Rozdział 77: Zmiana życia
To był pierwotnie pomysł Mycrofta, by mieć dziecko. Nie, żeby Greg o tym również nie myślał, ale to Mycroft poruszył ten temat. Kochał Gregory'ego Lestrade'a bardziej niż cokolwiek innego, a życie które stworzyli było idealne z wyjątkiem jednej rzeczy, której brakowało w ich związku. Mycroft nigdy wcześniej nie interesował się dziećmi, więc to było zaskakujące odkrycie, że pragnął własnego.
Teraz, kiedy usiadł na kanapie obok męża, który trzymał ich nowo narodzone dziecko, Mycroft był przerażony. Siedział sztywno, wpatrując się w maleńką istotkę, która miała duże, jasne oczy. Oliver był z nimi w domu od kilku dni, a Mycroft jeszcze go nie trzymał w ramionach. Nie, że nie chciał, po prostu… Nie wiedział jak.
Dziecko, ich dziecko spoczywało w ramionach Grega i wpatrywało się w tatę oczami, które jeszcze nie miały zdecydowanego koloru i były tylko lekko szare. Miał lekko rozchylone usta. Wydawało się, że dla małego chłopca, Greg był najbardziej fascynująca rzeczą na świecie. Od czasu do czasu czknął lub wydawał ciche gruchanie, machając rękami, gdy się poruszał. Najprawdopodobniej był najsłodszą rzeczą we wszechświecie. Greg wydawał z siebie odgłosy gruchania lub nucił, przykuwając uwagę Olivera. Kiedy chłopiec się na nim skupiał, inspektor uśmiechał się szeroko i śmiał się.
To był cudowny widok.
— Myc — odezwał się Greg i Mycroftowi zajęło krótką chwilę, by zorientować się, że mówił do niego. Mrugając, oderwał wzrok od syna i spojrzał na męża.
— Tak, Gregory? — zapytał, unosząc lekko brwi.
— Chcesz go potrzymać?
Ponownie ten sam strach przygniótł klatkę piersiową Mycrofta. To nie było coś, co mógł wytłumaczyć i czuł się z tym trochę głupio, ale nic nie mógł na to poradzić.
— Nie mogę… — zaczął, podświadomie przesuwając się na kanapie. Greg potrząsnął głową.
— Również jesteś jego ojcem — zauważył starszy mężczyzna. — Dalej. To nie jest takie trudne. Nauczę cię.
Zanim Mycroft mógł zaprotestować lub zniechęcić swojego męża, Greg wstał powoli i stanął przed nim. Uklęknął na podłodze na oba kolana, trzymając blisko siebie Olivera i patrząc na swojego męża.
— Wyciągnij ręce. Tak jak ja, stwórz obszar, na którym możesz go oprzeć. — Greg zaczął cicho go pouczać. Mycroft zaczął się poruszać, naśladując jak najlepiej pozycję inspektora. Greg skinął głową. — Otóż to. Pamiętaj, aby przytrzymywać jego głowę. Trzymaj rękę płasko pod jego plecami, gdy będę go poddawać. Twoja druga ręka powinna naturalnie spoczywać wokół jego pupy. Jesteś gotowy?
— N… nie — przyznał zawstydzony Mycroft. Greg uśmiechnął się do niego czule.
— Tak, jesteś — powiedział nie wiele głośniej niż szeptem.
Był taki pewny. Jak mógł taki być? To było irytujące. Nie było jednak czasu na zastanawianie się, ponieważ starszy mężczyzna pochylił się blisko i zaczął poddawać mu Olivera. Mycroft czuł, jak jego serce bije szaleńczo, gdy mały pakiet, którym był ich syn, był przenoszony z pewnych siebie doświadczonych ramion Grega do jego niepewnych. Lestrade szeptał z czułością. Byli tak blisko, że czubek jego nosa ocierał się o policzek Mycrofta, co było dziwne pocieszające. Kiedy się odsunął, Mycroft trzymał Olivera.
Pamiętał, aby przytrzymywać mu głowę, tak jak mu powiedziano, i było to fascynujące, jak mała główka niemowlęcia była naprawdę na jego ręku. Oliver chrząknął, gdy był przenoszony, ale teraz, kiedy już wszystko zostało zrobione, osiadł dość łatwo w nowej parze ramion. Co najmniej jeden z nich czuł się całkiem wygodnie. Mycroft był prawie pewien, że zapomniał na chwilę oddychać. Spojrzał na chłopca w swoich ramionach. Rozchylił lekko usta i oblizał nerwowo wargi. Greg położył dłoń na jego bicepsie, delikatnie go ściskając, zanim odsunął się i usiadł na piętach wciąż będąc na podłodze.
— Gregory, ja… — zaczął szeptać, a jego głos drżał, kiedy Oliver wydawał się nagle zwracać większą uwagę na osobę, która go teraz trzymała.
Wydawało się, że dziecko zdało sobie sprawę, że nie było już trzymane przez tą samą osobę co wcześniej. Jego małe czoło lekko zmarszczyło się na chwilę. Zamachał delikatnie ramieniem.
— Robisz wszystko perfekcyjnie — zapewnił go Greg.
Jego głęboki głos drżał lekko, a brązowe pełne dumy oczy błyszczały od łez. Mycroft przez chwilę zaryzykował, by spojrzeć na męża, zanim ponownie skupił się na synu. Po kilku chwilach niepewności, zaczęło się to wydawać… właściwe. Tak miało być. Stało się to jasne i nagle wszystko nabrało sensu.
— Witaj, Oliverze — powiedział do chłopca, który wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. — Jestem twoim ojcem.
Oliver gruchał, podobnie jak wcześniej wieczorem, i znów zaczął wymachiwać ramionami. Mycroft uśmiechnął się, widząc, jak dobrze wszystko idzie. Potem ramiona dziecko uniosły się i maleńkie palce Olivera chwyciły czubek długiego nosa Mycrofta. Młodszy mężczyzna czuł, jak łzy napływają mu do oczy, a to, co zaczęło się jako mały uśmiech na twarzy polityka przerodziło się w pełny uśmiech i drżący śmiech.
Był zakochany. To był jego syn. To był syn jego i Gregory'ego. Nagle wszystko ułożyło się na swoim miejscu i nabrało sensu. Jedynie nad czym mógł się zastanawiać, to dlaczego tak długo to trwało. Jak minął prawie tydzień bez trzymania najpiękniejszego dziecka, jakie można sobie wyobrazić? Z promiennym uśmiechem i oczami pełnymi emocji spojrzał na Grega. Ich spojrzenia spotkały się. Greg również się uśmiechał.
— Nasz syn — powiedział bez tchu. — Gregory…
Nie był w stanie dokończyć tego zdania, wyrażając to co napłynęło mu do głowy, ponieważ Greg wykorzystał okazję, by pocałować go namiętnie. Mycroft jęknął cicho naprzeciwko warg Grega, wychodząc naprzeciw tej pasji, gdy jego serce waliło w piersi, a ich syn gruchał między nimi.
— Kocham cię — powiedział Greg, odsuwając się. Następnie przesunął dłonią po czole Olivera, pochylając się, by pocałować jego pucołowaty policzek. — Ciebie też kocham, mały Ollie. Obaj cię kochamy.
— Dobry Panie, kochamy go — westchnął Mycroft, spoglądając w dół na Olivera.
Jego życie było kompletne. Nie można było temu zaprzeczyć.
