Rozdział 112: Wspólne chorowanie
— Czy włączysz Jamesa Bonda?
Mycroft pociągnął nosem, krzywiąc się, gdy to zrobił. Leżał w łóżku obok swojego partnera, który był tak samo chory jak on. Mężczyźni byli skuleni pod dwoma kołdrami, a za nimi piętrzył się stos poduszek. Greg złapał przeziębienie od kogoś z Yardu, a choroba szybko wymknęła się spod kontroli. Ponieważ Mycroft się nim opiekował i próbował go wyleczyć, przeziębienie złapało go następnego dnia.
Byli niezłą parę. Obaj mieli zatkane nosy i już dawno porzucili zwykłe chusteczki, których zwykle używali, na rzecz tych nasączonych balsamem. Wspomniane chusteczki zaśmiecały łóżko, ponieważ obaj byli zbyt słabi, aby poradzić sobie z ich wyrzuceniem. Mycroft uznałby to za niezmiernie niehigieniczne, gdyby nie czuli się całkowicie okropnie. Teraz jednak nie przejmował się tym.
— Jasne — przytaknął Greg, przyciągając laptopa i opierając go na jednej z nieużywanych poduszek w pobliżu nóg Mycrofta.
Włożył DVD z filmem Skyfall i położył się z powrotem, gdy otworzyło się główne menu. To była swego rodzaju tradycja między nimi, aby oglądać film o Jamesie Bondzie, gdy jeden z nich lub obaj byli chorzy. Zaczęło się pewnego dnia, kiedy Mycroft był chory i mocno z tego powodu nieszczęśliwy, ale również bardzo znudzony. Zabawnie było słyszeć, jak bardzo przypominał Sherlocka, chociaż Greg nie wytknął mu tego. Tak więc, starając się dać umysłowi Mycrofta coś do zrobienia, puścił maraton filmów o Bondzie. Reszta była historią.
Mycroft popijał z kubka Lemsipa, parująca substancję, która powodowała mrowienie w jego niezwykle obolałym nosie, a jednocześnie pomagała mu w dusznościach. Pociągnął nosem, czując jak mu z niego leci. Fuj. To było obrzydliwe. Marszcząc brwi rozejrzał się za chusteczkami, ponieważ w przeciwieństwie do tego, co robił wcześniej starszy mężczyzna, Mycroft odmawiał użycia rękawa swojej jasnoniebieskiej piżamy do wycierania nosa. Nie. To był poziom nie higieniczności, do którego szykowny mężczyzna nigdy by się nie zniżył.
— Gregory, gdzie… — zaczął, gdy zauważył pudełko, którego szukał.
Leżało po drugiej stronie starszego mężczyzny. Prychnął przez rozchylone usta. Greg zamrugał, zauważając jego cieknący nos i zdołał się lekko uśmiechnąć.
— Potrzebujesz tego? — zapytał ochryple, podnosząc pudełko.
Mycroft skinął głową i wyciągnął rękę, opierając się o ramię Grega, tylko po to, by nie dosięgnąć chusteczek, gdy inspektor odsunął je trochę dalej. Chociaż jego nędza z powodu choroby wciąż była widoczna na jego twarzy, w brązowych oczach Grega pojawił się figlarny błysk.
— Gregory — praktycznie jęknął Mycroft, a cała jego godność wyleciała przez okno.
Ponownie pociągnął nosem, czując, jak wydzielina spływa coraz niżej, całkowicie upokorzony tym uczuciem. Jego smukłe palce były rozstawione i lekko się poruszały, a jasnoniebieskie oczy były szeroko otwarte, gdy wpatrywał się błagalnie w swojego kochanka.
Greg nie mógł się oprzeć temu spojrzeniu. Poczuł, jak jego serce się zaciska i niemal natychmiast położył pudełko chusteczek znacznie bliżej swojej chorej drugiej połówki. Mycroft szybko chwycił garść chusteczek i wydmuchał nos, ponownie krzywiąc się z bólu, towarzyszący temu, że tak mocno pocierał i dmuchał nos. Jednak zrobił to wszystko ponownie, próbując udrożnić kanały nosowe.
— Przepraszam, kochanie — przeprosił Greg, obejmując Mycrofta za ramiona.
Mycroft delikatnie pociągnął nosem z irytacją, chociaż był zbyt słabo i czuł się zbyt wygodnie, by odsunąć się od ciepłego ciała Grega.
— Wynaklodzisz mi to, lobiac więcej Lemspipa — mruknął Mycroft, odkładając zużyte chusteczki na bok i układając się z powrotem między poduszkami, które leżały głównie za Gregiem.
Przynajmniej dało mu to powód, by przytulił się trochę bliżej. Przytulał się, kiedy czuł się okropnie.
— Dobrze — zgodził się Greg, odwracając się, by złożyć pocałunek na wyjątkowo rozczochranej głowie Mycrofta. Wyciągnął własną chusteczkę z pudełka, żeby wydmuchać swój równie obolały i czerwony nos i westchnął, wzdychając, próbując oczyścić zatoki. — Ale najpierw spójrzmy na Daniela Craiga.
Kiwając głową z najlżejszym uśmiechem, z którym czuł się na tyle dobrze, by sobie z nim poradzić, Mycroft wyciągnął rękę, w której nie trzymał kubka, by uruchomić film. Z westchnieniem usiadł z powrotem z boku zwracając połowiczną uwagę na początek filmu, w połowie zasypiając, kiedy był taki chory i zbolały. Greg musiał delikatnie wyjąć z jego ręki do połowy pełny kubek i odstawić na bok, aby napój się nie wylał. Ponownie pocałował Mycrofta w głowę, gdy usadowił się wygodnie. Zapowiadała się długa i ciężka choroba, ale wzajemnie się pocieszali. To pomagało.
