Rozdział 150: Liczby

W końcu były to tylko liczby: linie, które wyginały się, tworząc rozpoznawalne wzory, którym następnie przypisywano pewne wartości. Mycroft rozumiał kryjącą się za tym logikę, ale to nie powstrzymało zimnej fali strachu w dole żołądka. Nie powstrzymało go to również przed natychmiastowym zejściem z wagi i wyjściem z łazienki w serii długich, pospiesznych kroków.

Pomimo ścisłej diety i rygorystycznych ćwiczeń, jakimś cudem przybrał na wadze. Nie był w stanie pojąć, jak do tego dopuścił. Na pewno nie mogła to być jego wina, musiało to wynikać z czegoś innego, z czegoś, co wyrwało się ze szponów jego bezwzględnej kontroli

W każdym razie to nie wystarczyło. To było nie do przyjęcia. Odpuszczanie z pewnością nie wchodziło w grę i zrobi wszystko, aby powrócić do wagi, którą miał przed zważeniem się tego popołudnia.

Rozpoczął swoją poprawę przez niezwykle długi bieg na bieżni. Czuł, jak pot zbierał mu się na skroni i spływał po boku twarzy, gdzie zsuwał się ze szczęki. Mycroft nie potrafił powiedzieć, jak długo biegł, ale zanim zatrzymał maszynę i stanął na podłodze, jego uda drżały i był zmuszony chwycić poręcz, aby nie upaść.

To był jego pierwszy wysiłek.

Drugi miał miejsce wieczorem tego samego dnia, kiedy zarówno on jak i Gregory siedzieli przy stole w jadalni (starszy mężczyzna przygotował wspaniałą kolację). Obserwował nieco niespokojnie, jak ustawiono przed nim pełny talerz. Kolacja pachniała niebiańsko. Jego partner był nieoceniony w sztuce kulinarnej.

Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę jego obecny stan umysłu - a także liczby - nie widział jedzenia. Nie, to co zobaczył, to węglowodany, skrobia, kalorie… Mnóstwo czerwonych flag, które spowodowały u niego niechęć do udziału w tym boskim posiłku.

— Wszystko w porządku, kochanie? — zapytał Gregory, wyrywając Mycrofta z jego rozmyślań. — Patrzysz na swój talerz, jakby ten planował cię zabić.

Och, gdyby tylko starszy mężczyzna zdał sobie sprawę z prawdziwej słuszności swoich słów.

— Niestety, nie czuję się zbytnio głodny — uchylił się od odpowiedzi Mycroft z dużą nonszalancją. — Przyznaję, prawdziwa tragedia, ponieważ zarówno wygląda, jak i pachnie niesamowicie apetycznie.

W tym momencie Gregory odłożył widelec.

— Myc, nic dzisiaj nie jadłeś. Nie jadłeś śniadania, kiedy piliśmy razem poranną herbatę i kawę, a kiedy zadzwoniłem do ciebie wcześniej z pracy, powiedziałeś, że nie jadłeś obiadu.

Mycroft nagle pożałował, że Gregory był aż tak spostrzegawczy, jeśli chodziło o jego apetyt lub jego brak. To było niesamowicie niewygodne (zwłaszcza teraz). Mimo to Mycroft zachował spokój i nie okazał oznak zewnętrznego dyskomfortu. Niestety… to nie wystarczyło, by uspokoić Gregory'ego.

— Coś jest nie tak — zauważył inspektor, siadając wygodnie na krześle i luźno krzyżując ręce na piersi. — Powiesz mi? Czy mam cię przesłuchać?

Ton Gregory'ego miał absolutną, nieustępliwą ostateczność, która sugerowała, że nie żartował. Był całkowicie, w stu procentach poważny.

Realistycznie Mycroft mógł skłamać. Mógł usprawiedliwić się tym, że niedawny kryzys narodowy rozproszył go, wyjaśniając w ten sposób unikanie wszelkiego jedzenia. A jednak… Gregory nie był kolegą, ani kimś, kogo Mycroft mógł ot tak okłamać.

Myc?

Cholera.

Wzdychając, Mycroft porzucił swój podstęp i poruszył temat, który bez wątpienia zdenerwuje Gregory'ego.

— Wcześniej tego popołudnia poczułem konieczność zważenia się.

— I nie spodobało ci się to, co zobaczyłeś — dokończył Gregory, szybko pojmując sens sprawy. — I przez to, cholera, głodziłeś się.

Na to topazowe oczy Mycrofta stwardniały zmieniając się w ostre szafiry. Przyjął defensywną postawę.

— Nie głodziłem się, Gregory. Po prostu postanowiłem nie jeść. To różnica.

— Racja, tak, to robi różnicę — sapnął inspektor. — Myc, ile razy zamierzasz to sobie zrobić? Powinieneś mieć wahania wagi. To normalne. Dopóki nie jest to ekstremalna strata lub wielki przyrost, a wiem, że tak nie jest, to wszystko jest w porządku. Nic ci nie jest.

Mycroft patrzył, jak Gregory rozłożył ramiona i sięgnął przez stół, delikatnie ujmując jego dłoń w czułym, cierpliwym uścisku. Macki winy zaczęły zaciskać się wokół piersi Mycrofta, ale nie zwracał na to uwagi. Zamiast tego pozwolił na fizyczny kontakt i zacisnął palce na dłonie Gregory'ego.

— Wydajesz się być o tym dość przekonany — zauważył Mycroft, czując jak jego rozdarta część powoli zaczynała się łatać.

— Bo jestem — potwierdził Gregory, uśmiechając się. Następnie cofnął rękę i wskazał nią na wpół zjedzony makaron. — Teraz masz skończyć jedzenie albo nie odejdziesz od stołu.

Mycroft uniósł brew, powoli sięgając po widelec.

— A jeśli skończę? — zapytał chłodno.

Jego kochanek uśmiechnął się przebiegle.

— W takim razie nie będziesz mógł później wyjść z sypialni.