Rozdział 56: Rozmowa na Skype
Wszystko było do bani. Jego sprawa poszła okropnie. Sprawca uciekł, a Greg skręcił kostkę. Co więcej, Sherlock był bardziej frustrującym bachorem niż zwykle, a wisienką na torcie było to, że ostatecznie wrócił do pustego mieszkania. Wzdychając z rezygnacją, zdjął swój przemoczony płaszcz (bo oczywiście musiało podać, jakby mu tego jeszcze brakowało) i poszedł do sypialni, by przebrać się w wygodne, luźne ubranie.
Mycroft wyjechał z kraju. Będzie poza domem przez trzy tygodnie. To, co miało być tygodniowym wyjazdem służbowym, zmieniło się w dwa, a później w trzy tygodnie, i wyglądało na to, że mogło potrwać cały miesiąc, biorąc pod uwagę to, co mówił o tym polityk. Czegokolwiek próbowali, nigdzie ich to nie prowadziło, a po tym gdy przez całą noc rozmawiali przez telefon, Mycroft wydawał się być w jeszcze gorszym humorze. Niestety, było to spotkanie ze zbyt ważnymi osobami, aby mógł rzucić wszystko i wrócić do domu. Dlatego został tam. A Greg tutaj, całkowicie sam.
Kiedy naciągał stare spodnie dresowe i koszulkę piłkarską, Greg powlókł się do kuchni, żeby zrobić sobie kawę. Nie spał zbyt dobrze, a wyglądało na to, że będąc tak wyczerpanym i obolałym, że także dziś nie zazna odpoczynku. Napił się kawy i ruszył do pokoju, który został zmieniony w jego gabinet, kiedy wprowadzili się do tego mieszkania. Po włączeniu laptopa przejrzał szybko e-maile, a następnie zaczął przeglądać akta spraw, by zająć czymś myśli.
Jakiś czas później, gdy przeglądał niektóre ze swoich ostatnich notatek i tylko w połowie zwracał uwagę na to, co czytał, usłyszał hałas dobiegający z laptopa. Mrugając, odwrócił głowę, widząc jak nowe powiadomienie od Skype'a miga na ekranie. Natychmiast rzucił wszystko, czym się zajmował, aby chwycić laptopa. Mycroft dzwonił. Nagle poczuł się, jak dziecko w świąteczny bożonarodzeniowy poranek. Usiadł wygodnie, nim odebrał.
Przez chwilę Skype nawiązywał połączenie, zanim na ekranie pojawiła się ukochana twarz jego partnera. Młodszy mężczyzna wciąż miał na sobie garnitur (a przynajmniej coś w tym stylu. Jego marynarka zniknęła, a dwa pierwsze guziki koszuli były rozpięte), wyglądał tak profesjonalnie jak zawsze. Beznamiętny wyraz twarzy przekształcił się w szczęśliwy, a na jego wargach pojawił się niewielki uśmiech, gdy zobaczył kochanka.
— Dobry wieczór, Gregory — przywitał go, odzywając się pierwszy. Greg przeczesał włosy palcami i uśmiechnął się.
— Cześć, Myc — odpowiedział, pochylając się nieco do przodu, aby oprzeć łokieć na krawędzi biurka. — Jak ci poszło dzisiaj?
— Podobnie jak wczoraj — stwierdził Mycroft, a na jego twarzy pojawił się gniew i wyczerpanie. — Bardzo chciałbym, aby sprawy zaczęły się układać, aby można było wszystko skończyć. Robi się to nudne i niepotrzebne.
— I tęsknię za tobą — dodał Greg, wyrażając myśl, która ciągle tkwiła mu w głowie.
— Wiem, Gregory. Przepraszam. Sądziłem…
— Nie wiedziałeś. — Greg zatrzymał go, unosząc rękę. — Poza tym, cokolwiek to jest, ważne jest, abyś tam był. Nie mógłbym ci tego zabronić.
Nieważne jak bardzo tego chciał.
Zapadła między nimi chwila wygodnej ciszy, gdy Mycroft musiał napisać krótki sms. Przez większość czasu Greg patrzył na niego, upajając się widokiem mężczyzny, za którym tęsknił bardziej niż za czymkolwiek innym, choć po chwili zerknął na podłogę.
— Miałeś zły dzień. — Polityk jak zawsze dobrze wydedukował jego nastrój. Przez to przyciągnął jego uwagę z powrotem do ekranu laptopa. Greg westchnął przez nos, a jego ramiona opadły.
— Najgorszy — potwierdził i zaczął mówić tyle, ile mógł, nie zagłębiając się w szczegóły sprawy. Opis jego dnia w pracy zbiegł się z jego własnymi zwierzeniami, nawet jeśli w dziewięćdziesięciu procentach nie były one potrzebne podczas rozmowy z Mycroftem, ponieważ mężczyzna i tak zawsze wiedział o wszystkim. Pod koniec Greg czuł się oszołomiony i znów miał dość. Prychnął. — Chciałem tylko wrócić do domu, zrelaksować się i…
— Zobaczyć mnie — dokończył cicho Mycroft, a jego spojrzenie stało się czułe. — Gregory, przepraszam.
Greg potrząsnął głową i machnął ręką przed twarzą. Wziął głęboki oddech, starając się zwalczyć kłucie, które ogarnęło jego oczy. To było śmieszne. Był tak zestresowany, że zaraz mógł zacząć płakać, chociaż nie miał do tego żadnego powodu. Musiał wziąć się w garść.
— Pośpiesz się i wróć do domu. W porządku? — zapytał, a jego głos lekko się załamał. Udało mu się jednak uśmiechnąć. Mycroft kiwnął głową.
— Oczywiście. — Pochylając się lekko, Mycroft wyciągnął rękę i przycisnął otwartą dłoń do kamery. Greg odwzajemnił gest. Zaciskali teraz „cyfrowo" ręce (coś, co robili za każdym razem, gdy rozmawiali wideo). — Kocham cię, Gregory.
Greg zamrugał. Mycroft nie był tym, który często wymawiał te niesławne trzy słowa. Pokazywał, jak bardzo go kochał na wiele innych sposobów. Tyloma sposobami, które były bardziej eleganckie i czyniły ich uczucia słodszymi. Wydawało się jednak, że młodszy mężczyzna wiedział, że jego partner musiał usłyszeć te słowa. Łzy znów napłynęły mu do oczu i Greg pochylając się, pocałował kamerę.
— Również cię kocham, Myc.
