Rozdział 131: Mając zły dzień
Obaj mężczyźni najwyraźniej mieli okropny dzień w pracy. Greg nie spał prawie 36 godzin, zajmując się bardzo skomplikowaną sprawą morderstwa i bardzo irytującym Sherlockiem Holmesem. W końcu znalazł się w domu i powłócząc nogami poszedł do salonu we wspólnym domu jego i Mycrofta.
Początkowo był wdzięczny, słysząc, że Mycroft wrócił do domu. To jednak nie trwało długo. Irytacja i chłód promieniowały od polityka, co nie poprawiło nastroju Grega. Wzdychając i tak próbował wycisnąć z niego, o co chodziło. Nie byli w stanie spędzić ze sobą czasu przez ostatnie kilka dni, więc chciał jak najlepiej wykorzystać dany im czas. Może to sprawi, że obaj poczują się lepiej.
— Zrobić ci herbatę? — zaproponował na powitanie, gdy Mycroft znalazł się w zasięgu jego wzroku po odłożeniu teczki i parasola.
Młodszy mężczyzna westchnął.
— Nie. Dziękuję, Gregory, ale jestem w stanie sam zaparzyć sobie herbatę — nadeszła sztywna odpowiedź.
Tak, z pewnością miał okropny dzień. Greg wzruszył ramionami.
— Wiem, po prostu pomyślałem, że zaoferuję — mruknął, luźno krzyżując ramiona na piersi.
Zamiast odpowiedzieć, Mycroft wszedł do kuchni, żeby przygotować i wypić wspomnianą herbatę. Greg poszedł za nim, opierając się o blat obok niego.
— Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić? — zapytał Mycroft, gotując wodę.
Greg uniósł brwi.
— Przepraszam, czy nie chcesz spędzić ze mną czasu? — zapytał, zapewne bardziej surowo, niż planował.
Mycroft posłał mu miażdżące spojrzenie.
— Gregory, nic takiego nie mówiłem. Nie wkładaj mi w usta słów, których nie wypowiedziałem.
Irytacja zapłonęła wewnątrz inspektora. Powinien się uspokoić. Naprawdę powinien to zrobić, bo nie było żadnego powodu, aby się tak czuł. Obaj mieli okropny dzień i to wszystko. Niestety, był trochę rozgorączkowany i nie mógł powstrzymać irytacji, jaką wywoływał u nim jego partner.
— Może tego nie powiedziałeś, ale było to całkiem jasne. Przepraszam, pójdę sobie — powiedział, odsuwając się gwałtownie od blatu.
— Naprawdę, Gregory, przestań być takim dzieckiem — warknął Mycroft. — Spodziewałbym się takich rzeczy po Sherlocku, ale jeśli masz zamiar tak reagować, to wolałbym, żebyś sobie poszedł.
Greg zamarł nieco zszokowany. Gapił się na Mycrofta, który nie poruszył się ani nie odezwał się nawet jednym słowem. Inspektor potrząsnął głową.
— Dobra — warknął, wybiegając z kuchni.
Tak szybko, jak mógł wyjął paczkę papierosów z kieszeni jednej z kurtek i poszedł na tyły domu, gdzie wyszedł na patio. Zapalił i zaciągnął się mocno papierosem, próbując zignorować pieczenie w oczach.
Nie powinien brać tego do siebie. Z pewnością Mycroft tak nie myślał. Z pewnością nie chciał, żeby odszedł. Ale… dlaczego miałby tego nie chcieć? Zresztą, to nie tak, że Greg dobrze pasował do szykownego mężczyzny. Był tępy, stary, szorstki i złamany. Nie zasługiwał na kogoś takiego jak Mycroft. Nic dziwnego, że chciałby, żeby odszedł… Może…
Potarł wściekle oczy, poirytowany na siebie samego. Robił się taki emocjonalny. Westchnął, będąc w połowie papierosa, kiedy zauważył, że nie był już sam.
— Myślałem, że rzuciłeś — skomentował Mycroft ściszonym głosem.
Greg zerknął na niego przelotnie, gdy młodszy mężczyzna usiadł obok niego. Westchnął, wpatrując się w ziemię, strzepując popiół z papierosa.
— Najwyraźniej nie — wymamrotał, nie ufając sobie na tyle, by spojrzeć na Mycrofta. I tak czuł się wystarczająco rozbity emocjonalnie.
Na chwilę zapadła między nimi cisza.
— Muszę przeprosić — powiedział w końcu Mycroft. — Odezwałem się bez zastanowienia.
— Nie, to… Może powinienem odejść. Dziwię się, że wcześniej mnie nie wyrzuciłeś. W końcu jestem złamanym, starym policjantem. Co u licha mógłbyś we mnie zobaczyć? Mam szczęście, że spędziłem z tobą tyle czasu.
— Gregory… — westchnął Mycroft.
Wyciągnął rękę i podłożył smukły palce pod brodę Grega, odchylając głowę na bok, tak aby byli zwróceni ku sobie. Usta Grega były wykrzywione, ponieważ stanowczo odmawiał rozpłakania się. Jednak spojrzenie Mycrofta nie było zimne. W bladych oczach mężczyzny widniało ciepło, które Greg tak dobrze znał. To sprawiło, że jego serce zacisnęło się.
— Nie jesteś złamany — szepnął Mycroft, pocierając kciukiem szczękę Grega. — Nie chcę, żebyś odszedł. W rzeczywistości cierpiałbym, gdyby tak się stało.
Greg milczał. Nie był w stanie nic powiedzieć. Przez chwile tylko patrzyli na siebie.
— Obaj mieliśmy okropny dzień — kontynuował Mycroft. — Był ciężki i stresujący, a moją cierpliwość nadwyrężono dzisiaj więcej niż raz. Wyładowałem się na tobie. To nie było uczciwe z mojej strony i muszę za to przeprosić.
— Myc…
— Proszę, wybacz mi, Gregory. Proszę, zrozum, że nie miałem na myśli nic złego, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że cię skrzywdziłem.
Greg westchnął i zamknął oczy. Jego ramiona opadły.
— Kocham cię, Gregory Lestrade. To poważny błąd, żebyś kiedykolwiek pomyślał, że jest inaczej.
Greg zamrugał i ponownie otworzył oczy. Mycroft uśmiechnął się do niego delikatnie, co sprawiło, że starszemu mężczyźnie zakręciło się w głowie. Następnie Mycroft pochylił się i połączył ich usta w niespiesznym, delikatnym pocałunku.
— Wróćmy do środka — szepnął Mycroft, kiedy się rozstali. — Chcę spędzić wieczór we właściwy sposób.
— A jaki jest właściwy sposób? — zapytał Greg, głosem drżącym od emocji.
— Z tobą w moich ramionach i sercu — odpowiedział Mycroft, zanim uśmiechnął się. — I prawdopodobnie mając na sobie o wiele mniej ubrań.
Greg zdławił szloch, a jego spojrzenie zamgliło się, gdy oczy wypełniły mu się łzami, które, jak miał nadzieję, nie popłyną.
— Okej — zgodził się i pozwolił Mycroftowi chwycić się za rękę i wprowadzić się z powrotem do środka.
