Rozdział 160: Praca do późnej nocy
Greg był zaskoczony cichym pukaniem do drzwi. Poderwał głowę znad góry dokumentów leżących przed nim na biurku. Jego oczy były szeroko otwarte, a serce biło trochę szybciej niż normalnie. Nie spodziewał się żadnego hałasu, nie mówiąc już o prostym fakcie, że nie był już tu sam. Jego zszokowany wyraz twarzy zmienił się w zadowolenie, a uśmiech pojawił się na twarzy, gdy odchylił się na krześle.
— Mycroft — przywitał go radośnie, ziewając. Poświęcił chwilę, by zerknąć na zegar ścienny, aby potwierdzić, że w rzeczywistości było już po północy. Przeciągnął się z chrząknięciem. — Pozwól, że zapytam cię, co sprowadziło cię o tej porze?
— Byłem w sąsiedztwie i zauważyłem, że światło w twoim biurze wciąż się pali — odpowiedział elegancki, młodszy mężczyzna przekraczając próg.
Greg uniósł brwi, nie do końca w to wierząc. Nowy Scotland Yard nigdy nie znajdował się tylko w sąsiedztwie Mycrofta. Nie było to zbył blisko jego biura ani domu, więc było to wielkie kłamstwo. Nie, żeby Greg narzekał.
— Naprawdę, w pobliżu? — zapytał z rozbawieniem, uśmiechając się lekko.
Oczy Mycrofta błysnęły, potwierdzając, że został złapany na swoim kłamstwie, ale nic na ten temat nie powiedział. Zamiast tego uniósł wyżej styropianowy kubek i papierową torbę.
— Pomyślałem, że może chciałbyś napić się kawy. I będziesz miał ochotę na trochę świeżych wypieków z pobliskiej piekarni — wyjaśnił Mycroft, wahając się przez chwilę, po czym przeszedł przez pokój, żeby położyć produkty na biurku Grega.
— Jest już po północy — powiedział nieco tępo Greg, patrząc zaskoczony na torbę.
— Rzeczywiście — zaśmiał się Mycroft. — Jeśli twoje umiejętności obserwacyjne stały się tak pospolite, to może warto zrobić sobie przerwę.
— Bardzo zabawne — powiedział sarkastycznie Greg, przewracając oczami, gdy sięgnął po kawę. Pociągnął łyk i zanucił. Była cholernie idealna. Mycroft wiedział, jaką kawę lubił pić. — Mówię tylko, że jest już po północy i udało ci się dostać świeże wypieki? Myślałem, że to raczej niemożliwe.
— Jest wiele rzeczy, w których jestem dobry — powiedział Mycroft, co wcale nie było wyjaśnieniem. Nastąpiła chwili ciszy, kiedy spojrzał w dół, gdzie jego dłonie były splecione przed nim. Jego usta zacisnęły się na moment w cienką linię. — Pomyślałem również, że może ci się spodobać towarzystwo.
Mycroft oczywiście miał rację. Greg pragnął towarzystwa. Jednak wciąż miał tak wiele do zrobienia… Spojrzał na stosy papierów i leżące obok nich teczki z dokumentami, a potem na zegar. Pomyślał, że będzie tu całą noc, ale nie miał nic przeciwko temu. Utrzyma go to zajętym. Były czasy, kiedy przystosowanie się do jego życia jako rozwiedzionego mężczyzny było nadal trudne. Jednak był teraz lepszy z Mycroftem. Tak naprawdę nie bardzo wiedział, jak nazwać związek, który rozwinęli, ale iskra czegoś pojawiała się co jakiś czas. Kiedy stał się singlem, powoli zaczął dążyć do tego. Byli na kilku randkach i w tym momencie Greg zatrzymał się u Mycrofta dwa razy. Skończył ze swoją byłą żoną, chociaż w niektórych momentach uświadamiał sobie że już nic ich nie łączy, zanim jeszcze podpisali papiery rozwodowe, ale to nie oznaczało, że nadal nie miał ciężkich nocy. Dziwne było, że wpływało to na niego, a jednocześnie NIE wpływało na niego tak bardzo.
— Zdecydowanie się nie mylisz — powiedział w końcu z cichym westchnieniem. — Mam jednak tak wiele do zrobienia.
— Nie będę ci przeszkadzać — powiedział Mycroft, spoglądając na stojące obok krzesło. — Chociaż nie żartowałem, kiedy powiedziałem, że zasługujesz na przerwę. Odłóż dokumenty i zjedz. Zajmie ci to dziesięć minut.
Greg skinął głową, robiąc to. Wskazał Mycroftowi, by usiadł na małej sofie, którą miał w kącie swojego biura. Wstał i przeciągnął się. Jego kolana i plecy lekko pstryknęły. Chwycił jedzenie, które mu przyniesiono, zanim dołączył do mężczyzny. Ich uda stykały się, gdy jadł i podczas tego wszystkiego byli stosunkowo cicho, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem.
Kiedy Greg skończył jeść, odwrócił się, by delikatnie pocałować Mycrofta. Otulając się ramionami, całowali się przez całą wieczność, aż Greg w zasadzie wylądował na kolanach Mycrofta. Musiał przerwać pocałunek, gdy jego oddech stał się nieco bardziej nierówny. Czule ujął policzek drugiego mężczyzny.
— Nadal mam pracę do wykonania — wyszeptał niechętnie Greg.
Zdecydowanie wolałby pozostać na sofie z Mycroftem. Więcej pocałunków i być może namiętniejsze pieszczoty byłyby teraz czymś cudownym. Ale miał też dużo do zrobienia. Nie mógł odłożyć tego wszystkiego na bok na resztę nocy, niezależnie od tego jak desperacko tego chciał.
— Czy mogę ci pomóc? — zapytał cicho Mycroft, wpatrując się w niego.
Jego blade oczy pociemniały nieco, co wywołało dreszcz wzdłuż kręgosłupa starszego mężczyzny.
— Nie chcę, żebyś stracił przeze mnie okazję do snu — powiedział Greg, uciekając niego spojrzeniem, gdy pogłaskał Mycrofta po włosach. Akcja spowodowała, że polityk uśmiechnął się i zamknął oczy, pochylając się nieco w stronę dotyku.
— To żadna niedogodność — mruknął po chwili, głaszcząc Grega po boku.
To było miłe uczucie. To uspokajało i jednocześnie przeszywało Grega żarem.
— Może po prostu zostań? — zapytał w końcu Greg.
— Z przyjemnością. — Mycroft uśmiechnął się, przyciągając go do kolejnego pocałunku.
Notka od tłumacza: Szukam bety. Chętnych zapraszam do kontaktu.
