Rozdział 146: Trzymaj go z daleka, Gregory

Mycroft czuł się nieszczęśliwy. Właśnie wrócił z podróży do Belgii i chociaż bardzo chciał wrócić do domu, do swojej rodziny, bardzo się bał, że nieuchronnie zachoruje. Dlatego był tutaj, zaszyty w ich wspólnej sypialni, czując mdłości i kichając na potęgę.

Wolałby tego nie robić. Oczywiście, był w stanie zobaczyć Gregory'ego, ale dał jasno do zrozumienia, że nie chce przebywać w pobliżu ich półtorarocznego syna, Olivera. Bardzo tęsknił za chłopcem i wiedział, że ten również za nim tęsknił, ale ostatnią rzeczą, jaką chciał zrobić, było zarażenie czymkolwiek syna.

Dlatego wciąż leżał, zawinięty w ogromną kołdrę, dmuchając szorstko w chusteczkę. Zamknął oczy i westchnął, a jego ciało rozluźniło się na materacu, gdy próbował wyleczyć się z tego okropnego przeziębienia. Miał je od dwóch dni i wydawało się, że najgorsze już minęło, ale nie czuł się na tyle dobrze, by ryzykować zbliżenie się do syna.

Dźwięk otwieranych drzwi i ściszony głos Gregory'ego sprawiły, że Mycroft zamrugał i otworzył oczy. Zamarł zdziwiony, gdy ujrzał Olivera w ramionach męża. Natychmiast pociągnął kołdrę na głowę, żeby całkowicie się przed nim zasłonić.

— Tata! — zawołał pogodnie Oliver, po czym wydał z siebie cichy odgłos zakłopotania, gdy ten zniknął pod kołdrą. Mycroft poczuł, jak materac łóżka ugina się, gdy Gregory usiadł obok niego z synem na kolanach.

— On jest tym guzem, właśnie tu — powiedział miękko Greg. — Widzisz tę bryłę? To tata.

— Tata — zaśmiał się Oliver, a Mycroft poczuł, jak drobna dłoń uderza go w zakryte ramię.

— Gregory, mówiłem ci, że nie chcę narażać Olivera na zachorowanie — mruknął nieco stłumionym głosem.

— A ja ci mówiłem, że nic mu nie będzie. Chodź i pokaż się, kochanie. Ollie tęskni za swoim tatą.

Mycroft oczywiście się wahał, ale wydawało mu się, że nie zdoła zmusić ich do wyjścia. Z westchnieniem zdjął kołdrę z głowy i pokazał się im obu. Bez względu na wszystko, nie żałował tego. Uśmiech, który rozpromienił twarz Olivera sprawił, że Mycroft również zaczął się uśmiechać. Nic nie mógł na to poradzić. Z pewnością chłopiec odziedziczył uśmiech po rodzinie Lestrade i była to najpiękniejsza rzecz na świecie.

— Tata! — powtórzył Oliver, wyciągając ręce z rozłożonymi palcami.

Mycroft potarł dłoń o kołdrę, zanim wyciągnął ją, by chłopiec mógł na chwilę chwycić jego palec wskazujący.

— Tata źle się czuje — powiedział Greg do Olivera, całując go w głowę.

Mycroft skinął głową, mrucząc na znak zgody, podczas gdy Oliver tylko gaworzył ze zrozumieniem. Najprawdopodobniej rozumiał. Ich syn był bardzo inteligentny jak na swój wiek, co polityka ani razu nie zdziwiło. Znowu zaczął się uśmiechać, ale zamarł i musiał sięgnąć po chusteczkę, gdy poczuł narastającą chęć kichnięcia. Zakrył usta w samą porę, zanim to nastąpiło.

— Psiu! — Oliver zachichotał, wciąż się uśmiechając. — Psiu!

— Na zdrowie, kochanie — zaśmiał się cicho Greg. Znów spojrzał na Olivera. — Czy możesz powiedzieć "Na zdrowie"? Tak się mówi, gdy ktoś kichnął.

Oliver spojrzał na swojego starszego ojca, słuchając wypowiedzianych słów. Zamrugał, przyswając je i przetwarzając, po czym ponownie spojrzał na Mycrofta, gdy ten kichnął po raz kolejny.

— Psiu! — powtórzył Oliver, żując przez chwilę jeden ze swoich palców. — Zdrowie.

Mycroft zamrugał i uśmiechnął się szeroko.

— Dziękuję ci, Olivierze. To bardzo miłe z twojej strony.

Pracował nad tym, by wydmuchać porządnie nos, aby odblokować zatoki.

— Zdrowie! — powtórzył Oliver patrząc z dumą na Grega.

— Dobra robota, Ollie — powiedział z czułością Gregory, całując czubek jego głowy. Znów spojrzał na Mycrofta, uśmiechając się słodko. — Widzisz? Czy nie cieszysz się, że postanowiłem zignorować twoją prośbę?

Mycroft zaśmiał się ochryple, gdy jego najdroższy Gregory mrugnął do niego. Oliver nadal siedział na jego kolanach, uznając, że teraz jego zadaniem było mówienie "zdrowie" za każdym razem, gdy chory wydawał z siebie jakikolwiek dźwięk nosem lub gardłem (niezależnie od tego, czy rzeczywiście było to kichnięcie). Mycroft skinął głowa w odpowiedzi na pytanie starszego mężczyzny. Już zaczynał czuć się lepiej.