Rozdział 129: Pijacki bełkot

Ciiii, Gregory…. Nie słuchasz — syknął Mycroft, pochylając się w stronę Grega, bliżej niż prawdopodobnie się spodziewał.

Greg uniósł brwi z lekkim zaskoczeniem.

Spośród nich młodszy mężczyzna zwykle nie był tym, który się upijał. Greg czuł się cholernie pijany, ale miał na uwadze, że w jakiś sposób skończyli całą butelkę szkockiej, kiedy Mycroft próbował nauczyć go grać w szachy. W końcu porzucili grę i usiedli na kanapie. Mycroft w tej chwili zaplótł ich nogi i prawie wczołgał się wprost na jego kolana.

— Słucham, kochanie — poprawił go Greg, kończąc swojego n-tego drinka. — I również temu nie zaprzeczam.

— Tak, oczywiście, ale Gregory, może widzisz, ale nie patrzysz — wtrącił się Mycroft. Z westchnieniem podniósł jedną nogę do góry. — Musisz patrzeć.

— Robię wszystko, co w mojej mocy, patrząc, Myc. Głównie wtedy, gdy jesteś nagi, a my leżymy w łóżku.

Mycroft zaczął chichotać. Tak, najwyraźniej ogromne ilości szkockiej sprawiły, że wielki Mycroft Holmes chichotał. Greg nigdy go takiego nie wiedział, przez sześć lat, które się znali, i było to coś, czego szybko nie zapomni. To było tak niepodobne do niego, że Greg mógłby przysiąść, że był całkiem inną osobą. Oznaczało to również, że najprawdopodobniej minie dużo czasu, zanim znowu zobaczy coś takiego, więc musiał się tym nacieszyć.

— Och, przestań zboczeńcu — zbeształ go Mycroft, obracając nogę, by popchnąć pierś Grega dużym palcem u stopy. — Mówię poważnie.

— Ja również. Powiedziałem ci, jak seksowne, moim zdaniem, są twoje nogi.

Mycroft przytaknął. Pochylił się do przodu i lekko się chwiejąc szarpnął za nogawkę spodni, podciągając nogę do góry. Odsłonił jedną ze swoich bladych, smukłych nóg.

— Nie tylko seksowne — skomentował Mycroft, wskazując z powagą na starszego mężczyznę. — Nie. Są najlepsze. Mam najlepsze nogi.

— Masz rację. — przytaknął Greg szczerząc się.

— Ale ty nie patrzysz.

Z sapnięciem Mycroft odsunął się od Grega i zaczął wstawać. Jego środek ciężkości był niestabilny, powodując, że prawie się przewrócił, ale jakoś utrzymał równowagę. Greg prychnął.

— Gdzie idziesz? — zapytał mocno rozbawiony.

Mycroft odwrócił się. Znów lekko się chwiejąc, sięgnął po Grega.

— Mam zamiar ci to udowodnić. Idziemy do klubu ze striptizem. Chodź, Gregory.

— Nie idziemy do klubu ze striptizem. Już jesteśmy pijani — zaśmiał się Greg, zanurzając się głębiej w kanapę, aby zobrazować swój brak chęci do pójścia gdziekolwiek. — Poza tym, co by to dało, gdybyś patrzył na grupę kobiet?

Mycroft obdarzył go swoim miażdżącym spojrzeniem, które mówiło, że miał do czynienia z idiotą. Nawet pijany zrobił to bezbłędnie.

— Idziemy do męskiego klubu ze striptizem. Gregory, daj spokój. Wstawaj.

Zadziwiające, o ile bardziej Mycroft i Sherlock brzmieli podobnie, gdy Mycroft był pijany. Nie, żeby Greg kiedykolwiek o tym wspomniał, ale taka była prawda. W pewnym sensie to uwielbiał.

— Wracaj tutaj. Nie wychodzimy z domu — westchnął Greg, próbując chwycić Mycrofta, by pociągnąć go z powrotem na kanapę.

— To nie jest tak, że któryś z nas musi prowadzić — kontynuował marudzenie Mycroft. — Muszę udowodnić, że mam najlepsze nogi w całej Anglii.

— Wracaj tutaj — powtórzył Greg, w końcu chwytając smukłą dłoń swojego kochanka.

Pociągnął go z powrotem na kanapę. Mycroft wydał z siebie raczej niegodny okrzyk, a Greg objął go ramionami, zanim zdążył wstać.

— Wierzę ci — szepnął do ucha Mycrofta. — Wiem, że to prawda. Nie musisz mi niczego udowadniać. Zostań tutaj, dobrze? Zostańmy na kanapie i całujmy się jak napalone nastolatki.

— Nie jesteśmy nastolatkami — wymamrotał Mycroft, odwracając się, by spojrzeć na Grega.

— Zgadza się, ale jesteśmy napaleni.

Greg uśmiechnął się przy tych słowach. Uśmiech pojawił się również na twarzy Mycrofta.

— To prawda — szepnął, pochylając się, by zainicjować, namiętny, gorący pocałunek.