Rozdział 96: Poranny bieg

Program ćwiczeń Mycrofta składał się głównie z biegania na bieżni, zanim zaczął ćwiczyć z Gregiem. Na początku korzystali z bieżni, ale ponieważ została ona zbudowana dla jednej osoby, zmienianie się i korzystanie z niej, gdy druga osoba czekała bezczynnie, przyniosło im odwrotny skutek, niż chcieli. Postanowili więc zacząć wspólnie biegać wcześnie rano, zanim którykolwiek z nich będzie musiał iść do pracy.

Ich dom znajdował się w pobliżu parku i było to dla nich idealne miejsce. Poza tym wychodzili na tyle wcześnie, że park był niemal pusty. Mycroft wolał to w ten sposób. Nosił dres, ponieważ najlepiej nadawał się do biegania, ale nie chciał, żeby zwykli ludzie widzieli go w nim. Greg miał tendencję do biegania w spodniach dresowych i, w zależności od pogody, w koszulce lub podkoszulku. Ten poranek był raczej rześki, więc wybór padł na koszulkę.

Oczywiście Mycroft tak naprawdę nigdy nie widział Grega podczas biegu. Starszy mężczyzna miał tendencję do… pozostawania w tyle. Umysł Grega był w idealnej formie, ale dopóki nie zaczęli tych biegów, większość jego ćwiczeń wiązała się z jego sprawami kryminalnymi. Tak naprawdę nigdy nie wykonywał żadnych dodatkowych ćwiczeń. Mycroft miał nawyk do zamyślania się, gdy biegł, więc nawet o tym nie myśląc w pewnym momencie ustalał własne tempo, które było szybsze niż jego partnerów do biegania.

Po jednym okrążeniu parku Mycroft zwolnił i odwrócił się, by odnaleźć drugiego mężczyznę. Greg zwolnił, kiedy go dogonił. Lekko dyszał, a na jego czole i szyi widać było pot. Srebrne włosy pociemniały od niego lekko. Pochylił się, aby przycisnąć dłonie do kolan. Mycroft uniósł brew i uśmiechnął się lekko.

— W porządku? — zapytał, lekko się śmiejąc.

Greg podniósł głowę i lekko sapnął.

— Możesz przestać się już śmiać — powiedział bez tchu. — Wiesz, że trudno mi za tobą nadążyć.

— A jednak próbujesz każdego dnia. Jesteś raczej wytrwały, Gregory. To zaszczytna cecha.

— Ha, ha, bardzo śmieszne — powiedział Greg, prostując się i wyciągając ręce do tyłu. Mycroft pokręcił głową.

— Kochanie, nie myśl, że w najmniejszym stopniu kpię z ciebie — powiedział, przeczesując długimi palcami włosy, by odsunąć kilka kosmyków, które opadły mu na czoło. — Chcesz zrobić kolejne okrążenie, czy wrócić do domu? Możemy zrobić to albo to.

Greg potrząsnął głową, machając nią bezwładnie.

— Jeszcze jedno okrążenie. Dalej Myc, biegniemy.

Ponownie zaczął biec, a Mycroft przez chwilę patrzył na niego, zanim również ruszył. Z łatwością dogonił go, jego długie nogi zmniejszyły dystans bez konieczności zbytniego wysiłku, ale tym razem utrzymywał wolniejsze tempo, tak że przez jakiś czas dalej biegli obok siebie. Trochę rozmawiali, tyle ile mogli, ciężko oddychając podczas biegu. Greg opowiadał o swoim nadchodzącym dniu i bieżącej sprawie. Mycroft jak zwykle nie był w stanie odwzajemnić się tym samym, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało.

Kiedy w końcu zrobili drugie okrążenie wokół parku, postanowili wrócić do domu. Resztę drogi przebyli pieszo, to był jedyny przypadek, kiedy Mycroft nie nalegał, żeby zabrać jeden z samochodów, by zawiózł ich na miejsce. I tak wychodzili, by pobiegać, więc po co był im samochód? Poza tym park był na tyle blisko, że dotarcie do domu nie zajęło im dużo czasu.

Kiedy weszli do środka i zamknęli drzwi, Greg natychmiast zaczął zdejmować koszulkę. Mycroft zatrzymał się w miejscu, podziwiając kontury i mięśnie pleców z pełnym uznania uśmiechem. Greg obejrzał się przez ramię i wyszczerzył się, gdy przyłapał go na gapieniu się.

— Chcesz wziąć ze mną prysznic? — zapytał żartobliwie, odwracając się, by podejść do Mycrofta i wyciągnął rękę.

Serce młodszego mężczyzny waliło, dochodząc do siebie po biegu, ale nie mógł zaprzeczyć, że jego policzki były zarumienione z innego powodu.

— Myślę, że byłoby to cudowne — powiedział, wyciągając dłoń, by chwycić oferowaną rękę i ją uścisnął.

Ich wspólne prysznice były naprawdę najlepszą częścią wspólnego ćwiczenia. Mycroft zawsze na nie nalegał. W końcu nie było lepszego sposobu na rozpoczęcie dnia.