Rozdział 54: Małe prezenty

Kiedy Greg dotarł rano do Scotland Yardu i wszedł do swojego biura, na środku biurka stała świeżo zaparzona kawa i brązowa papierowa torba. Mrugając z zaciekawieniem, położył teczkę na podłodze i podszedł bliżej, zerkając do środka torby, by ujrzeć kawałek tiramisu. Oblizał usta, okrążając mebel, usiadł, popijając kawę, jęcząc przy tym. Cholera, była jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek pił. Wtedy zobaczył małą notatkę przyczepioną do torby.

Coś słodkiego na początek dnia, który z pewnością będzie długi. Zjemy później lunch? – MH

Greg uśmiechnął się nad filiżanką kawy, wyciągając rękę i przesuwając kciukiem po słowach napisanych delikatnym charakterem pisma. To był mały gest, ale niósł ze sobą poważniejsze znaczenie. Nucąc cicho, wyciągnął ciasto i ugryzł kawałek, żując radośnie. Jego dzień był teraz zdecydowanie lepszy.

Następnym razem, gdy Mycroft wykonał taki gest, Greg utknął na posterunku przez prawie 36 godzin. Był to jedna z najbardziej wyczerpujących spraw w jego karierze. Nie mogli się z tym uporać nawet z pomocą Sherlocka i Johna. Obecnie patrzył po raz czwarty na wyniki sekcji zwłok ofiary. Jego wzrok był niewyraźny. Przetarł twarz, decydując, że musi zrobić sobie przerwę na kawę.

Rozległo się pukanie do drzwi i Sally wsunęła głowę do środka, podnosząc torbę do góry. Greg zmarszczył brwi, gdy podeszła i położyła ją na biurku.

— Dla ciebie, proszę pana — wyjaśniła, kiwając głowa z delikatnym uśmiechem. Odeszła, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.

Mrugając, otworzył torbę i wyjął pojemnik z jedzeniem z pobliskiej chińskiej restauracji, którą uwielbiał. Wciąż było gorące i zawierały niektóre z jego ulubionych dań. Dołączono do nich kolejną notatkę, napisaną tym pięknym pismem.

Nie zapomnij zjeść. Niepotrzebnie zaniedbujesz się podczas szczególnie trudnego przypadku. – MH

Zjadł więc. Gdyby nie otrzymał jedzenia, wątpił, żeby udało mu się zjeść dzisiejszej nocy. Mycroft znał go zbyt dobrze. Greg zaczął się zastanawiać, gdzie skończyłby, gdyby nie był w związku z politykiem.

Podarunki zawsze były proste, zawsze praktyczne. Ale Greg nadal uważał je za prezenty. Kryła się za nimi odrobina romansu, coś najbardziej dopuszczalnego od Holmesa. Bardzo dobrze pasowało to do Mycrofta i sprawiało, że Greg czuł się wyjątkowy. Wiedział, że myślano o nim i opiekowano się nim. Nie wspominając o tym, że prezenty zawsze pojawiały się, gdy najbardziej tego potrzebował.

Kiedy pewnego dnia niemal wlokąc się nogą za nogą do swojego biura, opadł na krzesło, odkrył kolejny podarunek. Otworzył teczkę na swoim biurku, oddychając przez usta i próbując zignorować bolesne pulsowanie w głowie. Mruknął niewyraźnie, widząc, co zostało schowane między jego dokumentami. Opakowanie paracetamolu, torebki niektórych z jego ulubionych herbat (które mogły być zalane wrzątkiem w dowolnym momencie w ciągu dnia) i jedna z chusteczek Mycrofta (jedwabista granatowa tkanina z białym krzyżującym się wzorem). Gdy rozkładał chusteczkę, wypadła z niej notatka.

Będzie to przyjemniejsze dla nosa, niż niektóre chusteczki przechowywane na komisariacie. Staraj się wytrzymać, kochanie. Zajmę się tobą odpowiednio dzisiaj wieczorem. – MH

Była też niewielka seria dziwacznych prezentów, które były bardziej zabawne, bardziej jako żart. Dwa z nich stanowiły: jabłko z notatką: Mówi się, że jedno jabłko dziennie może pomóc się trzymać z dala od doktora, ale jest również dość skuteczne, gdy zostanie rzucone w stronę współlokatora doktora – MH i zestaw zatyczek z wiadomością: Rozumiem, że wkrótce masz spotkanie z Sherlockiem. Powinno okazać się to przydatne, gdy zacznie mówić tylko po to, by móc usłyszeć swój głos. – MH

Bez względu na kontekst i znaczenie, Greg uwielbiał podarunki. Dostawał je przynajmniej raz w tygodniu, bez względu na wszystko inne. Nie miało znaczenie, czy widzieli się wcześniej tego ranka, czy też Mycroft był w innym kraju. Zawsze je otrzymywał.

Zachował każdą notatkę. Przechowywał je w małej szkatułce w górnej szufladzie biurka, więc kiedy potrzebował chwili przerwy i relaksu, wyciągał je i czytał. Zawsze sprawiały, że się uśmiechał.