Rozdział 164: Najlepsza degustacja wina

Greg z uśmiechem odetchnął świeżym wiejskim powietrzem, zamykając oczy, by móc cieszyć się ciepłem i spokojnymi dźwiękami otaczającej go natury. Czasami mieszkanie w sercu Londynu sprawiało, że zapominało się, o tym i zawsze gdy wyjeżdżało się na wieś, było to bardzo odświeżające. Oczywiście wkrótce będzie tęsknił za Londynem, ale wciąż był na tym etapie, w którym stwierdzał, że nigdy nie chce wyjeżdżać.

To był drugi raz, kiedy on i Mycroft zatrzymali się w tym prywatnym domu w samym środku Surrey. To było dla nich świetne miejsce na wakacje. Było wystarczająco blisko Londynu, więc gdyby któreś z nich musiałoby natychmiast wrócić, nie byłoby to niezmiernie trudne, a jednocześnie było wystarczająco daleko, aby naprawdę uciec od wszystkiego.

Greg był bardzo zaskoczony, kiedy państwo Holmes podarowali im ten domek. Najwyraźniej był to jeden z dwóch, które posiadali, a drugi był w Sussex i zarezerwowany dla Sherlocka, gdyby kiedykolwiek zdecydował się go zaakceptować. Dostali to miejsce jako prezent ślubny i Mycroft najwyraźniej się tego spodziewał. Greg wciąż w to nie wierzył przez kilka dni. Siedział samotnie na przepięknym zielonym polu, z dużymi drzewami dającymi mnóstwo cienia na całym terenie i pięknym, czystym strumieniem płynącym z jednej strony.

W zasadzie to było niebo.

Greg leżał na ogrodowej sofie, którą ustawili na środku zadaszonego patio. Miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, zwykły t-shirt i dżinsowe szorty. Nogi skrzyżowane w kostkach i rozciągnięte wzdłuż sofy, ręce złożone pod głową. Stanowił definicję relaksu. Były momenty, kiedy rozważał, aby w czasie kiedy obaj przejdą na emeryturę, by przeprowadzić się tutaj na stałe. Zastanawiał się, czy daliby radę. Ten zrelaksowany, spokojny styl życia był świetny, ale czy pasowałby im na co dzień? Szczerze, nie był tego pewien.

— Gregory?

Zza jego pleców dobiegł głos męża. Nucąc, Greg podniósł okulary słonecznie, by ułożyć je na czubku głowy i odchylił się do tyłu spoglądając na Mycrofta stojącego w drzwiach domu. Także miał na sobie szorty, chociaż były o wiele bardziej szykowne niż Grega oraz białą koszulkę z kołnierzykiem wetknięta w nie. Wyglądał tak profesjonalnie, a jednocześnie swobodnie. Greg kochał to w nim.

— Tak, kochanie? — Uśmiechnął się, zauważając teraz, co niósł Mycroft.

W każdej ze smukłych dłoniach trzymał kieliszek do wina, a pod pachę miał wepchnięte coś, co wyglądało jak butelka.

— Przepraszam, jeśli ci przeszkadzam, ale pomyślałem, że możemy mieć degustację wina — powiedział Mycroft, wychodząc na patio i kierując się w jego stronę.

Greg wyprostował się i odwrócił tak, że jego nogi zwisały teraz z sofy.

— Brzmi świetnie. — Uśmiechnął się.

Tak jakby Mycroft mógł mu przeszkadzać. Degustacja wina? To była zdecydowanie bardziej rzecz Mycrofta niż jego własna, ale Greg lubił od czasu do czasu wypić kieliszek dobrego wina, a z młodszym mężczyzną mógł zrobić wszystko. Może to był bonus, że w grę wchodził alkohol.

— Cudownie. — Mycroft również się uśmiechnął, podając mu kieliszek, po czym odkorkował butelkę, którą przyniósł ze sobą. — Pierwsze jest czerwone, trochę bardziej wytrawne, niż te które zwykle pijesz. Jednak dobrze smakuje i po kilku chwilach stanowi bardzo przyjemne doświadczenie.

Greg skinął głową, przesuwając kieliszek podczas nalewania wina i robiąc to, co kazano mu zrobił. Nie po raz pierwszy zrobili coś takiego, a Mycroft był naprawdę wspaniałym gospodarzem. Wino było raczej wytrawne i prawdopodobnie czymś, co Greg nie będzie pił często, ale i tak było dobre.

Trwali w ten sposób przez większość godziny. Mycroft przynosił różnego rodzaju wina i rozmawiali o nich cicho, zanim wypili przynajmniej pół kieliszka każdego z nich. Przy tych lepszych może wypili trochę więcej. Mieli również do jedzenia przeróżne przekąski: sery i krakersy, owoce i kilka kanapek, które Greg zrobił tego ranka. To było cholernie niesamowite.

Greg nie był pewien, ile win wypróbowali w tym momencie, ale zdecydowanie szumiało mu w głowie. Nie przegapił również tego, jak zbliżały się do siebie z każdym nowym kieliszkiem i tego jak ich ręce powoli zaczęły wędrować. W tym czasie Greg prawie nie zwracał uwagi na opis, który Mycroft nalegał, aby dać winu, które przyniósł. Powiedział, że było owocowe. Grega o wiele bardziej interesowały zaczerwienione usta męża i sposób, w jaki od czasu do czasu wysuwał mu się język, którym przesuwał powoli po dolnej wardze. Cieszył się widokiem jego bladej, odsłoniętej szyi, rozszerzonych źrenic i przyspieszonego bicia serca.

Mycroft pił. Zapomniany kieliszek Grega, spoczywał w jgo dłoni. W końcu ich spojrzenia się spotkały, zamarli na chwilę, zanim Greg zareagował. Wziął od Mycrofta wino i odłożył szkło na bok. Patrzył, jak oczy młodszego mężczyzny pociemniały, kiedy wspiął się na jego kolana. Ich nosy stykały się, a oddechy mieszały się. Greg był wyraźnie podniecony.

Przełykając, zmniejszył dystans i zainicjował namiętny pocałunek. Jego język przesuwał się po wąskich wargach Mycrofta, aby uzyskał dostęp do jego ust. Przycisnął je do siebie z cichym jękiem.

— Ma owocowy posmak — wyszeptał Greg zaskakująco głębokim głosem.

Czuł pod sobą jak Mycroft zadrżał. W tym momencie zdecydował, że najlepszy rodzaj degustacji wina będzie wtedy, gdy Mycroft będzie pił wino, a potem Greg będzie je zlizywać z jego ust. Właśnie tak.

— Gregory, powinniśmy… wejść do środka…

Ale Greg już naciskał na niego z większym celem, całując i skubiąc ustami płatek jego ucha.

— W promieniu wielu kilometrów nie ma nikogo innego — wyszeptał w uwodzicielski sposób, o którym wiedział, że Mycroft nie będzie w stanie zignorować. — Pozwól mi pieprzyć cię na dworze.

— Gregory, język — próbował go zbesztać Mycroft, ale mocno ściskał koszulkę starszego mężczyzny.

Było oczywiste, że chciał tego równie mocno. Greg nie zamierzał się wahać. Degustacja wina szybko stało się działalnością drugorzędną.