Rozdział 169: Nieprzyjemnie gorąco
Greg nie chciał się ruszyć. Przeniesienie się oznaczała wysiłek. Wysiłek był czymś okropnym. Przynajmniej w jego głowie tak było. Wszystko to było kombinacją na "nie", z którą absolutnie nie chciał mieć teraz do czynienia.
—Myc, jest tak gorąco — jęknął, zasłaniając oczy ramieniem i coraz bardziej zniechęcony wstaniem z kanapy.
Nie był przygotowany do radzenia sobie z tym. Nie do końca rozumiał, dlaczego ludzie wybrali dzisiejszy dzień ze wszystkich, aby przeprowadzić konserwację, co skończyło się wyłączeniem klimatyzacji. W jeden z najgorętszych letnich dni w Londynie, jaki został im podarowany.
— Może jeśli zejdziesz z kanapy i przejdziesz się, to będzie ci chłodniej — zasugerował Mycroft, wychodząc z kuchni.
Niósł dwie butelki wody, po jednej w każdej dłoni. Był ubrany w rzadką kombinację składającą się z szortów khaki i koszulkę polo z krótkim rękawem. To było naprawdę orzeźwiający wygląd i była to jedyna dobra rzecz w obecnej pogodzie.
— Ale to wymagało ruszenia się — jęknął Greg, sięgając po zimną butelkę, którą mu podano.
Spojrzał żałośnie na swojego partnera, zanim odkręcił nakrętkę i wziął bardzo długi łyk wody.
— Ale to też cię ochłodzi. Dlaczego nie dołączysz do mnie na chwilę na podwórku? Wierzę, że wieje przyjemna bryza, która byłaby znacznie przyjemniejsza dla ciebie niż leżenie na kanapie.
Greg spojrzał na niego, wziął kolejny łyk i westchnął. Może poczułby się w ten sposób lepiej. Był już odrobinę zdesperowany. W tym momencie zrobiłby prawie wszystko, aby uzyskać małą ulgę. Dlatego przesunął się, odpychając się wolną ręką, by usiąść, zanim wstał z kanapy. Zamknął na chwilę oczy, dostosowując się i przeczesując dłonią lekko zwilżone potem włosy, po czym skinął na wyższego mężczyznę.
Uśmiechając się, Mycroft odwrócił się i zaczął wychodzić na patio. Greg poszedł za nim i natychmiast był za to wdzięczny. Westchnął, gdy uderzył go pierwszy powiew bryzy. Musiało go to ochłodzić o co najmniej dziesięć stopni. Kontynuował picie wody, idąc za Mycroftem, dopóki nie dotarli do wydzielonej części, mniej więcej w połowie ich podwórka.
Była mała i bardzo prywatna, z niesamowitym przepływem powietrza. Mycroft przerobił ją na wypoczynkową część dwa lata temu i szybko stała się jednym z ich ulubionych miejsc. Kiedy usiedli na leżance, która tam postawili, Greg nie mógł powstrzymać się od westchnęła i przymknięcia oczu.
— Jest cudownie — powiedział, rozluźniając się. Dobiegł go cichy śmiech tuż obok niego. otworzył oczy i zobaczył bardzo zadowolony wyraz swojego partnera. Potrząsnął głową. — Cicho. Tak, miałeś rację.
— Mój drogi, za bardzo skupiasz się na rzeczywistej temperaturze, jaką odczuwał w danej chwili — skomentował Mycroft, popijając wodę. Greg obserwował w milczeniu, czekając, aż będzie kontynuował. — Zamiast skupiać się na upale, który aktualnie panuje, powinieneś spróbować wymyślić sposób na złagodzenie wspomnianego dyskomfortu.
— Cóż, po to cię mam. — Greg nie mógł powstrzymać uśmiechu. Uderzył czule Mycrofta łokciem, a potem wypił więcej wody.
— Czasami nie wiem, jak byś przeżył beze mnie — zadumał się Mycroft.
Na jego obliczu i w oczach była widoczna radość, a Greg po prostu pozwolił sobie zatracić się w tym cudownej ekspresji.
— Nie przeżyłbym — wyszeptał, trochę bardziej czule, niż być może Mycroft się tego spodziewał.
Młodszy mężczyzna zamrugał, a potem na jego twarzy pojawił się szerszy uśmiech.
— Jesteś kimś innym, Gregory Lestrade — powiedział, kręcąc głową.
— Wiem. — Przytaknął Greg, pochylając się, by go delikatnie pocałować. — A ty mnie kochasz.
— Naturalnie — wyszeptał Mycroft, po czym zainicjował kolejny delikatny pocałunek, gdy wiatr zawirował wokół nich.
