Rozdział 143: Pierwsza kłótnia

Uwagi: Alternatywa - Nastolatkowie

Cóż, stało się. Ich pierwsza wielka kłótnia. Wszystkie towarzyszące temu okoliczności sprawiały, że byli w paskudnych humorach. Egzaminy spowodowały, że byli spięci i zgryźliwi, a wszystko po prostu… eksplodowało. Greg przypomniał sobie, jak siedział w pokoju w akademiku Mycrofta i jak … zaczęli na siebie warczeć.

Greg czuł się gorszy z powodu swojej inteligencji. Jasne, miał dobre oceny, ale nie były one świetne. Po prostu informacje nie zostawały w jego głowie. Bycie mądrym było jedną z ważnych spraw, jeśli chodziło o zakochanie się i umawianie z najmądrzejszym chłopcem w całej klasie, przez co czasami czuł się trochę gorszy. Te wszystkie A Mycrofta były dla niego niczym kopniaki. A Mycroft po prostu… go skrzywdził.

Nie był pewien, czy drugi nastolatek powiedział to, co naprawdę myślał, czy nie. Nazywając go dziecinnym i mówiąc, że nie przykładał się i zachowywał się jak głupie dziecko… To naprawdę bolało. Dodaj to tego stres, który na nim ciążył, a Greg nie pozostał dłużny. Zdarzyło się to pięć dni temu. Od tamtej pory unikali się nawzajem.

Siedział w bibliotece, schowany obecnie w kącie z książką na kolanach. Stresował się nawet przedmiotami, w których był dobry. Jakoś te historyczne teksty nie miały sensu. Powinny, ale tak nie było. Tak długo trzymał nos w książce, że nawet nie zauważył osoby przed sobą, dopóki ta nie odchrząknęła.

— Tak, o co… — zaczął, podnosząc wzrok z irytacją, po czym zdał sobie kto stał przed nim, a jego oczy otworzyły się szerzej. — Myc?

— Gregory, czy mogę… dołączyć do ciebie? — zapytał młodszy nastolatek, niezgrabnie przystępując z nogi na nogę.

To było urocze, a mimo to Greg wciąż odczuwał gniew i był zraniony wcześniejszymi słowami. Miał gówniany temperament. Wszyscy mu to zawsze powtarzali, więc sapnął:

— Sam nie wiem, nie chcę cię zarazić moim głupim zachowaniem — wymamrotał, wpatrując się z powrotem w swoją książkę. Jego serce waliło.

Mycroft westchnął.

— Tak, jeśli o to chodzi — rozpoczął Mycroft. — Jestem ci winny przeprosiny, Gregory. Naprawdę nie miałem na myśli tego, co powiedziałem ci w zeszłym tygodniu.

Greg chciał w to uwierzyć. Przypuszczał, że naprawdę tak było. Mycroft nigdy go nie okłamał, więc dlaczego miałby zacząć teraz? Westchnął i zamknął podręcznik, odkładając go na bok i krzyżując nogi.

— Obaj odczuwaliśmy bardzo wysoki stres — kontynuował Mycroft, poprawiając książki schowane pod pachą. — To naturalne, że stres pojawia się w formach niezamierzonych przez obie strony.

Greg wiedział, że Mycroft pewnego dnia zostanie genialnym politykiem. Mówił tak naturalnie i był niesamowity w negocjacjach i nakazywaniu ludziom, aby go słuchali, nawet jeśli nie chcieli.

— Również przepraszam… — westchnął Greg, przeczesując dłonią ciemne włosy. Jego głos obniżył się jeszcze bardziej, gdy miękko wyznał: — Tęskniłem za tobą..

— A ja za tobą. — Uśmiechnął się Mycroft. — Mogę więc usiąść?

Greg milczał przez chwilę, myśląc o tym. Powoli zaczął uśmiechać się lekko. Wskazał na swoje kolana. Mycroft uniósł brew, a Greg zachichotał.

— Daj spokój, jest mi wygodnie. Sam chciałeś usiąść. — Uśmiechnął się szerzej.

Mycroft westchnął z irytacją, potrząsając głową. Odłożył jednak książki i rozejrzał się, zanim ostrożnie usiadł na jednej z nóg Grega. To jednak nie wystarczyło. Kiedy starszy nastolatek objął Mycrofta ramionami w talii, przyciągnął go bliżej, tak że prawie siedział okrakiem na jego kolanach.

— Gregory, jesteśmy w bibliotece — wysyczał Mycroft, przyciskając płasko dłonie do klatki piersiowej Grega. Jego policzki zapłonęły jaskrawym różem. To było urocze.

— No to chyba lepiej być cicho.

Greg uśmiechnął się złośliwie, chwytając klapy mundurka Mycrofta, przyciągając go do namiętnego pocałunku.

Mycroft zamarł, jego umysł najwyraźniej działał w nadbiegu i protestował przeciwko temu, co się działo, ale Greg wyczuł, że jego ciało rozluźniło się, gdy przesunął językiem po ustach młodszego chłopaka. Pocałowali się mocniej, a Mycroft odwzajemnił pocałunek. Jego smukłe palce przeczesywały włosy Grega, a jego paznokcie drapały mu skórę głowy. Greg zadrżał.

— Gregory — sapnął Mycroft w jego usta, po czym jęknął cicho, gdy Greg pocałował i uszczypnął zębami jego szyję. Chwycił ramiona Grega, przyciskając się do niego. Obaj drżeli z podniecenia. — Gregory, musimy…

— Nikogo tutaj nie ma — warknął Greg, najwyraźniej nie spiesząc się, by pójść gdzieś indziej.

Marzył o robieniu mniej stosownych rzeczy w bibliotece. Może to było dziwne. Nie obchodziło go to. Poza tym odkrył, że nie chcę rezygnować z odrobinę bardziej niegrzecznych rzeczy.

Nie — syknął Mycroft, choć zadrżał i przycisnął się bliżej z lekko uchylonymi ustami. — Gregory, proszę

Greg przestał. Cóż, trudno było to zignorować. Oblizując wargi, Greg skinął głową i spojrzał w szybko ciemniejące od pożądania oczy Mycrofta.

— A więc mój pokój. U ciebie będzie współlokator.

— Mądra decyzja — zgodził się Mycroft, drżącym głosem.

— Idziemy — niemal warknął Greg.

Pospiesznie zebrali swoje podręczniki, zanim szybko przeszli przez bibliotekę.

— Gregory, przepraszam — powtórzył Mycroft, gdy szli trzymając się za ręce.

— Zrobisz to z mniejszą ilością ubrań, okej?

Greg uśmiechnął się, patrząc z miłością na swojego chłopaka. Mieli swoją pierwszą, wielką kłótnię. Teraz mieli mieć swoje pierwsze niegrzeczne zbliżenie.