Rozdział 144: Wybierając się na piknik
Greg nie mógł powstrzymać uśmiechu na twarzy, gdy patrzył, jak jego partner próbuje się przygotować do wyjścia. Mycroft miał nieskazitelną garderobę z szafą pełną garniturów, w której prawdopodobnie mógłby się zgubić. A jednak w momencie kiedy mieli zamiar wybrać się na piknik, polityk nie mógł znaleźć czegoś odpowiedniego do ubrania się.
Nie był pewien, w jaki sposób przekonał Mycrofta, by wybrali się n prawdziwy piknik, ale tak się stało. Nie mógł się tego doczekać. Zawsze było to coś, co mu się podobało, odkąd był młodzieńcem, a minęło tak wiele czasu, odkąd cieszył się czymś z tego rodzaju.
— Nie masz dżinsów? — zapytał, unosząc brwi.
Mycroft stał przy komodzie w majtkach i zapinanej na guziki koszuli, która była obecnie rozpięta, wpatrując się w dwa zestawy spodni. Greg chciał zrobić zdjęcie. To było urocze, a jednocześnie seksowne. Jednak spodnie, które trzymał, nie nadawały się najlepiej do tego rodzaju wypraw na świeżym powietrzu.
— Dżinsy? — powtórzył Mycroft, prawie szydząc. — Wątpię bym je miał, Gregory.
— No dalej, musisz mieć chociaż jedną parę.
Stękając, Greg wstał z łóżka i podszedł do komody, machając ręką, żeby drugi mężczyzna odsunął się na chwilę. Uklęknął, otwierając szufladę i zaczynając przeglądać ubrania, które tam były. Mycroft otworzył usta, żeby zaprotestować, ale Greg już przeszukiwał jego garderobę, więc postanowił tego nie robić i dalej zastanawiał, się, które z trzymanych spodni powinien założyć.
Wreszcie, po około dziesięciu minutach, Greg poczuł to na samym dnie szuflady. Krzyknął triumfalnie, uśmiechając się szeroko, gdy wyciągnął dżinsy.
— Wiedziałem, że masz jakieś! — Uśmiechając się, podniósł je, pokazując wyższemu mężczyźnie. — Każdy ma co najmniej jedną parę.
Mycroft wpatrywał się w dżinsy z szeroko otwartymi oczami. Uniósł brew.
— Nie założę tego.
Jęcząc Greg wstał i podszedł do Mycrofta. Owinął luźno ramię wokół talii.
— Będą idealne na piknik, Myc — powiedział cicho. — Lepsze to niż martwienie się czymś takim jak plamy trawy na twoich drogich spodniach. Daj spokój, tylko ten jeden raz?
Zajęło to kilka chwil przekonywania, ale w końcu Mycroft się zgodził. Greg był oszołomiony. Naprawdę nie potrafił wyjaśnić dlaczego, ale przez te wszystkie lata, kiedy znał młodszego mężczyzny, nigdy nie wiedział go ubranego w coś tak swobodnego. To były spodnie w kant, piżama albo nic. Oczywiście nic było najlepsze, ale… mimo wszystko. W końcu zobaczy go w dżinsach.
Podczas, gdy Mycroft poszedł się ubrać, Greg skierował się do kuchni, aby upewnić się, że mają wszystko, czego potrzebowali. Większość przygotowań zrobił wcześniej tego dnia, ale zawsze dobrze było się upewnić, że niczego nie zapomniał. Skupił się na tym, chowając ostatnie jedzenie, które przygotował oraz upewnił się, że włożył wybrane wino do kosza. Potem zebrał razem koce i plastikowe sztućce (bo nigdy nie zabraliby ze sobą swoich ładniejszych i potencjalnie łamliwych rzeczy).
I gotowe. Greg sapnął triumfalnie i umieścił wszystko razem na rogu kontuaru, a potem odwrócił się, by poszukać swojej drugiej połówki i zobaczyć, czy był już gotowy do wyjścia Spotkali się na korytarzu w pobliżu ich sypialni, a Greg po prostu… gapił się.
Mycroft miał na sobie dżinsy i do diabła, wyglądały na nim niesamowicie. Były niezwykle dopasowane, podkreślając, jak długie i smukłe były nogi mężczyzny. Greg coś przeczuwał, że jego tyłek prawdopodobnie również wyglądał niesamowicie. Na dodatek koszula, która Mycroft miał wcześniej na sobie została zastąpiona na rzecz jasnoniebieskiego swetra z długimi rękawami. Pod spodem miał białą koszulkę z kołnierzem, wystającym ponad dekolt swetra.
— Gregory? — zapytał unosząc brew i przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Wyraźnie wyglądał na skrępowanego.
— Myc, czy możemy… Do licha, po prostu zostańmy w domu — powiedział szorstko, lekko drżąc.
Mycroft wyglądał o wiele bardziej seksownie, niż Greg był na to przygotowany. Mycroft zamrugał, rozchylił usta, po czym wybuchnął śmiechem. To było szczere i pogodne. Greg uśmiechnął się.
— Jesteś niedorzecznym człowiekiem. — Mycroft wciąż się śmiał. Robiąc krok do przodu, ścisnął biceps Grega i pochylił się, by złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. — Cieszę się, że pochwalasz mój wybór garderoby.
— Boże, tak — westchnął Greg, wciąż się uśmiechając.
— Chodź, Gregory. Pokaż mi na czym polega ten cały piknik, na który tak nalegałeś — powiedział Mycroft z ciepłym uśmiechem. — Potem możemy wrócić do domu i zobaczyć, jak potoczy się dla nas noc.
Mycroft mrugnął, uśmiechając się sugestywnie. Greg uśmiechnął się złośliwie i skinął głową. Tak… Dzisiejszy dzień zapowiadał się całkiem nieźle. Odwrócili się. Greg podążył za Mycroftem z powrotem do kuchni, a później do drzwi.
Och, tak. Tyłek Mycrofta wyglądał cholernie idealnie.
