Rozdział 103: Gościnne opowiadanie z kwietnia
Mycroft poruszył się wraz z materacem, kiedy Greg wstał. Przez chwilę odczuwał dezorientację. W sypialni panował jeszcze mrok, szara listopadowa noc ledwo co przenikała przez zasłony. Oprzytomniał trochę bardziej, gdy usłyszał kaszel dochodzący z jednej z sąsiadujących sypialni. Nasłuchiwał szumu wody płynącej w łazience, a potem cichego głosu Grega, gdy pomagał córce napić się letniej wody.
Córki Grega, Elizabeth i Abigail, spędzały z nimi tydzień w mieszkaniu Mycrofta (technicznie należącego teraz również do Grega, bo przeprowadził się tutaj kilka miesięcy temu). Christina, była żona Grega, pojechała na tygodniowe wakacje z nauczycielem wychowania fizycznego (Mycroft miał teczkę zawierającą jego dane, ale żaden z nich nie dbał o niego na tyle, by dowiedzieć się jak nazywał się mężczyzna), więc podrzucili do nich dziewczynki przed lotem w piątkowe popołudnie. Cała czwórka spędziła razem cudowny weekend, idąc do ZOO, cukierni i parku. Kochana Abigail wciąż dochodziła do siebie po okropnym przeziębieniu, a nawet jeśli nie miała już gorączki, wciąż kaszlała. Najgorsze ataki miało szczególnie w nocy, kiedy leżała.
W rezydencji w końcu powróciła cisza, a Gregory wrócił do sypialni kilka minut później z zatroskaną miną.
— Nie polepszyło się jej? — zapytał Mycroft.
— Nie, ale przynajmniej nie obudziła tym razem Lizzy.
Inspektor wszedł z powrotem do łóżka, ale wolał usiąść przy wezgłowiu, zamiast położyć się i objąć swojego partnera. Mycroft zerknął na budzik, po czym usiadł obok niego. Obaj mężczyźni zawsze wstawali wcześnie, a sądząc po godzinie, Mycroft uznał, że równie dobrze mogą teraz wstać, zamiast próbować zasnąć. Co więcej, obaj martwili się o najmłodszą pociechę Grega.
— Czy chcesz, żebym wezwał lekarza? — zapytał polityk.
Greg odrzucił ten pomysł, lekko potrząsając głową.
— Nie, to tylko pozostałości po przeziębieniu. Jest jednak zbyt zmęczona, żeby pójść do szkoły. Wolałabym, żeby została dzisiaj w domu. — Z westchnieniem przeczesał dłonią włosy w kolorze soli i pieprzu. — Mając na biurku sprawę seryjnego dusiciela, nie mogę wziąć wolnego, a ponieważ Christina wyjechała na tydzień ze swoim cholernym nauczycielem nie może się nimi zająć. Mogę zapytać siostrę Christiny, ale ona mnie nie lubi…
— Mogę zostać z nią w domu, jeśli chcesz.
Mycroft zorientował się, że ta propozycja pochodzi z jego ust.
— Co? — zapytał Greg, zerkając na niego z wyrazem szoku na twarzy.
— Nie mam żadnego spotkania, którego nie mogę odwołać, a Anthea może wysłać emailem najpilniejsze pliki. Mogę więc dzisiaj zostać z nią w domu. — Mycroft poruszył się, nagle trochę niepewny. — Ale Gregory, tylko jeśli ufasz mi, że…
Greg przerwał mu machając lekceważąco ręką.
— Oczywiście, że ci ufam, Myc, to nawet nie podlega dyskusji. Ale chore dziecko nie jest zabawną rzeczą — powiedział.
Mycroft uniósł brwi.
— Naprawdę Gregory, nikt nie może być tak irytujący jak młody Sherlock z przeziębieniem.
To wywołało u Grega uśmiech.
— Mogę w to uwierzyć. — Przez chwilę przyglądał się swojemu kochankowi. — Szczerze, Mycroft, jesteś tego pewien?
— Gregory, jesteś teraz częścią mojego życia, tak jak twoje córki. Wiem, że się martwisz i chcę cię wspierać. Pozwól mi pomóc.
Greg z ulgą zgodził się.
Potem wydarzenia potoczyły się szybko. Abby została w sypialni, którą dzieliły dwie siostry, kiedy przybywały w domu (prawie jeden tydzień co dwa tygodnie, zgodnie z postanowieniami dotyczącymi wspólnej opieki), podczas gdy Elizabeth została poproszona, aby przygotowała się do szkoły. Elizabeth trochę marudziła, chcąc również zostać w domu, jednak Greg szybko (ale delikatnie) zbeształ ją, wyjaśniając, że Abby została w domu z powodu przeziębienia, a nie po to, by spędzić dzień na zabawie.
Zanim wyszedł z domu, inspektor szybko poszedł na górę, aby pocałować córkę. Następnie przytulił Mycrofta na progu, gdy Elizabeth była już w samochodzie.
— Jeszcze raz dziękuję. — Uśmiechnął się. Mycroft uścisnął go, zanim odpowiedział.
— Nie ma za co. Kocham cię.
Uśmiechając się, pocałował Grega w policzek na pożegnanie.
Kiedy Elizabeth i Gregory wyszli, Mycroft dostał chwilowego zawrotu głowy zdając sobie sprawę na co się zgodził. Czy naprawdę potrafił samodzielnie zająć się dzieckiem przez cały dzień? Pamiętał, jak opiekował się Sherlockiem, gdy byli młodsi, ale to było wieki temu…
— Przestań — skarcił się.
Abigail była najsłodszą dziewczynką na świecie i gdy mógł codziennie radzić sobie z rozgniewanymi politykami, sześcioletnia dziewczynka nie powinna go przerażać. Biorąc głęboki oddech, powoli skierował się do kuchni. Gregory zostawił w lodówce trochę jedzenia i być może Abigail zechce się z nim podzielić przy filiżance herbaty…
OoO
Kilka godzin później Mycroft poczuł się odprężony. Jak dotąd wszystko szło dobrze. Po filiżance herbaty (lubiła ją z dwoma kostkami cukru, ale bez mleka, jak przypomniał sobie) Abigail przespała większość poranka.
W południe pomógł dostać się jej do łazienki, czekając za drzwiami, kiedy obmyła się trochę. Potem położył ją na kanapie, przykrywając jej drobną postać kocem, kiedy podgrzewał dla mniej miskę rosołu. Chciała po tym jeszcze raz się zdrzemnąć, a teraz szedł do jej pokoju z kubkiem gorącego kakao, ciekawy, czy się obudziła. Najwidoczniej się nudziła, co łatwo było wywnioskować po jasnym uśmiechu podniecenia, którym obdarzyła, gdy wszedł do pokoju.
Ostrożnie postawił kubek na szafce nocnej obok niej, a bogaty zapach czekolady przywołał wspomnienia. Gorące kakao było jedyną rzeczą, która mogła uspokoić Sherlocka, gdy był chory i Mycroft miał nadzieję, że magia czekolady wywrze taki sam wpływ na małą dziewczynkę.
— Jak się masz, droga Abigail? — zapytał delikatnie, siadając obok niej na łóżku. Podniósł z powrotem kubek i podał go jej.
— Czuję się lepiej, dziękuję, Myc.
Mycroft uśmiechnął się lekko. Córki Grega, na wzór swojego ojca, zaczęły nazywać go „Myc". Nie mógł znieść, żeby jego imię było skracane przez obcych, a nawet przez jego własną rodzinę, ale nie przeszkadzało mu to, gdy ta trójka to robiła. Greg, ponieważ był to jeden z wielu sposobów, w jaki inspektor okazywał swoją miłość do niego. A jeśli chodzi o Abby i Elizabeth, to dlatego, że czuły się przy nim swobodnie i nie czuł już potrzeby formalności. Nie był „panem Holmesem" w tym domu. Był po prostu „Myc", kochankiem ich taty i stwierdził, że nie chciał tego w żaden inny sposób.
Po oczyszczeniu twarzy Abby z czekoladowych wąsów, które zdobyła podczas picia czekolady, Mycroft wstał, gotowy do wyjścia, aby chora dziewczynka mogła dalej odpoczywać w spokoju, ale ta zatrzymała go, chwytając za spód marynarki.
— Możesz zostać, Myc? — zapytała cicho, mrugając do niego brązowymi oczami identycznymi jak jej ojciec. — Albo mogę pójść z tobą do twojego biura? Będę cicho, obiecuję.
— Powinnaś odpoczywać, Abigail.
— Ale jestem znudzona! — poskarżyła się z dramatycznym westchnieniem.
Okej, to zdecydowanie przywróciło wspomnienia związane z Sherlockiem. Mycroft gorączkowo próbował sobie przypomnieć, co rozbił z Sherlockiem, żeby zabawić swojego młodszego brata. Szybko jednak odrzucił niektóre pomysły: czytanie na głos kryminalnej rubryki w gazecie i sprawdzenie, jak dobrze zapamiętał „układ okresowy pierwiastkowy" nie były odpowiednie. Myślał intensywnie próbując coś wymyśleć, kiedy dziewczynka zaczęła się denerwować. Dlatego spróbował:
— Czy chciałabyś coś porysować?
Kiedy skinęła głową, westchnął z ulgą i podszedł do biurka dziewczynki po papier, tekturę jako podstawkę i kredki, szczęśliwy, że poradził sobie z kryzysem. Dziewczynka przyglądała się przez chwilę kredkom, po czym podzieliła je na dwie grupki i podała jedną Mycroftowi.
— Czy chcesz, żebym je trzymał, kiedy będziesz rysować? — zapytał, zerkając na to, co teraz trzymał.
— Nie głuptasie, to po to, abyś mógł narysować swój rysunek.
— Och, w porządku. — Zamrugał zdziwiony.
Pomógł jej usiąść opierając się na poduszkach, poprawił kołdrę i ponownie usiadł obok niej na narzucie z własnym papierem.
Mycroft nie miał żadnych zdolności artystycznych, więc po prostu wykonał jakieś bohomazy ciemnozieloną kredką, podczas gdy Lizzy rysowała z koncentracją. Brązowe włosy opadały jej na twarz. Po chwili Mycroft po prostu wpatrywał się w pokój i zdał sobie sprawę, że nie może przypomnieć sobie, jak wyglądało pomieszczenie, zanim dwie dziewczynki zamieszkały w nim ze swoimi ubraniami, plakatami przedstawiającymi postacie z kreskówek i zabawkami. Był zdumiony, gdy po dalszej refleksji pomyślał że był w ten sposób szczęśliwszy. Wcześniej dom zawsze wydawał się tak zimny i pusty, co nigdy wcześniej mu nie przeszkadzało, ale wiedział, że nie może już do tego wrócić. Jeśli Greg wniósł ciepło do jego serca, to jego córki ożywiły ten dom.
— Myc? Chcesz zobaczyć mój rysunek?
Jej pytanie wyrwało go z zamyślenia i ponownie skupił się na dziewczynce.
— Tak, oczywiście kochanie. — Uśmiechnął się, odkładając swój.
Dziewczyna z dumą pokazywała mu swój rysunek. Na kartce były cztery humanoidalne formy, niechlujnie narysowane jasnoróżowymi kredkami. Pod wyciągniętymi ramionami dwóch najwyższych znajdowały się dwie małe postacie, a wszystkie z nich miały uśmiechy tak wielkie, że rozciągały się poza ich twarze.
— Jest cudowny, Abigail — skomplementował rysunek Mycroft.
— To ja i Lizzy — powiedziała Abigail, wskazując na dwie najmniejsze postacie. — Mam niebieską koszulkę, która dał mi tatuś i Lizzy ma zieloną, bo to jej ulubiony kolor.
Mycroft skinął głową z poważną miną, słuchając jej wyjaśnień.
— To tatuś — powiedziała, wskazując na jedną z najwyższych postaci, z potarganymi siwymi włosami i czerwono-białą wstążką na szyi. Mycroft uśmiechnął się złośliwie, rozpoznając szalik Arsenalu, klubu któremu kibicował jego kochanek. Nastąpiła chwila milczenia, zanim dziewczynka znów się odezwała, kończąc nieśmiało. — A to ty.
Zamarł, wpatrując się w dziecięcy rysunek. Był przedstawiony z zestawem okrągłych kształtów na torsie, które z pewnością były guzikami jego nieodłącznej marynarki. Jego włosy były niechlujną plama jasnopomarańczowych loków. Tym, co go naprawdę zamroziło w miejscu, były ręce jego i Gregory'ego. Trzymali się za ręce, a ich ramiona były kompletnie nieproporcjonalne nienaturalnie , aby mogli w ochronnym geście przesunąć je nad głowami obu sióstr. Jednak tym, co sprawiło, że wpatrywał się intensywnie w kartkę była żółta linia przecinająca ich połączone ręce. Kiedy o to zapytał, dziewczynka odpowiedziała wprost:
— To obrączki!
Mycroft poczuł ukłucie w piersi. Ślub? To była jedna z wielu rzeczy, których nigdy nie pragnął, zanim spotkał Grega. Teraz, w pewne dni, oddawał się małemu marzeniu… Ale nie, Gregory miał za sobą jedno nieszczęśliwe małżeństwo. Z pewnością nie chciał podejmować kolejnej próby, więc odrzucił ten pomysł.
— Kochanie, twój ojciec wyjaśnił ci, że nie jesteśmy małżeństwem. Oczywiście kochamy się, ale nie jesteśmy małżeństwem tak jak była twoja matka i twój ojciec — wyjaśnił spokojnie.
— Ale tatuś pokazał mi pierścionki! — zawołała Abigail.
— Jaki pierścionek, kochanie? — zapytał Mycroft po chwili, marszcząc brwi w zdumieniu.
— Nie pierścionek, pierścionki! Te które kupił, aby poprosić cię o rękę!
Umysł Mycrofta zatrzymał się na sformułowaniu „poprosić o rękę", a potem zaczął biec w każdym kierunku. Może Abigail źle zrozumiała… Oczywiście Gregory nie miał na myśli… To na pewno… Mycroft odciął wirujące myśli w swojej głowie. Najpierw wziął głęboki oddech. Potem zaczął porządkować swoje myśli. Potrzebował więcej danych, aby zrozumieć sytuację.
— Kiedy z tobą o tym rozmawiał? — zapytał delikatnie.
Abigail zastanawiała się przez chwilę zanim odpowiedziała.
— Um… dwa tygodnie temu? Zapytał mnie i Lizzy, czy możemy mieć cię jako kolejnego tatusia. Powiedział, że jesteście zakochani, a kiedy dorośli się bardzo kochają i chcą spędzić razem resztę życia, pobierają się i dlatego zamierza cię poślubić.
Głębokie oddechy, Mycroft. Jak to możliwe, że jego wewnętrzny głos brzmiał jak Sherlock? Drogi Panie…
Cichy głos Abigail wwiercił się w jego oszołomione myśli.
— Ty…— Ton dziewczynki był niepewny i nagle trochę przestraszony. — Zamierzasz poślubić tatę? To znaczy… kochasz go, prawda?
Serce Mycrofta zwolniło na chwilę, zanim zaczęło bić szaleńczo.
— Oczywiście, kochanie, z całego serca. Jeśli twój ojciec poprosi mnie o rękę, zgodzę się.
Został nagrodzony największym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widział.
— Fajnie! Razem z Lizzy uważamy, że jesteś super fajny, a tatuś jest bardzo szczęśliwy. Jeśli będziecie małżeństwem, to chcemy zostać z tobą w tym niesamowitym domu ze wszystkimi zabawkami na zawsze.
Pieczenie w oczach Mycrofta z pewnością nie było spowodowane łzami. Nigdy nie płakał.
— Abigail, kochanie, nie masz się czego bać. Kocham twojego ojca i kocham waszą dwójkę. Elizabeth i ty jesteście zawsze jesteście mile widziane w tym domu.
Dziewczynka wyciągnęła rękę, przesuwając się pod kołdrą.
— Przytulisz mnie? — zapytała nieśmiało.
Mycroft przesunął się bliżej i objął ją ramionami. Nigdy wcześniej nie był zbyt dobry w przytulaniu, ale Gregory sprawił, że czuł się z nimi bardziej komfortowo, więc po prostu przytulił ją czule przez chwilę. Zaciskali uścisk powoli. Mycroft uważał, żeby nie naciskać na nią zbyt mocno, podczas gdy dziewczynka przytulała go tak mocno, jak tylko mogła, swoimi małymi rączkami. Po chwili poczuł, jak Abigail rozluźniała się przy nim.
— Myślę, że chcę znowu spać. — Ziewnęła.
Mycroft pomógł wrócić jej pod kołdrę, otulając dziewczynkę, przed zabraniem kubka z kakao i wyjściem. Gdy był na progu, głos dziewczynki zmusił go do zatrzymania się na chwilę.
— Kocham cię, Myc.
— Ja też cię kocham, Abigail — szepnął załamującym się głosem.
Nie mógł wystarczająco szybko dotrzeć do kuchni, zanim jego emocje całkowicie nim zawładnęły.
OoO
Kiedy Greg wrócił tej nocy do domu, udał się bezpośrednio do sypialni swojej córki, aby sprawdzić, co u niej, zanim zszedł na dół i spotkał się z Mycroftem w salonie. Polityk porządkował pudełka DVD z kreskówkami, które Abigail oglądała późnym popołudniem.
Całowali się powoli i namiętnie przez chwilę. Kiedy się odsunęli, Mycroft poczuł się na tyle spokojny, że uśmiechnął się do zmartwionego inspektora. Postanowił ukryć rysunek, by usunąć z niego ślady swoich wcześniejszych łez, ale w żołądku wciąż czuł ciepło. Postanowił nie mówić Gregory'emu, że jego córka wyjawiła jego plany. Znając mężczyznę, potajemnie przygotowywał aranżację, aby jego oświadczyny były niespodzianką, a Mycroft chciał pozwolić mu to zrobić w jego własnym tempie.
Dlatego też kiedy inspektor zapytał o jego dzień, posłał mu pogodny uśmiech i po prostu odpowiedział.
— Był idealny.
