Rozdział 136: Majowe gościnne opowiadanie
Mężczyzna odpowiedzialny za rząd brytyjski stuknął palcami w rączkę parasola i westchnął, gdy czarny samochód pędził przez Londyn. Anthea upewniła się, że sygnalizacja świetlna będzie działała na jego korzyść, ale jak na jego gust jechali nadal zbyt wolno. Obwiniał za to Amerykanów. Prosta, trwająca tydzień konferencja przeciągnęła się na dwa tygodnie z powodu ich egocentrycznego nadęcia. O to, że był prawie spóźniony na wakacje z Gregorym.
Gregory. Samo imię było balsamem dla jego postrzępionych nerwów. To właśnie utrzymywało go przy zdrowych zmysłach. Zaplanowali te wakacje - ich pierwsze - długo przed tym, zanim w ogóle temat konferencji się pojawił. Nawet wtedy zapewniono go, że wróci do domu w odpowiednim czasie. Powinien był wiedzieć lepiej.
Mycroft zamknął oczy i ostatecznie przestał myśleć o konferencji. To był już koniec, wszelkie pozostałe szczegóły można byłoby omówić po jego powrocie. Teraz czas skupić się na Gregorym. To były dwa długie tygodnie bez niego. Czternaście dni bez pieszczot, które utrzymywały go - a co za tym idzie, sporą część Europy - w spokoju i opanowaniu, były niesamowicie wyczerpujące. Otworzył oczy i uśmiechnął się po raz pierwszy od wielu dni, kiedy zdał sobie sprawę, że znaleźli się niedaleko domu Gregory'ego. Był zaledwie kilka minut od swojej miłości.
Samochód zatrzymał się przed skromnym budynkiem i Mycroft pośpiesznie pokonał schodki prowadzące do drzwi, które otworzył własnym kluczem i wszedł do środka.
— Gregory?
— Myc! — Na progu sypialni pojawił się Gregory, a Mycroft upuścił parasol na podłogę.
To nie był jego Gregory. Jego Gregory był gładko ogolony i miał starannie uczesane włosy. Jego Gregory nosił koszulę i spodnie w kant (w pracy) lub dżinsy i koszulkę (wszędzie indziej). Ale ta… ta wersja była zupełnie inna. Jego włosy były przydługie i niechlujnie zaczesane do tyłu. Miał na sobie lekką koszulę w kolorze mokki, która odsłaniała więcej klatki piersiowej niż zwykle. Różowe sznury koralików wisiały na jego szyi i podzwaniały lekko, podczas gdy skórzany sznur był owinięty wokół jego nadgarstka.
A kolejnym zaskoczeniem był brak gładko ogolonej twarzy. Ten Gregory nosił brodę. Krótką brodę w kolorze soli i pieprzu, która idealnie pasowała do włosów na jego głowie.
Greg uśmiechnął się szerokim, ukazującym zęby uśmiechem. Przeszedł dzielącą ich odległość i przyciągnął Mycrofta do gwałtownego uścisku. Jego zarost był bardziej miękki niż się wydawał.
— Nie… nie goliłeś się.
— Co? Ach, tak. — Greg cofnął się o krok i potarł swoją brodę. — Nigdy nie golę się na wakacjach… ani w poprzedzające je kilka dni. Pomaga mi to wejść w klimat wakacji. Nie podoba ci się?
Mycroft zdał sobie sprawę, że jego usta były otwarte. Zamknął je, przełknął ciężko. Nagle zaschło mu w gardle. Gregory był piękny - piękniejszy niż zwykle. Był uosobieniem seksu.
Brodaty Gregory spojrzał na niego wyczekująco.
— Myc? Czy wszystko w porządku?
Mycroft zrobił krok do przodu i obiema rękami ujął szczękę Grega, całując go namiętnie. Starszy mężczyzna owinął ramiona wokół talii Mycrofta i przyciągnął go bliżej. Polityk porzucił usta swojego chłopaka i zaczął składać pocałunki wzdłuż jego szczęki, aż do brody i z powrotem po drugiej stronie. Greg roześmiał się lekko.
— Uznaję to za aprobatę.
Mycroft odsunął się od Grega, splatając ich palce, pociągnął go do sypialni.
— Boże, tak.
