Rozdział 161: Okropnie za nim tęsknię

Greg wpatrywał się w swoją szklankę z ponurą miną, obserwując jak złocista ciecz kołysała się lekko do tyłu i przodu. Musiał nabrać trochę sił. Celem wyjścia do baru nie było siedzenie w ciszy i skupienie się na… Westchnął, odstawiając szklankę i przeczesując palcami włosy.

— Przepraszam — powiedział do Johna, który cierpliwie siedział obok niego. — Zamierzałem być o wiele lepszym towarzystwem niż jestem teraz.

— W porządku — powiedział John, kręcąc głową i machając lekceważąco rękę. — Jestem tu dzisiaj dla ciebie, kolego.

Greg skinął głową. Był bardzo wdzięczny za Johna w swoim życiu. Bycie złapanym w trąbę powietrzną stworzoną przed dwóch Holmesów czasami utrudniało wszystko. Przez wiele lat sam radził sobie z tą siłą, więc posiadanie kogoś w tej samej sytuacji, kogoś kto całkowicie go rozumiał, ułatwiało mu życie.

— Jak długo go nie ma? — spytał po chwili John.

— Pięć tygodni i to co się przedłuża. — Greg zmarszczył brwi. Kiedy powiedział to na głos, poczuł ból w klatce piersiowej, który spowodował, że chwycił ponownie piwo i wziął długi łyk.

— Chryste — szepnął John.

Jego ramiona opadły, gdy oparł łokcie na barze. Dał znak barmanowi, żeby przyniósł im kolejną kolejkę. Greg otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zrezygnował, ponieważ alkohol był już nalewany.

— Tak, wiem. — Greg parsknął cichym, gorzkim śmiechem.

To było okropne. Wyjazd miał trwać nie dłużej niż miesiąc. Teraz minęło prawie półtora miesiąca i kiedy ostatnim razem rozmawiał ze swoim partnerem, nie otrzymał jasnej informacji, kiedy miał się skończyć. Powiedzenie, że był zdenerwowany, nawet w połowie nie oddawał jego stanu emocjonalnego.

— Przykro mi, Greg.

John zmarszczył brwi, chwytając delikatnie biceps Grega. Lekarz patrzył na niego ze współczuciem, a Lestrade w odpowiedzi próbował się uśmiechnąć.

— Po prostu tak bardzo za nim tęsknię — jęknął, szorstko pocierając twarz jedną ręką. — Próbuje ze mną rozmawiać przez telefon, ale czasami nie ma do tego możliwości. Dosłownie jest na spotkaniach przez cały dzień. W końcu wyśle mi wiadomość, że wszystko jest dobrze lub życząc mi dobrych snów, czy coś w tym stylu, więc nie muszę się martwić, ale…

— No cóż, to dobrze — powiedział John, starając się skupić na dobrej stronie.

Desperacko chciał podnieść na duchu swojego najlepszego przyjaciela. Okropnie było widzieć Grega w takim stanie.

— Tak, ale tęsknie za jego głosem — powiedział Greg, a jego głos zaczął lekko drżeć.

Obwiniał za to liczbę piw, które wypili. W tym momencie nie był całkowicie trzeźwy, co czyniło go bardziej wrażliwym emocjonalnie i zawsze był w stanie otworzyć się przed Johnem. Lekarz rozumiał go, wspierał i był niesamowity.

— Wiem, Greg — wyszeptał John, odsuwając na bok ich puste kufle, gdy przed nimi postawiono nowe. — Wiem, jakie to trudne. Przynajmniej w pewien sposób wiem.

Wiedział, czyż nie? Okoliczności były zupełnie inne, ale John był w bardzo podobnych sytuacjach z Sherlockiem. Wiedział, przez co przechodził Greg i to było częścią tego, co sprawiło, że poczuł takie pocieszenie będąc z Johnem. We wszystkim wspierali się nawzajem, jeśli chodziło o relacje z braćmi Holmes. Greg przypuszczał, że to właśnie utrzymywało ich obu przy zdrowych zmysłach.

— Nasze łóżko jest tak cholernie duże bez niego — kontynuował Greg. Poczuł pęknięcie tamy i nie było już odwrotu. — Jest tak cicho. Dom jest niesamowicie cichy, mój telefon milczy i wszystko jest po prostu… czuję się tak… jakby to były zmarnowane dni. Brakuje mi jego dotyku, uczucia jego ramion wokół mnie. Możliwości przyciśnięcia mojego policzka do jego ramienia. Tęsknię za nim, John. Niech Bóg się nade mną zlituje.

Biorąc drżący oddech, Greg przetarł oczy, zanim łzy zdążyły popłynąć. Musiał jakoś trzymać się w kupie. Był takim bałaganem. Chciał, żeby Mycroft wrócił do domu, do niego, do ich życia i chciał go całować do zapomnienia.

— Przenocuj u mnie — zaproponował John po kilku minutach ciszy. Pocierał plecy i ramiona Grega, przyciągając go bliżej, by objąć go ramieniem i przytulić.

— Ja… — zaczął Greg.

Chciał przyjąć zaproszenie. Wiedział, że jeśli wróci do domu, to po prostu będzie odczuwał ból tej nocy. Ale nie chciał przeszkadzać.

— Mówię poważnie. Wróć ze mną na Baker Street. Zostań ze mną jeszcze chwilę, a może Sherlock czymś nas zabawi. Możemy obejrzeć mecz piłki nożnej lub jakiś szalony film akcji. Lub, jeśli naprawdę chcesz się pośmiać, możemy sprawić, żeby Sherlock obejrzał komedię romantyczną lub telewizyjny reality show.

John uśmiechnął się promiennie do Grega.

— Nie sprawiałbym żadnych kłopotów? — zapytał cicho, pociągając nosem, próbując normalnie oddychać.

John potrząsnął głową.

— Nie, żadnych. Nie idę jutro do kliniki, a ty i Sherlock nie macie obecnie żadnych spraw, którymi musicie się zająć. Poważnie. Chodź ze mną do domu. Możemy wyjść po tej kolejce — powiedział John.

Greg zdołał uśmiechnąć się z wdzięcznością i w końcu skinął głową.

— Dzięki, John — powiedział, odchrząkując i wracając do picia piwa.

— Nie ma za co, Greg — odpowiedział John, robiąc to samo.