Rozdział 82: Nie każ mi siebie podziwiać

Przypadki tak delikatne jak ten, wymagały osobistego podejścia. Mycroft miał doświadczenie ze zbyt wieloma sprawami, które mogłyby się skończyć bardzo źle, gdyby wcześniej nie ingerował. Tak więc posiadanie szczególnej sprawy i dodanie do tego Sherlocka, spowodowało, że był bardzo ostrożny. Nie byłby to taki problem, gdyby jego nieobliczalny młodszy brat nie zakradł się do silnie strzeżonej placówki z jego referencjami (ponownie) i wywołał alarmy, które uruchomiły się, gdy sprawy zaczęły się lekko pogarszać i wymykać spod kontroli (znowu). Ten wkurzający chłopak nigdy nie pozwolił mu na chwilę spokoju.

Po części niechętnie angażował inspektora w tę sprawę, ale tak naprawdę nie było nikogo, komu ufałby bardziej niż Gregory'emu Lestrade'owi. Jeśli chodziło konkretnie o Sherlocka, nie było nikogo innego, kto mógłby poradzić sobie z młodszym Holmesem (poza Johnem, ale poczciwy lekarz już był na miejscu i nic to nie zmieniło). Starszy mężczyzna właśnie wrócił z urlopu, więc Mycroft nie chciał mu przeszkadzać, ponieważ nawet jeszcze nie wrócił do pracy, ale nie miał wyboru.

Inspektor Lestrade oczywiście zgodził się pomóc, kiedy wysłał do niego wiadomość. Mycroft nie wątpił, że to zrobi. Miał takie dobre serce, a na dodatek był dobrym policjantem, więc była to idealna mieszanka do czegoś takiego. Pomijając początki ich współpracy, kiedy prawie się nie znali, zawsze bardzo dobrze im się ze sobą współpracowało. Czasami były napięcia, głównie wtedy, gdy sprawa wymagała od Mycrofta całkowitego odebrania jej z rąk Lestrade'a, ale nie można było temu zaradzić.

Obecnie Mycroft był w drodze do Lestrade'a, aby zabrać go na stację kolejową. Wolałby samemu zabrać go aż do Baskerville, ale miał inne obowiązki, które nie pozwalały mu na taką podróż. Nalegał na zapewnienie transportu przynajmniej do stacji, a także na zapłacenie za bilet kolejowy i pobyt w hotelu, jako podziękowanie za przysługę. Lestrade, jak można było się spodziewać, zaprotestował przeciwko temu, ale Mycroft ostatecznie postawił na swoim (czego również należało się spodziewać). Kiedy samochód zaparkował pod mieszkaniem inspektora, Mycroft nie ruszał się przez chwilę z miejsca, dopóki nie zdecydował się wysiąść i osobiście pójść po Lestrade'a.

Nie byłby to pierwszy raz, kiedy wszedł do mieszkania Lestrade'a. Gdy zaczęli ściślej współpracować, Mycroft otrzymał zaproszenie, aby wchodzić do środka, kiedy wpadał. To z pewnością było dziwne, ale był to jeden z objawów wynikających z różnic w ich wychowaniu. Dlatego korzystając z udzielonego wcześniej pozwolenia, Mycroft podszedł do drzwi, otworzył je i wszedł do środka.

Rozejrzał się po małym mieszkaniu – nie było tam wielu osobistych akcentów. Mycroft mógł stwierdzić, że należało do Lestrade'a po kilku drobnych rzeczach znajdujących się wokół, ale ogólnie wystrój był dość spartański. Szczerze mówiąc, zupełnie jak jego własna posiadłość. Nigdzie jednak nie było właściciela mieszkania. Mycroft zmarszczył lekko brwi. Spodziewano się go, więc gdzie był Lestrade?

Przeszedł przez mieszkanie, szukając inspektora, zanim w końcu go znalazł. Słowo znalazł było kolokwializmem, ponieważ prawie na niego wpadł, gdy ten wychodził z sypialni.

— Przepraszam… — zaczął Mycroft, ale zamilkł, gdy spojrzał na mężczyznę przed nim.

Był prawie pewien, że się gapił. Greg Lestrade stał przed nim tylko w spodniach, które były rozpięte, odsłaniając pas bokserek pod spodem. Wydawał się zaskoczony, ale nie zawstydzony swoim stanem rozebrania.

— Panie Holmes, jeszcze nie jestem gotowy do wyjścia.

Lestrade zamrugał, dochodząc do siebie i przeczesując dłonią swoje oprószone siwizną włosy. Były wilgotne. Ach. Brał prysznic. Mycroft stwierdził, że nie mógł oderwać wzroku od, szczerze mówiąc, rozpustnego stanu mężczyzny. Dobry Panie. Od jakiegoś czasu interesował go inspektor, ale to był dla niego zupełnie nowy widok i przytłaczał Mycrofta.

— Ach… tak, oczywiście — wykrztusił Mycroft po chwili. Prawdopodobnie zabrzmiało to absurdalnie. — Naturalnie, kiedy będziesz gotowy.

Odchrząknął, cofając się o krok i starając się nie patrzeć na nagą klatkę piersiową Lestrade'a. Był dystyngowany, wyglądał niezwykle uroczo i był opalony. Mycroft poczuł, jak ciepło rozchodzi się po jego policzkach. Potem starszy mężczyzna uśmiechnął się i skinął głową, co sprawiło, że pod politykiem prawie ugięły się kolana.

— To nie potrwa długo — powiedział, zaczynając go mijać. — Chyba, że nie musimy od razu iść.

— Ja… um, tak. Właściwie musimy iść już. — Mycroft był zirytowany i zawstydzony swoim zachowaniem. Nigdy się nie jąkał. Brzmiał absurdalnie. — Proszę, pośpiesz się. Nie chcę cię podziwiać.

Wymknięcie się tych słów było bardziej krępujące niż cokolwiek innego. Oczywiście to zdanie było bardziej wypowiedziane półgłosem niż reszta, ale miał wrażenie, że Lestrade dokładnie je usłyszał. O dobry Panie, zachowywał się jak dziecko. Znowu odchrząknął, przenosząc wzrok na swój parasol. Nadal widział, uśmiechającego się psotnie Lestrade'a, na granicy swojego zakresu widzenia.

— Może to był mój misterny plan — skomentował Greg, po czym odwrócił się i wrócił do sypialni.

Mycroft pomyślał, że może umrzeć na miejscu. Co za wieczór się zapowiadał…