Rozdział 121: Pozwól, że cię podwiozę
Uwagi: AU nastolatki
— Dlaczego nie pozwolisz się podwieźć? — zapytał Greg Lestrade z papierosem wystającym z ust.
Chłopiec, z którym obecnie rozmawiał, niezwykle zdziwiony, spojrzał na niego sceptycznie. Mycroft Holmes unosząc brew spojrzał na punkowego nastolatka znad oprawek swoich okularów i poprawił uścisk na podręcznikach, które aktualnie trzymał.
Greg był wszystkim, czym Mycroft nie był. Był "super", miał tatuaże, włosy zaczesane do tyłu i zasypiał w klasie z nogami opartymi na biurku. Zawsze nosił dopasowane dżinsy (zwykle podarte) i skórzaną kurtkę z wieloma ćwiekami na ramionach. Szczerze mówiąc, wyglądało to dość absurdalnie. Jednak wydawało się, że mu to odpowiada.
— Co powiesz, Holmes? — znów zabrzmiał jego głęboki, szorstki głos.
Mycroft zamrugał i pokręcił głową.
— Dziękuję Gregory, ale nie. Nic mi nie będzie i nigdy nie jeździłem… — Przerwał, wpatrując się w motocykl, na którym siedział drugi chłopak. — Na jednym z nich.
— Nie jest tak źle. — Uśmiechnął się Greg. Sięgnął za siebie i wyciągnął zapasowy kask, wskazując nim na chłopaka. — No dalej. Będę jechał ostrożnie, obiecuję. Pozwól, że cię podwiozę.
Mycroft nie chciał. Wolał, aby jego środki transportu miały cztery koła i faktycznie chroniły jego ciało przed betonem. Jednak było też lekkie pociągnięcie w środku, które kazało mu zaakceptować kask i podwiezienie. Jak na taki typ osoby, jakim był, Greg nie był wcale taki zły. Właściwie był miły dla innych ludzi, podczas gdy niektórzy z jego "gangu" byli po prostu łobuzami. Był także zaskakująco inteligentny. Jego oceny nie były nawet bliskie stopniom Mycrofta (choć prawdę mówiąc, nikogo nie były), ale jak na kogoś, kto niemalże codziennie przesypiał lekcje, był uczniem który zaliczał egzaminy. Gdyby się przyłożył, to Mycroft nie wiedział, co mógłby osiągnąć.
— Dobrze — westchnął Mycroft, poddając się. Starał się nie uśmiechnąć, widząc, jak Greg promieniał z dumy. — Czy mogę gdzieś umieścić swoje rzeczy?
— Tak, w bocznej torbie — wskazał Greg, sięgając w dół i otwierając skórzaną sakwę, której Mycroft wcześniej nie zauważył.
Kiwając głową Holmes podszedł i włożył do niej swoje rzeczy, zamykając ją i wreszcie biorąc kask.
Nigdy wcześniej nie nosił kasku. Nawet gdy był młodszy, nigdy nie jeździł na rowerze. Naprawdę, jaki byłby tego sens, kiedy twoja rodzina była na tyle bogata, że dała ci samochód, który mógł cię zawieźć wszędzie? Zerknął na kask, ponownie unosząc brew, co wywołało śmiech u obserwującego go chłopca. Mycroft zjeżył się trochę, gdy poczuł klepnięcie po plecach, podskoczył i cofnął się o krok.
— Po prostu go załóż. Będzie pasował do twoich okularów, nie martw się. Nie ma w tym żadnej sztuczki.
Sapiąc, Mycroft przestał w końcu analizować kask i włożył go. Chociaż nie kolidował z jego okularami, tak jak powiedział Greg, wciąż noszenie go nie było zbyt wygodne. Przynajmniej był wdzięczny za odpowiednią ochronę. Musiał stwierdzić, że posiadanie zapasowego kasku pod ręką było mądre ze strony Grega.
Mycroft musiał być najbardziej niezręczną osobą, jaka kiedykolwiek wspinała się na motocykl. Nie przegapił osób na boisku szkolnym, gapiących się na widok przed nimi. Nie mógł ich za to winić. W końcu jednak siedział na maszynie, a jego ręce instynktownie chwyciły mocno talię Grega, gdy motor przesunął się trochę.
— Spokojnie — zaśmiał się Greg, zerkając na niego przez ramię. — Chciałem ci powiedzieć, żebyś się trzymał, jednak już to robisz. Ale nie martw się, nie wywrócimy się.
Mycroft wcale nie był rozbawiony. Ale nie puścił i przechylił się trochę bardziej podczas tej przemowy, tak że jego pierś była przyciśnięta do pleców Grega. To sprawiało, że czuł się trochę bezpieczniej. Coś, czego bardzo potrzebował, ponieważ kiedy Greg ruszył, Mycroft pomyślał, że może umrzeć.
Miał atak paniki. Nie było niczego innego, co mogłoby to wyjaśnić. Był w szoku i naprawdę nie miał pojęcia, co zrobić? Dlaczego wsiadł na motor? Zwykle był znacznie lepszym sędzią swoich czynów niż teraz. Po prostu nie mógł odmówić starszemu nastolatkowi, z jakiegokolwiek powodu. Mycroft nie należał do osób, które zgadzają się na cokolwiek ze względu na wygląd proszącego, niezależnie czy był to facet czy dziewczyna. Wielu próbowało tego w przeszłości, nawet jeśli chodziło tylko o odpowiedzi na następny test lub przepisanie pracy domowej. A jednak był tutaj.
Jazda skończyła się wystarczająco szybko, a jednak kiedy Greg podjeżdżał pod jego dom, Mycroft był dziwnie rozczarowany. Wypuszczając drżący oddech, odsunął się od kierowcy i zszedł z motoru. Nogi trzęsły mu się lekko, ale pozostał wyprostowany, kiedy zdjął kask i zabrał swoje książki.
— Widzisz? Nie było tak źle.
Greg uśmiechnął się, zapalając kolejnego papierosa. Mycroft ponownie westchnął drżąco, ale zdołał skinąć głową.
— Przypuszczam, że nie — przyznał. W końcu nie było tak źle, jak mu się wydawało.
— To znaczy, że mogę znowu cię podwieźć? — zapytał Greg. — Wkrótce?
Mycroft wpatrywał się w niego.
— Dla… dlaczego chcesz to zrobić? — Nie mógł powstrzymać się przed zapytaniem, wgapiając się w Grega, jakby wyrosła mu druga głowa.
— Bo jesteś słodki — przyznał Greg, wzruszając ramionami.
— Nie dam ci przepisać pracy domowej — powiedział automatycznie Mycroft ze zmrużonymi oczami.
Greg zaśmiał się i zabrzmiało to raczej cudownie.
— Nie tego chcę. Możesz być najmądrzejszym facetem w klasie, ale nie robię tego, żeby wykorzystać twój nerdyzm. Chcę cię poznać. W porządku?
Mycroft zamilkł, dalej się w niego wpatrując. Czy to było w porządku? Czy on…
— Przypuszczam — westchnął, kiwając głową.
Nie miał pojęcia, na co się pisał, ale skłamałby, gdyby nie czuł w związku z tym odrobiny nadziei.
