Rozdział 94: Wspólne pieczenie

Odkąd Greg był mały, uwielbiał piec. Jego ojciec był szefem kuchni – francuskiej kuchni – więc nauczył się różnych sposobów gotowania, zanim większość ludzi zrozumiała, jak działa piec. Pomagał swojemu tacie w kuchni praktycznie co drugą nocy będąc nazywany przez niego młodszym szefem kuchni. Kiedy inni nastolatkowe wykonywali beznadziejne prace w barze szybkiej obsługi lub w lokalnym sklepie spożywczym, Greg pomagał prowadzić kuchnię w należącej do Lestrade restauracji.

Uwielbiał gotować. Kochał piec. To było jedno z jego ulubionych hobby. Kiedy został pobłogosławiony dwójką dzieci, pieczenie dla nich tak wiele, jak to było to możliwe, było niezwykle ekscytujące. Rozpieszczał dziewczynki swoimi ciastami i ciastkami. Kiedy rozstał się ze swoją zdradzającą go żoną i nie mieszkał z córkami na co dzień, jakby przestał. Samo pieczenie dla siebie nie było zabawne. Szybko stało się nudne.

Jedną z ekscytujących rzeczy, kiedy zaczął spotykać się z Mycroftem (jedną z WIELU ekscytujących rzeczy), było to, że miał dla kogoś znowu piec. Nie minęło dużo czasu, zanim jego skłonności dobrego szefa kuchni nie zaczęły się ujawniać. Gdy ich związek stał się dość poważny, a wspólne obiady zdarzały się częściej w jednym z ich mieszkań niż w restauracji, Greg naprawdę pozwolił sobie na rozkwit. Był dumny ze swoich umiejętności, a Mycroft uwielbiał jego gotowanie, nawet był trochę zaskoczony jego umiejętnościami.

Jednak jeśli chodzi o jedzenie, uznał Mycrofta za nieco bardziej powściągliwego. Zawsze coś sobie zaprzeczał, mimo że było jasne, że miał ochotę na dany wypiek. Greg przypominał sobie, jak wiele razy Sherlock mówił o wadze swojego starszego brata i zastanawiał się, czy nie był to tylko braterski przytyk, ale coś, czym naprawdę martwił się Mycroft.

Dopiero po tym jak zamieszkali razem, po półtora roku spotykania się, Mycroft zaczął być bardziej otwarty na próbowanie deserów Grega. To było genialne, kiedy to się działo. Greg znowu poczuł zawroty głowy i podekscytowanie. Uwielbiał piec dla Mycrofta. Jednak kochał jeszcze bardziej, gdy…

— Kochanie, masz coś na nosie — powiedział ze śmiechem Greg.

Mycroft zamrugał i zerknął w dół, jakby próbował dojrzeć krawędź swojego nosa, w miejsce, w którym ubrudził się mąką. To było absolutnie urocze.

Tak. Greg cholernie kochał momenty, gdy Mycroft piekł razem z nim.

Polityk zamarł, przestając wałkować ciasto, i rozejrzał się za czymś, czym mógłby wytrzeć nos. Przewracając żartobliwie oczami, Greg wyciągnął czystą dłoń i po prostu wtarł jego nos kciukiem.

— Miałem zamiar się tym zająć, Gregory — sapnął Mycroft, ale i tak uśmiechnął się. Greg zwrócił uśmiech.

— Wiesz, Myc, pieczenie to trudne zadanie. Powinieneś ogarnąć swój makowy chaos.

— Nigdy nie rozumiałem chaosu — powiedział Mycroft, unosząc brew.

W ten weekend były urodziny Elizabeth, najstarszej córki Grega. Kończyła siedemnaście lat i Greg poczuł się niesamowicie stary. Jutro rano Elizabeth i druga córka Grega, Abby miały zostać z nimi na kilka dni, aby razem świętować. Mycroft zaoferował, że pomoże upiec tort. Greg był chętny do przyjęcia pomocy i zaproponował zrobienie kilku ciastek, które córka pokocha jako dorosła.

Kiedy razem piekli, pojawiła się chęć zabawy, która była mniej powszechna w codziennym życiu. Jasne, obaj mężczyźni cały czas się dobrze czuli w swoim towarzystwie. Fascynujące było to, jak bardzo zmieniało się ich zachowanie, gdy razem szykowali tort.

Gdy ciasto zostało włożone do piekarnika, obaj przystąpili do szykowania przyozdobienia. Greg dorastał, robiąc własnoręcznie lukier. Jego tata nigdy nie chciał korzystać tego kupionego ze sklepu, więc Greg również tego nie robił. Mieszali i ubijali lukier, aż osiągnął odpowiednią konsystencję. Mycroft drgnął, gdy kilka kropel wyleciało z miski i uderzyło go w policzek.

— Kochanie, coś tutaj masz — zaśmiał się Greg. — Pozwól mi.

Zaczął wyciągać ręce, jakby miał zamiar wytrzeć lukier, ale bardzo szybko jego palce zanurzyły się w misce i zebrał więcej lukru, po czym rozsmarował go na długim nosie Mycrofta. Jasnobłękitne oczy rozszerzyły się z niedowierzania, a jego szczęka prawie opadła. Na jego twarzy widoczny był szok. Greg roześmiał się.

Zaczęło się od groźnego spojrzenia, które przerodziło się w uśmiech, a potem dłoń Mycrofta również znalazła się w misce. Wyciągnął rękę i rzucił trochę lukru na czoło Grega. Głośny śmiech ustał, gdy nadeszła kolej Grega, aby się gapić, a Mycroft roześmiał się.

— Och, teraz to jest wojna — powiedział Greg, chwytając miskę i smarując lukrem szyję Mycrofta.

Miska ciągle zmieniała swojego właściciela, wędrując z rąk Grega do Mycrofta i z powrotem, gdy praktycznie się atakowali, śmiejąc się przy tym mocno, aż ich twarze i szyje były pokryte słodyczą. Lukier był nawet we włosach mężczyzn. Ich śmiech zaczął słabnąć. Obaj wciąż się uśmiechali i oddychali nieco ciężej.

— Jesteś niemożliwy — wydyszał Mycroft, wkładając palec do ust i zlizując z niego lukier.

Nie przegapił sposobu, w jaki sposób patrzył na niego Greg. Źrenice starszego mężczyzny rozszerzyły się lekko.

— Przyganiał kocioł garnkowi — zachichotał Greg. Podszedł bliżej. Pochylił się i zlizał lukier z nosa Mycrofta. — Mmmm. Pyszne.