował się do pubu, do którego często chodził. Usiadł przy barze, wyciszył komórkę i zamówił piwo. W ciszy wypił kufel alkoholu. Telewizor nad barem transmitował mecz piłkarski, ale jego spojrzenie nigdy nie skierowało się na odbiornik. Wzrok miał wbity w blat baru i w kufel, stojący między jego rękami. Minęła chwila, potem druga i kolejna, zanim wezwał barmana, by zapłacić. Wciąż był w dziwnym nastroju i nadal się trząsł, ale wiedział, że powinien iść już do domu. Gdyby został, kontynuowałby picie, a potem byłby pijany i próbował złapać taksówkę, by wrócić do mieszkania.
Westchnął, całe jego ciało było ospałe i wyczerpane, kiedy wszedł do domu, który dzielił z Mycroftem. Praktycznie rzucił swój płaszcz na wieszak, zamiast powiesić go normalnie, ściągnął buty i ruszył korytarzem. Nie poszedł do salonu. Odwrócił się i wszedł po schodach, a potem do sypialni. Bez słowa zdjął marynarkę, koszulę i spodnie. W samych majtkach opadł na łóżko i wtulił twarz w poduszkę Mycrofta.
— Gregory? — zabrzmiał spokojny, zaciekawiony głos.
Greg poruszył się, zdając sobie sprawę, że zasnął. Która była godzina? Wzdychając, poruszył się, by usiąść, przecierając oczy i wpatrując się w kołdrę na łóżku. Chwilę później usłyszał dokładniej kroki zbliżającego się do sypialni mężczyzny.
— Gregory, co się stało?
Uśmiech, który posłał mu Greg był pozbawiony entuzjazmu. Oczywiście Mycroft mógł od razu stwierdzić, że coś było nie tak. Partner Lestrade był taki genialny. Greg nigdy nie był w stanie niczego przed nim ukryć. Nie, żeby kiedykolwiek chciał. Kiedy jednak spojrzał na swojego kochanka, wszystko, co powstrzymywał do tej pory, zawaliło się na niego niczym lawina. Jego determinacja zniknęła. Czuł się upokorzony, gdy gorące, kłujące uczucie w środku, powoli docierało do jego oczu, a wzrok zamazał się trochę z powodu łez, które nie chciały popłynąć.
Mycroft natychmiast położył się u boku Grega na łóżku. Smukłe ramiona owinęły się wokół starszego mężczyzny, przyciągając go do pocałunku. Spiczasty nos polityka zagrzebał się w srebrzystych pasmach, tych samych, które gładził z miłością. Greg drżał, ściskając mężczyznę, jakby od tego zależało jego życie.
— Twoja sprawa — powiedział Mycroft, bez pytania.
Nawet jeśli nie zawsze znał szczegóły, to zawsze był świadomy jej natury. Do diabła, o ile Greg wiedział, to mógł znać wszystkie aspekty i po prostu pozwalał mu o tym mówić, żeby mógł się lepiej poczuć. Greg milczał przez chwilę, zanim skinął głową.
— Tak — westchnął, pociągając nosem i kiwając głową, przy szyi swojego kochanka.
W końcu odsunął się i usiadł. Wytarł twarz dłonią i westchnął ponownie, po czym przeczesał palcami włosy. — Wiesz, że zawsze oddzielam swoje emocje od miejsc zbrodni.
Mycroft był cierpliwy. Milczał, kiwając głową i nucąc w zrozumieniu w razie potrzeby. Było jasne, że chciał pozwolić Gregowi na zdjęcie tego ciężaru z piersi na własnych warunkach. Lestrade spojrzał na kołdrę i zaczął się nią bawić w roztargnieniu.
— Ciało było… Miała trzynaście lat, Mycroft — kontynuował po chwili, a jego głos drżał. — Została pobita, zgwałcona… To było…
Zamknął oczy, wzdychając. To było okropne. Na początku niemalże nie był w stanie pozostać na miejscu zbrodni.
— I potem musiałem powiedzieć jej rodzicom. To już samo w sobie było złe. To było… Wyglądała jak Elizabeth, Myc. I ciągle myślałem, co by było, gdyby to była ona? Co jeśli byłbym ojcem, który otrzymuje takie wieści? Że mojej małej dziewczynce, mojemu cennemu dziecku, zrobiono takie okropne rzeczy. Wrzucono ją do rowu, w którym przeleżała trzy dni, zanim ją odnaleziono. Chryste, po prostu…
Urwał, drżącym głosem, a z jego oczu popłynęły łzy. Nie zdawał sobie z tego sprawy, dopóki nie poczuł, jak smukłe palce ścierają je z policzków. Mycroft patrzył na niego miękkim, współczującym spojrzeniem. Potem pochylił się i delikatnie musnął jego wargi swoimi.
— Elizabeth, jest bezpieczna w domu? — zapytał spokojnie, a jego głos był cichy.
Greg skinął głową.
— Tak. Zadzwoniłem do niej wkrótce potem, tylko po to… Nie powiedziałem jej dlaczego. Nie musiała tego wiedzieć.
Pochylił się, ponownie chowając twarz w zgięciu szyi Mycrofta i odetchnął głęboko, otaczającym go zapachem. Wciąż był wstrząśnięty, wciąż ją widział… ale zaczynał czuć się lepiej. Mycroft go trzymał, pozwalając mu się uspokoić, wielokrotnie gładząc go po włosach i karku.
— Chodź, najdroższy. Zrobię ci herbatę. A może później weźmiesz gorącą kąpiel. Co o tym myślisz?
Greg uśmiechnął się, patrząc na Mycrofta. Jego partner. Jeden z najmilszych ludzi, jakich kiedykolwiek poznał. Skinął głową.
— Brzmi cudownie. Dziękuję.
— Dla ciebie wszystko.
I zanim wstali, Mycroft pochylił się, by złożyć kolejny słodki, trwalszy pocałunek. Taki, który nie znaczył nic, a jednocześnie wszystko.
